Polska – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl - pieszo, rowerem, z aparatem Wed, 21 Aug 2024 20:55:35 +0000 pl-PL hourly 1 https://przygodyprzemka.pl/wp-content/uploads/2020/12/cropped-pzfavn-1-32x32.png Polska – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl 32 32 Moja pierwsza zorza polarna w życiu! https://przygodyprzemka.pl/moja-pierwsza-zorza-polarna-w-zyciu/ https://przygodyprzemka.pl/moja-pierwsza-zorza-polarna-w-zyciu/#comments Wed, 14 Aug 2024 12:04:08 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=4707 Noc z 12. na 13. sierpnia 2024 roku zapamiętam chyba do końca życia. Po raz pierwszy w życiu miałem okazję podziwiać zorzę polarną. Niestety, aurorę z maja 2024 roku przegapiłem. Tym bardziej cieszę, że tak szybko mogłem być świadkiem tego wspaniałego zjawiska, jakim jest zorza polarna.

[...]

Czytaj więcej from Moja pierwsza zorza polarna w życiu!

]]>
Noc z 12. na 13. sierpnia 2024 roku zapamiętam chyba do końca życia. Po raz pierwszy w życiu miałem okazję podziwiać zorzę polarną. Niestety, aurorę z maja 2024 roku przegapiłem. Tym bardziej cieszę, że tak szybko mogłem być świadkiem tego wspaniałego zjawiska, jakim jest zorza polarna.

Perseidy 2024 – pierwotny plan na noc z 12. na 13. sierpnia

O możliwości wystąpienia zorzy polarnej nad Polską dowiedziałem się dopiero w poniedziałek, w godzinach popołudniowych. Zmieniło to moje plany na tą noc.

Początkowo chciałem w okolicy Narwi postawić aparat fotograficzny na statywie, wycelować obiektyw w Gwiazdozbiór Perseusza i przy wykorzystaniu pilota robić zdjęcia meteorom, które miały spadać w ziemską atmosferę. Pod uwagę brałem przede wszystkim wał przeciwpowodziowy, koronę lub wschodnią stronę.

Noc wcześniej, przed północą wybrałem się rowerem na narwiany wał przeciwpowodziowy, aby przetestować ustawienia, jak i sam aparat, ponieważ nie robiłem lata świetlne zdjęć nocnego nieba. Wolałem sprawdzić sprzęt i ewentualnie sobie odpuścić nocną sesję fotograficzną, niż rozczarować się po powrocie do domu.

Na wale spędziłem mniej więcej godzinę. Zdjęcia wyszły przyzwoicie. Perseidy leciały z każdego kierunku, tylko nie z północnego wschodu, czyli strony świata, w którą wycelowałem swój aparat fotograficzny. Zdarza się i wręcz zakładałem, że tak będzie. Powiecie pesymizm, ja odpowiem realizm 🙂

Rozgwieżdżone niebo nad wałem przeciwpowodzionym na rzece Narew w Nowym Dworze Mazowieckim na dobę przed wystąpieniem zorzy polarnej

Ostatni rekonesans

Nastał poniedziałek, który spędziłem normalnie. Czas zleciał mi przede wszystkim na pracy. W okolicach godziny szesnastej zacząłem się powoli szykować na nocną sesję zdjęciową. Przed godziną 20 poszedłem na wał w celu wytypowania dodatkowych kadrów, żeby nie być monotematycznym w tym zakresie. Wracając stwierdziłem, że zajdę sobie nad samą Narew, żeby sprawdzić jaki kadr będę mieć w tamtym miejscu. 

Wolałbym coś ciekawszego mieć w kadrze podczas nocnej sesji fotograficznej niż drzewa, ale dolina Narwi to jedno z niewielu dość ciemnych miejsc w okolicy mojego domu (niby na korona wału jest oświetlona przez latarnie, ale rosnące drzewa i krzaki niżej dość dobrze ograniczają dostęp światła). To miejsce miało być ostatnim kadrem podczas tegorocznej “nocy spadających gwiazd” (chyba tak polskie media określają maksimum roju Perseidów).

