Tatry – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl - pieszo, rowerem, z aparatem Sun, 27 Dec 2020 12:54:13 +0000 pl-PL hourly 1 https://przygodyprzemka.pl/wp-content/uploads/2020/12/cropped-pzfavn-1-32x32.png Tatry – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl 32 32 Majówka 2018 – Zakopane #4 – Morskie Oko https://przygodyprzemka.pl/morskie-oko/ https://przygodyprzemka.pl/morskie-oko/#respond Fri, 28 Dec 2018 12:52:13 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=3308 Zapraszam na czwartą, ostatnią część wspomnień z majówki 2018. Tym razem wybrałem się do jednego z najbardziej obleganego miejsca w polskich Tatrach,po Rysach, Giewoncie czy kolejce na Kasprowy Wierch, czyli nad Morskie Oko.

[...]

Czytaj więcej from Majówka 2018 – Zakopane #4 – Morskie Oko

]]>
Zapraszam na czwartą, ostatnią część wspomnień z majówki 2018. Tym razem wybrałem się do jednego z najbardziej obleganego miejsca w polskich Tatrach,po Rysach, Giewoncie czy kolejce na Kasprowy Wierch, czyli nad Morskie Oko.

W założeniu, miała to być lajtowa wycieczka do miejsca, w którym ostatni raz byłem chyba z piętnaście lat temu, podczas ferii zimowych. Oczywiście liczyłem się z tłumami na “najtrudniejszym” szlaku w Tatrach. I nie przeliczyłem się :).

Określenie “najtrudniejszy” to ironia, bowiem szlak w 99,9% prowadzi po drodze asfaltowej i tylko w miejscu największych serpentyn, idzie się “na skróty” lub jak kto woli “na przełaj”, przez las.

Szlak prowadzący z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka, jest jednym z najczęściej wybieranym szlakiem przez turystów w polskich Tatrach. W tzw. “sezonie wysokim”, szlakiem tym, podąża tysiące turystów.

Jak dojechać nad Morskie Oko?

Do Morskiego Oka nie da się dojechać. Dojechać możemy tylko do parkingu na Palenicy Białczańskiej i to na dwa sposoby. Własnym samochodem lub busem, które startują spod dworca w Zakopanem.

Ja do Palenicy Białczańskiej dojechałem busem i ten sposób Wam polecam, bowiem parking dla samochodów osobowych nie jest z gumy, a to jak pisałem we wstępie, jeden z najbardziej obleganych szlaków w sezonie wysokim. Może się zdarzyć, że zabraknie dla Was miejsca, a po co zarażać się na mandat, parkując w niedozwolonym miejscu?

Napisałem wyżej, że do Morskiego Oka nie można dojechać. Ktoś może powiedzieć, że to nieprawda, bo przecież są zaprzęgi konne. Tak są, ale nawet one nie podjeżdżają pod same schronisko nad stawem, a jedynie do Włosienicy, skąd trzeba samemu dojść nad Morskie Oko. Tak wiem, że to dla niektórych może być skandal, tak samo jak fakt, że na szczycie Rysów nie ma żadnego punktu gastronomicznego.

Najtrudniejszy (technicznie) szlak w Tatrach

Mamy tutaj kolejną ironię, bo jeśli dla kogoś ten szlak jest technicznie trudny, to może w ogóle nie powinien przyjeżdżać w góry, ewentualnie pozostać na “zdobywaniu” Krupówek.

Oceniając szlak pod kątem technicznym, to jeden z łatwiejszych szlaków w polskich Tatrach. Idziemy po drodze asfaltowej (co dla niektórych może być argumentem, aby pozwolić turystom dojeżdżać swoimi samochodami do samego schroniska), w dwóch bodajże miejscach, szlak skręca na leśne ścieżki i maszerować trzeba po kamieniach, które po deszczu mogą być śliskie, jak to kamienie i wtedy trzeba uważać.

Ruszamy z Palenicy Białczańskiej Morskie Oko
Ruszamy z Palenicy Białczańskiej

Ale ogólnie tak łatwo to do końca nie jest, bo idziemy w końcu cały czas pod górę i to kilka dobrych kilometrów. Zawsze można zminimalizować wysiłek i dojechać bryczką do Włosienicy, ale ja to tych osób się nie zaliczam, ale też nie oceniam tych, co jednak zdecydują się na ten krok, Wasza sprawa, Wasz wybór. A tym bardziej nie oceniam górali, bo w końcu, “każdy orze, jak może”. Osobiście wychodzę z założenia, że skoro przyjechałem pochodzić po górach, to CHODZĘ. I tyle w tym temacie.

Jeśli chodzi o walory estetyczne, to ten szlak, jak dla mnie jest nudny. Wiedzie praktycznie cały czas przez las, miejscami możemy podziwiać np. Turnię nad Dziadem, Turnię nad Szczotami, szczyty po słowackiej stronie Tatr, z masywem Gerlacha, czy im bliżej Morskiego Oka, Mięguszowieckie Szczyty.

Turnia nad Dziadem i Turnia pod Szczotami Morskie Oko
Turnia nad Dziadem i Turnia pod Szczotami

Wodogrzmoty Mickiewicza

Pierwszy postój zrobiłem sobie przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Są to wodospady, składające się z trzech większych (Wyżni, Pośredni, Niżni Wodogrzmot) i kilku mniejszych kaskad wodnych.

Nazwa “Wodogrzmoty” wywodzi się od huku spadającej wody, szczególnie po ulewach. Pierwotnie nazwą ludową był “Grzmot”. W 1891 roku, Towarzystwo Tatrzańskie, nadało imię Adama Mickiewicza Wodogrzmotom, na pamiątkę sprowadzenia, rok wcześniej, prochów poety na Wawel. Mickiewicz nie miał nic wspólnego z górami, nigdy nawet tutaj nie był, więc w geście tym nie należy upatrywać jakiegokolwiek związku Wieszcza z Tatrami.

wodogrzmoty mickiewicza morskie oko
Wodogrzmoty Mickiewicza – dobrze widoczny jest tylko Pośredni Wodogrzmot (Wyżni, jest ledwo widoczny, zaś Niżni, w ogóle, ponieważ znajduje się pod mostem).

Z kamiennego mostu, który wybudowany został w 1900 roku, a w 1966 roku poszerzony, widać dobrze tylko Pośredni Wodogrzmot. Wyżni Wodogrzmot jest prawie niewidoczny, a Niżni znajduje się poniżej przeprawy i w ogóle go nie widać.

Niedaleko wodospadów, z drogą Balzera krzyżuje się szlak zielony, ze schroniska Roztoki do Doliny Pięciu Stawów.

Po kilku minutach ruszyłem w dalszą drogę. Pogoda, jak na razie, dopisywała, więc marsz, choć pod górę, nie był dla mnie zbytnio męczący. W nielicznych miejscach, gdzie las ustępował i odsłaniał widoki, stawałem i robiłem użytek z mojego aparatu.

Tatry po słowackiej stronie Morskie Oko
Tatry po słowackiej stronie
mięguszowieckie szczyty morskie oko
Zaśnieżone jeszcze Mięguszowieckie Szczyty – widok z drogi Balzera

Polana Włosienica

Po mniej więcej dwóch godzinach od startu z Palenicy Białczańskiej, zameldowałem się na Polanie Włosienica, skąd do Morskiego Oka jest już rzut beretem (ok. 1.8 km).

Włosienica, to niewielka polana, położona na wysokości ok. 1315 metrów n.p.m. Nazwa polany pochodzi od porastającej ją trawy, nazywanej prze górali włosienicą lub włósienicą.

W czasach nie tak bardzo odległych, bowiem do lat 80. XX wieku, znajdował się tutaj parking i pętla autobusowa. Wówczas, ów parking był dostępny dla każdego turysty, dzisiaj parkować mogą tu tylko pojazdy zaopatrujące bufet, który znajduje się na polanie oraz inne pojazdy, mające odpowiednią zgodę dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Na Włosienicy swoje kursy końcą zaprzęgi konne, skąd turyści muszą dojść o własnych siłach nad Morskiego Oko.

