Miasta – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl - pieszo, rowerem, z aparatem Wed, 21 Aug 2024 20:55:35 +0000 pl-PL hourly 1 https://przygodyprzemka.pl/wp-content/uploads/2020/12/cropped-pzfavn-1-32x32.png Miasta – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl 32 32 Nowy Dwór Mazowiecki – wieczorny fotospacer po mieście https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/ https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/#respond Sat, 29 Jul 2023 07:00:00 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=4638 Nowy Dwór Mazowiecki to miasto, w którym mieszkam. Często spaceruję po nim. Niedawno postanowiłem sobie przypomnieć jak to jest, kiedy fotografujesz wczesnym wieczorem. Ostatni raz, po zachodzie słońca fotografowałem chyba w Krakowie. Możesz o tym przeczytać tutaj.

[...]

Czytaj więcej from Nowy Dwór Mazowiecki – wieczorny fotospacer po mieście

]]>
Nowy Dwór Mazowiecki to miasto, w którym mieszkam. Często spaceruję po nim. Niedawno postanowiłem sobie przypomnieć jak to jest, kiedy fotografujesz wczesnym wieczorem. Ostatni raz, po zachodzie słońca fotografowałem chyba w Krakowie. Możesz o tym przeczytać tutaj.

A okazji ku fotografii wieczornej czy nocnej ostatnio mam sporo, bo nienawidzę upałów. Muszę mieć w DNA jakieś geny ludzi z północy Europy, bo gdy termometr pokazuje ponad 25 stopni Celsjusza, jestem nie do życia. Dlatego na rower lub spacer z aparatem fotograficznym wychodzę koło godziny 18.

Nowy Dwór Mazowiecki – miasto w widłach dwóch rzek

Nowy Dwór Mazowiecki leży w widłach dwóch rzek. Narwi, która na wysokości Twierdzy Modlin wpada do Wisły. Niedaleko jest jeszcze trzecia rzeka – Wkra, która wpada do Narwi na terenie gminy Pomiechówek. Więc jak są rzeki, to są i mosty. W okolicy są trzy: jeden na Narwi, dwa na Wiśle. Tego dnia wybrałem most im. Pancera, czyli ten, który rzucony jest nad Narwią.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Nowy Dwór Mazowiecki – ulica Warszawska, widok na budujący się budynek “Warszawska Sky”

Najpierw poszedłem na most im. Pancera, gdzie chciałem sfotografować Narew w centrum Nowego Dworu Mazowieckiego w tle. Jednak brak statywu i zbliżający się zmierzch, spowodował, że z 15 zdjęć, które zrobiłem na moście, może ze 3 są ostre. Niby autofokus w moim D3100 działa na ogół przyzwoicie, ale jak się potem okazało, przełączenie się na ostrzenie manualne, trzeba było wdrożyć już od samego początku. No cóż, nie popełnia błędów tylko ten co nic nie robi.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Widok z mostu im. Pancera na Twierdzę Modlin – najlepiej widoczna Wieża Biała górująca nad Narwią
Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Powrót do domu… most im. Pancera na Narwi
Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Kolejny rok, kiedy Narew ma niski stan.

Pociągi widmo 🙂

Wracając z mostu nad Narwią słyszałem i widziałem, że co chwila przejeżdżają pociągi, a że wiadukt kolejowy jest niedaleko, to postanowiłem się tam przejść. W głowie miałem pomysł na zdjęcia torowiska i pociągu, który przez długi czas naświetlania będzie rozmazany, a z jego przednich i tylnych świateł powstaną smugi.

Niestety plan spalił na panewce, bowiem póki byłem w ruchu, to pociągi jeździły raz w jedną, raz w drugą stronę. Kiedy doszedłem na miejsce… pusto. Przerwa w ruchu kolejowym, a dopiero co przejechało po sobie chyba ze 4 składy. Po 10 minutach oczekiwania, a nuż coś przejedzie, postanowiłem wracać. W sumie to i dobrze, bo pewnie by i tak zdjęcia nie wyszły, bo nie chciało mi się targać statywu ze sobą. Tylko gdzieś w środku mnie, mała cząstka wkurzała się, kiedy słyszałem przejeżdżające pociągi.

Fotografia po zmroku – nie masz statywu? Kombinuj!

Zacząłem wracać ku centrum miasta. Swój spacer chciałem skończyć w parku Wybickiego, gdzie znajduje się podświetlana fontanna, która miała być kolejnym królikiem doświadczalnym w mojej fotograficznej edukacji.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Nie masz statywu? To kombinuj.

Zanim do niej doszedłem postanowiłem poświęcić chwilę uwagi budynkowi kościoła pw. św. Michała Archanioła, który od dłuższego czasu chciałem sfotografować wieczorem bądź w nocy. Ściemniało się coraz bardziej, więc za statyw posłużyła mi najpierw ławka w parku, potem kostka brukowa i mój DIY uchwyt na nadgarstek, który podłożyłem pod obiektyw, aby osiągnąć odpowiednią pozycję aparatu.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Wykorzystałem ławkę jako statyw.

Kiedy znudziło mi się kucanie, postanowiłem w końcu podejść do tej fontanny. O ile ze zdjęć kościoła jestem w miarę zadowolony, to ze zdjęć fontanny z podświetleniem LED już nie do końca. Przy najbliższej okazji muszę tam wrócić, by ponowić próbę.

Spacer oceniam jako interesujący. Przez około 5km marszu odkryłem na nowo fotografowanie wieczorem i nocą. W planach mam jeszcze nie jeden spacer po Nowym Dworze Mazowieckim. Tylko następnym razem wezmę ze sobą statyw.

Na koniec, zapraszam Cię na mojego Instagrama, gdzie publikuję więcej zdjęć.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/feed/ 0
Kraków w kilka godzin https://przygodyprzemka.pl/krakow-w-kilka-godzin/ https://przygodyprzemka.pl/krakow-w-kilka-godzin/#comments Fri, 09 Mar 2018 08:19:01 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2724 Kraków, to kolejne miasto po Gdańsku i Sandomierzu, na zwiedzenie którego, w 2017 roku, przeznaczyłem jeden dzień, a właściwie to kilka godzin. Odwiedziłem to miasto pierwszy raz, ale z pewnością nie ostatni.

[...]

Czytaj więcej from Kraków w kilka godzin

]]>
Kraków, to kolejne miasto po Gdańsku i Sandomierzu, na zwiedzenie którego, w 2017 roku, przeznaczyłem jeden dzień, a właściwie to kilka godzin. Odwiedziłem to miasto pierwszy raz, ale z pewnością nie ostatni.

Kraków, to jedno z najstarszych polskich miast. Według legendy, gród nad Wisłą, miał założyć książę Krak. Najstarsze, potwierdzone, wzmianki historyczne pochodzą z X wieku. Od 1029 roku, w czasach rozbicia dzielnicowego, Kraków został siedzibą księcia seniora, Kazimierza Odnowiciela. Oficjalną stolicą Polski, stał się jednak dopiero prawie 300 lat później, 20 stycznia 1320 roku, kiedy to w Katedrze Wawelskiej, odbyła się koronacja Władysława Łokietka na króla Polski.

W 1364 roku, powstała Akademia Krakowska, pierwsza polska uczelnia wyższa. W szkole tej, nauki pobierał między innymi Mikołaj Kopernik. Wiek XVI to okres największego rozkwitu miasta. W 1520 roku, rozległo się pierwsze bicie słynnego Dzwonu Zygmunta. W 1596 roku, król Zygmunt III Waza, przeniósł stolicę Polski do Warszawy. Podczas Potopu Szwedzkiego miasto bardzo ucierpiało. Szwedzi zniszczyli wiele zabytków.

W następnych wiekach, Kraków wiele razy zapisywał się na kartach historii Rzeczypospolitej. Na krakowskim Rynku Głównym, nieopodal Wieży Ratuszowej, w 1794 roku ślubował Tadeusz Kościuszko. Działania II wojny światowej, zniszczyły Kraków, ale nie ucierpiał on tak mocno, jak chociażby Warszawa czy Wrocław.

Obecnie miasto przyciąga rzesze turystów z całego świata. Szacuje się, że Kraków odwiedza rocznie ok. 10 milionów turystów.

Darmowy listopad, czyli nie dla psa kiełbasa

Gród Kraka odwiedziłem w listopadzie zeszłego roku. Wybrałem się tam, akurat w tym konkretnym miesiącu, bowiem w listopadzie, siedziby królów Polski w Warszawie i Krakowie, można było zwiedzać bez opłat, w ramach akcji “Darmowy Listopad”. Niestety nie było mi to dane ani w Warszawie, ani w Krakowie. O ile warszawskie królewskie rezydencje zostawiłem sobie na ten rok (o ile wspomniana akcja będzie kontynuowana, jeśli nie, postaram się wykorzystać dni, w które wejścia są darmowe), to Wawel chciałem bardzo zwiedzić (w sensie rezydencje królewskie, bo Katedra Wawelska czy Dzwon Zygmunta to inna para kaloszy).

Królewskie rezydencje na Wawelu, dziennie, może odwiedzić ściśle określona ilość turystów. Podobno, takie są zalecenia konserwatora zabytków. Kiedy ustawiłem się w kolejce do kasy, by odebrać darmową wejściówkę, zobaczyłem, że na wyświetlaczu, na którym pokazywano ilości dostępnych jeszcze wejściówek, zostały ostatnie, pojedyncze, bilety na wszystkie trzy udostępnione wystawy stałe. Spojrzałem na ilość osób przede mną, a potem odwróciłem się na pięcie i opuściłem budynek, w którym ulokowane są kasy.

Po wyjściu na zewnątrz, chwilę zastanawiałem się co zrobić. Po minucie namysłu ruszyłem ku Katedrze Wawelskiej.

Wawel – Katedra Wawelska

Budowlę, którą możemy dzisiaj podziwiać, wybudowano etapami. Najpierw w latach 1320-1346 wzniesiono prezbiterium z obejściem, zaś w latach 1346-1364 powstał korpus nawowy. Pierwsza katedra, została wzniesiona na Wzgórzu Wawelskim po ustanowieniu biskupstwa krakowskiego, a miało to miejsce na zjeździe gnieźnieńskim w 1000 roku. Następna świątynia, została konsekrowana w 1142 roku, lecz spłonęła w 1305 roku. Krypta św. Leonarda oraz dolna część Wieży Srebrnych Dzwonów, to pozostałości drugiej katedry, które przetrwały do naszych czasów.