Rekonesans przed zorzą polarną
Rekonesans przed zorzą polarną

Pierwsza zorza polarna w życiu

Wróciłem do domu. Zjadłem kolację i odliczałem czas do wyjścia na nocne zdjęcia. Żeby oczekiwanie mijało miło i przyjemnie włączyłem relację live na polskim kanale YouTube “AstroLife”. Tam usłyszałem, że oprócz spadających meteorów, możliwa będzie jeszcze zorza polarna. 

Początkowo wiadomość przyjąłem na chłodno, dopiero z biegiem czasu okazywało się, że zjawisko to może być jak najbardziej prawdopodobne, tym bardziej, że jego początki były widoczne na transmisji. 

Spakowałem do końca plecak i postanowiłem wyjść wcześniej niż planowałem (około 30 minut, co jak się potem okazało było kluczowe tej nocy). Idąc nad Narew, stwierdziłem, że skoro jest wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia zorzy polarnej pójdę najpierw nad samą rzekę, a dopiero później przejdę “na wał” i “za wał” przeciwpowodziowy.

Na miejscu ustawiłem aparat na statywie i zacząłem robić zdjęcia. Podczas zmiany kadru wydało mi się, że poruszyłem obiektywem i cofnąłem się do oświetlonego miejsca, aby poprawnie wyostrzyć sobie obraz na nieskończoność. Po chwili wróciłem nad Narew, ale postanowiłem tym razem podejść bliżej wody. Robię kolejną serię zdjęć (korzystam z pilota firmy Newell, gdzie mogę sobie zaprogramować interwałometr). 

Noc spadających gwiazd - zorza polarna - perseidy 2024
Zorza polarna wchodzi w kadr

Kątem oka (potem zobaczę, że to też na zdjęciach podczas obróbki. Wy, możecie to zobaczyć na zdjęciu tuż nad tym tekstem) widziałem jakieś paski na niebie. Myślę sobie: “Wygląda jak zorza polarna, ale jakaś taka blada strasznie. No nic. Może to tak ma wyglądać”. Aparat nadal robił zdjęcia. Podczas przerwy (na pilocie ustawiłem 25 sekund naświetlania, 1 minutę przerwy i dodatkowo 10 sekund opóźnienia, na wszelki wypadek, żeby dać czas na zapisanie zdjęcia) przekręciłem lustrzankę w stronę rzeki. Po minucie, na wyświetlaczu Nikona D3100 pokazał się cudowny widok. Zorza polarna. Już nie blada i ledwo widoczna gołym okiem. Niebo na fotografii rozświetliło się na różowo-fioletowo-żółto.

Moja pierwsza zorza polarna - pierwsze moje zdjęcie w życiu.

Postanowiłem zmienić miejsce. Poszedłem w miejsce, gdzie główki tworzą coś w rodzaju zatoczki, a na drugim brzegu Narwi widać między innymi kościół w Pomiechowie. Zmniejszyłem czułość i czas (błąd, bo zdjęcia wyszły trochę za ciemne, ale łatwy do skorygowania w postprodukcji), ustawiłem interwałometr, włączyłem odliczanie i oddałem się podziwianiu zorzy polarnej. 

W tym momencie doszedłem do wniosku, że Perseidy odchodzą na drugi plan. Jak coś się złapie w trakcie fotografowania zorzy polarnej to fajnie, jak nie to spróbuję później lub nawet za rok, przecież to wydarzenie cykliczne, rój zatoczy koło w kosmosie i znowu, w kolejnym sierpniu będziemy mogli wpatrywać się w nocne niebo i czekać na “spadającą gwiazdę” (napisz w komentarzu czy wypowiadasz życzenie, kiedy widzisz lecącego Perseida).

Moja pierwsza zorza polarna w życiu
Moja pierwsza zorza polarna w życiu
Moja pierwsza zorza polarna w życiu
Moja pierwsza zorza polarna w życiu

Po spektaklu czas na bis

Po dłuższej chwili zorza jakby osłabła, wręcz zanikła. Postanowiłem przenieść się na koronę wału przeciwpowodziowego i zapolować na Perseidy. Spotkałem tam parę, z którą chwilę porozmawiałem o minionej zorzy polarnej.