Przy dobrej pogodnie, a raczej dobrej widoczności, z Włosienicy, widać doskonale Mięguszowieckie Szczyty, których stoki opadają ku południowemu brzegowi stawu.

mięguszowieckie szczyty polana włosienica morskie oko
Mięguszowieckie Szczyty z Polany Włosienica

Morskie Oko

Nie spędziłem zbyt wiele czasu na polanie. Kilka fotek, łyk wody i ruszyłem w dalszą drogę. Jak pisałem wyżej, chcąc nie chcąc, odcinek od Włosienicy do Morskiego Oka, trzeba już pokonać pieszo, więc ludzi na szlaku zrobiło się zdecydowanie więcej niż do tej pory.

Wyruszając z polany, wszedłem ponownie w wysoki las, który po przejściu kilkuset metrów przecina nieporośnięty drzewami Żleb Żandarmerii.

Nazwa żlebu pochodzi od stojącego tu niegdyś posterunku żandarmerii, który już pierwszej zimy został zniesiony przez lawinę.

W sezonie zimowym jest to jeden z najbardziej lawinowych żlebów w polskich Tatrach. W zimie, szczególnie w okresy wolne od pracy, nad Morskie Oko suną tysiące turystów, więc jest to też jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w Tatrach.

Dochodząc już do schroniska, moje uszy uderzył potężny huk… rozmów turystów. Poczułem się jakbym z górskiego szlaku przeniósł się na jakiś bazar.

Wszedłem na chwilę do budynku Nowego Schroniska, a potem zszedłem nad brzeg stawu. Na dole tłumy, jak na plaży nad Bałtykiem i jeden wielki harmider. Uciekłem trochę na lewo, za mostek, pod którym Morskie Oko łączy się z Rybim Potokiem. Tam znalazłem namiastkę spokoju. Usiadłem na kamieniu i odpoczywałem.

Morskie Oko, to największe jezioro w Tatrach. Położone jest na wysokości 1395 m n.p.m. Jezioro jest pozostałością po lodowcu, który dawno temu zalegał na tym terenie. Woda w stawie ma kolor zielonkawy, a jej przezroczystość sięga 11-14 metrów.

Nazwa “Morskie Oko” to tłumaczenie z języka niemieckiego (Meeraugen – tak osadnicy ze Spiszu nazywali jeziora w Tatrach). Wcześniej górale używali nazwy “Biały Staw”, “Rybie Jezioro” lub “Rybi Staw”. Morskie Oko, to jedno z nielicznych tatrzańskich zbiorników, które w sposób naturalny jest zarybione.

Staw jest zasilany kilkoma potokami – dwoma stałymi: Czarnostawskim Potokiem oraz Mnichowym Potokiem, a także kilkoma okresowymi. Z jeziora, jak już wspomniałem, wypływa Rybi Potok, który w początkowym odcinku, rozlewa się na kilka Rybich Stawków: Małe Morskie Oko, Żabie Oko, Małe Żabie Oko.

Rybi Potok Morskie Oko
Rybi Potok

Morskie Oko można obejść dookoła lub też możemy pójść znad stawu w dalszą drogę, np. nad Czarny Staw pod Rysami i dalej na Rysy.

Siedząc nad brzegiem Morskiego Oka, miałem doskonały widok na Mięguszowieckie Szczyty, które są tutaj na wyciągnięcie ręki. Dlatego też nie próżnowałem i robiłem zdjęcia.

Mięguszowieckie Szczyty opis szczytów Morskie Oko
Mięguszowieckie Szczyty: 1. Mięguszowiecki Szczyt Czarny, Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem, 3. Mięguszowiecki Szczyt Pośredni, 4. Mięguszowiecka Przełęcz Wyżnia, 5. Mięguszowiecki Szczyt Wielki, 6. Hińczowa Przełęcz, 7. Cubryna, 8. Mnich

Około 10 metrów od tafli Morskiego Oka, stoi budynek schroniska górskiego PTTK i teraz napiszę kilka słów o nim.

Pierwszy budynek schroniska został wybudowany w 1827 roku. Niestety w 1865 roku, w wyniku pożaru obiekt doszczętnie spłonął. Dziewięć lat później, w 1874 roku, Towarzystwo Tatrzańskie rozpoczęło budowę nowego schroniska. Obiekt otwarto 3 sierpnia 1874 roku, a rok później, 16 września, nazwano je imieniem Stanisława Staszica. Był to niewielki, drewniany budynek, gdzie nocować mogło do 25 osób.

W kolejnych latach, schronisko było modernizowane i rozbudowywane, dzięki czemu podwojono liczbę miejsc noclegowych. W nocy z 1 na 2 października 1898 roku, wybuchł pożar, który strawił budynek. Po pożarze, schronisko przeniesiono do budynku wozowni, dzisiaj nazwanym Starym Schroniskiem, które nadal funkcjonuje, dzięki czemu jest najstarszym tego typu obiektem po polskiej stronie Tatr.

Obecne schronisko, które jest celem tysięcy turystów, wybudowano w 1908 roku i również służy do dnia dzisiejszego. W okresie międzywojennym, obiekt był rozbudowywany i modernizowany. W czasie okupacji, stacjonował tutaj oddział niemieckiej straży granicznej. Po wojnie, do dnia dzisiejszego, schronisko prowadzi rodzina Łapińskich.

Nowe Schronisko dysponuje 36 miejscami noclegowymi, zaś Stare Schronisko, może przyjąć 43 gości.

Tyle suchych faktów. Przyszedł moment, kiedy stwierdziłem, że starczy siedzenia i czas ruszać w dalszą drogę.

Pogoda w górach jest zmienna!

Wyruszając z Palenicy Białczańskiej, w planach miałem, póki co, dojście nad Morskie Oko, gdzie potem chciałem zastanowić się czy wracać, czy iść dalej.

Postanowiłem w końcu iść nad Czarny Staw pod Rysami, a wracając obejść Morskie Oko dookoła.

nowe schronisko morskie oko miedziany opalony wierch
Nowe Schronisko, górujące nad Morskim Okiem, w tle Miedziane i Opalony Wierch, których wierzchołki są zasnute chmurami
Opalony Wierch morskie oko
Opalony Wierch
mnich morskie oko tatry
Pogoda w górach jest bardzo zmienna, a zmiany mogą być dynamiczne. Na zdjęciu charakterystyczny Mnich (środek planu)

Ruszyłem więc w drogę. Nie byłem nawet w połowie, gdy zauważyłem, że pogoda zaczyna się zmieniać, w dodatku szybciej niż do tej pory. Wcześniej, gdy jeszcze siedziałem nad brzegiem Morskiego Oka, widziałem jak co i raz wierzchołki Mięguszowieckich Szczytów znikały wśród chmur. Jednak nie na długo. Teraz, od dłuższego czasu, wierzchołki nie były widoczne, a wiatr odczuwalnie przybrał na sile. Zbierało się na deszcz. Postanowiłem porzucić swoje plany i rozpocząłem powrotną wędrówkę do Palenicy Białczańskiej. Później, okazało się, że była to bardzo dobra decyzja.

morskie oko schronisko opalony wierch
Morskie Oko, schronisko i Opalony Wierch z innej perspektywy

Pokręciłem się jeszcze chwilę nieopodal Nowego Schroniska, ale gdy zaczął kropić deszcz, ruszyłem w drogę powrotną.
Gdy dochodziłem do Włosienicy, rozpadało się na dobre. Postanowiłem przeczekać największe opady pod wiatą pawilonu gastronomicznego. Po dłuższej chwili, deszcz przeszedł w mżawkę, więc mogłem kontynuować swój marsz w dół.

