Góry Świętokrzyskie – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl - pieszo, rowerem, z aparatem Sat, 31 Jul 2021 11:01:27 +0000 pl-PL hourly 1 https://przygodyprzemka.pl/wp-content/uploads/2020/12/cropped-pzfavn-1-32x32.png Góry Świętokrzyskie – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl 32 32 Sandomierz – polski Rzym #3 https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-3/ https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-3/#respond Tue, 31 Oct 2017 08:43:26 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2447 Nadszedł czas na trzecią, ostatnią część opowieści o moim pobycie w Sandomierzu. Poprzednie są dostępne tutaj: Część 1, Część 2.

[...]

Czytaj więcej from Sandomierz – polski Rzym #3

]]>
Nadszedł czas na trzecią, ostatnią część opowieści o moim pobycie w Sandomierzu. Poprzednie są dostępne tutaj: Część 1, Część 2.

Pierwotnie planowałem ten post na początek października, ale pogoda za oknem wprowadziła mnie w stan podobny do otępienia. Do tego jeszcze natłok pracy oraz zapalenie zatok. To wszystko spowodowało, że nie miałem ochoty na pisanie. Dość jednak użalania się nad sobą, trzeba się ogarnąć i działać :).

Nauka chodzenia po… błocie

Po opuszczeniu terenu kościoła św. Jakuba, ruszyłem ku Wąwozowi Królowej Jadwigi. Jest to prawie półkilometrowy, lessowy wąwóz. Przez przewodniki uznany za najpiękniejszy w mieście. Strome, wysokie (do prawie 10 metrów) ściany, gęsto porośnięte są drzewami i krzewami. Pięknie musi być tutaj w lecie, gdy wszystko jest już rozwinięte, a także podczas naszej Złotej Polskiej Jesieni, która w tym roku, trwała może jakiś tydzień. Jak wiecie albo dopiero się dowiecie, byłem w Sandomierzu na początku maja, kiedy to przyroda, dopiero budziła się do życia, a i aura była nie za ciekawa.

Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
Wąwóz Królowej Jadwigi – przyroda dopiero się budzi

Było mokro, więc przejście wąwozu było utrudnione, z uwagi na błoto. Miejscami było naprawdę hardcorowo. Szczególnie na samym końcu, tuż przy ulicy Krakowskiej. Morze błota.

Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
Odsłonięte korzenie drzew w Wąwowie Królowej Jadwigi
Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
Korzenie raz jeszcze, niektóre wyglądały spektakularnie
Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
W niektórych miejscach, trzeba było bardzo uważnie iść, aby nie wylądować na czterech literach w błocie.

Wielu zawracało. Nieliczni, w tym i ja, postanowiło przejść całą trasę i nie odpuszczać przy samym końcu. Niektórzy, wylądowali niestety na czterech literach, próbując minąć największe błoto stromymi ścianami, gdzie wcale nie było lepiej.

Tym, którym udało się pokonać wąwóz, kolejne minuty musieli poświęcić na doprowadzenie się do porządku. W szczególności buty, bo te najbardziej ucierpiały.

Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
“Morze błota” tuż przy wylocie wąwozu, przy ulicy Krakowskiej

Rejs z Marią

Kiedy jako tako pozbyłem się błota z butów, ruszyłem ku Wiśle, gdzie znajdował się ostatni punkt wycieczki po Sandomierzu. Wtedy miał to być tak naprawdę przedostatni etap, ale potem okazało się co innego.

Miałem zamiar odbyć rejs statkiem wycieczkowym po Wiśle. Pogoda nie nadawała się zbytnio do tego, ale mimo wszystko, nie chciałem rezygnować. Stan Wisły był dość wysoki, jak się potem okazało, dzień mojego pobytu w Sandomierzu, był pierwszym dniem sezonu. Wcześniej statki wycieczkowe nie pływały, z uwagi na wysoki stan Królowej Polskich Rzek.