Rozgwieżdżone niebo na wale narwianym - perseidy 2024 - zorza polarna

W trakcie rozmowy mój aparat robił zdjęcia i widziałem, że jednak aurora nie powiedziała ostatniego słowa tej nocy. Postanowiłem wrócić bliżej rzeki, by skorzystać z okazji i móc robić dalej zdjęcia. 

Kolejna odsłona nie była już tak bardzo intensywnie kolorowa, ale nadal to zorza polarna.

Zorza polarna - bis
Zorza polarna bis
Zorza polarna bis

Jeszcze rok temu myślałem (nie interesowałem się zbytnio tym tematem), że zorzę polarną można obserwowałem tylko daleko na północy lub południu naszego globu i dominuje kolor zielony. Dopiero po obejrzeniu kilku filmów z polowania na aurorę w Polsce i wróceniu do fotografowania nabrałem i ja ochoty na chęć zobaczenia tego zjawiska na żywo. Tym bardziej plułem sobie w twarz przegapienia aurory w maju (tym bardziej, że nie spałem).

Koło godziny pierwszej w nocy postanowiłem wracać do domu. Bo przecież rano trzeba znowu usiąść do pracy. Idąc do domu, miałem nadzieję, że zdjęcia wyszły ostre. Teraz mam super pamiątkę.

Podzielcie się w komentarzu, jak wyglądała Wasza noc z 12. na 13 sierpnia 2024 roku. Udało się Wam zobaczyć spadające Perseidy i zorzę polarną?

Już niedługo kolejne posty na blogu. Będzie trochę spotkań ze zwierzętami, trochę zwiedzania. Zapraszam do śledzenia bloga oraz moich kont na Instgramie: @przemekzwiedza oraz @przemekwildlife!

]]>
https://przygodyprzemka.pl/moja-pierwsza-zorza-polarna-w-zyciu/feed/ 1
Zimowe Łazienki Królewskie https://przygodyprzemka.pl/zimowe-lazienki-krolewskie/ https://przygodyprzemka.pl/zimowe-lazienki-krolewskie/#respond Wed, 31 Jan 2024 12:43:33 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=4666 Dawno nie spacerowałem po parku w Łazienkach Królewskich. Jeśli dobrze pamiętam, to ostatni raz byłem tam w 2019 roku. Dlaczego nagle postanowiłem odwiedzić Łazienki Królewskie? Naszła mnie ochota na fotografię przyrodniczą. Konkretnie na zdjęcia ptaków. Liczyłem także na zdjęcia wiewiórki na tle śniegu.

[...]

Czytaj więcej from Zimowe Łazienki Królewskie

]]>
Dawno nie spacerowałem po parku w Łazienkach Królewskich. Jeśli dobrze pamiętam, to ostatni raz byłem tam w 2019 roku. Dlaczego nagle postanowiłem odwiedzić Łazienki Królewskie? Naszła mnie ochota na fotografię przyrodniczą. Konkretnie na zdjęcia ptaków. Liczyłem także na zdjęcia wiewiórki na tle śniegu.

Mało ostatnio fotografuję. Pisząc “ostatnio”, mam na myśli cały poprzedni rok. Niby były jakieś przebłyski w postaci prób makrofotografii podczas ubiegłej wiosny i wieczorny foto spacer po Nowym Dworze Mazowieckim w lipcu (więcej o tym spacerze, możecie przeczytać tutaj). A poza tym, to większość wolnego czasu w zeszłym roku spędziłem w siodełku rowerowym.

W tym roku postanowiłem to trochę zmienić. Wynikiem czego jest między innymi wycieczka do Łazienek.

Łazienki Królewskie – dobre miejsce do fotografii ptaków dla początkujących

Łazienki Królewskie, tak, jak zresztą każdy większy park, są idealnym miejscem do fotografii ptaków dla osób, które zaczynają swoją przygodę z tą dziedziną fotografii, miały dłuższą przerwę lub po prostu wykorzystują każdą, nadarzającą się okazję, by podejrzeć świat skrzydlatych stworzeń. Osobiście pojechałem tam, żeby na nowo rozpalić w sobie pasję do fotografii przyrodniczej. 

pałac na wyspie zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Zimowe Łazienki Królewskie – Pałac na Wyspie

W parkach takich jak Łazienki Królewskie, ptaki i ogólnie zwierzęta, są przyzwyczajone do człowieka i są mniej płochliwe. A zima, szczególnie tak śnieżna jak przez większość tegorocznego stycznia, to też dobry czas do fotografowania ptaków, które korzystają w tym okresie z karmników. Nie chcesz chodzić za ptakami? Nic prostszego. Ustawiasz się nieopodal karmnika i strzelasz.