Deszcz nie dał zbyt długo o sobie zapomnieć, opady znowu przybrały na sile. Zmieniłem więc polar na kurtkę przeciwdeszczową, elektronikę zabezpieczyłem przed wilgocią, po czym schowałem ją do plecaka, na niego założyłem pokrowiec. Tak zabezpieczony, mogłem iść dalej. Deszcz padał raz mniejszy, raz większy, w pewnym momencie spadł nawet mały grad.

Zaczęło grzmieć. Odgłosy grzmotów, a potem strzelanie piorunów, potęgowane przez górskie echo, sprawiały wrażenie, jakby chmura burzowa była tuż nade mną.

Asfaltowa nawierzchnia drogi, zmieniła się w mały, rwący potok. Szedłem dziarsko dalej, nie zważając zbytnio na padający deszcz, choć nie mogę tego powiedzieć o ludziach których mijałem. Oczywiście byli tacy, którzy byli, podobnie jak ja, przygotowani na taką ewentualność. Byli, niestety w większości i tacy, którzy w ogóle nie byli przygotowani na deszcz, nie wspominając już o burzy. Cienkie t-shirty, krótkie spodenki i buty w stylu japonek na nogach. Niektórzy z dziećmi w wózkach. Ci bardziej myślący skorzystali z usług zaprzęgów konnych i zjeżdżali w dól.

Mimo że momentami nieźle padało, to gdy mijałem Wodogrzmoty Mickiewicza byłem względnie suchy. Wszystko, może oprócz kurtki, zdało egzamin nieprzemakalności. Szczególnie byłem zadowolony z butów, które oprócz padającego deszczu, musiały wytrzymać jeszcze niedające się ominąć niekiedy, sporych rozmiarów, kałuże.

Kiedy dochodziłem do Waksmundzkiego Potoku, deszcz na moment przestał padać, a wszędzie unosiły się obłoki pary. W pewnym momencie, tuż przy drodze, zauważyłem parę jeleni, które nic nie robiły sobie z aury oraz przechodzących ludzi i spokojnie szukały pożywienia. Miałem już wyciągnąć aparat z plecaka, gdy deszcz znowu o sobie przypomniał. Zadowoliłem się więc zdjęciem z telefonu i ruszyłem dalej.

jelenie jeleń morskie oko
Jelenie
jelenie jeleń morskie oko
Jelenie
krajobraz tatry burza morskie oko
Krajobraz po burzy (połamane drzewa leżały już wcześniej)

Doszedłem w końcu do parkingu. Złapałem pierwszy lepszy bus i wróciłem do Zakopanego, a potem do siebie, do pokoju.

Szkoda, że pogoda pokrzyżowała moje plany, choć i tak uważam ten dzień za udany. Była to ostatnia dłuższa wycieczka, podczas majówkowego pobytu w Tatrach. Co prawda, następnego dnia wybrałem się pochodzić po mieście i byłem nawet na Gubałówce, ale nie robiłem tam nic, co by było warte opisania na blogu. Niżej tylko kilka fotek oraz mapa z opisywanego przejścia nad Morskie Oko.

Wielka Krokiew
Wielka Krokiew
giewont zachód słońca
Giewont w świetle zachodzącego słońca

Chciałbym, w nadchodzącym 2019 roku, wrócić w Tatry, mam już jakieś pierwsze szkice tras, które chciałbym zrealizować, ale jak to wszystko będzie, czas pokaże, bo też w planach mam inne podróże.

Raczej na pewno nie wrócę w Tatry, podczas przyszłorocznej majówki, ani innego długiego weekendu, bowiem chciałbym uniknąć tłumów na szlakach.

Muszę przyznać, że jestem zadowolony z tego wyjazdu. W końcu, będąc w górach, mogłem chodzić po szlakach. Pogoda zbytnio nie krzyżowała mi planów. Załapałem “górskiego bakcyla” i już nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu w góry, choć nie muszą to być koniecznie Tatry.

Niżej obiecana mapa szklaku. Do zobaczenia w kolejnym poście, który ukaże się już w Sylwestra.

Trasa: Palenica Białczańska – Palenica Białczańska | mapa-turystyczna.pl

]]>
https://przygodyprzemka.pl/morskie-oko/feed/ 0
Niedźwiedź brunatny – jak się zachować w przypadku spotkania? https://przygodyprzemka.pl/niedzwiedz-brunatny-jak-sie-zachowac-w-przypadku-spotkania/ https://przygodyprzemka.pl/niedzwiedz-brunatny-jak-sie-zachowac-w-przypadku-spotkania/#respond Mon, 29 Oct 2018 07:00:39 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=3295 Niedźwiedź brunatny (łac. Ursus artctos) to największy drapieżnik żyjący w Polsce, a trzeci co do wielkości niedźwiedź świata. Kiedyś można było spotkać tego ssaka na terenie całego kraju (bardzo odległe czasy). Dzisiaj na “miśka” możemy natknąć się tylko w Karpatach (Bieszczady, Tatry, Beskid Niski, Beskid Sądecki z Gorcami, Beskid Żywiecki). Szacuje się, że w polskiej części Karpat, żyje ponad 100 osobników ssaka, w samym Tatrach 50-60 sztuk, po polskiej stronie kilkanaście.

[...]

Czytaj więcej from Niedźwiedź brunatny – jak się zachować w przypadku spotkania?

]]>
Niedźwiedź brunatny (łac. Ursus artctos) to największy drapieżnik żyjący w Polsce, a trzeci co do wielkości niedźwiedź świata. Kiedyś można było spotkać tego ssaka na terenie całego kraju (bardzo odległe czasy). Dzisiaj na “miśka” możemy natknąć się tylko w Karpatach (Bieszczady, Tatry, Beskid Niski, Beskid Sądecki z Gorcami, Beskid Żywiecki). Szacuje się, że w polskiej części Karpat, żyje ponad 100 osobników ssaka, w samym Tatrach 50-60 sztuk, po polskiej stronie kilkanaście.

Niedźwiedź brunatny to jedyny przedstawiciel niedźwiedziowatych w naszym kraju. Charakteryzuje się dużym, masywnym ciałem, ciemnobrązową sierścią. Samice są trochę mniejsze od samców. Niedźwiedzie mają znakomity węch i słuch, trochę słabszy wzrok, więc szybciej Was usłyszą i wywęszą niż zobaczą.

Niedźwiedź brunatny
Niedźwiedź brunatny / Fot. Adobe Stock/MEISTERFOTO

Co zrobić, jeśli niedźwiedź stanie na naszej drodze?

Zazwyczaj niedźwiedź nie atakuje ludzi, takie przypadki należą do rzadkości i przeważnie, w takich wypadkach, winę ponosi ofiara, czyli człowiek. W większości przypadków, drapieżnik będzie unikał kontaktu z nami. Ale co zrobić, jak się zachować, jeśli już do takiego kontaktu dojdzie? Niżej wypisałem kilka zasad, w przypadku bliższego lub dalszego spotkania z “miśkiem”.