Katedra Wawelska Kraków
Katedra Wawelska, na pierwszym planie Wieża Srebrnych Dzwonów

Wszedłem do środka. Mimo że nie jestem przesadnie uduchowiony, to lubię zwiedzać zabytkowe świątynie. Od razu można poznać, że to kościół. Do tego jeszcze te wnętrza, bogato zdobione ściany, rzeźby, ołtarze, których próżno szukać w “nowożytnych” kościołach. Czasami, gdy patrzę na dany, współczesny Dom Boży, zastanawiam się, co architekt miał na myśli.

Wnętrza Katedry Wawelskiej są piękne, w tym trzy ołtarze. Ołtarz Główny, przy którym od momentu koronacji Władysława Łokietka w 1320 roku, odbywały się najważniejsze ceremonie państwowe, czyli koronacje, śluby, chrzty i pogrzeby królewskie. Również dzisiaj odprawiane są tu najważniejsze ceremonie. Jest to monumentalny, barokowy ołtarz, z obrazem Chrystusa Ukrzyżowanego, który powstał około 1649 roku. Projekt stworzył włoski architekt Giovanni Battista Gisleni. W czasach, gdy naszym państwem władali monarchowie, obok ołtarza stał tron królewski. Po rozbiorach zamiast niego, ustawiono tron biskupów krakowskich. Ponad tronem, znajduje się się baldachim, zawieszony z okazji koronacji Augusta III Sasa w 1734 roku.

ołtarz główny katedra wawelska kraków przemek zwiedza
Ołtarz Główny w Katedrze Wawelskiej – źródło: pl.wikipedia.org

Drugi ołtarz, znajdujący się na środku Katedry, to tzw. Ara Patriae, czyli Ołtarz Ojczyzny. Spoczywają tu relikwie patrona Polski, św. Stanisława ze Szczepanowa, krakowskiego biskupa męczennika, który jak wiemy z historii (a przynajmniej powinniśmy) został zamordowany w 1079 roku, z rozkazu króla Bolesława Śmiałego.

Modlono się tutaj za pomyślność Ojczyzny, a także zawieszano zdobyte na wrogach chorągwie. Ołtarz ten, powstał w latach 1626-1629, z inicjatywy biskupa Marcina Szyszkowskiego, w stylu wczesnego rzymskiego baroku.

ołtarz św. stanisława katedra wawelska kraków
Ołtarz św. Stanisława – autor Cezary P, źródło: pl.wikipedia.org

Trzeci ołtarz w Katedrze Wawelskiej, to ołtarz Pana Jezusa Ukrzyżowanego. Znajduje się tutaj, słynący z cudów, Czarny Krucyfiks z końca XIV wieku. W tym miejscu, często modliła się św. królowa Jadwiga, dlatego też ołtarz ten jest łączony z kultem świętej. W 1987 roku, umieszczono tu, w trumnie z brązu, relikwie św. Jadwigi.

Niestety w Katedrze Wawelskiej nie wolno robić zdjęć, nawet z wyłączoną lampą błyskową. Dlatego nie mam własnych zdjęć z wnętrza świątyni.

Wawel – Groby Królewskie

Katedra jest także miejscem pochówku polskich monarchów, biskupów krakowskich oraz bohaterów narodowych i wybitnych poetów. Spoczywają tutaj między innymi: Władysław Łokietek, Kazimierz Wielki, Tadeusz Kościuszko, Józef Piłsudski czy Adam Mickiewicz. Niektóre groby znajdują się w górnej części świątyni, pozostałe w podziemnych kryptach.

O ile zwiedzanie Katedry jest bezpłatne, to już za wejście do Grobów Królewskich musimy zapłacić. Jeden bilet wstępu, upoważnia do zwiedzenia trzech miejsc. Są to wspomniane wyżej Gruby Królewskie, Dzwon Zygmunta oraz Muzeum Katedralne, gdzie ostatecznie nie poszedłem.

bilet kraków
Bilet wstępu do Grobów Królewskich, Dzwonu Zygmunta i Muzeum Katedralnego

Koszt biletu normalnego, dla turysty indywidualnego to tylko 12 zł, czyli po 4 zł za każde miejsce. Zważywszy, że w niektórych miejscach w Polsce, cena biletów nijak nie współgra z ofertą danych miejsc, uważam, że cena biletu w tym miejscu jest niska. Studenci, młodzież szkolna, emeryci i renciści, zapłacą jeszcze mniej, bowiem 7 zł. Kasy mieszczą się na zewnątrz, w osobnym budynku, na przeciwko Katedry.

W kryptach również nie wolno robić zdjęć. W sumie, byłoby to i tak bez sensu. Przy tak kiepskim oświetleniu, zdjęcia należałoby długo naświetlać albo skorzystać lampy błyskowej.

Wawel – Dzwon Zygmunta

Po zwiedzeniu Grobów Królewskich, udałem się na Wieżę Zygmuntowską, by na własne oczy zobaczyć najsłynniejszy polski dzwon, zwany Zygmuntem. Na początku podzielę się z Wami dobrą informacją. Wieża Zygmuntowska to jedyne miejsce w Katedrze Wawelskiej, gdzie na legalu, można robić zdjęcia.

Aby dojść do Dzwonu Zygmunta, należy wspiąć się na górę po drewnianych schodach. Miejscami, kiedy jest duży ruch, robią się zatory. Szczególnie przy dzwonach, które mijamy po drodze. Miejscami są również bardzo wąskie przejścia między belkami. Dzwonów na Wieży jest pięć. Oprócz Zygmunta są to:

  • Wacław z 1460 roku, poświęcony św. Wacławowi, zwany także Głownikiem, ponieważ bił na okoliczność ścinania głów sześciu mieszkańcom Krakowa, skazanym za zamordowanie wojewody Andrzeja Tęczyńskiego. Jest to najmniejszy dzwon na Wieży.
  • Kardynał z 1455 roku, dedykowany kardynałowi Zbigniewowi Oleśnickiemu, który jako młody rycerz uczestniczył w bitwie pod Grunwaldem i ocalił życie królowi Władysławowi Jagielle.
  • Urban z ok. 1364 roku, ufundowany przez Kazimierza Wielkiego z wdzięczności dla papieża Urbana V, który wyraził zgodę na otwarcie Akademii Krakowskiej. Dzwon ten, pierwotnie znajdował się w kościele w Niepołomicach. Na Weawl został sprowadzony przez kardynała Oleśnickiego ok. 1450 roku.
  • Stanisław z 1463 roku, dedykowany św. Stanisławowi, patronowi Polski i Katedry Wawelskiej.

Największy dzwon na Wieży, Zygmunt, waży ponad 12 ton. Ufundowany został w 1521 roku, przez króla Zygmunta I Starego. Pierwszy raz można było go usłyszeć  13 lipca 1521 roku na uroczystość św. Małgorzaty. Należy wspomnieć o najważniejszym elemencie dzwonu, czyli o sercu. Oryginalne serce wykuto z żelaza. Służyło 479 lat. W XIX wieku, pękało trzykrotnie i było za każdym razem naprawiane. Ostatni raz uderzało w klosz Zygmunta w Boże Narodzenie w 2000 roku, kiedy to stwierdzono jego czwarte pęknięcie. Postanowiono zastąpić go nowym sercem, które bije od 14 kwietnia 2001 roku.

Dzwon Zygmunta Kraków
Dzwon Zygmunta

Na koniec  ciekawostka. Do 1999 roku, Dzwon Zygmunta był największym polskim dzwonem, kiedy to powstał przewyższający go masą i rozmiarem Dzwon Maryja Bogurodzica, znajdujący się w Bazylice Matki Boskiej Licheńskiej w Licheniu, jako wotum Polaków (wraz z samą bazyliką) za 2000 lat chrześcijaństwa.

Na poniższym zdjęciu, udostępniam Wam wykaz wszystkich dni w roku, w które można usłyszeć Dzwon Zygmunta.

Daty dzwonień Dzwonu Zygmunta kraków
Daty dzwonień Dzwonu Zygmunta

Tadeusz Kościuszko i tajemnicze tabliczki

Po zejściu z Wieży Zygmuntowskiej, zacząłem schodzić ze Wzgórza Wawelskiego. Zmierzałem pod pomnik Smoka Wawelskiego, który chyba jak Wawel, jest obowiązkowym punktem na turystycznej mapie Krakowa.

Z Wawelu schodziłem od strony ulicy Podzamcze, minąwszy pomnik Tadeusza Kościuszki. Monument ten powstał w 1900 roku. Pierwotnie miał stanąć na krakowskim rynku. Kilka lat był przechowywany w magazynie, następnie, kilka lat stał na dziedzińcu budynku straży pożarnej, przy obecnej ulicy Westerplatte. W 1921 roku stanął w końcu na Wawelu, na bastionie króla Władysława IV Wazy.

Pomnik Tadeusza Kościuszki Wawel Kraków
Pomnik Tadeusza Kościuszki

17 lutego 1940 został zniszczony przez Niemców. Dwadzieścia lat później, w 1960 roku, został zrekonstruowany, jako jedyny pomnik w Polsce, odbudowany przez Niemców. Jako dar mieszkańców Drezna, powrócił na swoje dawne miejsce. O tym fakcie przypomina tabliczka, umieszczona na murze wspomnianego bastionu.

Idąc dalej, za Bramą Herbową, minąłem tabliczki osadzone w murze. Osoby, które tak, jak ja, byli/będą pierwszy raz na Wawelu lub w ogóle nie zwracali na nie uwagi, mogą nie wiedzieć, dlaczego one tam się znajdują. Odpowiedź na to pytanie znalazłem w Internecie. Są to tabliczki upamiętniające wszystkie te osoby, które wpłaciły pieniądze na rzecz odnowy Wawelu. Miało to miejsce w okresie międzywojennym. Taką tabliczką upamiętniono każdą osobę, grupę osób, instytucję itd., która wpłaciła wystarczającą kwotę, aby sfinansować jeden dzień prac remontowych. Pierwszymi ofiarodawcami byli Amerykanie: Editha Braun i John F. Forthingham.

tajemnicze tabliczki wawel kraków
Tabliczki, które upamiętniają fundatorów remontu Wawelu w 20-leciu międzywojennym

Smok Wawelski

Po chwili maszerowałem Bulwarem Czerwieńskim, wzdłuż Wisły i w końcu dotarłem pod pomnik Smoka Wawelskiego. Legendę o smoku zna chyba każdy i nie ma potrzeby, abym ją przypominał w tym miejscu. Jeśli jednak, jakimś cudem, ktoś jej nie zna, to odsyłam do wujka Google lub któryś ze zbiorów z legendami polskimi w formie papierowej.

Pomnik Smoka Wawelskiego składa się z dwóch elementów. Rzeźby odlanej z brązu, która osadzona jest na głazie. Monument, autorstwa Bronisława Chromego, został odsłonięty w 1972 roku. Stoi tuż przy wejściu do Smoczej Jamy, którą w okresie od 23 kwietnia do 31 października można zwiedzać.