Sikory, gawrony i gang gołębi miejskich

Do Warszawy wybrałem się w sobotę. Koło godziny jedenastej byłem już na miejscu. Pogoda akurat taka średnia do fotografowania. Szaro i buro, jak to przeważnie w styczniu na Mazowszu. Dobrze, że leżał jeszcze wtedy śnieg, co trochę rozjaśniało tę ponurą aurę. 

Na teren Parku wszedłem, tak, jak zawsze, czyli od ulicy Belwederskiej, bramą sąsiadującą z Belwederem. Początkowo żałowałem, że nie przyjechałem wcześniej, bo spodziewałem się, że bliżej południa w Łazienkach będzie już sporo osób, ale miło się zaskoczyłem. Kilkoro biegaczy i spacerowiczów. Pierwsze kroki skierowałem ku ogrodzeniu przy Agrykoli, bo tam jest sporo krzewów i liczyłem na sikory, a te nie kazały mi długo na siebie czekać. 

bogatka sikora sikorka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Bogatka

Mniej więcej w tamtym rejonie znajduje się kilka karmników dla ptaków i przy jednym z nich mogłem podglądać między innymi modraszki, bogatki, kowalika, gawrony czy wszędobylskie gołębie miejskie. Nawet dzięcioł średni się trafił, chociaż akurat on i kowalik wyszły mi średnio ostrzy.

wrona siwa zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Wrona siwa

Po kilku chwilach poszedłem dalej. Przeszedłem przez most z pomnikiem Jana III Sobieskiego na drugą stronę Stawu Północnego. Tam zrobiłem kilka zdjęć Pałacu na Wyspie. Między innymi to, które ilustruje poniższy post. Poszedłem dalej ku południowym krańcom Łazienek Królewskich. Po drodze robiłem zdjęcia gawronom, wronom siwym i wypatrywałem wiewiórek. Jedną udało się zaobserwować niedaleko Stajni Kubickiego, kiedy ciekawska, zaglądała do dziupli w drzewie. 

wiewiórka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Ciekawska wiewiórka

Mniej więcej w tym miejscu, “gang” gołębi miejskich próbował dokonać na mnie rozboju, niestety musiały się obejść się smakiem, bowiem nie miałem nic przy sobie, co mogłem z czystym sumieniem dać ptakom.

Mandarynki i krzyżówki

Szedłem dalej i rozglądałem się za kowalikami i pełzaczami, bo już nie raz, nie dwa, mniej więcej w tym rejonie Parku miewałem okazje do obserwacji tych gatunków ptaków. Niestety, tej soboty musiałem obejść się smakiem. Kolejnego kowalika zaobserwowałem dopiero w okolicach Nowej Oranżerii, ale ponownie zdjęcia średnio mi wyszły, więc nie mam się zbytnio czym pochwalić.

zimowe łazienki królewskie nowa oranżeria przemekzwiedza.pl
Zimowe Łazienki Królewskie – Nowa Oranżeria

Następnie skręciłem w kierunku Świątyni Egipskiej, gdzie miałem nadzieję spotkać kaczki: krzyżówki i mandarynki bez nadmiernej liczby osób, próbujących dokarmiać ptaki. Nie żebym miał z tym problem. Jeśli robisz to z głową, czytaj nie dokarmiasz ptaków g*wnem, to rób to dalej. Ja po prostu, kiedy jestem w terenie mniej lub bardziej cywilizowanym cenię sobie ciszę i samotność. Wtedy najlepiej odpoczywam i czyszczę głowę. Wracając do kaczek. Nie zawiodły mnie i tłumnie oblegały skrawek nie zamarzniętego cieku wodnego pod Świątynią Egipską. 

samiec kaczka krzyżówka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Samiec kaczki krzyżówki
kaczka mandarynka kaczki zimowe łazienki królewskie warszawa przemekzwiedz.pl
Kaczki mandarynki – trzech samców i samica

Po chwili wróciłem w okolice Nowej Oranżerii w poszukiwaniu wiewiórek. Spacerując po Parku nie robiłem wyłącznie zdjęć zwierzętom. Chociaż miałem ze sobą tylko obiektyw Tamron 70-300, to tam, gdzie minimalna ogniskowa była za duża, posiłkowałem się aparatem ze smartfona, którym, w mojej ocenie, można zrobić całkiem przyzwoite zdjęcia.