  1. Przede wszystkim, niedźwiedź to nie przyjazny miś, znany z popularnych bajek dla dzieci, to groźny drapieżnik. Słowa “misiek” używam tylko i wyłącznie jako synonimu słowa “niedźwiedź”. Tak więc nigdy nie lekceważ tego ssaka.
  2. Jeśli natkniesz się na niedźwiedzia w podobnych okolicznościach do moich (przeczytaj ten post -> LINK), nie wpadaj w panikę. Nie próbuj zbliżać się do niego, nie rzucaj się też do ucieczki. Spokojnie odejdź w przeciwnym kierunku, nawet jeśli musiałbyś/musiałabyś nadłożyć kilka kilometrów. Lepsze zakwasy i odciski na stopach, niż rany zadane przez drapieżnika.
  3. Kiedy spotkasz młode niedźwiadki, zachowaj szczególną czujność. W większości przypadków, gdzieś niedaleko przebywa ich matka. Gdy wyczuje zagrożenie dla swoich dzieci, może zrobić się bardzo niebezpiecznie. Najlepiej zastosuj się do rad z punktu wyżej, czyli spokojnie odejdź.
  4. Kiedy dojdzie już do spotkania “pierwszego stopnia”, nie patrz niedźwiedziowi w oczy, bowiem może odebrać to jako zachowanie agresywne. Patrz w bok, niedźwiedź odbiera to, jako oznakę podporządkowania i uległości.
    Nie uciekaj. Niedźwiedź rozpędza się do 50-60 km/h, więc masz nikłe szanse na ucieczkę.
    Nie próbuj wejść na drzewo. Ssaki te doskonale wspinają się po drzewach, do mniej więcej połowy ich wysokości, więc jeśli masz czas na wejście na wysokość co najmniej 9 metrów, możesz spróbować.
    Jeśli jesteś w pobliżu rzeki bądź jeziora – nie próbuj uciekać płynąć. Niedźwiedź pływa lepiej i szybciej od człowieka.
    Zacznij mówić, spokojnie, ale stanowczo i pewnie. To pozwoli ustalić drapieżnikowi, że jesteś człowiekiem. Jak już wspominałem niedźwiedzie unikają zazwyczaj kontaktu z ludźmi, więc są szanse, że ssak ucieknie.
  5. Niedźwiedź często pozoruje atak. Zaczyna szarżować, by po chwili nagle się zatrzymać. W ten sposób będzie chciał przekazać Ci wiadomość, że jesteś “pernona non grata”. Ostrzeżenie potraktuj poważnie i powoli wycofaj się.
  6. Jeśli dojdzie do najgorszego, czyli do prawdziwego ataku, ostatnią deską ratunku jest rzucenie się na ziemię i udawanie martwego. Najlepiej położyć się na brzuchu lub w pozycji embrionalnej. Staraj się osłonić miękkie tkanki ciała, czyli przede wszystkim okolice brzucha i genitalia. Jeśli masz plecak, nie zdejmuj go, pomoże ochronić plecy. Nie podnoś się z ziemi, dopóki nie upewnisz się, że niedźwiedź odszedł.
Niedźwiedź brunatny
Niedźwiedź brunatny / fot. AdobeStock/Xaver Klaussner

Co zrobić, żeby nie doszło do spotkania?

Niżej kilka zasad, porad, jak zminimalizować spotkanie z niedźwiedziem podczas górskich wędrówek.

  1. Nigdy nie zostawiaj na szlaku resztek jedzenia ani opakowań po nim. Jak pisałem wyżej, niedźwiedź ma świetny węch. Tak samo, nie zostawiaj żywności w samochodzie.
  2. Na szlak zabieraj tylko takie pokarmy, które są szczelnie zapakowane, a ich zapach nie będzie “wychodzić” poza opakowanie.
  3. Nie przebywaj samotnie na szlaku po zmroku. Jeśli jesteście w grupie, głośno rozmawiajcie, aby zamanifestować swoją obecność. Niedźwiedź nie będzie zaskoczony Waszą obecnością i zapewne będzie unikał spotkania.
  4. Przyjmij do wiadomości, że jesteś tylko chwilowo na terenie, gdzie niedźwiedź stale żyje. Zachowuj ciszę i poruszaj się tylko po wyznaczonych szlakach.

Jeśli weźmiecie sobie do serca powyższe rady, to z dużym prawdopodobieństwem, nie spotkacie niedźwiedzia na swojej drodze lub nie zostanie zupełnie zauważeni (tak, jak ja), lub będzie wiedzieć jak się zachować na taki wypadek.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/niedzwiedz-brunatny-jak-sie-zachowac-w-przypadku-spotkania/feed/ 0
Majówka 2018 – Zakopane #3 – Hala Gąsienicowa https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-3-hala-gasienicowa/ https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-3-hala-gasienicowa/#respond Fri, 26 Oct 2018 10:57:19 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=3249 Zapraszam na kolejną część wspomnień z tegorocznej majówki. Trochę mnie nie było, z różnych powodów, ale wracam już do prowadzenia bloga. Temat przewodni na dziś – Hala Gąsienicowa, czyli następny cel mojego łazikowania po polskich Tatrach. Poprzednie części możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

[...]

Czytaj więcej from Majówka 2018 – Zakopane #3 – Hala Gąsienicowa

]]>
Zapraszam na kolejną część wspomnień z tegorocznej majówki. Trochę mnie nie było, z różnych powodów, ale wracam już do prowadzenia bloga. Temat przewodni na dziś – Hala Gąsienicowa, czyli następny cel mojego łazikowania po polskich Tatrach. Poprzednie części możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

Kuźnice na start

Pierwotnie Hala Gąsienicowa miała być celem na środę, ale z uwagi na fakt, że pogoda w godzinach przedpołudniowych nie była zbyt dobra do łażenia po szlakach (padał deszcz), postanowiłem wycieczkę przełożyć na następny dzień, licząc, że przynajmniej rano nie będzie padać. Z resztą wg prognoz pogoda miała być w czwartek lepsza. Nie będę Was zanudzał opisywaniem, co robiłem w środę, bo uwierzcie mi, nie robiłem nic wartego uwiecznienia na blogu :). Skaczemy do przyszłości, do czwartku.

Z autobusu linii miejskiej wysiadłem na przystanku, przy rondzie Jana Pawła II, skąd pieszo, ruszyłem w stronę Kuźnic. Po kilkudziesięciu minutach spokojnego marszu, byłem na miejscu. Mimo dość wczesnej pory, było trochę turystów, którzy podobnie, jak ja, wyruszali na szlaki z Kuźnic. Jedni wyruszali szlakiem na Giewont, następni na Kasprowy Wierch, inni na Nosal, a pozostali, tak, jak ja wchodzili na szlak na Halę Gąsienicową.

hala gąsienicowa Kuźnice - widok na Nosal
Kuźnice – widok na Nosal

Z Kuźnic do Hali Gąsienicowej, można dojść dwoma szlakami, które krzyżują się na Przełęczy między Kopami. Do wyboru mamy szlak żółty, który wiedzie przez Dolinę Jaworzynkę lub szlak niebieski, który początkowo biegnie równolegle do szlaku zielonego na Nosal, by potem odbić w prawo przez Boczań i Skupniów Upłaz. Wybrałem szlak żółty, a wracać do Kuźnic postanowiłem szlakiem niebieskim.

Dolina Jaworzynka – czyli ostro pod górę

Początkowo szlak żółty jest dosyć łatwy i przyjemny. W nielicznych momentach trzeba pokonać niewielkie wzniesienia terenu, a przejście przez Polanę Jaworzynka to jak spacer po Krupówkach.

Dolina Jaworzynka, to wschodnie odgałęzienie Doliny Bystrej. W przesłości, tak, jak w innych dolinach tatrzańskich wypasano tutaj owce, o czym świadczą mijane po drodze cztery szałasy pasterskie. W dolinie wydobywano niegdyś także rudę żelaza. Jako ciekawostkę podam, iż w latach 1920-1930, istniała tutaj skocznia narciarska. Ostatni rekord należy do reprezentanta ówczesnej Czechosłowacji – Franciska Wende, który oddał skok na odległość 36 metrów.

Szałasy pasterskie w Dolinie Jaworzynka hala gąsienicowa
Szałasy pasterskie w Dolinie Jaworzynka

dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka – szlak początkowo jest łatwy i przyjemny

Im bliżej Przełęczy między Kopami, tym żółty szlak idzie bardziej w górę. Podchodzimy najpierw Długim Żlebem, a następnie Siodłową Percią. Pierwszy dłuższy postój zrobiłem sobie w miejscu, mniej więcej na wysokości 1300 m n. p. m., z widokiem na Kopę Magury, Jaworzyńską Przełęcz i Jaworzyńską Czubę, gdzie szlak skręca ostro w lewo.

dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka – im dalej, tym wspinamy się coraz wyżej

siodłowa perć hala gąsienicowa
Siodłowa Perć – widok na Jaworzyńską Przełęcz i Jaworzyńską Czubę. Po lewo, poza kadrem, Kopa Magury

Kolejny etap, to mozolne podejście po kamieniach wśród drzew i kosodrzewiny, z widokiem na Giewont zza placami. Szedłem dziarsko pod górę, aż w końcu dotarłem do Przełęczy między Kopami.