Smok Wawelski kraków
Smok Wawelski
Wejście do Smoczej Jamy Kraków
Wejście do Smoczej Jamy

Jako kolejną w tym poście ciekawostkę, podam, że w pierwotnej koncepcji, rzeźba Smoka Wawelskiego, miała być częściowo zanurzona w Wiśle. Ostatecznie porzucono ten pomysł, bowiem obawiano się, że przeróżne śmieci, niesione przez nurt rzeki, będą osadzać się na pomniku.

Mimo że, Smok jest niekwestionowaną atrakcją turystyczną Krakowa, to pewnie nie byłby tak popularny, gdyby nie instalacja gazowa, umieszczona wewnątrz rzeźby, która sprawia, że Smok, co kilka minut zieje ogniem.

smok wawelski ogień kraków
Smok Wawelski – pewnie gdyby nie ział ogniem, nie byłby tak popularną atrakcją turystyczną

Droga Królewska – Kraków w pigułce

Postałem dłuższą chwilę pod pomnikiem Smoka Wawelskiego, by zrobić kilka zdjęć, podczas gdy Smok zieje ogniem. Efekty możecie zobaczyć wyżej. Są to dwa, z wielu zdjęć, które wtedy zrobiłem. W końcu zebrałem się do dalszej drogi. Szedłem ulicą Bernardyńską i co jakiś czas zatrzymywałem się, by zrobić użytek ze swojej lustrzanki.

wawel kraków
Wawel od strony ulicy Bernardyńskiej z doskonale widoczną Basztą Sandomierską

Następnie, skierowałem kroku ku ulicy Grodzkiej, którą zamierzałem dojść do Rynku Głównego. Po drodze zatrzymałem się przy jednej z wielu, na krakowskim starym mieście, budek z kultowymi obwarzankami, o które prosiła mnie rodzina.

Od dłuższego czasu, szedłem tzw. Drogą Królewską. Jest to trasa turystyczna, która rozpoczyna się na Placu Matejki, a kończy na Wawelu. Wytyczona została ulicami Floriańską, Rynek Główny, Grodzką, Senacką i Kanoniczną. Niegdyś trakt ten, przemierzały orszaki królewskie, zmierzające na Wzgórze Wawelskie. Dzisiaj, jest to jedna z najbardziej uczęszczany tras turystycznych w mieście, bowiem idąc jej szlakiem, można zobaczyć wszystkie najważniejsze zabytki starego Krakowa.

Wawel Kraków
Wawel, tu kończy się Droga Królewska

Szedłem nią i ja, bowiem odwiedzając Kraków po raz pierwszy, chciałem przede wszystkim zobaczyć te najważniejsze zabytki.

Po krótkiej chwili, doszedłem do Placu św. Marii Magdaleny, gdzie przystanąłem na chwilę, aby sfotografować od zewnątrz kościoły św.św. Piotra i Pawła oraz św. Andrzeja. Po wywołaniu RAW-ów, zdjęcie tej drugiej świątyni, szczególnie przypadło mi do gustu. Moim zdaniem, jest to jedno z najlepszych zdjęć, które kiedykolwiek zrobiłem. Z resztą sami oceńcie i dajcie znać w komentarzu, czy podoba się Wam tak samo, jak mnie.

Kościoł pw. św.św. Piotra i Pawła kraków
Kościół  św.św. Piotra i Pawła
Kościół św. Andrzeja kraków
Kościół św. Andrzeja, wg mnie jedno z najlepszych moich zdjęć ever

Po chwili ruszyłem w dalszą wędrówkę ulicą Grodzką. Kiedy doszedłem do skrzyżowania z ulicą Dominikańską, zrobiłem sobie przerwę na obiad i kawę, ale po 20 minutach, byłem z powrotem na szlaku, a po mniej więcej kolejnych 5 minutach, stanąłem na Rynku Głównym.

Ulica Grodzka kraków
Ulica Grodzka

Rynek Główny – Wieża Ratuszowa

Pierwsze kroki na krakowskim Rynku Głównym, skierowałem ku pochodzącej z XV wieku, gotyckiej Wieży Ratuszowej. Ta 70-metrowa wieża, ocalała ze zburzonego w XIX wieku ratusza. Obecnie mieści się tam oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Wnętrza budynku można zwiedzać od kwietnia od października.

Nieopodal Wieży Ratuszowej, 24 marca 1794 roku, Tadeusz Kościuszko, złożył uroczystą przysięgę, która zainicjowała powstanie narodowe, znane historii jako insurekcję kościuszkowską. O tym wydarzeniu przypominają dwie tablice. Jedna na Wieży, druga kilkadziesiąt metrów dalej, wmurowana w bruk rynku.

Wieża Ratuszowa kraków
Wieża Ratuszowa wieczorową porą

Rynek Główny – Sukiennice

Następnym moim celem były Sukiennice. Kolejny punkt obowiązkowy na turystycznej mapie Krakowa. Dawniej, podobnie zresztą jak i dzisiaj, był to ośrodek handlu. Obecny wygląd zabytku, pochodzi z XIX wieku, kiedy to dokonano renowacji budynku. Sukiennice, to budowla dwukondygnacyjna, choć pierwotnie tak nie było. Na dole znajdują się kramy, tłumnie odwiedzane przez turystów. Na piętrze natomiast, mieści się Galeria Polskiego Malarstwa i Rzeźby XIX wieku.

sukiennice kraków
Sukiennice są tłumnie odwiedzane przez turystów. Można tu kupić m.in. przeróżnej maści pamiątki.

Rynek Główny – Bazylika Mariacka

Kiedy już odszedłem dolną część Sukiennic wzdłuż i wszerz, udałem się do Bazyliki Mariackiej, którą najpierw próbowałem uwiecznić na zdjęciach od zewnątrz. Niestety nie osiągnąłem do końca efektu, który zrodził się w mojej głowie. Na Rynku Głównym trwała budowa jarmarku bożonarodzeniowego, a mi brakowało wolnej przestrzeni, by zrealizować swój pomysł.

Bazylika Mariacka Kraków
Bazylika Mariacka

Postanowiłem zwiedzić środek świątyni, która była budowana na przestrzeni wieków XIII-XV. Bazylika została wybudowana w stylu gotyckim. Front kościoła zdobią dwie wieże (81 m i 69 m). Z tej wyższej, od XIV wieku, grany jest co godzinę Hejnał Mariacki, którego niestety nie dane mi było usłyszeć na żywo, nie przeczę, że nie był grany, pewnie nie zwróciłem na niego uwagi. A uświadomiłem to sobie całkiem nie dawno, kiedy powstawał szkic tego wpisu.

Jak wiemy (a zakładam, że Wiecie), melodia Hejnału urywa się w pewnym momencie. Istnieje legenda, która tłumaczy ten fakt.

Gdy pewnego razu Tatarzy […], doszli aż pod Kraków, strażnik zaczął grać hejnał. Zdążono zamknąć bramy miejskie, ale tatarska strzała przeszyła gardło hejnalisty, nim skończył melodię. Na pamiątkę tego wydarzenia melodia już zawsze urywa się.

Legenda, której fragment przytoczyłem wyżej nie jest stara. Powstała w latach 20. XX wieku. Autorką tej historii jest Aniela Pruszyńska. W formie pisanej, legenda ta, pojawia się po raz pierwszy w powieści Erica P. Kelly’ego pt. “Trębacz z Krakowa”.

Aby usłyszeć Hejnał Mariacki, nie trzeba jednak jechać do Krakowa. Wystarczy włączyć Program I Polskiego Radia. Jest to najstarsza na świecie, cykliczna audycja radiowa. Od 1927 roku, z przerwą w czasie niemieckiej okupacji, codziennie, w samo południe, możemy słuchać Hejnału.

Jako kolejną ciekawostkę, podam, że Hejnał Mariacki został odegrany 18 maja 1944 roku, przez plutonowego Emila Czecha, ogłaszając zwycięstwo polskich żołnierzy w bitwie pod Monte Cassino.

Rozpisałem się o Hejnale, ale wracam już do tematu Bazyliki Mariackiej. Aby móc zwiedzić świątynię, należy kupić bilet. Cena wejściówki-cegiełki to 10 zł. Seniorzy 65+, studenci, młodzież i dzieci mają zniżkę. Ceny biletów to kolejno 8 zł (seniorzy) i 5 zł (pozostali). Bilety należy wykupić w kasie, która znajduje się na przeciwko bocznego wejścia do kościoła. Kiedy chcemy robić zdjęcia lub filmować (bez lampy błyskowej i statywu) musimy dopłacić 5 zł (o ile pamięć mnie nie myli).

To nie koniec ograniczeń. Jako turyści, możemy zwiedzać tylko przednią część Bazyliki, czyli prezbiterium z ołtarzem Wita Stwosza. Do środka wchodzi się bocznym wejściem.

Bazylika Mariacka od strony Sukiennic kraków
Bazylika Mariacka od strony Sukiennic

Wykupiłem dodatkowy bilet, by móc legalnie robić zdjęcia w środku. Jednak, jak się okazało później, zupełnie nie potrzebnie, bowiem późna godzina (bliżej zmroku niż dalej), mizerne oświetlenie wewnątrz, spowodowały, że zdjęcia nie wyszły.

Mimo wszystko, wnętrza kościoła są piękne, jak przeważająca część starych świątyń. W prezbiterium znajduje się najsłynniejszy polski, a największy w Europie, ołtarz. Ołtarz Mariacki, który wykonał Wit Stwosz w latach 1477-1489. Ten swoisty pomnik średniowiecznego kunsztu snycerzy, mierzy 13 m wysokości, a szeroki jest na 11 m. Postaci, które możemy podziwiać na ołtarzu mają wysokość ok. 2,7 m. Wit Stwosz konstrukcję swojego dzieła wykonał z drewna dębowego, rzeźby zaś stworzył z lipy.