Wiewiórka

Na wspomnianą wyżej wiewiórkę natknąłem się w Ogrodzie Geometrycznym, kiedy w towarzystwie gawrona rozgrzebywała śnieg, w poszukiwaniu pożywienia. Kiedy odkryła moją obecność zrobiła się bardzo żywa i co i raz próbowała podchodzić do mnie, z nadzieją na jakiś smakowity kąsek. Niestety tak, jak w przypadku gołębi miejskich musiałem ją rozczarować. Strzeliłem kilka kadrów, z których jestem średnio zadowolony, szczególnie jeśli chodzi o kadrowanie. 

wiewiórka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Wiewiórka
wiewiórka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Wiewiórka

Gdybym szukam na siłę powodu, aby wrócić w najbliższym czasie do Łazienek Królewskich, oto jeden: poprawić te kadry, z których nie jestem całkowicie lub częściowo zadowolony. Problem jest jeden. Nie muszę szukać na siłę powodów, żeby tam wracać. Niech tylko przestanie lać i wiać powyżej 20 kilometrów na godzinę, to z chęcią jeszcze nie raz wybiorę się “na ptaki” do Łazienek. Z resztą nie tylko, z myślą o fotografowaniu zwierząt muszę się tam wybrać. Bo tak naprawdę, to nigdy nie zwiedzałem obiektów Muzeum Łazienek Królewskich. Może w cieplejszych miesiącach będzie ku temu okazja.

belweder zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Belweder – widok z poziomu Łazienek Królewskich

Odchodząc od wiewiórki spędziłem jeszcze trochę czasu na spacerowaniu. W okolicy Pałacu na Wyspie spotkałem między innymi pawie indyjskie, te “normalne”, kolorowe oraz jednego białego osobnika. Swoją wędrówkę po parku zakończyłem przy bramie naprzeciwko pomnika Fryderyka Chopina. 

biały paw indyjski zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Biały paw indyjski

Łazienki Królewskie, po raz kolejny nie zawiodły mnie, jeśli chodzi o fotografię przyrodniczą. Tak, jak pisałem wyżej, nie jestem zadowolony ze wszystkich zdjęć, więc z pewnością postaram się tam wrócić w najbliższej przyszłości. Ale żeby nie kończyć tak pesymistycznie, to mam dwa ulubione zdjęcia, które możecie zobaczyć na końcu tego tekstu. Zdjęcia gawrona i bogatki.

Na zupełny koniec autopromocja.

Jeśli podobają się Wam moje zdjęcia, to serdecznie zapraszam do obserwacji mnie na Instagramie. Mam tam dwa konta. Konto PrzemekZwiedza – to fotografia krajobrazowa oraz podróżnicza. Konto PrzemekWildLife to szeroko rozumiana fotografia przyrodnicza: zdjęcia zwierząt, owadów i roślin. 

Jeszcze raz zapraszam do pozostawienia po sobie śladu na moich profilach, na Instagramie i do zobaczenia w kolejnym wpisie.

Zdjęcie gawrona

gawron rook zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Gawron

Zdjęcie bogatki

bogatka sikora sikorka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Bogatka
]]>
https://przygodyprzemka.pl/zimowe-lazienki-krolewskie/feed/ 0
Nowy Dwór Mazowiecki – wieczorny fotospacer po mieście https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/ https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/#respond Sat, 29 Jul 2023 07:00:00 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=4638 Nowy Dwór Mazowiecki to miasto, w którym mieszkam. Często spaceruję po nim. Niedawno postanowiłem sobie przypomnieć jak to jest, kiedy fotografujesz wczesnym wieczorem. Ostatni raz, po zachodzie słońca fotografowałem chyba w Krakowie. Możesz o tym przeczytać tutaj.