Przełęcz między Kopami

Karczmisko, bo taka nazwa przełęczy niegdyś funkcjonowała (prawdopodobnie dlatego, że było to zawsze miejsce odpoczynku dla górali, górników i turystów, choć nigdy nie istniała w tym miejscu żadna karczma), znajduje się na wysokości 1499 m n.p.m., pomiędzy Wielką Królową Kopą a Małą Królową Kopą. Ciekawostką jest fakt, że Wielka Królowa Kopa jest niższa o 46 metry od Małej (kolejno 1531 m. n.p.m. i 1577 m n.p.m. – a tak naprawdę, to Wielka Królowa Kopa ma większą wysokość względną i jest masywniejsza).

Jak wspominałem wcześniej, krzyżują się tutaj szlaki niebieski i żółty, z tym, że niebieski biegnie dalej przez Halę Gąsienicową, Czarny Staw Gąsienicowy, przecina Orlą Perć, Dolinę Pięciu Stawów Polskich, a kończy się przy schronisku PTTK “Morskie Oko”. Zaprawieni w tatrzańskich bojach mogą zrobić sobie niezłą wycieczkę. Ja się do nich, póki co, nie zaliczam i pewnie jeszcze długo nie będę, co nie zmienia faktu, że taki dłuższy trekking mnie korci. Szlak żółty kończy się w tym miejscu.

przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Drogowskazy na Przełęczy między Kopami

giewont przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Widok na Giewont z Przełęczy między Kopami

Na przełęczy można odpocząć na drewnianych balach bądź ławkach, a zbierając siły na dalszą wędrówkę podziwiać widoki.

Posiedziałem sobie dłuższą chwilę na przełęczy, odpocząłem, zrobiłem kilka zdjęć, aż w końcu ruszyłem dalej ku Hali Gąsienicowej, która była już coraz bliżej.

Hala Gąsienicowa

Maszerując od Przełęczy między Kopami, schodziłem stopniowo w dół. Z każdym moim krokiem, wyłaniał się widok na grań Orlej Perci. Po kilku chwilach stanąłem na Królowej Rówieńkach.

orla perć hala gąsienicowa
Im bliżej hali, tym bardziej otwierał się widok na Orlą Perć

Nazwa hali, pochodzi od góralskiego rodu Gąsieniców z Zakopanego, którzy w XVII wieku byli jej właścicielami. W przeszłości była to hala pasterska, jeden z większych ośrodków pasterskich w Tatrach. Nie zawsze halę nazywano “Gąsienicową”. Niegdyś zwana była Halą przy Stawach lub Halą Stawy, a wypasających tutaj owce nazywano “stawianami”. Halę, oprócz pasterzy owiec, odwiedzali także zbójnicy, a według podań Aleksander Kostka-Napierski werbował tutaj ochotników do powstania chłopskiego, które miało miejsce na Podhalu w dniach 14-24 czerwca 1651 roku.

Hala Gąsienicowa to typowa hala wysokogórska. Wśród rozrzuconych mniejszych i większych głazów rośnie kosodrzewina. Jest to też potężny węzeł szlaków turystycznych w Tatrach. Możemy wyruszyć stąd na Krzyżne, Zawrat czy Kasprowy Wierch.

Stojąc na Królowych Rówieńkach miałem jeszcze lepszy widok na Orlą Perć, a więc i szczyty: Kościelec i Mały Kościelec, Kozi Wierch, Granaty, Zamarłą Turnię czy Świnicę. Stoją tutaj również szałasy pasterskie.

orla perć królowe rówieńki hala gąsienicowa
Widok na Orlą Perć z Królowych Rówieniek

królowe rówieńki hala gąsienicowa
Królowe Rówieńki z widokiem na szczyty. Na bliższym planie “Betlejemka”

Po dłuższej chwili, kiedy uznałem, że napawanie się widokami osiągnęło w danym momencie wystarczający poziom, udałem się w stronę schroniska “Murowaniec” na małe co nieco (czytaj na szarlotkę). Po drodze mijając “Betlejemkę”, czyli Centralny Ośrodek Szkolenia Polskiego Związku Alpinizmu (na zdjęciu powyżej, na pierwszym planie).

Schronisko PTTK “Murowaniec”

“Murowianiec” powstał w latach 1921-1925, głównie dzięki staraniom Stanisława Osieckiego, prezesa Oddziału Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i wicemarszałka Sejmu (w latach 1919-1922). Schronisko, według projektu Zdzisława Kalinowskiego i Karola Sicińskiego, wybudowane zostało siłami żołnierzy Wojska Polskiego. Uroczyste otwarcie miało miejsce w niedzielę, 12 lipca 1925 roku. Otwarcia dokonał Prezydent RP Stanisław Wojciechowski.

Na początku lat 50. XX wieku, dobudowano zachodnie skrzydło, przerobiono wnętrze budynku, powiększając schronisko do obecnych rozmiarów. Aktualnie “Murowaniec” zarządzany jest przez PTTK i posiada 120 miejsc noclegowych.

murowaniec schronisko pttk hala gąsienicowa
“Murowaniec” – schronisko PTTK na Hali Gąsienicowej

Siedząc na ławce przed schroniskiem, pałaszując szarlotkę, po którą musiałem odstać swoje w dość długiej kolejce, zastanawiałem się nad następnym celem mojego trekkingu. Postanowiłem pójść nad Czarny Staw Gąsienicowy, który oddalony jest o około 30 minut marszu od “Murowańca”. Jak się potem okazało, nie dotarłem nad staw. Dlaczego? Po kolei.

szarlotka murowaniec pttk schronisko hala gąsienicowa
Szarlotka z “Murowańca”

Czarny Staw Gąsienicowy

Wyruszając spod schroniska, wróciłem na niebieski szlak. Przy drogowskazach skręciłem najpierw w prawo, potem odbiłem w lewo. Po drodze nad Czarny Staw Gąsienicowy, mijałem pozostałości po zimie, czyli miejscami mniejsze i większe ilości śniegu, który gdzieniegdzie roztapiając się tworzył spore kałuże. Dla mnie taka sytuacja była normalna, byłem na to przygotowany (choć nie miałem ze sobą raków), w końcu na wysokości 1500 m n.p.m. śnieg w maju to nic niezwykłego, tym bardziej wystarczy spojrzeć na szczyty i zobaczyć, że zima w wyższych partiach gór jeszcze nie dała za wygraną. Widziałem, że niektórzy “turyści” byli tym faktem mocno zaskoczeni. Szczególnie ci, którzy na nogach mieli obuwie bardziej nadające się na spacer po Równi Krupowej bądź Krupówkach, a nie na szlaki.

Dla przygotowanego turysty, szlak był miły i przyjemny. Wiedzie on po kamiennych płytach, a Orla Perć z każdym krokiem jest coraz bliżej, w dole przyjemnie szumi Czarny Potok Gąsienicowy.

szlak las hala gąsienicowa czarny staw gąsienicowy
Szlak miejscami był mokry od topniejącego śniegu. Wody było raz mniej raz więcej. Ale dla przygotowanego, w pełni myślącego turysty, to nie problem.

orla perć granaty zamarła turnia kozi wierch hala gąsienicowa
Z każdym krokiem szczyty coraz bliżej. Od lewej: Żółta Turnia, Granaty, Czarne Ściany, Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zamarła Turnia

Jednak, tak miło i przyjemnie było tylko do czasu.