Rybitwa rzeczna Sandomierz
Rybitwa rzeczna

Po dojściu na nabrzeże nie zastałem statku. Po paru minutach, mimo sporej liczby ludzi, myślałem dać za wygraną. Kiedy miałem już odwracać się na pięcie i ruszać do samochodu, zobaczyłem statek “Maria”, wracający z poprzedniego rejsu.

Statek Maria Sandomierz
Statek “Maria” wraca z poprzedniej wycieczki

Dobicie do brzegu i wymiana pasażerów trwała kilka minut. Za bilet zapłaciłem 10 lub 12 zł, nie pamiętam już. Bilety kupuje się u Kapitana, przy wejściu na jednostkę.

Do wyboru mamy dwa pokłady. Dolny, osłonięty od wiatru i deszczu oraz górny, który wybrałem, ponieważ chciałem robić zdjęcia, a przez szybę to trochę kiepsko. Wybór miejsc jest przypadkowy, obowiązuje zasada: “Kto pierwszy, ten lepszy”. Większość ludzi wybrała górny pokład, a tylko nie liczni usiedli na dole. Potem, gdy “Maria” pruła wody Wisły (pruła, to może nie zbyt dobre określenie dla tempa spacerowego, ale miało wprowadzić Was w nastrój marinistyczny), nastąpiło przetasowanie wśród współpasażerów. Niektórzy zmarzli, więc zeszli na dół, niektórzy chcieli mieć lepszy widok, więc weszli na górny pokład.

Statek Maria Sandomierz
Odbiliśmy od brzegu, a tam kolejni chętni na wycieczkowy rejs po Wiśle

Kiedy odbiliśmy od brzegu, płynęliśmy najpierw w górę rzeki, czyli pod prąd. Kapitan “Marii” opowiadał w międzyczasie historię Sandomierza. Po dopłynięciu do ujścia rzeki Koprzywianki, statek wykonał nawrót i płynęliśmy teraz w dół Wisły.

Statek Maria Sandomierz
Na środku Wisły (prawie), najpierw w dół rzeki…

Minęliśmy nabrzeże, z którego startowaliśmy, następnie most na Wiśle, a po paruset metrach, kolejny nawrót i powrót do “portu”.

Sandomierz z poziomu statku
Sandomierz z poziomu statku

Rejs trwał kilkadziesiąt minut, trochę krótki, jak dla mnie. Gdyby pogoda była lepsza, odczucia wizualne byłyby pewnie dużo lepsze. Wybrałem się w ten rejs przede wszystkim dlatego, ponieważ liczyłem na obserwacje ptactwa wodnego. Tego jednak jak na lekarstwo. Oprócz “wodnego standardu”, czyli mew śmieszek, rybitw rzecznych i kaczek krzyżówek, udało się mi zaobserwować kilka czajek, które jednak były zbyt daleko, abym mógł podzielić się z Wami, przyzwoitym zdjęciem. Czasami nad głowami przeleciała kawka. Podziwianie panoramy Sandomierza z poziomu Wisły, również byłoby lepsze, gdyby nad miastem nie wisiały ołowiane chmury, które w każdym momencie mogły zacząć bombardować nas kroplami deszczu.

Statek Maria Sandomierz
Statek “Maria” przy brzegu

Po zejściu ze statku, udałem się w drogę powrotną do samochodu. Zrobiłem sobie krótką przerwę na rynku. Akurat trafiłem na zmianę warty przy kolumnie z posągiem Madonny Niepokalanej z 1776 roku. Wartę można zobaczyć w każdy weekend i święta. Tworzą ją “rycerze” w historycznych strojach. Uroczysta zmiana warty następuje co godzinę.

Uroczysta zmiana warty Sandomierz
Uroczysta zmiana warty
ratusz sandomierz
Zabytkowy ratusz na sandomierskim rynku
sandomierz rynek
Sandomierski rynek

Po drodze, już po opuszczeniu starówki, podjąłem drugą dzisiaj próbę zwiedzenia kościoła św. Józefa. Znowu nie było mi to dane. Lada moment miała rozpocząć się msza, więc odpuściłem sobie to miejsce. Może do następnego razu?