[...]

Czytaj więcej from Nowy Dwór Mazowiecki – wieczorny fotospacer po mieście

]]>
Nowy Dwór Mazowiecki to miasto, w którym mieszkam. Często spaceruję po nim. Niedawno postanowiłem sobie przypomnieć jak to jest, kiedy fotografujesz wczesnym wieczorem. Ostatni raz, po zachodzie słońca fotografowałem chyba w Krakowie. Możesz o tym przeczytać tutaj.

A okazji ku fotografii wieczornej czy nocnej ostatnio mam sporo, bo nienawidzę upałów. Muszę mieć w DNA jakieś geny ludzi z północy Europy, bo gdy termometr pokazuje ponad 25 stopni Celsjusza, jestem nie do życia. Dlatego na rower lub spacer z aparatem fotograficznym wychodzę koło godziny 18.

Nowy Dwór Mazowiecki – miasto w widłach dwóch rzek

Nowy Dwór Mazowiecki leży w widłach dwóch rzek. Narwi, która na wysokości Twierdzy Modlin wpada do Wisły. Niedaleko jest jeszcze trzecia rzeka – Wkra, która wpada do Narwi na terenie gminy Pomiechówek. Więc jak są rzeki, to są i mosty. W okolicy są trzy: jeden na Narwi, dwa na Wiśle. Tego dnia wybrałem most im. Pancera, czyli ten, który rzucony jest nad Narwią.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Nowy Dwór Mazowiecki – ulica Warszawska, widok na budujący się budynek “Warszawska Sky”

Najpierw poszedłem na most im. Pancera, gdzie chciałem sfotografować Narew w centrum Nowego Dworu Mazowieckiego w tle. Jednak brak statywu i zbliżający się zmierzch, spowodował, że z 15 zdjęć, które zrobiłem na moście, może ze 3 są ostre. Niby autofokus w moim D3100 działa na ogół przyzwoicie, ale jak się potem okazało, przełączenie się na ostrzenie manualne, trzeba było wdrożyć już od samego początku. No cóż, nie popełnia błędów tylko ten co nic nie robi.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Widok z mostu im. Pancera na Twierdzę Modlin – najlepiej widoczna Wieża Biała górująca nad Narwią
Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Powrót do domu… most im. Pancera na Narwi
Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Kolejny rok, kiedy Narew ma niski stan.

Pociągi widmo 🙂

Wracając z mostu nad Narwią słyszałem i widziałem, że co chwila przejeżdżają pociągi, a że wiadukt kolejowy jest niedaleko, to postanowiłem się tam przejść. W głowie miałem pomysł na zdjęcia torowiska i pociągu, który przez długi czas naświetlania będzie rozmazany, a z jego przednich i tylnych świateł powstaną smugi.

Niestety plan spalił na panewce, bowiem póki byłem w ruchu, to pociągi jeździły raz w jedną, raz w drugą stronę. Kiedy doszedłem na miejsce… pusto. Przerwa w ruchu kolejowym, a dopiero co przejechało po sobie chyba ze 4 składy. Po 10 minutach oczekiwania, a nuż coś przejedzie, postanowiłem wracać. W sumie to i dobrze, bo pewnie by i tak zdjęcia nie wyszły, bo nie chciało mi się targać statywu ze sobą. Tylko gdzieś w środku mnie, mała cząstka wkurzała się, kiedy słyszałem przejeżdżające pociągi.

Fotografia po zmroku – nie masz statywu? Kombinuj!

Zacząłem wracać ku centrum miasta. Swój spacer chciałem skończyć w parku Wybickiego, gdzie znajduje się podświetlana fontanna, która miała być kolejnym królikiem doświadczalnym w mojej fotograficznej edukacji.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Nie masz statywu? To kombinuj.

Zanim do niej doszedłem postanowiłem poświęcić chwilę uwagi budynkowi kościoła pw. św. Michała Archanioła, który od dłuższego czasu chciałem sfotografować wieczorem bądź w nocy. Ściemniało się coraz bardziej, więc za statyw posłużyła mi najpierw ławka w parku, potem kostka brukowa i mój DIY uchwyt na nadgarstek, który podłożyłem pod obiektyw, aby osiągnąć odpowiednią pozycję aparatu.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Wykorzystałem ławkę jako statyw.