W pewnym momencie szlak wznosi się. Tam czapa śniegu. Zszedłem na bok, by nie tarasować przejścia, a ludzi zmierzających nad Czarny Staw Gąsienicowy trochę było. Zacząłem zastanawiać czy warto zaryzykować i przejść ten odcinek bez raków na butach, których nie miałem, bo nie planowałem chodzenia po szlakach z dużą ilością śniegu. Stwierdziłem, że nie warto ryzykować zdrowia czy nawet życia, bo przecież mogę tu wrócić w innym terminie (np. letnim) lub gdy zaopatrzę się w odpowiedni sprzęt.

Stałem sobie, myślałem i obserwowałem innych. Pozostali nie mieli takiego dylematu jak ja, ślizgając się, niektórzy prawie już upadając szli dalej bądź wracali. Przeważnie w adidasach i trampkach. Dorośli w pojedynkę, mniejszych i większych grupach, rodzice z dziećmi (!). Przeszło obok mniej kilkadziesiąt osób. Zawrócić postanowiłem tylko ja, choć miałem na nogach buty z odpowiednią podeszwą, nieprzemakalne, to zdecydowałem się nie podejmować ryzyka.

śnieg hala gąsienicowa turyści
Mimo że miałem na nogach odpowiednie buty, to i tak bez raków nie zdecydowałem się iść dalej. Wolałem zawrócić niż ryzykować kontuzję. Oby tylko kontuzję.

Wróciłem zatem na Halę Gąsienicową, gdzie rozłożyłem się na trawie i dłuższą chwilę podziwiałem góry. Potem zmieniłem miejscówkę, usiadłem pod jednym z szałasów i znowu spędziłem kilka długich minut na patrzeniu przed siebie. Wynikiem tego mojego siedzenia i patrzenia są dwie poniższe panoramy. Kliknijcie na zdjęcie, aby otworzyło się większe.

panorama hala gąsienicowa góry szczyty
Panorama Hala Gąsienicowa i okoliczne szczyty

hala gąsienicowa panorama
Druga panorama, tym razem wykonana sprzed szałasu, który widać na pierwszej panoramie

Misiek

W końcu zebrałem się do drogi powrotnej. Jak już wspominałem wyżej, postanowiłem wracać cały czas niebieskim szlakiem, więc będąc drugi raz tego dnia na Przełęczy między Kopami, skierowałem swe kroki na Skupniów Upłaz, którego grzbiet przekroczyłem w niewielkim siodełku, nazywanym Diabełkiem. Otwiera się stąd widok na Dolinę Jaworzynkę, a w oddali widać Giewont.

skupniów upłaz przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Widok na Skupniów Upłaz z Przęłęczy między Kopami

skupniów upłaz hala gąsienicowa
Rozpoczynam zejście przez Skupniów Upłaz, w oddali, po lewej stronie kadru widać Nosal

dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka widziana z góry

skupniów upłaz hala gąsienicowa
Wybierając wejście/zejście przez Skupniów Upłaz mamy lepsze widoki i łagodniejsze nachylenie terenu

Szlak biegnie łagodnie w dół, poniżej linii grzbietu Skupniowego Upłazu, po lewej ręce mamy niewielkie wychodnie dolomitów. Chwilę potem wszedłem w las, widoki się skończyły, minąłem tzw. Czerwone Glinki – ziemia za sprawą związków żelaza, gdzieniegdzie przybiera bordowy kolor, doszedłem do grzbietu Boczania, skąd kiedyś rozpościerał się widok na Kalatówki i Giewont, ale teraz dojścia do punktów widokowych są zarośnięte i zagrodzone. Las ciągnął się po obu stronach, a szlak zrobił się bardziej stromy. W pewnym momencie, zapanowało poruszenie wśród ludzi, którzy schodzili do Kuźnic przede mną. Okazało się, że na prawo od nas, chodzi po zboczu niedźwiedź. Na moje oko, młody jeszcze osobnik. Choć widziałem go z pewnej odległości, chodził wśród krzaków, więc moja ocena, co do wieku drapieżnika może być błędna. Niektórzy byli blisko wpadnięcia w panikę, a to ostatnia rzecz, której chciałem w danej chwili. Jeśli był to młody niedźwiedź, to w pobliżu mogła być matka, a gdyby poczuła zagrożenie, to mogło zrobić się nieciekawie.

Jak zachować się w takiej sytuacji? Jeśli spotkasz miśka na swojej w drodze, tak, jak ja, czyli chodzi sobie on w pewnej odległości, nie zdążył jeszcze Ciebie zobaczyć, nie wpadaj w panikę, nie krzycz i zaczynaj biec. Nie zbliżaj się do niego, choć akurat mnie korciło, żeby zmienić obiektyw z kita na tele i zrobić choć jedno zdjęcie, ale w końcu po raz drugi tego dnia rozsądek wziął górę nad emocjami. Spokojnie odejdź w przeciwnym kierunku. Miałem to szczęście, że misiek szedł raczej w kierunku Przełęczy między Kopami, więc mogłem kontynuować schodzenie do Kuźnic.

Po nieoczekiwanym spotkaniu z niedźwiedziem, dalsza wędrówka przebiegła już bez niespodzianek. Napotykanych po drodze turystów, informowaliśmy o niedźwiedziu na szlaku. Doszedłem w końcu do Kuźnic. Posiedziałem trochę na murku przy potoku, po czym poszedłem na obiad i wróciłem do mojego pensjonatu.

Poniżej mapka z trekkingu. W następnym tygodniu, spodziewajcie się kolejnego wpisu z gór.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-3-hala-gasienicowa/feed/ 0
Majówka 2018 – Zakopane #2 – Nosal i Hala Kondratowa https://przygodyprzemka.pl/nosal-i-hala-kondratowa/ https://przygodyprzemka.pl/nosal-i-hala-kondratowa/#comments Wed, 30 May 2018 07:00:25 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2860 Nastał wtorek, który przywitał mnie piękną słoneczną pogodą. Mimo dość wczesnej pory, a była chyba dopiero godzina 5, było już dosyć ciepło. Zjadłem śniadanie, wypiłem kawę i wziąłem się za przygotowanie prowiantu na ten dzień.
Mój plan na dziś miał póki co jeden, mocny punkt – wejście na Nosal, potem zejście do Kuźnic i zastanowienie się co dalej.

[...]

Czytaj więcej from Majówka 2018 – Zakopane #2 – Nosal i Hala Kondratowa

]]>
Nastał wtorek, który przywitał mnie piękną słoneczną pogodą. Mimo dość wczesnej pory, a była chyba dopiero godzina 5, było już dosyć ciepło. Zjadłem śniadanie, wypiłem kawę i wziąłem się za przygotowanie prowiantu na ten dzień.
Mój plan na dziś miał póki co jeden, mocny punkt – wejście na Nosal, potem zejście do Kuźnic i zastanowienie się co dalej.

Widok na Giewont z przystanku autobusowego

Tuż przed godziną 7, opuściłem pensjonat i ruszyłem w kierunku przystanku autobusowego, czyli przeszedłem jakieś maksymalnie 50 metrów. Kilka minut, jakie zostały do odjazdu, pozwoliły mi nacieszyć oczy widokiem na Giewont. W takich momentach lubię ciszę, a przy ruchliwej dość, w tym miejscu, Drodze Oswalda Balzera, która prowadzi z Zakopanego do Morskiego Oka, ciszy zbytnio nie uświadczyłem, dlatego też, kiedy przyjechał autobus linii nr 11, bez zastanowienia wsiadłem do niego.

Giewont Nosal Tatry przemekzwiedza.pl
Widok na Giewont z przystanku autobusowego

Po kilku minutach i trzecim z kolei na trasie przystanku, opuściłem pojazd. Przeszedłem przez ulicę, na jej drugą stronę, mijając patrol policji, który kontrolował każdego przejeżdżającego kierowcę samochodu.

W budce przy wejściu do Tatrzańskiego Parku Narodowego, kupiłem bilet wstępu na 7 dni i ruszyłem zielonym szlakiem na Nosal.