To już koniec opowieści o Sandomierzu. Wycieczkę zaliczam do udanych, mimo nie sprzyjających warunków atmosferycznych. Z pewnością kiedyś tutaj wrócę, bo do zwiedzania są również okolice Sandomierza, chociażby Góry Pieprzowe.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-3/feed/ 0
Sandomierz – polski Rzym #2 https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/ https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/#respond Sat, 16 Sep 2017 16:48:06 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2385 Zapraszam na drugą część opowiadania, o moim jednodniowym pobycie w mieście Sandomierz.

[...]

Czytaj więcej from Sandomierz – polski Rzym #2

]]>
Zapraszam na drugą część opowiadania, o moim jednodniowym pobycie w mieście Sandomierz.

Po opuszczeniu “Świata Ojca Mateusza”, ruszyłem ku katedrze. Szedłem ulicą Zamkową, aż dotarłem do Furty Dominikańskiej. Potocznie, ze względu na kształt, nazywana jest “Uchem Igielnym”. Jest jedynym zachowanym takim przejściem w systemie murów obronnych Sandomierza.

Niegdyś istniała jeszcze jedna furta. Ta, przy której znajdowałem się obecnie, zyskała nazwę “dominikańskiej”, bowiem przez nią prowadziła najkrótsza droga między klasztorami dominikańskimi – przy kościele św. Jakuba i kościele św. Marii Magdaleny.

Furta Dominikańska - Ucho Igielne Sandomierz
Furta Dominikańska – Ucho Igielne – widok z ulicy Zamkowej

Umożliwiała wejście do Sandomierza nie tylko zakonnikom, ale także innym osobom, kiedy bramy miejsce były już zamknięte.

Zszedłem po schodach i kontynuowałem marsz ulicą Podwale Górne. Doszedłem do zamku, jednak tam nie wchodziłem, ponieważ nie miałem tego w planach, tym bardziej, że znajduje się tam muzeum, na które nie miałem ochoty.

Furta Dominikańska - Ucho Igielne Sandomierz
Furta Dominikańska – Ucho Igielne – widok z ulicy Podwale Górne
Zamek Królewski - Muzeum Okregowe w Sandomierzu Sandomierz
Zamek Królewski – Muzeum Okręgowe w Sandomierzu

Kiedy dotarłem do kościoła, trwała właśnie msza. Postanowiłem tu wrócić później. Postanowiłem zatem udać do Domu Długosza i zwiedzić tamtejsze Muzeum Diecezjalne.

Dom Długosza

Jest to jeden z najlepiej zachowanych gotyckich domów mieszkalnych w Sandomierzu. Stoi niedaleko katedry, więc nie miałem dużo do przejścia.

Budynek został ufundowany przez historyka Jana Długosza w 1476 roku. Kanonik przeznaczył ten budynek dla księży wikariuszy pobliskiej bazyliki katedralnej.

Dom Długosza Sandomierz
Dom Długosza

Obecnie w jego wnętrzach, mieszczą się bogate zbiory Muzeum Diecezjalnego. Autorem ekspozycji był krakowski historyk sztuki Karol Estreicher. Placówka ta, posiada bardzo cenne zbiory z zakresu malarstwa, rzeźby sakralnej, tkaniny, sztuki zdobniczej oraz wielu, wielu innych dziedzin.

Do najciekawszych eksponatów, moim zdaniem, należą stopy słonia czy rękawiczki św. Jadwigi, króla Polski (tu nie ma błędu, Jadwiga była formalnie królem Polski).

Stopy słonia w Domu Długosza Sandomierz
Stopy słonia w Domu Długosza

Z królewskimi rękawiczkami wiąże się pewna historia, którą cytuję niżej.

Rękawiczki te, wedle odwiecznej tradycji są pamiątką po św. Jadwidze. Ofiarować je miała mieszkańcom podsandomierskiej wsi Świętniki, z wdzięczności za wyciągnięcie ugrzęzłych w zaspie sań, którymi podróżowała zimową porą z Sandomierza do Krakowa.