Podstawę ołtarza zdobi drzewo genealogiczne Chrystusa i Maryi. Nastawę zdobią cztery skrzydła, dwa zewnętrzne są unieruchomione. Otwarty ołtarz, na skrzydłach, obrazuje tajemnice Radości Maryi – od Zwiastowania do Zesłania Ducha Świętego. W centrum zaś, ukazuje scenę Zaśnięcia Maryi w otoczeniu Apostołów. Wyżej pokazane są sceny z Wniebowzięciem i Koronacją, w asyście św.św. Wojciecha i Stanisława. Kiedy ołtarz jest zamknięty, możemy zobaczyć 12 scen Boleści Maryi.

ołtarz mariacki kraków
Ołtarz Mariacki autorstwa Wita Stwosza

Kraków wieczorową porą

Po obejrzeniu Ołtarza Mariackiego, opuściłem Bazylikę. W zasadzie zakończyłem swoją wycieczkę po Krakowie. Zobaczyłem wszystko to, co chciałem, oprócz rezydencji królewskich. Do pociągu powrotnego miałem jeszcze ponad trzy godziny, postanowiłem pospacerować po Rynku Głównym i wykonać kilka nocnych zdjęć zabytkowego Krakowa. Podczas tej małej “sesji fotograficznej” wróciłem nawet pod Wawel, gdzie raz jeszcze obszedłem Wzgórze Wawelskie dookoła.

sukiennice kraków
Sukiennice wieczorową porą. W tle Bazylika Mariacka
wawel nocą kraków
Wawel nocą. Prawie identyczne zdjęcie macie wyżej, tyle że zrobione jak było jeszcze widno

Swoją wędrówkę po ulicach krakowskiego Starego Miasta, zakończyłem przy Bramie Floriańskiej, gdzie również próbowałem swoich sił w fotografii nocnej. Jednak tutaj wyczerpała się bateria w moim aparacie, a z poniższego zdjęcia nie jestem do końca zadowolony.

brama floriańska kraków
Brama Floriańska

Koniec na dzisiaj. Kraków to niewątpliwie piękne i urokliwe miasto, do którego w przyszłości mam zamiar wrócić, bo przecież Kraków to nie tylko starego miasto i Wawel. Może nawet zrobię to w tym roku? W listopadzie, na krakowskiej Tauron Arenie, ma wystąpić Nightwish, którego jestem wielkim fanem, a nie miałem jeszcze okazji słuchać ich na żywo. Listopadowy weekend w Krakowie? Nie mówię “nie”, ale jak zwykle czas pokaże, jak to będzie!

]]>
https://przygodyprzemka.pl/krakow-w-kilka-godzin/feed/ 2
Gdańsk w kilka godzin https://przygodyprzemka.pl/gdansk-w-kilka-godzin/ https://przygodyprzemka.pl/gdansk-w-kilka-godzin/#comments Sun, 31 Dec 2017 16:26:23 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2575 Jak pewnie już wiecie, Gdańsk odwiedziłem na początku września. Dwa pierwsze dni spędziłem na Wyspie Sobieszewskiej, gdzie miałem możliwość po raz pierwszy w życiu obserwować sieweczkę obrożną (LINK) i biegusa rdzawego (LINK). Ostatni dzień na Pomorzu, w zasadzie kilka godzin, poświęciłem na zwiedzanie gdańskiej starówki i Westerplatte, ale o wizycie w strażnicy będzie osobny post. Wnętrz budynków nie zwiedzałem, to zostawię sobie na kolejną wizytę.

[...]

Czytaj więcej from Gdańsk w kilka godzin

]]>
Jak pewnie już wiecie, Gdańsk odwiedziłem na początku września. Dwa pierwsze dni spędziłem na Wyspie Sobieszewskiej, gdzie miałem możliwość po raz pierwszy w życiu obserwować sieweczkę obrożną (LINK) i biegusa rdzawego (LINK). Ostatni dzień na Pomorzu, w zasadzie kilka godzin, poświęciłem na zwiedzanie gdańskiej starówki i Westerplatte, ale o wizycie w strażnicy będzie osobny post. Wnętrz budynków nie zwiedzałem, to zostawię sobie na kolejną wizytę.

Gdańsk to miasto o ponad tysiącletniej historii. To miasto wielu kultur, które przez wieki kształtowały jego charakter. Był niegdyś największym miastem Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Był miastem królewskim i należał do Hanzy. W XVI wieku, Gdańsk, był najbogatszym miastem na ziemiach polskich. To tu, padły strzały ze Schleswinga-Holsteina w kierunku Westerplatte. To tu, zapoczątkowano upadek komunizmu.

Gdańsk w kilka godzin – spacer po starówce niczym wycieczka objazdowa

Swoją wędrówkę po gdańskim Starym Mieście rozpocząłem od Bramy Żuławskiej. Wysiadłem z miejskiego autobusu, którym przyjechałem z Wyspy Sobieszewskiej. Pech, który w tym roku prześladuje mnie podczas wycieczek, znowu dał o sobie znać. Zaczęło padać i to dosyć intensywnie, ale na szczęście krótko. Chciałem zrobić zdjęcie bramie, aby móc się nim Wam pochwalić w tym miejscu, ale niestety zielony kosz na śmieci, ustawiony przed budynkiem sprawił, że dałem sobie spokój i ruszyłem przed siebie, ku Motławie.

Żuraw – najbardziej rozpoznawalny (chyba) symbol Gdańska

Po kilku chwilach byłem na przeciwko słynnego, gdańskiego Żurawia. Jest to zabytkowy dźwig portowy i jednocześnie jedna z bram wodnych. Budowę rozpoczęto w 1442 roku, a zakończono ją dwa lata później. Budowla składa się z dwóch masywnych, ceglanych wież i drewnianego mechanizmu dźwigowego.

gdańsk żuraw
Gdański Żuraw jest chyba najbardziej rozpoznawalnym symbolem miasta. No może Neptun go przebija.

Elewacja Żurawia utrzymana jest w stylu gotyku flamandzkiego, choć część od strony rzeki wygląda inaczej od tej, od strony miasta. Zdjęcie z drugiej strony będziecie mogli zobaczyć na końcu tego wpisu.

Żuraw służył jako urządzenie portowe, do załadunku i rozładunku statków, a także do stawiania masztów jednostek. Na mechanizm dźwigu, składają się dwie pary kół deptakowych, o blisko sześciometrowej średnicy każde. Jako siłę napędową, wykorzystywano siłę ludzkich mięśni. Kiedy trzeba było uruchomić dźwig, odpowiednia liczba osób wchodziła do kół i chodząc jak po schodach, wprawiała koła w ruch.

gdańsk żuraw
Jedno z kół deptakowych, napędu Żurawia

Jako, że Żuraw pełni także funkcję bramy miejskiej, dolna część kół jest doskonale widoczna z zewnątrz, co z resztą możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu.

Pod koniec II wojny światowej, część drewniana budynku spłonęła. W latach 50. XX wieku, Żuraw został zrekonstruowany. Obecnie mieści się tutaj oddział Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, a co za tym idzie, budynek jest udostępniony do zwiedzania.

żuraw gdańsk
Żuraw z innej perspektywy

SS Sołdek – statek-muzeum

Po drugiej stronie Motławy, cumuje statek-muzeum “SS Sołdek”. Jest to pierwszy okręt, zbudowany całkowicie w Polsce, po II wojnie światowej. Ta jednostka parowa, przez prawie 30 lat służby, wykonała niemal 1500 rejsów morskich. 17 lipca 1985 roku, okręt zakończył swoją służbę i został przekazany Narodowemu Muzeum Morskiemu. Statek, tak jak spichlerze, przy których cumuje, jest udostępniony do zwiedzania.

sołdek gdańsk
SS Sołdek – statek-muzeum od 1985 roku.

Neptun – bóg, który miał się kłaniać królom

Gdy już nacieszyłem oczy Żurawiem i statkiem, postanowiłem udać się ku Fontannie Neptuna, która znajduje się na Długim Targu. Po drodze, przechodząc przez Wyspę Spichrzów, minąłem pochodzącą z XVI wieku Bramę Stągiewną. Kiedy już miałem wchodzić na Długi Targ, postanowiłem pójść jeszcze ku północnemu krańcowi wyspy, aby zrobić kilka zdjęć Żurawia z innej perspektywy. Jedno z nich możecie zobaczyć wyżej (to te drugie w kolejności).

Po kilku minutach przekroczyłem Zieloną Bramę.Ta największa brama miejska, została wybudowana w latach 1564-1568 przez Regniera z Amsterdamu i pochodzącego z Drezna, Hansa Kramera. Budynek ten, to pierwszy w Gdańsku, przykład manieryzmu niderlandzkiego, czyli stylu, dzięki któremu Gdańsk zyskał charakterystyczne piękno.

zielona brama gdańsk
Zielona Brama. Widok od strony Zielonego Mostu

Zielona Brama została wybudowana z przeznaczeniem na rezydencję królów polskich, podczas ich wizyt w mieście. Jednakże ci nie gościli tutaj.

Do budowy bramy, wykorzystano niespotykane dotąd w Gdańsku cegły o małych rozmiarach. Nazwane zostały holenderskimi, bowiem przypłynęły tutaj jako balast w ładowniach statków z Amsterdamu.

Minąwszy bramę, byłem już o krok od Fontanny Neptuna, obok Żurawia, chyba najbardziej rozpoznawalnego elementu architektury Gdańska. Obok fontanny pełno ludzi. Jedni robili sobie selfie z każdej możliwej strony (i swojej, i fontanny), drudzy pozowali członkom rodzin lub znajomym.

Fontanna Neptuna pochodzi z XVII wieku. Powstała z inicjatywy ówczesnego burmistrza miasta Bartłomieja Schachmanna i gdańskiej rady miejskiej. Rzeźba rzymskiego boga morza, odlana jest z brązu. W założeniach budowy, Neptun, miał być zwrócony przodem ku kamienicom, w których zatrzymywali się polscy władcy podczas pobytu w Gdańsku, a także miał mieć pochyloną przed nimi głowę.

fontanna neptuna gdańsk
Fontanna Neptuna – odlana z brązu rzeźba skierowana jest przodem do kamienic, w których zatrzymywali się polscy władcy.

Początkowo, fontanna miała zostać podłączona do podziemnych rur, którymi woda miała być pompowana z Potoku Siedleckiego. Okazało się to jednak niemożliwe, bowiem ciśnienie wody było zbyt niskie. Nowy układ zasilania wodą, opracował Adam Wijbe. Zbiorniki umieszczone zostały na poddaszu Ratusza Głównego Miasta i Dworu Artusa. Na początku swojego istnienia, fontanna była czynna tylko w okresie letnim, ponieważ każdorazowo trzeba było napełniać wspomniane wyżej zbiorniki. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku, kiedy to Gdańsk doczekał się nowoczesnego wodociągu i kanalizacji, podłączono do niego fontannę.

fontanna neptuna gdańsk
Fontanna Neptuna

Dwór Artusa i demonstracja

Tuż za plecami Neptuna, znajduje się Dwór Artusa, czyli gmach, w którym spotykali się niegdyś kupcy. Był to także ośrodek spotkań towarzyskich oraz giełda. Jednym słowem. To tu gromadziła się elita Gdańska. Nazwa budynku została zaczerpnięta z legendy o królu Arturze. W Anglii i krajach germańskich, nazywano jego imieniem miejsca spotkań rycerstwa i patrycjatu. W Polsce, dwory Artusa zakładane i odwiedzane były przez przedstawicieli warstwy mieszczańskiej.