Nosal, czyli pierwsza góra ever

Do Zakopanego przyjechałem trzeci raz w życiu. Pierwszy raz byłem tutaj jakieś 20 lat temu ze swoim ojcem. Z tamtego wyjazdu pamiętam niewiele. A dokładnie mam dwa wspomnienia. Pierwszym jest moje pytanie do ojca, tuż przed wyjazdem, czy zabrał aparat fotograficzny. W odpowiedzi otrzymałem zapewnienie, że tak, ależ oczywiście, jest w torbie podróżnej. Na miejscu okazało się, że jednak został w domu, na Mazowszu. Drugie wspomnienie, które pamiętam, to wycieczka na Morskie Oko. Jak na razie, była to jedyna wizyta w Tatrach zimą.

Drugi raz na Podhalu, byłem w 2009 roku. Był to całkowicie nieudany wyjazd. Był wrzesień, przez cały tydzień, jak nie deszcz, to śnieg. Sytuację uratowała całodniowa wycieczka na Słowację, gdzie była diametralnie inna pogoda, niż po polskiej stronie Tatr.

Teraz było zdecydowanie lepiej, ale nie uprzedzajmy faktów.

Wędrówkę na Nosal rozpocząłem na Jaszczurówce.

Czy wiesz, że…

Kolory szlaków turystycznych (pieszych, rowerowych, etc., etc.) nie oznaczają stopnia ich trudności? Kolory służą do rozróżniania szlaków np. na mapie, lub w sytuacjach kryzysowych. Szlak zielony może być kilka razy trudniejszy do pokonania niż szlak czarny!

Zielony szlak prowadzi wzdłuż Olczyskiego Potoku i nie powinien przysporzyć problemów, nawet totalnym amatorom (mi ten odcinek nie przysporzył żadnym problemów, a zaliczam się do tej grupy, jeśli chodzi o chodzenie po górach) lub dzieciom, przynajmniej na samym starcie.

Początkowo, na szlaku, oprócz mnie, nie było żywej duszy. Co mnie niezmiernie ucieszyło, bo mogłem w ciszy i spokoju napawać się otaczającą przyrodą i szumem Olczyskiego Potoku. Dopiero później, im bliżej był Nosal, tym spotykałem co raz to więcej osób, choć i tak tłumami to nazwać nie można.

olczyski potok zielony szlak nosal jaszczurówka przemekzwiedza.pl zakopane
Olczyski Potok
nosal góry tatry przemekzwiedza.pl
W drodze na Nosal

Po mniej więcej 45 minutach niezbyt męczącego marszu, dotarłem do Polany Olczyskiej, gdzie szlak zielony krzyżuje się z żółtym. Zielony szlak prowadzi dalej do Polany Kopielec, zaś ten drugi na Nosal, przez Nosalową Przełęcz i tym szlakiem szedłem dalej, po krótkiej przerwie.

polana olczyska węzeł szlaków nosal
Węzeł szlaków na Polanie Olczyskiej
polana olczyska nosal
Polana Olczyska

Od tego momentu, sukcesywnie, idziemy co raz to wyżej, choć oczywiście zdarzają się po drodze zejścia. Po około 50 minutach byłem praktycznie pod szczytem. Od miejsca, w którym robiłem poniższe zdjęcie, szlak prowadzi już ostrzej do góry i zaczyna otwierać się wspaniała panorama na Tatry Zachodnie i Wysokie (przy dobrej pogodzie), w zależności w którą stronę odwróci się głowę.

panorama tatr zachodnich nosal kasprowy wierch giewont kuźnice zakopane przemekzwiedza.pl
Prawie na szczycie. Panorama Tatr Zachodnich. Po lewo Kasprowy Wierch, na prawo Giewont, a w dole Kuźnice

Chwilę tu odsapnąłem i po następnych kilku minutach, zdobyłem Nosal, czyli pierwszą górę w moim życiu. Nosal może nie powala na kolana wysokością (1206 m n.p.m.), ale nie od razu Kraków zbudowano. Być może kiedyś przyjdzie czas nawet na Rysy.

Posiedziałem sobie trochę na szczycie. Odpoczywając, podziwiałem panoramę Tatr, a musicie wiedzieć, że ze szczytu Nosala, przy dobrej pogodzie, widoki są naprawdę przednie. Mam nadzieję, że choć trochę oddałem to na moich zdjęciach. Podobnie jak na szlaku, tłumów na szczycie nie było. Być może dlatego, że było stosunkowo wcześnie. Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to Nosal zdobyłem kilka minut po godzinie dziewiątej.

Panorama Nosal tatry
Panorama na Tatry z Nosala

Kliknij na powyższe zdjęcie, aby wyświetlić je większe.

nosal przemekzwiedza.pl tatry zakopane
Na Nosalu

Ze szczytu schodziłem tą samą drogą, ale tylko do skrzyżowania z zielonym szlakiem (innym niż poprzednio), którym miałem dojść do Kuźnic.

Zdecydowanie szlak ten, jest nudny, zalesiony, więc jest mało widoków, lub raczej powinienem napisać: praktycznie nic nie widać. W jednym bodajże tylko miejscu, drzewa otworzyły widok na Nosal.

szlak nosal tatry kuźnice zakopane przemekzwiedza.pl
Nudny szlak do Kuźnic
nosal zakopane tatry kuźnice przemekzwiedza.pl
Widok na Nosal ze szlaku do Kuźnic

Po kilkunastu minutach niespiesznego marszu, byłem już na dole w Kuźnicach. Usiadłem sobie na kamieniu nad Potokiem Bystra i odpoczywając, zastanawiałem się jednocześnie, gdzie by tu iść w następnej kolejności.

kuźnica nosal zakopane potok bystra tarty przemekzwiedza.pl
Kuźnice – Potok Bystra

Niżej przebieg trasy, którą przeszedłem od Jaszczurówki, przez Nosal, do Kuźnic.

Hala Kondratowa

Kuźnice są idealnym miejscem startu dla wielu kierunków wycieczek. Można stąd wyruszyć na Giewont czy Kasprowy Wierch (pieszo lub kolejką linową – jeśli macie zamiar skorzystać z tej drugiej opcji polecam kupić sobie bilet przez Internet lub w biletomacie pod Gubałówką, lub innym punkcie sprzedaży, bo kolejka do kasy, może zniechęcić…). Ja postanowiłem iść na Halę Kondratową, do schroniska, a potem wrócić tą samą drogą do Kuźnic. Z biegiem czasu, czuję pewien niedosyt, lecz wówczas wydawało się mi, że jak na pierwszy dzień chodzenia po górskich szlakach, będzie to trasa idealna dla mnie.

Dokończyłem kanapkę, uzupełniłem zapasy wody w pobliskim zdroju i rozpocząłem wdrażanie w życie mojego pomysłu.

kolejka kasprowy wierch kuźnice nosal zakopane tatry przemekzwiedza.pl
A może kolejką na Kasprowy Wierch?

Niebieski szlak z Kuźnic do Hali Kondratowej, jest praktycznie na całej swojej długości nudny i nużący. Nudny, bowiem praktycznie cały czas idzie się przez las, który zasłania widoki. Nużący, bowiem idzie się w górę, momentami po kamieniach konkretnych rozmiarów, więc czasami trzeba wysoko podnosić kopytka.

Po kilku minutach od startu, wszedłem na Halę Kalatówki, dawnej hali pasterskiej. Nazwa tego miejsca, pochodzi od dawnych właścicieli – sołtysów Kalaków. Wychodząc zza linii drzew, będąc na skraju hali, zobaczyłem w oddali Kolacką Kopę i Kolackie Koryto. Trochę bliżej i trochę na prawo znajduje się hotel górski. Zrobiłem kilka zdjęć i ruszyłem w dalszą drogę.