Opis eksponatu w Muzeum Diecezjalnym, Dom Długosza, Sandomierz. Pisownia oryginalna.

Rękawiczki te pozbawione są kciuków, bowiem tym palcem św. Jadwiga błogosławiła poddanych. Są wykonane z cieniutkiej koźlęcej skórki, choć na pierwszy rzut oka wydają być z papieru.

Rękawiczki - pamiątka po św. Jadwidze, królu Polski Sandomierz
Rękawiczki – pamiątka po św. Jadwidze, królu Polski

Ja widać na powyższej fotografii, w gablocie wraz z rękawiczkami znajdują się również dwie pozłacane łupiny orzecha włoskiego. Według miejscowej legendy, rękawiczki te są bardzo delikatne i jeśli się je mocno zwinie, to zmieszczą się we wspomnianych łupinach.

Przeszedłem całą wystawę w około 30 minut. Inne eksponaty bardziej przykuwały moją uwagę, drugie mniej. Po wyjściu skierowałem się do katedry, którą miałem nadzieję w końcu zwiedzić.

Dzwonnica

Zanim jednak dotarłem do bazyliki katedralnej, wstąpiłem na chwilę do dzwonnicy, która stoi vis a vis kościoła. Budowla ta, została wybudowana w latach 1737-1743. Od kilku lat, za niewielką opłatą (2 zł), można wejść do środka. Na górę, do dzwonów, które są współcześnie sterowane elektronicznie, wejść nie można, ze względów bezpieczeństwa. Za to z dołu można podziwiać same dzwony, więźbę dachową, a także zejść na pierwszą kondygnację podziemi.

Dzwonnica Sandomierz
Sandomierska dzwonnica

Posłuchałem chwilę Pani, która opowiadała o dziejach sandomierskiej dzwonnicy i ruszyłem ku budynkowi, który znajduje się po drugiej strony ulicy.

Bazylika katedralna

Wzniesiona w XIV wieku, w stylu gotyckim. W swoich wnętrzach kryje bogate dekoracje, które zrobiły na mnie nie małe wrażenie, jak większość obiektów sakralnych z “zamierzchłych czasów”.

Dekoracje rzeźbiarskie pochodzą z XIV wieku, natomiast freski bizantyjsko-ruskie, obrazy, ołtarze rokokowe i inne rzeźby z okresu XV-XVII w.

Bazylika katedralna, została wzniesiona, w miejscu romańskiej świątyni, która uległa zniszczeniu podczas najazdów Tatarów w XIII wieku.

Wnętrze bazyliki katedralnej Sandomierz
Wnętrze bazyliki katedralnej

Wspomniane wyżej ołtarze, wykonane są z czarnego, a zdobione różowym marmurem. Są unikatowymi przykładami pracy mistrzów kamieniarstwa z warsztatów w Czarnej pod Krakowem.

Jak zwykle, będąc w takim miejscu, przechadzałem się niespiesznie, podziwiając bogato zdobione wnętrza kościoła. Nie miałem, niestety, tyle czasu ile bym chciał, bowiem za chwilę miało rozpocząć się kolejne tego dnia nabożeństwo. Jako że, nie jestem zbytnio religijny, opuściłem świątynię i udałem się w dalszą wędrówkę po sandomierskich ulicach.

Sandomierz – polska Toskania

Przeszedł czas na wyjaśnienie, drugie określenie Sandomierza, nawiązujące do regionu z południa Europy. Nazwę już znacie – polska Toskania. Wyjaśnienie będzie w tekście poniżej.

Następnym przystankiem wycieczki po starówce był kościół św. Jakuba. Świątynia ta, należy do dominikanów, którzy w Sandomierzu są od XIII wieku. Obecny, z surowym wystrojem wnętrza, kościół wybudowano w latach 1226-1250.

W środku blisko osiemsetletniej świątyni, możemy zobaczyć płytę nagrobną oraz wykonany z jednego kawałka pnia dębu, sarkofag księżniczki Adelajdy.