Z racji wąskiej zabudowy Długiego Targu i wszędobylskich ludzi, trudno było mi znaleźć sobie odpowiednie miejsce, abym mógł zrobić takie zdjęcie, którego wizję miałem w głowie. Najpierw w kard wlazła mi młoda matka, która była bardziej zainteresowana zrobieniem sobie selfie niż własnym dzieckiem. Potem rozłożyła się grupa “obrońców życia”, czyli krótko mówiąc jednego nawiedzonego faceta i dwóch babć w moherowych beretach, protestujących przeciwko aborcji. Nie miałem zatem prostego zadania i suma sumarum, zdjęcia nie wyszły do końca takie, jakie bym chciał, żeby wyszły.

dwór artusa gdańsk
Dwór Artusa – obok protest :/

Kamienice i Brama Złota

Zrezygnowany poszedłem dalej. Postanowiłem sobie, że jeśli czas mi pozwoli, wrócę na Długi Targ popołudniem i być może, wtedy, będzie mniej ludzi.

Szedłem teraz ulicą Długą, minąłem monumentalny budynek Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, czyli dawny ratusz Głównego Miasta oraz podziwiałem nie mniej okazałe, bogato zdobione, w stylu wspomnianego już manieryzmu niderlandzkiego, kamienice.

kamienice ulica długa ratusz głównego miasta gdańsk
Kamienice na ulicy Długiej. W tle dawny ratusz Głównego Miasta

Doszedłem w końcu do Bramy Złotej. Budynek ten, zbudowany w latach 1612-1614, posiada dwupoziomową fasadę, trzy przejścia oraz trzy pokaźne okna. Bramę zdobi okazała oprawa gzymsowo-kolumnowa i bogaty wystrój plastyczny. Ciekawymi elementami, które przyciągają uwagę są kamienna balustrada i rzeźby, po 4 na każdą stronę budynku.

brama złota gdańsk
Brama Złota od strony ulicy Długiej.

Od strony ulicy Długiej (powyższe zdjęcie) widać figury, które symbolizują cnoty obywatelskie. Są to: Zgoda, Sprawiedliwość, Pobożność oraz Rozwaga. Od strony Targu Węglowego, figury, symbolizują dążenia mieszczan, czyli: Pokój, Wolność, Bogactwo, Sława.

brama złota gdańsk
Brama Złota od strony Targu Węglowego oraz dwór bractwa św. Jerzego (z lewej)

W okresie II wojny światowej, zabytek ten, mocno ucierpiał. Został odbudowany, podobnie jak inne gdańskie zabytki, w latach 50. XX wieku.

Targ Węglowy

Po minięciu bramy, wyszedłem na Targ Węglowy, który obecnie służy za jeden z większych parkingów w gdańskim Śródmieściu. W XV wieku, plac ten zajmował o wiele większą powierzchnię. Rozciągał się między wschodnim murem obronnym Głównego Miasta a kanałem rzeki Raduni, przy ulicy Wały Jagiellońskie. Obecną formę placu, w znaczeniu urbanistycznym, uzyskał w XVII, kiedy to zamknięto przestrzeń od strony zachodniej i północnej, budując nowożytne fortyfikacje.

Tuż obok Bramy Złotej stoją dwa interesujące budynki. Pierwszy z nich, przylegający do niej, to dawna siedziba bractwa kurkowego św. Jerzego. Co to było za bractwo? W dużym skrócie, organizacja ta, pochodząca z Europy Zachodniej, uczyła mieszczan posługiwania się bronią palną, na wypadek konieczności obrony miasta. Działała w wielu miastach w Polsce, szczególnie w średniowieczu, między innymi w Gdańsku, Toruniu czy w Krakowie. Budynek ten został zbudowany w latach 1487-1494. Podczas działań wojennych, w 1945 roku, w wyniku pożaru poważnie ucierpiał. Został odbudowany w tym samym okresie co przylegająca Brama Złota. Obecnie swoją siedzibę ma tam m.in. Stowarzyszenie Architektów Polskich.

Z kolei na przeciwko Bramy Złotej, stoi strzelisty budynek. Jest to wybudowana w drugiej połowie XIV wieku, dawna katownia wraz z wieżą więzienną. Choć nie od razu, budowla ta, pełniła taką funkcję. Przed wybudowaniem nowożytnych fortyfikacji i ograniczeniu przestrzeni Targu Węglowego, budynek pełnił funkcję przedbramia, czyli inaczej mówiąc barbakanu. Obecnie mieści się tu Muzeum Bursztynu.

muzeum bursztynu gdańsk
Dawny barbakan, katownia z wierzą więzienną. Dzisiaj Muzeum Bursztynu.

Za muzeum stoi, dosyć niski, ale bardzo interesujący budynek. To Brama Wyżynna. Powstała razem z pierścieniem nowożytnych fortyfikacji i pełniła funkcję głównego wjazdu do miasta. W górnej części bramy znajdują się trzy herby: (od lewej) herb Prus Królewskich, herb Polski oraz herb Gdańska.

Brama Wyżynna z herbami od strony ulicy Wały Jagiellońskie. Autor zdjęcia: Diego Delso. Źródło: wikipedia. Zamieszczam nie swoje zdjęcie, bowiem moje (tej strony bramy) całkowicie nie wyszły.

Na bramie znajdują się trzy sentencje łacińskie, które miały przypominać władzy i obywatelom miasta, o najbardziej pożądanych wartościach w życiu państwa i społeczeństwa.

Przed Bramą Wyżynną miały niegdyś miejsce, wystawne ceremonie witania polskich monarchów, którzy odwiedzali Gdańsk. Pierwszym polskich królem, który zobaczył bramę w dzisiejszej postaci był Zygmunt III Waza.

Los oszczędził ten zabytek podczas II wojny światowej. Budynek doznał tylko nieznacznych uszkodzeń, dlatego dzisiaj można podziwiać niemal oryginalną Bramę Wyżynną z XVI wieku.

brama wyżynna gdańsk
Brama Wyżynna od strony Targu Węglowego

Tutaj, przy Bramie Wyżynnej, zakończyłem pierwszą część mojego spaceru po gdańskiej starówce. Pojechałem następnie na Westerplatte, o czym, jak już wspominałem, napiszę osobny post.

Po powrocie do centrum Gdańska, chodziłem sobie po Starym Mieście w zasadzie bez celu. Zobaczyłem między innymi Żurawia od strony miasta, a także widziałem od spodu jego koła napędowe. Przeszedłem się również obok Bramy Mariackiej. Byłem także znowu przy Neptunie, ale ludzi wcale nie było mniej niż kilka godzin wcześniej. Posiedziałem także na Targu Węglowym, obserwując mewy, które walczyły z gołębiami o kawałki pieczywa, które serwowali im bezmyślni przechodnie.

Kiedyś wrócę do Gdańska i to z pewnością na dłużej, by dokładnie zwiedzić to, czego nie zwiedziłem teraz. Na pewno też odwiedzę w przyszłości gdański ogród zoologiczny, bowiem już nie długo, po nowym roku, startuje nowa seria postów. W planach na przyszłe lata, mam zwiedzanie całego Trójmiasta i okolic. Jak, kiedy to będzie? Czas pokaże. Na koniec kilka zdjęć z drugiej części spaceru po gdańskiej starówce.

żuraw gdańsk
Żuraw od strony miasta. Prawda, że zupełnie inaczej wygląda z tej strony?
pomnik jana III sobieskiego gdańsk
Pomnik króla Jana III Sobieskiego.Jeden z najstarszych pomników w Gdańsku
Spichlerze nad Motławą gdańsk
Spichlerze nad Motławą i STS Generał Zaruski, czyli jeden z najstarszych czynnych polskich żaglowców
Młoda mewa srebrzysta gdańsk
Młoda mewa srebrzysta na Targu Węglowym
dworzec gdańsk główny
Okazały dworzec Gdańsk Główny wybudowany w latach 1894-1900
]]>
https://przygodyprzemka.pl/gdansk-w-kilka-godzin/feed/ 1
Sandomierz – polski Rzym #3 https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-3/ https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-3/#respond Tue, 31 Oct 2017 08:43:26 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2447 Nadszedł czas na trzecią, ostatnią część opowieści o moim pobycie w Sandomierzu. Poprzednie są dostępne tutaj: Część 1, Część 2.

[...]

Czytaj więcej from Sandomierz – polski Rzym #3

]]>
Nadszedł czas na trzecią, ostatnią część opowieści o moim pobycie w Sandomierzu. Poprzednie są dostępne tutaj: Część 1, Część 2.

Pierwotnie planowałem ten post na początek października, ale pogoda za oknem wprowadziła mnie w stan podobny do otępienia. Do tego jeszcze natłok pracy oraz zapalenie zatok. To wszystko spowodowało, że nie miałem ochoty na pisanie. Dość jednak użalania się nad sobą, trzeba się ogarnąć i działać :).

Nauka chodzenia po… błocie

Po opuszczeniu terenu kościoła św. Jakuba, ruszyłem ku Wąwozowi Królowej Jadwigi. Jest to prawie półkilometrowy, lessowy wąwóz. Przez przewodniki uznany za najpiękniejszy w mieście. Strome, wysokie (do prawie 10 metrów) ściany, gęsto porośnięte są drzewami i krzewami. Pięknie musi być tutaj w lecie, gdy wszystko jest już rozwinięte, a także podczas naszej Złotej Polskiej Jesieni, która w tym roku, trwała może jakiś tydzień. Jak wiecie albo dopiero się dowiecie, byłem w Sandomierzu na początku maja, kiedy to przyroda, dopiero budziła się do życia, a i aura była nie za ciekawa.

Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
Wąwóz Królowej Jadwigi – przyroda dopiero się budzi

Było mokro, więc przejście wąwozu było utrudnione, z uwagi na błoto. Miejscami było naprawdę hardcorowo. Szczególnie na samym końcu, tuż przy ulicy Krakowskiej. Morze błota.

Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
Odsłonięte korzenie drzew w Wąwowie Królowej Jadwigi
Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
Korzenie raz jeszcze, niektóre wyglądały spektakularnie
Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
W niektórych miejscach, trzeba było bardzo uważnie iść, aby nie wylądować na czterech literach w błocie.

Wielu zawracało. Nieliczni, w tym i ja, postanowiło przejść całą trasę i nie odpuszczać przy samym końcu. Niektórzy, wylądowali niestety na czterech literach, próbując minąć największe błoto stromymi ścianami, gdzie wcale nie było lepiej.