Hala Kalatówki nosal kuźnice zakopane tatry przemekzwiedza.pl
Hala Kalatówki

Mniej więcej po 90 minutach od startu w Kuźnicach, stanąłem u podnóża Giewontu, który z tej strony i z takiej odległości wygląda zupełnie inaczej. Do schroniska została ostatnia prosta.

hola kondracka schronisko pttk kopa kondracka przelecz pod kopa kondracka tatry zakopane przemekzwiedza.pl nosal
Ostatnia prosta, już widać schronisko PTTK

Pierwotnie miałem w planach wejść do schroniska na szarlotkę i kawę, ale zniechęciła mnie duża ilość turystów. W porównaniu z Nosalem, tłumy.

Usiadłem na kamieniu i jedząc kanapkę, zacząłem patrzeć sobie na otaczające Dolinę Kondracką szczyty, m.in. Kasprowy Wierch, na Przełęcz pod Kondracką Kopą. Spędziłem tak dobrą godzinę, a potem zebrałem się w drogę powrotną do Kuźnic.

Tak jak wspominałem wyżej, z perspektywy czasu, żałuję, że nie poszedłem jeszcze dalej, na przykład na Przełęcz pod Kondracką Kopą. No cóż, przynajmniej mam cel, na następny raz w Tatrach.

W Kuźnicach byłem mniej więcej po godzinie marszu. Wiadomo, schodzi się zdecydowanie szybciej i łatwiej niż wchodzi. Stąd, można dojechać busem do centrum Zakopanego, ale ja postanowiłem przejść się, bowiem nie byłem aż tak bardzo zmęczony, a i nie lubię wydawać niepotrzebnie pieniędzy. Doszedłem aż do połowy Krupówek, przez które przetaczało się morze turystów. Tam też zjadłem szybki obiad, po czym wróciłem do mojego pensjonatu.

Dzień ten, był w moim odczuciu, bardzo udany. Zdobyłem Nosal, potem zrobiłem sobie spacer na Halę Kondracką. W końcu robiłem to, po co powinno się przyjeżdżać w góry. Chodzić po nich, a nie tylko non stop Krupówki i wlewanie w siebie browarów czy innych trunków, bo ponoć górach lepiej wchodzi.

Tyle na dzisiaj. Na koniec kilka zdjęć z Hali Kondrackiej. Niżej znajduje się mapa z trasą. Kolejna część już niebawem.

przełęcz pod kondracką kopą nosal
Widok na Przełęcz pod Kondracką Kopą
schronisko pttk hala kondratowa nosal
Schronisko PPTK na Hali Kondratowej z innej strony
]]>
https://przygodyprzemka.pl/nosal-i-hala-kondratowa/feed/ 1
Majówka 2018 – Zakopane #1 – dojazd https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-1-dojazd/ https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-1-dojazd/#respond Mon, 28 May 2018 07:22:55 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2849 Był któryś z ponurych, pochmurnych styczniowych dni, zaraz po Nowym Roku. Próbowałem zabić chandrę wywołaną paskudną pogodą i zacząłem planować sobie pierwsze półrocze, nowego, 2018 roku.

[...]

Czytaj więcej from Majówka 2018 – Zakopane #1 – dojazd

]]>
Był któryś z ponurych, pochmurnych styczniowych dni, zaraz po Nowym Roku. Próbowałem zabić chandrę wywołaną paskudną pogodą i zacząłem planować sobie pierwsze półrocze, nowego, 2018 roku.

Kiedy doszedłem w kalendarzu do maja, a więc i do majówki, w pierwszej kolejności, chciałem pojechać znowu w Dolinę Biebrzy. Doszedłem jednak do wniosku, że znowu będę narzekał na niedostatki w sprzęcie optycznym, więc dałem sobie spokój z tą lokalizacją na bliżej nieokreślony czas.

Wtedy też pomyślałem o górach, a konkretnie o Tatrach i Zakopanem, jako bazie noclegowej. Wybrałem sobie termin (30 kwietnia – 6 maja), wybrałem sobie nocleg, opłaciłem zaliczkę i zacząłem sobie organizować środek transportu, bo lubię mieć wszystko wcześniej zaplanowane i przygotowane (oczywiście w miarę możliwości). Nie mając samochodu, oczywistym wyborem dla mnie był pociąg. Wszedłem więc na stronę PKP Intercity i tu zaczęły się schody.

Przeglądając rozkład w styczniu, nie wyszukiwało mi połączeń z Warszawy do Zakopanego, bowiem na początek marca, planowana była korekta rozkładu jazdy. Z resztą w styczniu i tak bym nie kupił biletu, bowiem można to zrobić najwcześniej 30 dni przed planowaną podróżą. W tamtym momencie chodziło mi jedynie o poznanie godziny odjazdu i przyjazdu. Napotykając powyższą przeszkodę, odłożyłem sprawę do mniej więcej połowy marca.

W marcu zonk. Nadal nie wyszukiwało mi połączeń kolejowych ze stolicy do “Zakopca”. Wtedy poznałem chociaż powód: remont torów w Krakowie, obrębie dworca Kraków Główny oraz wstrzymanie ruchu kolejowego na odcinku Kraków – Zakopane z powodu rozbudowy “Zakopianki” (chyba). Stało się dla mnie jasne, że tak łatwo nie dostanę w góry. Czyżby tegoroczna majówka miała okazać się wielkim niewypałem?

Nie mogąc dostać się bezpośrednio w Tatry pociągiem, wybrałem następujący wariant dojazdu i powrotu. Koleją miałem dostać się do Krakowa, a potem autokarem dojechać do Zakopanego.

Przyszedł w końcu dzień wyjazdu. Wstałem koło 3 rano, szybka kawa i śniadanie, zabrałem dzień wcześniej spakowany plecak i ruszyłem na stację kolejową, aby dojechać do Warszawy. Niestety, moja majówka rozpoczęła się tak, jak wyglądało większość zeszłorocznych wyjazdów, czyli od deszczu, ba nawet od burzy. Jednak, gdy wysiadałem z pociągu podmiejskiego na stacji Warszawa Wschodnia, na szczęście już nie padało.

Kilkanaście minut oczekiwania i siedziałem już w pociągu do Krakowa. Po mniej więcej pięciu godzinach podróży (dwie godziny pociąg jechał do Radomia!) byłem już w stolicy Małopolski, na stacji Kraków Płaszów (w związku z remontem na stacji Kraków Główny, większość pociągów jeździło lub jeszcze jeździ objazdem i kończy bieg na wspomnianej stacji).

W pociągu relacji Warszawa Wschodnia - Kraków Płaszów majówka majowka zakopane
W pociągu relacji Warszawa Wschodnia – Kraków Płaszów

Tramwajem linii nr 3 dojechałem do centrum Krakowa, potem spacerek na dworzec autobusowy i godzina czekania na autokar firmy Szwagropol, którym miałem dojechać do Zakopanego. Podróż wspomnianym autobusem miała trwać 2 godziny z hakiem, ale trwała ponad trzy godziny, z uwagi na duży ruch i miejscowe korki na “Zakopiance”.

Po prawie 12 godzinach podróży, w końcu stanąłem u podnóża Tatr. W Centrum Informacji Turystycznej kupiłem jeszcze 7-dniowy bilet na komunikacją miejską i udałem się w końcu w stronę pensjonatu, w którym miałem zarezerwowany pokój.

Po rozliczeniu się z właścicielami, rozpakowaniu plecaka, pojechałem na zakupy, na kilka pierwszych dni, tym bardziej, że następnego dnia było Święto Pracy, więc zdecydowana większość sklepów była zamknięta. Po powrocie do pokoju, udałem się na zasłużony odpoczynek, bo przede mną były 5 dni szlajania się górskich szlakach.

Tak właśnie rozpoczęła się moja, tegoroczna majówka. Już niedługo relacja z drugiego dnia majówki 2018. Będzie przede wszystkim więcej zdjęć.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-1-dojazd/feed/ 0