Kiedy znudziło mi się kucanie, postanowiłem w końcu podejść do tej fontanny. O ile ze zdjęć kościoła jestem w miarę zadowolony, to ze zdjęć fontanny z podświetleniem LED już nie do końca. Przy najbliższej okazji muszę tam wrócić, by ponowić próbę.

Spacer oceniam jako interesujący. Przez około 5km marszu odkryłem na nowo fotografowanie wieczorem i nocą. W planach mam jeszcze nie jeden spacer po Nowym Dworze Mazowieckim. Tylko następnym razem wezmę ze sobą statyw.

Na koniec, zapraszam Cię na mojego Instagrama, gdzie publikuję więcej zdjęć.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/feed/ 0
Twierdza Modlin – rowerem wzdłuż dwóch rzek https://przygodyprzemka.pl/twierdza-modlin-rowerem-wzdluz-dwoch-rzek/ https://przygodyprzemka.pl/twierdza-modlin-rowerem-wzdluz-dwoch-rzek/#respond Mon, 09 Sep 2019 14:58:58 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=3573 Wracam do dłuższej przerwie. Przyznam się, że złapałem lenia i choć jakieś tam podróże odbyłem w tym roku, to w ogóle nie miałem ochoty na obróbkę zdjęć, a tym bardziej na pisanie. Pora to zmienić, bo jest o czym. Na dobry początek pierwszy dzień majówki i Twierdza Modlin.

[...]

Czytaj więcej from Twierdza Modlin – rowerem wzdłuż dwóch rzek

]]>
Wracam do dłuższej przerwie. Przyznam się, że złapałem lenia i choć jakieś tam podróże odbyłem w tym roku, to w ogóle nie miałem ochoty na obróbkę zdjęć, a tym bardziej na pisanie. Pora to zmienić, bo jest o czym. Na dobry początek pierwszy dzień majówki i Twierdza Modlin.

Na tegoroczną majówkę nie miałem specjalnego planu. Cały jej przebieg wymyśliłem zaraz po świętach wielkanocnych. Plan na dni 3-5 maja miałem, a na pierwsze dwa dni majówki, jakoś nie specjalnie. Dlatego postanowiłem pojeździć w końcu na rowerze. Cel pierwszej przejażdżki rowerowej w tym roku to Twierdza Modlin, gdzie spędziłem kilkanaście lat swojego życia.

Plan wycieczki zakładał trasę: Twierdza Modlin – wzdłuż brzegów Narwi i Wisły, Zakroczym – wzdłuż brzegu Wisły, Gałachy i powrót do Twierdzy Modlin, przetestowanie nowej ścieżki rowerowej i powrót do domu. Szczegółową mapkę znajdziecie niżej.

W Twierdzy Modlin nie było mnie ładnych, kilka lat. Teraz chciałem sprawdzić jak zmienił się brzeg Narwi i Wisły, czy zostało coś zrobione (kiedyś były ponoć plany promenady – ale chyba tylko na planach się skończyło).

Twierdza Modlin – powrót na stare śmiecie

W kierunku twierdzy ruszyłem ścieżką rowerową wzdłuż ulicy Modlińskiej, dalej przeprawiłem się przez most na Narwi, a chwilę potem byłem już w obrębie historycznej warowni.

Swoją drogą, na tegoroczne lato, zaplanowany został remont Mostu Pancera (nazwa mostu jest upamiętnieniem polskiego inżyniera por. Feliksa Pancera, który m.in. kierował pracami nad drewnianym mostem zwodzonym na Narwi, między Twierdzą Modlin a Wyspą Szwedzką) i szkoda, że pomyślano o budowie kładki rowerowej przez Narew, tym bardziej, że w niedalekiej gminie Czosnów oddano niedawno do użytku nowe ścieżki rowerowe, a byłoby to super połączeniem Twierdzy Modlin z Puszczą Kampinoską.