Tym, którym udało się pokonać wąwóz, kolejne minuty musieli poświęcić na doprowadzenie się do porządku. W szczególności buty, bo te najbardziej ucierpiały.

Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
“Morze błota” tuż przy wylocie wąwozu, przy ulicy Krakowskiej

Rejs z Marią

Kiedy jako tako pozbyłem się błota z butów, ruszyłem ku Wiśle, gdzie znajdował się ostatni punkt wycieczki po Sandomierzu. Wtedy miał to być tak naprawdę przedostatni etap, ale potem okazało się co innego.

Miałem zamiar odbyć rejs statkiem wycieczkowym po Wiśle. Pogoda nie nadawała się zbytnio do tego, ale mimo wszystko, nie chciałem rezygnować. Stan Wisły był dość wysoki, jak się potem okazało, dzień mojego pobytu w Sandomierzu, był pierwszym dniem sezonu. Wcześniej statki wycieczkowe nie pływały, z uwagi na wysoki stan Królowej Polskich Rzek.

Rybitwa rzeczna Sandomierz
Rybitwa rzeczna

Po dojściu na nabrzeże nie zastałem statku. Po paru minutach, mimo sporej liczby ludzi, myślałem dać za wygraną. Kiedy miałem już odwracać się na pięcie i ruszać do samochodu, zobaczyłem statek “Maria”, wracający z poprzedniego rejsu.

Statek Maria Sandomierz
Statek “Maria” wraca z poprzedniej wycieczki

Dobicie do brzegu i wymiana pasażerów trwała kilka minut. Za bilet zapłaciłem 10 lub 12 zł, nie pamiętam już. Bilety kupuje się u Kapitana, przy wejściu na jednostkę.

Do wyboru mamy dwa pokłady. Dolny, osłonięty od wiatru i deszczu oraz górny, który wybrałem, ponieważ chciałem robić zdjęcia, a przez szybę to trochę kiepsko. Wybór miejsc jest przypadkowy, obowiązuje zasada: “Kto pierwszy, ten lepszy”. Większość ludzi wybrała górny pokład, a tylko nie liczni usiedli na dole. Potem, gdy “Maria” pruła wody Wisły (pruła, to może nie zbyt dobre określenie dla tempa spacerowego, ale miało wprowadzić Was w nastrój marinistyczny), nastąpiło przetasowanie wśród współpasażerów. Niektórzy zmarzli, więc zeszli na dół, niektórzy chcieli mieć lepszy widok, więc weszli na górny pokład.

Statek Maria Sandomierz
Odbiliśmy od brzegu, a tam kolejni chętni na wycieczkowy rejs po Wiśle

Kiedy odbiliśmy od brzegu, płynęliśmy najpierw w górę rzeki, czyli pod prąd. Kapitan “Marii” opowiadał w międzyczasie historię Sandomierza. Po dopłynięciu do ujścia rzeki Koprzywianki, statek wykonał nawrót i płynęliśmy teraz w dół Wisły.

Statek Maria Sandomierz
Na środku Wisły (prawie), najpierw w dół rzeki…

Minęliśmy nabrzeże, z którego startowaliśmy, następnie most na Wiśle, a po paruset metrach, kolejny nawrót i powrót do “portu”.

Sandomierz z poziomu statku
Sandomierz z poziomu statku

Rejs trwał kilkadziesiąt minut, trochę krótki, jak dla mnie. Gdyby pogoda była lepsza, odczucia wizualne byłyby pewnie dużo lepsze. Wybrałem się w ten rejs przede wszystkim dlatego, ponieważ liczyłem na obserwacje ptactwa wodnego. Tego jednak jak na lekarstwo. Oprócz “wodnego standardu”, czyli mew śmieszek, rybitw rzecznych i kaczek krzyżówek, udało się mi zaobserwować kilka czajek, które jednak były zbyt daleko, abym mógł podzielić się z Wami, przyzwoitym zdjęciem. Czasami nad głowami przeleciała kawka. Podziwianie panoramy Sandomierza z poziomu Wisły, również byłoby lepsze, gdyby nad miastem nie wisiały ołowiane chmury, które w każdym momencie mogły zacząć bombardować nas kroplami deszczu.

Statek Maria Sandomierz
Statek “Maria” przy brzegu

Po zejściu ze statku, udałem się w drogę powrotną do samochodu. Zrobiłem sobie krótką przerwę na rynku. Akurat trafiłem na zmianę warty przy kolumnie z posągiem Madonny Niepokalanej z 1776 roku. Wartę można zobaczyć w każdy weekend i święta. Tworzą ją “rycerze” w historycznych strojach. Uroczysta zmiana warty następuje co godzinę.

Uroczysta zmiana warty Sandomierz
Uroczysta zmiana warty
ratusz sandomierz
Zabytkowy ratusz na sandomierskim rynku
sandomierz rynek
Sandomierski rynek

Po drodze, już po opuszczeniu starówki, podjąłem drugą dzisiaj próbę zwiedzenia kościoła św. Józefa. Znowu nie było mi to dane. Lada moment miała rozpocząć się msza, więc odpuściłem sobie to miejsce. Może do następnego razu?

To już koniec opowieści o Sandomierzu. Wycieczkę zaliczam do udanych, mimo nie sprzyjających warunków atmosferycznych. Z pewnością kiedyś tutaj wrócę, bo do zwiedzania są również okolice Sandomierza, chociażby Góry Pieprzowe.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-3/feed/ 0
Sandomierz – polski Rzym #2 https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/ https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/#respond Sat, 16 Sep 2017 16:48:06 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2385 Zapraszam na drugą część opowiadania, o moim jednodniowym pobycie w mieście Sandomierz.

[...]

Czytaj więcej from Sandomierz – polski Rzym #2

]]>
Zapraszam na drugą część opowiadania, o moim jednodniowym pobycie w mieście Sandomierz.

Po opuszczeniu “Świata Ojca Mateusza”, ruszyłem ku katedrze. Szedłem ulicą Zamkową, aż dotarłem do Furty Dominikańskiej. Potocznie, ze względu na kształt, nazywana jest “Uchem Igielnym”. Jest jedynym zachowanym takim przejściem w systemie murów obronnych Sandomierza.

Niegdyś istniała jeszcze jedna furta. Ta, przy której znajdowałem się obecnie, zyskała nazwę “dominikańskiej”, bowiem przez nią prowadziła najkrótsza droga między klasztorami dominikańskimi – przy kościele św. Jakuba i kościele św. Marii Magdaleny.

Furta Dominikańska - Ucho Igielne Sandomierz
Furta Dominikańska – Ucho Igielne – widok z ulicy Zamkowej

Umożliwiała wejście do Sandomierza nie tylko zakonnikom, ale także innym osobom, kiedy bramy miejsce były już zamknięte.

Zszedłem po schodach i kontynuowałem marsz ulicą Podwale Górne. Doszedłem do zamku, jednak tam nie wchodziłem, ponieważ nie miałem tego w planach, tym bardziej, że znajduje się tam muzeum, na które nie miałem ochoty.

Furta Dominikańska - Ucho Igielne Sandomierz
Furta Dominikańska – Ucho Igielne – widok z ulicy Podwale Górne
Zamek Królewski - Muzeum Okregowe w Sandomierzu Sandomierz
Zamek Królewski – Muzeum Okręgowe w Sandomierzu

Kiedy dotarłem do kościoła, trwała właśnie msza. Postanowiłem tu wrócić później. Postanowiłem zatem udać do Domu Długosza i zwiedzić tamtejsze Muzeum Diecezjalne.

Dom Długosza

Jest to jeden z najlepiej zachowanych gotyckich domów mieszkalnych w Sandomierzu. Stoi niedaleko katedry, więc nie miałem dużo do przejścia.

Budynek został ufundowany przez historyka Jana Długosza w 1476 roku. Kanonik przeznaczył ten budynek dla księży wikariuszy pobliskiej bazyliki katedralnej.

Dom Długosza Sandomierz
Dom Długosza

Obecnie w jego wnętrzach, mieszczą się bogate zbiory Muzeum Diecezjalnego. Autorem ekspozycji był krakowski historyk sztuki Karol Estreicher. Placówka ta, posiada bardzo cenne zbiory z zakresu malarstwa, rzeźby sakralnej, tkaniny, sztuki zdobniczej oraz wielu, wielu innych dziedzin.

Do najciekawszych eksponatów, moim zdaniem, należą stopy słonia czy rękawiczki św. Jadwigi, króla Polski (tu nie ma błędu, Jadwiga była formalnie królem Polski).

Stopy słonia w Domu Długosza Sandomierz
Stopy słonia w Domu Długosza

Z królewskimi rękawiczkami wiąże się pewna historia, którą cytuję niżej.

Rękawiczki te, wedle odwiecznej tradycji są pamiątką po św. Jadwidze. Ofiarować je miała mieszkańcom podsandomierskiej wsi Świętniki, z wdzięczności za wyciągnięcie ugrzęzłych w zaspie sań, którymi podróżowała zimową porą z Sandomierza do Krakowa.

Opis eksponatu w Muzeum Diecezjalnym, Dom Długosza, Sandomierz. Pisownia oryginalna.

Rękawiczki te pozbawione są kciuków, bowiem tym palcem św. Jadwiga błogosławiła poddanych. Są wykonane z cieniutkiej koźlęcej skórki, choć na pierwszy rzut oka wydają być z papieru.

Rękawiczki - pamiątka po św. Jadwidze, królu Polski Sandomierz
Rękawiczki – pamiątka po św. Jadwidze, królu Polski

Ja widać na powyższej fotografii, w gablocie wraz z rękawiczkami znajdują się również dwie pozłacane łupiny orzecha włoskiego. Według miejscowej legendy, rękawiczki te są bardzo delikatne i jeśli się je mocno zwinie, to zmieszczą się we wspomnianych łupinach.

Przeszedłem całą wystawę w około 30 minut. Inne eksponaty bardziej przykuwały moją uwagę, drugie mniej. Po wyjściu skierowałem się do katedry, którą miałem nadzieję w końcu zwiedzić.

Dzwonnica

Zanim jednak dotarłem do bazyliki katedralnej, wstąpiłem na chwilę do dzwonnicy, która stoi vis a vis kościoła. Budowla ta, została wybudowana w latach 1737-1743. Od kilku lat, za niewielką opłatą (2 zł), można wejść do środka. Na górę, do dzwonów, które są współcześnie sterowane elektronicznie, wejść nie można, ze względów bezpieczeństwa. Za to z dołu można podziwiać same dzwony, więźbę dachową, a także zejść na pierwszą kondygnację podziemi.