Podczas najazdu Tatarów w 1260 roku, zakonnicy zostali zamordowani w świątyni. Legenda głosi, że dobrowolnie oddali swoje życie. Obecnie Sandomierz czci przeora Sadoka i jego 48 współbraci. Ich relikwie znajdują się w kościele.

Sarkofag księżniczki Adelajdy Sandomierz
Sarkofag księżniczki Adelajdy

Do środka wszedłem przez XIII-wieczny portal, który wykonany jest z ręcznie formowanej cegły. Spędziłem kilka chwil w środku, po czym wyszedłem na zewnątrz.

Tuż obok świątyni znajduje się mała plantacja winorośli, z których współcześni zakonnicy wytwarzają wino. W Sandomierzu, jak i w jego okolicach, panują idealne warunki do takich upraw. Mikroklimat i ukształtowanie terenu przypomina włoską Toskanię, dlatego czasami Sandomierz nazywany jest polską Toskanią.

Kościół św. Jakuba i plantacja winorośli Sandomierz
Kościół św. Jakuba i plantacja winorośli

Tym kolejnym już włoskim akcentem kończę część drugą. Zapraszam za ostatnią, trzecią odsłonę, która pewnie ukarze się w okolicach października. Przeczytać będzie można między innymi o tym, jak wygląda Sandomierz ze środka Wisły oraz dowiedzie się czy zaliczyłem bliskie spotkanie z błotem w Wąwozie św. Jadwigi.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/feed/ 0
Sandomierz – polski Rzym #1 https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/ https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/#respond Thu, 24 Aug 2017 12:03:17 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2328 Sandomierz, podobnie jak stolica Włoch, położony jest na siedmiu wzgórzach. Dlatego nazywany jest czasami “polskim Rzymem”. Spotkałem się jeszcze z jednym określeniem nawiązującym do innego południowego regionu Europy, ale o tym później.

[...]

Czytaj więcej from Sandomierz – polski Rzym #1

]]>
Sandomierz, podobnie jak stolica Włoch, położony jest na siedmiu wzgórzach. Dlatego nazywany jest czasami “polskim Rzymem”. Spotkałem się jeszcze z jednym określeniem nawiązującym do innego południowego regionu Europy, ale o tym później.

Trochę historii na początek

Istnieją dwie hipotezy odnośnie pochodzenia nazwy miasta. Pierwsza sugeruje, że wywodzi się ona od imienia rycerza Sędomira. Inna zaś głosi, że miasto swoją nazwę wzięło od faktu, iż rzeka San wpada tutaj do Wisły.

Sandomierz śmiało można zaliczyć do grona najstarszych polskich miast. Początki osadnictwa na tym terenie sięgają neolitu – młodszej epoki kamienia. Świadczą o tym liczne odkrycia archeologiczne. Pierwsza pisana wzmianka zawarta jest w “Kronice” Galla Anonima.

W czasach rozbicia dzielnicowego, Sandomierz był stolicę Księstwa Sandomierskiego. Bolesław Krzywousty przyłączył później księstwo do dzielnicy senioralnej.

Najazdy tatarskie w XIII wieku zniszczyły miasto. Destrukcji uległa niemal w całości drewniana zabudowa. W wyniku tych zdarzeń, przeniesiono osadnictwo wyżej, na trudniej dostępne wzgórza. W 1286 roku, za sprawą Leszka Czarnego, nastąpiła druga lokacja miasta na prawie magdeburskim.

W czasie panowania Kazimierza Wielkiego, Sandomierz intensywnie rozwijał się. Król udzielał mieszkańcom wielu przywilejów. Dzięki nim mógł tutaj powstać na przykład skład soli.

“Potop szwedzki” był przyczyną kresu świetności miasta. Szwedzi zajęli miasto 13 października 1655 roku. Kolejne wojny nie oszczędzały Sandomierza. Dosyć tej historii. Przejdźmy do teraźniejszości.