Dzwonnica Sandomierz
Sandomierska dzwonnica

Posłuchałem chwilę Pani, która opowiadała o dziejach sandomierskiej dzwonnicy i ruszyłem ku budynkowi, który znajduje się po drugiej strony ulicy.

Bazylika katedralna

Wzniesiona w XIV wieku, w stylu gotyckim. W swoich wnętrzach kryje bogate dekoracje, które zrobiły na mnie nie małe wrażenie, jak większość obiektów sakralnych z “zamierzchłych czasów”.

Dekoracje rzeźbiarskie pochodzą z XIV wieku, natomiast freski bizantyjsko-ruskie, obrazy, ołtarze rokokowe i inne rzeźby z okresu XV-XVII w.

Bazylika katedralna, została wzniesiona, w miejscu romańskiej świątyni, która uległa zniszczeniu podczas najazdów Tatarów w XIII wieku.

Wnętrze bazyliki katedralnej Sandomierz
Wnętrze bazyliki katedralnej

Wspomniane wyżej ołtarze, wykonane są z czarnego, a zdobione różowym marmurem. Są unikatowymi przykładami pracy mistrzów kamieniarstwa z warsztatów w Czarnej pod Krakowem.

Jak zwykle, będąc w takim miejscu, przechadzałem się niespiesznie, podziwiając bogato zdobione wnętrza kościoła. Nie miałem, niestety, tyle czasu ile bym chciał, bowiem za chwilę miało rozpocząć się kolejne tego dnia nabożeństwo. Jako że, nie jestem zbytnio religijny, opuściłem świątynię i udałem się w dalszą wędrówkę po sandomierskich ulicach.

Sandomierz – polska Toskania

Przeszedł czas na wyjaśnienie, drugie określenie Sandomierza, nawiązujące do regionu z południa Europy. Nazwę już znacie – polska Toskania. Wyjaśnienie będzie w tekście poniżej.

Następnym przystankiem wycieczki po starówce był kościół św. Jakuba. Świątynia ta, należy do dominikanów, którzy w Sandomierzu są od XIII wieku. Obecny, z surowym wystrojem wnętrza, kościół wybudowano w latach 1226-1250.

W środku blisko osiemsetletniej świątyni, możemy zobaczyć płytę nagrobną oraz wykonany z jednego kawałka pnia dębu, sarkofag księżniczki Adelajdy.

Podczas najazdu Tatarów w 1260 roku, zakonnicy zostali zamordowani w świątyni. Legenda głosi, że dobrowolnie oddali swoje życie. Obecnie Sandomierz czci przeora Sadoka i jego 48 współbraci. Ich relikwie znajdują się w kościele.

Sarkofag księżniczki Adelajdy Sandomierz
Sarkofag księżniczki Adelajdy

Do środka wszedłem przez XIII-wieczny portal, który wykonany jest z ręcznie formowanej cegły. Spędziłem kilka chwil w środku, po czym wyszedłem na zewnątrz.

Tuż obok świątyni znajduje się mała plantacja winorośli, z których współcześni zakonnicy wytwarzają wino. W Sandomierzu, jak i w jego okolicach, panują idealne warunki do takich upraw. Mikroklimat i ukształtowanie terenu przypomina włoską Toskanię, dlatego czasami Sandomierz nazywany jest polską Toskanią.

Kościół św. Jakuba i plantacja winorośli Sandomierz
Kościół św. Jakuba i plantacja winorośli

Tym kolejnym już włoskim akcentem kończę część drugą. Zapraszam za ostatnią, trzecią odsłonę, która pewnie ukarze się w okolicach października. Przeczytać będzie można między innymi o tym, jak wygląda Sandomierz ze środka Wisły oraz dowiedzie się czy zaliczyłem bliskie spotkanie z błotem w Wąwozie św. Jadwigi.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/feed/ 0
Sandomierz – polski Rzym #1 https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/ https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/#respond Thu, 24 Aug 2017 12:03:17 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2328 Sandomierz, podobnie jak stolica Włoch, położony jest na siedmiu wzgórzach. Dlatego nazywany jest czasami “polskim Rzymem”. Spotkałem się jeszcze z jednym określeniem nawiązującym do innego południowego regionu Europy, ale o tym później.

[...]

Czytaj więcej from Sandomierz – polski Rzym #1

]]>
Sandomierz, podobnie jak stolica Włoch, położony jest na siedmiu wzgórzach. Dlatego nazywany jest czasami “polskim Rzymem”. Spotkałem się jeszcze z jednym określeniem nawiązującym do innego południowego regionu Europy, ale o tym później.

Trochę historii na początek

Istnieją dwie hipotezy odnośnie pochodzenia nazwy miasta. Pierwsza sugeruje, że wywodzi się ona od imienia rycerza Sędomira. Inna zaś głosi, że miasto swoją nazwę wzięło od faktu, iż rzeka San wpada tutaj do Wisły.

Sandomierz śmiało można zaliczyć do grona najstarszych polskich miast. Początki osadnictwa na tym terenie sięgają neolitu – młodszej epoki kamienia. Świadczą o tym liczne odkrycia archeologiczne. Pierwsza pisana wzmianka zawarta jest w “Kronice” Galla Anonima.

W czasach rozbicia dzielnicowego, Sandomierz był stolicę Księstwa Sandomierskiego. Bolesław Krzywousty przyłączył później księstwo do dzielnicy senioralnej.

Najazdy tatarskie w XIII wieku zniszczyły miasto. Destrukcji uległa niemal w całości drewniana zabudowa. W wyniku tych zdarzeń, przeniesiono osadnictwo wyżej, na trudniej dostępne wzgórza. W 1286 roku, za sprawą Leszka Czarnego, nastąpiła druga lokacja miasta na prawie magdeburskim.

W czasie panowania Kazimierza Wielkiego, Sandomierz intensywnie rozwijał się. Król udzielał mieszkańcom wielu przywilejów. Dzięki nim mógł tutaj powstać na przykład skład soli.

“Potop szwedzki” był przyczyną kresu świetności miasta. Szwedzi zajęli miasto 13 października 1655 roku. Kolejne wojny nie oszczędzały Sandomierza. Dosyć tej historii. Przejdźmy do teraźniejszości.

Sandomierz na zakończenie majówki 2017

Do Sandomierza wybrałem się w środę, ostatni dzień majówki 2017. Po kilku godzinach jazdy byłem na miejscu. Udało się mi zaparkować na bezpłatnym parkingu, tuż obok cmentarza, który znajduje się niedaleko Starego Miasta.

Podążając na sandomierską starówkę, minąłem kościół św. Józefa. Bardzo chciałem go zwiedzić, bowiem w środku znajdują się zmumifikowane zwłoki Teresy Izabeli Morsztynówny. Ciało spoczywające w oszklonej trumnie, przechowywane jest w podziemiach kościoła.

Sandomierz - Kościół św. Józefa - widok z Bramy Opatowskiej
Kościół św. Józefa – widok z Bramy Opatowskiej

Świątynia ta, została zbudowana w latach 1679-1689. Ciekawostką jest fakt, że cegła użyta do budowy, pochodzi z rozbiórki zamku w Zawichoście.

Niestety, kościół nie jest dostępny do zwiedzania non stop. Od poniedziałku do piątku można to robić w godzinach 10:00-12:00, 14:30-16:30. W soboty do południa, w niedzielę zaś w godzinach od 13:30 do 15:30. Gdy stałem przed kościołem w środowy poranek, rozpoczynała się msza. Postanowiłem ponowić próbę zwiedzenia świątyni w drodze powrotnej.

Brama Opatowska

Szedłem więc dalej. Po chwili dotarłem do Bramy Opatowskiej. Jest to ostatnia z bram sandomierskiego Starego Miasta, która przetrwała do naszych czasów. Pochodzi z XIV wieku, czyli z okresu panowania Kazimierza Wielkiego. W systemie obwarowań miejskich, funkcjonowały cztery bramy. Od północy Zawichojska oraz Opatowska, która uznawana jest za największą, od południa Krakowska, a od wschodu Lubelska. XVI wieku Bramę Opatowską podwyższono, zwieńczając ją renesansową attyką.

Sandomierz Brama Opatowska - widok od północy
Brama Opatowska – widok od północy
Sandomierz Brama Opatowska - widok od południa
Brama Opatowska – widok od południa

Na bramie znajduje się punkt widokowy, z którego można podziwiać panoramę Sandomierza oraz Wisłę, która przepływa przez miasto w kształcie litery “S”. Wstęp na bramę jest płatny i wynosi 4 zł za bilet normalny, i 3 zł za bilet ulgowy.

Jak pewnie wiecie z poprzednich wpisów (link, link, link), pogoda w trakcie tegorocznej majówki nie rozpieszczała mnie. Nie inaczej było w Sandomierzu. Nisko wiszące chmury, skutecznie przeszkadzały w podziwianiu widoków z Bramy Opatowskiej.

Widok na Wisłę i miasto z Bramy Opatowskiej Sandomierz
Widok na Wisłę i miasto z Bramy Opatowskiej

Podziemna Trasa Turystyczna

Po zwiedzeniu Bramy Opatowskiej, swoje kroki skierowałem ku Podziemnej Trasie Turystycznej. W Internecie można znaleźć wiele nie przychylnych recenzji tej atrakcji turystycznej Sandomierza. Ja mam mieszane uczucia. Ogólnie lubię chodzić po wszelakich podziemiach, już jako dzieciak zwiedzałem chodniki kontrminowe w Twierdzy Modlin, często chodząc bez żadnego światła.

Zdecydowanie wolę zwiedzać takie miejsca bez przewodników, albo z przewodnikami, którzy opowiadają z pasją, a nie jak tutaj, wyrytę na blachę. Pani przewodnik, głosem bez wyrazu, opowiadała historię tego miejsca, a słowa wypadały z jej ust, z prędkością wystrzeliwanych pocisków z karabinu maszynowego.

Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej Sandomierz
Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej – po prawo kupuje się bilety. Na dziedzińcu oczekiwanie na przewodnika, a potem schodami w dół.

Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej, znajduje się przy ulicy Oleśnickich. Ceny biletów: 10 zł normalny, 6 zł ulgowy. Ciekawostką jest fakt, że budynek na przeciwko, w którym znajdują się jakieś dwa wydziały sandomierskiego urzędu miasta, gra w serialu TVP “Ojciec Mateusz” komisariat policji.

Serialowy komisariat policji z "Ojca Mateusza" Sandomierz
Serialowy komisariat policji z “Ojca Mateusza”

Do przejścia mamy 430 metrów. Głębokość, na którą schodzimy jest różna. Najgłębiej będziemy 12 metrów pod ziemią. W dawnych czasach, podziemia te, pełniły rolę magazynów, służyły miejscowej ludności jako schrony w trakcie wojen. Wokół nich krąży wiele legend. Według jednej, miała tutaj zginąć Halina Krempianka, ratując miasto przed Tatarami.

Podziemna Trasa Turystyczna Sandomierz
Podziemna Trasa Turystyczna

W latach 60. XX wieku, podziemia zaczęły zapadać się. Naukowcy z Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie, opracowali program, który uratował część kazamat.

Podczas wycieczki najbardziej zainteresowała mnie historia krzemienia pasiastego. Jest to odmiana krzemienia, która występuje tylko w okolicach Sandomierza.

Krzemień pasiasty Sandomierz
Krzemień pasiasty

Koniec trasy znajduje się pod zabytkowym ratuszu.

Z wizytą u Ojca Mateusza

Po opuszczeniu Podziemnej Trasy Turystycznej, z początku chciałem przejść się po rynku, ale po pierwsze trochę padało, a po drugie przypomniałem sobie, że pod koniec kwietnia, otwarto miejsce, które skierowane jest do fanów serialu “Ojciec Mateusz”. Być może, zapalonym fanem tego serialu nie jestem, nie wyczekuję na kolejne odcinki, ale chciałem zobaczyć jak wyszła nowa atrakcja na turystycznej mapie Sandomierza.

Sam serial z pewnością przysłużył się miastu, reklamując je wszędzie tam, gdzie dociera sygnał TVP. Podobnie jest ze wsią Jeruzal, w gminie Mrozy, gdzie między innymi kręcono serial “Ranczo”. Trochę dziwne, że dopiero w tym roku, takie miejsce powstało, choć sam serial już od kilku paru ładnych lat, gości w domach Polaków. Jak mawia przysłowie: lepiej późno, niż wcale.

Wystawa “Świat Ojca Mateusza”, znajduje się przy ulicy Rynek 5, otwarta jest codziennie od 9:00 do 18:00. Cena biletów jest w miarę przystępna: dorośli zapłacą 13 zł, dzieci i młodzież (4-18 lat) 10 zł, a najmłodsi mogą zwiedzać wystawę za darmo.

Serialowy kościół - eksponaty to oryginalne elementy scenografii Sandomierz
Serialowy kościół – eksponaty to oryginalne elementy scenografii

Tak, jak wspominałem wyżej, wystawę otwarto niedawno, dokładnie 26 kwietnia 2017 roku. W środku, na fanów serialu, czeka sporo atrakcji. Możemy wejść do kościoła, na plebanię, odwiedzić gabinet biskupa, posterunek policji, a nawet zamknąć się w celi. Dla spragnionych zdjęć z głównymi postaciami z serialu, czekają w środku naturalnej wielkości figury woskowe Mateusza, Natalii, Możejki i Nocula. Warto wspomnieć, że pomieszczenia zaaranżowano z wykorzystaniem oryginalnych elementów scenografii.

Naturalnej wielkości figura woskowa Nocula, czyli Michał Piela Sandomierz
Naturalnej wielkości figura woskowa Nocula, czyli Michał Piela

W środku, znajduje się również sklepik, w którym można zaopatrzyć się z pamiątki związane z serialem. Dostać można nawet wafelki, które je Ojciec Mateusz – jak dla mnie to już mała przesada.

Na tym kończę pierwszą część opowieści mojej wędrówki po sandomierskich uliczkach. Niedługo kolejna część.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/feed/ 0
Kartuzy – Kartuzë https://przygodyprzemka.pl/kartuzy/ https://przygodyprzemka.pl/kartuzy/#respond Mon, 18 Aug 2014 11:26:03 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=351 Maj był bardzo intensywnym miesiącem pod kątem naszych wojaży. Trafiła się nam okazja darmowego noclegu w Kartuzach, w województwie pomorskim. Długo nie trzeba było nas namawiać. Spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w drogę, by po kilku godzinach być na miejscu.

[...]

Czytaj więcej from Kartuzy – Kartuzë

]]>
Maj był bardzo intensywnym miesiącem pod kątem naszych wojaży. Trafiła się nam okazja darmowego noclegu w Kartuzach, w województwie pomorskim. Długo nie trzeba było nas namawiać. Spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w drogę, by po kilku godzinach być na miejscu.

Nie mieliśmy jednak dużo czasu na zwiedzanie Kartuz i okolic. Raptem dwa dni. Ten wpis jest pierwszym z trzech, w których opiszę Wam nasz pobyt na Kaszubach.

Pierwszego dnia, przed południem zwiedziliśmy miasto. Kartuzy to małe miasto, stolica powiatu kartuskiego, liczące około 15 tysięcy mieszkańców.

Historia miasta i zakon Kartuzów

Historia miasta sięga XIV wieku. W 1381 roku sprowadzono na teren dzisiejszego miasta zakon Kartuzów. Pod okiem pierwszego przeora Saksończyka Johannesa Deterhusa, wybudowali oni klasztor, który zachował się do naszych czasów.

Kartuzi to katolicki zakon męski i żeński o bardzo surowej regule. Został on założony w 1084 roku przez św. Brunona z Kolonii. W Polsce, zakon Kartuzów jest obecny od XIII wieku. Oprócz Kartuz swoje klasztory założyli: na Spiszu (jest to najstarszy klasztor na ziemiach polskich tego zakonu), z inspiracji księcia brzesko-legnickiego Ludwika II, na wschód od Legnicy, w Gidkach k. Radomska oraz w Berezie (obecnie Białoruś).

Zakonnicy, z uwagi na surowe reguły życia, budzili wielki podziw i szacunek wśród okolicznych mieszkańców. Osiemnastego października 1850 roku zmarł ostatni kartuski zakonnik o. Kazimierz Nitsch.

W 1818 roku wieś Kartuzy została stolicą powiatu, a prawa miejskiej uzyskała po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w 1923 roku.

Podczas II wojny światowej Kartuzy znalazły się pod okupacją niemiecką w okresie od 4 września 1939 r. do 10 marca 1945 roku, kiedy to zostały wyzwolone przez wojska radzieckie.

Kolegiata

Jak wspomniałem wyżej, zakon Kartuzów w 1381 roku rozpoczął budowę kościoła klasztornego. Inicjatorem budowy był gdański patrycjusz Jan Thiergart. Jest to murowa świątynia, zachowana do dnia dzisiejszego. Konsekrowanie kościoła miało miejsce 7 października 1403 roku.

Kolegiata w Kartuzach
Kolegiata w Kartuzach
kolegiata
Kolegiata w Kartuzach z widocznym dachem w kształcie wieka trumny – foto: Kalina W. ek-art.pl

Charakterystycznym znakiem rozpoznawczym budowli jest jest dach w kształcie wieka trumny, który symbolizuje ideę życia zakonników – “memento mori”, czyli “pamiętaj o śmierci”.

Niestety w dniu, którym chcieliśmy zwiedzić kolegiatę, świątynia była zamknięta, dlatego prezentuję wam zdjęcia wnętrza znalezione w Internecie.

Wnętrze kolegiaty
Wnętrze kolegiaty – foto: Jarosław Roland Kruk / Wikipedia, lic. CC-BY-CA-3.0
organy
Empora z prospektem organowym – foto: Jarosław Roland Kruk / Wikipedia, lic. CC-BY-CA-3.0
tron
Tron przeora, zwany tronem celebransa – foto: Jarosław Roland Kruk / Wikipedia, lic. CC-BY-CA-3.0

Gaj Świętopełka

Kiedy opuściliśmy teren kolegiaty, postanowiliśmy pospacerować wzdłuż jeziora Klasztornego Małego, po tzw. Gaju Świętopełka. Gaj to kompleks leśny, położony na stromym zboczu. Porośnięty jest w większości przez buki.

Widok na kolegiatę z Gaju Świętopełka
Widok na kolegiatę z Gaju Świętopełka

Na terenie gaju znajdują się tablice edukacyjne, ławki i pomosty. Tutaj wypoczywa wielu mieszkańców Kartuz, a także liczni turyści. Dawniej w tym miejscy rozmyślali bracia zakonni.

Podczas przechadzki mieliśmy szczęście, udało się nam wypatrzeć wiewiórkę. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie spróbowali wykorzystać okazji i zrobić jej zdjęcie. Udało się nam, choć ta czynność nie była łatwa, bowiem nie byliśmy tam sami, a wiewiórka była bardzo płochliwa.

wiewiórka
Wiewiórka – foto: Kalina W. ek-art.pl

Zatrzymaliśmy się również na chwilę na jednym z pomostów, gdzie niczym bracia zakonni sprzed wieków rozmyślaliśmy o wielu nurtujących nas sprawach.

Promenada Asesora

Następnym punktem na szlaku zwiedzania Kartuz była Promenada Asesora. Jest to kolejne miejsce, położone nad jeziorem Karczemnym (swoją nazwę jezioro zawdzięcza karczmie, którą wybudowali zakonnicy), idealnie nadające się na spacer w pogodne dni.

łyska
Łyska pływająca po jeziorze Karczemnym
łabędź
Łabędź

Po przejściu kilkudziesięciu metrów promenadą, doszliśmy do schodów, przy których znajduje się figura rybaka. Weszliśmy nimi na górę. Znaleźliśmy się na punkcie widokowym, z którego roztacza się widok na panoramę Kartuz. Po lewej stronie możemy zobaczyć kolegiatę, po prawej centrum Kartuz i wieżę dawnego kościoła luterańskiego (obecnie parafia rzymsko-katolicka).

Aseror Karl Pernin
Aseror Karl Pernin

Na szczycie wzniesienia znajduje się ławka asesora.

Nazwa promenady nad jeziorem Karczemnym oraz figura asesora z punktu widokowego nawiązuje do jednego z asesorów, który chętnie siadywał w tym miejscu i podziwiał krajobraz Kartuz. Był to Karl Pernin, który pracował w Kartuzach w latach 80. XIX wieku, jako asesor sądowy. Po przejściu na emeryturę podróżował po Kaszubach. Dzięki swoim podróżom poznał region oraz opracował i wydał przewodnik turystyczny po Kaszubach.

Na tym zakończyliśmy zwiedzanie Kartuz. Następne wpisy opisywać będą nasze wizyty w Szymbarku oraz w Muzeum Kaszubskim.

Mamy w planach powrót w okolice Kartuz. Stanie się to pewnie dopiero w przyszłym roku. Chcemy tutaj wrócić, bowiem Kaszuby są bardzo interesującym miejscem, a wiemy, że to co zobaczyliśmy podczas tegorocznej wizyty to tylko ułamek tego, co ma do zaoferowania turyście ta kraina. Chcemy zwiedzić na przykład zamek w Łapalicach czy przejechać się po kartuskich trasach rowerowych.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/kartuzy/feed/ 0