Sandomierz na zakończenie majówki 2017

Do Sandomierza wybrałem się w środę, ostatni dzień majówki 2017. Po kilku godzinach jazdy byłem na miejscu. Udało się mi zaparkować na bezpłatnym parkingu, tuż obok cmentarza, który znajduje się niedaleko Starego Miasta.

Podążając na sandomierską starówkę, minąłem kościół św. Józefa. Bardzo chciałem go zwiedzić, bowiem w środku znajdują się zmumifikowane zwłoki Teresy Izabeli Morsztynówny. Ciało spoczywające w oszklonej trumnie, przechowywane jest w podziemiach kościoła.

Sandomierz - Kościół św. Józefa - widok z Bramy Opatowskiej
Kościół św. Józefa – widok z Bramy Opatowskiej

Świątynia ta, została zbudowana w latach 1679-1689. Ciekawostką jest fakt, że cegła użyta do budowy, pochodzi z rozbiórki zamku w Zawichoście.

Niestety, kościół nie jest dostępny do zwiedzania non stop. Od poniedziałku do piątku można to robić w godzinach 10:00-12:00, 14:30-16:30. W soboty do południa, w niedzielę zaś w godzinach od 13:30 do 15:30. Gdy stałem przed kościołem w środowy poranek, rozpoczynała się msza. Postanowiłem ponowić próbę zwiedzenia świątyni w drodze powrotnej.

Brama Opatowska

Szedłem więc dalej. Po chwili dotarłem do Bramy Opatowskiej. Jest to ostatnia z bram sandomierskiego Starego Miasta, która przetrwała do naszych czasów. Pochodzi z XIV wieku, czyli z okresu panowania Kazimierza Wielkiego. W systemie obwarowań miejskich, funkcjonowały cztery bramy. Od północy Zawichojska oraz Opatowska, która uznawana jest za największą, od południa Krakowska, a od wschodu Lubelska. XVI wieku Bramę Opatowską podwyższono, zwieńczając ją renesansową attyką.

Sandomierz Brama Opatowska - widok od północy
Brama Opatowska – widok od północy
Sandomierz Brama Opatowska - widok od południa
Brama Opatowska – widok od południa

Na bramie znajduje się punkt widokowy, z którego można podziwiać panoramę Sandomierza oraz Wisłę, która przepływa przez miasto w kształcie litery “S”. Wstęp na bramę jest płatny i wynosi 4 zł za bilet normalny, i 3 zł za bilet ulgowy.

Jak pewnie wiecie z poprzednich wpisów (link, link, link), pogoda w trakcie tegorocznej majówki nie rozpieszczała mnie. Nie inaczej było w Sandomierzu. Nisko wiszące chmury, skutecznie przeszkadzały w podziwianiu widoków z Bramy Opatowskiej.

Widok na Wisłę i miasto z Bramy Opatowskiej Sandomierz
Widok na Wisłę i miasto z Bramy Opatowskiej

Podziemna Trasa Turystyczna

Po zwiedzeniu Bramy Opatowskiej, swoje kroki skierowałem ku Podziemnej Trasie Turystycznej. W Internecie można znaleźć wiele nie przychylnych recenzji tej atrakcji turystycznej Sandomierza. Ja mam mieszane uczucia. Ogólnie lubię chodzić po wszelakich podziemiach, już jako dzieciak zwiedzałem chodniki kontrminowe w Twierdzy Modlin, często chodząc bez żadnego światła.

Zdecydowanie wolę zwiedzać takie miejsca bez przewodników, albo z przewodnikami, którzy opowiadają z pasją, a nie jak tutaj, wyrytę na blachę. Pani przewodnik, głosem bez wyrazu, opowiadała historię tego miejsca, a słowa wypadały z jej ust, z prędkością wystrzeliwanych pocisków z karabinu maszynowego.

Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej Sandomierz
Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej – po prawo kupuje się bilety. Na dziedzińcu oczekiwanie na przewodnika, a potem schodami w dół.

Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej, znajduje się przy ulicy Oleśnickich. Ceny biletów: 10 zł normalny, 6 zł ulgowy. Ciekawostką jest fakt, że budynek na przeciwko, w którym znajdują się jakieś dwa wydziały sandomierskiego urzędu miasta, gra w serialu TVP “Ojciec Mateusz” komisariat policji.

Serialowy komisariat policji z "Ojca Mateusza" Sandomierz
Serialowy komisariat policji z “Ojca Mateusza”

Do przejścia mamy 430 metrów. Głębokość, na którą schodzimy jest różna. Najgłębiej będziemy 12 metrów pod ziemią. W dawnych czasach, podziemia te, pełniły rolę magazynów, służyły miejscowej ludności jako schrony w trakcie wojen. Wokół nich krąży wiele legend. Według jednej, miała tutaj zginąć Halina Krempianka, ratując miasto przed Tatarami.

Podziemna Trasa Turystyczna Sandomierz
Podziemna Trasa Turystyczna

W latach 60. XX wieku, podziemia zaczęły zapadać się. Naukowcy z Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie, opracowali program, który uratował część kazamat.

Podczas wycieczki najbardziej zainteresowała mnie historia krzemienia pasiastego. Jest to odmiana krzemienia, która występuje tylko w okolicach Sandomierza.

Krzemień pasiasty Sandomierz
Krzemień pasiasty

Koniec trasy znajduje się pod zabytkowym ratuszu.

Z wizytą u Ojca Mateusza

Po opuszczeniu Podziemnej Trasy Turystycznej, z początku chciałem przejść się po rynku, ale po pierwsze trochę padało, a po drugie przypomniałem sobie, że pod koniec kwietnia, otwarto miejsce, które skierowane jest do fanów serialu “Ojciec Mateusz”. Być może, zapalonym fanem tego serialu nie jestem, nie wyczekuję na kolejne odcinki, ale chciałem zobaczyć jak wyszła nowa atrakcja na turystycznej mapie Sandomierza.

Sam serial z pewnością przysłużył się miastu, reklamując je wszędzie tam, gdzie dociera sygnał TVP. Podobnie jest ze wsią Jeruzal, w gminie Mrozy, gdzie między innymi kręcono serial “Ranczo”. Trochę dziwne, że dopiero w tym roku, takie miejsce powstało, choć sam serial już od kilku paru ładnych lat, gości w domach Polaków. Jak mawia przysłowie: lepiej późno, niż wcale.

Wystawa “Świat Ojca Mateusza”, znajduje się przy ulicy Rynek 5, otwarta jest codziennie od 9:00 do 18:00. Cena biletów jest w miarę przystępna: dorośli zapłacą 13 zł, dzieci i młodzież (4-18 lat) 10 zł, a najmłodsi mogą zwiedzać wystawę za darmo.

Serialowy kościół - eksponaty to oryginalne elementy scenografii Sandomierz
Serialowy kościół – eksponaty to oryginalne elementy scenografii

Tak, jak wspominałem wyżej, wystawę otwarto niedawno, dokładnie 26 kwietnia 2017 roku. W środku, na fanów serialu, czeka sporo atrakcji. Możemy wejść do kościoła, na plebanię, odwiedzić gabinet biskupa, posterunek policji, a nawet zamknąć się w celi. Dla spragnionych zdjęć z głównymi postaciami z serialu, czekają w środku naturalnej wielkości figury woskowe Mateusza, Natalii, Możejki i Nocula. Warto wspomnieć, że pomieszczenia zaaranżowano z wykorzystaniem oryginalnych elementów scenografii.

Naturalnej wielkości figura woskowa Nocula, czyli Michał Piela Sandomierz
Naturalnej wielkości figura woskowa Nocula, czyli Michał Piela

W środku, znajduje się również sklepik, w którym można zaopatrzyć się z pamiątki związane z serialem. Dostać można nawet wafelki, które je Ojciec Mateusz – jak dla mnie to już mała przesada.

Na tym kończę pierwszą część opowieści mojej wędrówki po sandomierskich uliczkach. Niedługo kolejna część.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/feed/ 0