Na skrzyżowaniu ulic Chłodnej i Obwodowej, skręciłem w prawo i zjechałem w dół, ku Narwi, która za kilkaset metrów wpada do Wisły. Byłem jakoś tak zaoferowany powrotem na stare śmiecie, że w ogóle zignorowałem mijane zabytki po drodze (Bramę Ostrołęcką, pomnik upamiętniający pierwszy port rzeczny II Rzeczpospolitej, Wieżę Białą czy nieczynną elektrownię).

prochownia twierdza modlin rowerem wzdłuż dwóch rzek
Prochownia tuż za skrętem w kierunku rzeki (zdjęcie archiwalne)
Brama Ostrołęcka twierdza modlin rowerem wzdłuż dwóch rzek
Brama Ostrołęcka (zdjęcie archiwalne)
pomnik pierwszego portu rzecznego II RP twierdza modlin rowerem wzdłuż dwóch rzek
Pomnik upamiętniający pierwszy port rzeczny II RP (zdjęcie archiwalne)

Zatrzymałem się dopiero na twz. „Rycerzu”, czyli na dachu Kaponiery Maciszewskiego. Z tego miejsca jest bardzo ładny widok na miejsce, w którym Narew wpada do Wisły oraz na ruiny zabytkowego spichlerza zbożowego, który jest położony na Wyspie Szwedzkiej. Za plecami, na wysokim wale stoi najdłuższy budynek murowany w Europie (drugi na świecie), cytadela mierząca 2250 metrów!

twierdza modlin spichlerz
Spichlerz na Wyspie Szwedzkiej
Brama Napoleona twierdza modlin rowerem wzdłuż dwóch rzek
Brama Napoleona w ciągu cytadeli

Twierdza Modlin zarys historii

W tym miejscu jestem zmuszony wtrącić zarys historii Twierdzy Modlin. Zarys, bo ta szczegółowa, zabrałaby Wam za wiele czasu na czytanie.  Postaram się to zrobić w telegraficznym skrócie. Pierwszym, który docenił strategiczne walory tego regionu był polski król Władysław Jagiełło, który wyznaczył tutaj miejsce koncentracji swoich wojsk przed bitwą pod Grunwaldem.

Następnie Szwedzi, podczas Potopu, ufortyfikowali miejsce, w którym obecnie możemy podziwiać ruiny spichlerza zbożowego (dlatego to miejsce nazywa się Wyspą lub Kępą Szwedzką). Twierdzę Modlin rozpoczął budować Napoleon Bonaparte, a rozbudowali Rosjanie, dzięki którym możemy zwiedzać twierdzę, taką jaką jest obecnie.

Modlin był ważnym punktem polskiej obrony, we wrześniu 1939 roku. Walki trwały od 11 do 29 września 1939 roku. Modlin bronił się dzień dłużej niż Warszawa. Po wojnie znaczenie militarne Modlina osłabło i z czasem wojsko wyprowadziło się, a zabytki fortyfikacji pozostawiono same sobie. Z biegiem czasu zaczęły popadać w ruinę, a liczna ich część została ograbiona przez złomiarzy, dla których nie były problem nawet wielkie, masywne drzwi pancerne.

Dopiero niedawno, dzięki prywatnemu właścicielowi zaczęło się coś dziać w Twierdzy Modlin. Na koniec zarysu historycznego uwaga dla turystów.

Chaszcze jak były, tak są nadal

Po dłuższej chwili spędzonej na kaponierze, ruszyłem w dalszą drogę. Po lewej stronie minąłem Bramę Napoleona i zjechałem w dół, by za chwilę skręcić w prawo. Z przykrością muszę stwierdzić, że o ile teren do Kaponiery Meciszewskiego jest jako tako zadbany, to im dalej w kierunku mostu na Wiśle, tym jest gorzej.

W zasadzie nic się nie zmieniło od momentu, kiedy szedłem tędy kilka dobrych lat temu. Chaszcze i krzaki jak rosły, tak rosną nadal i zasłaniają widok na cytadelę, a potem mur Carnota z jednej oraz Wisłę z drugiej strony.

twierdza modlin rowerem wzdłuż dwóch rzek
Ścieżka wśród chaszczy. Myślałem, że ten teren będzie oczyszczony.

Po drodze minąłem dawny elewator, budynek zbudowany na planie litery J. Oprócz funkcji rozładunku zboża dla pobliskiego młyna, budynek pełnił również funkcję wieży artyleryjskiej.

Zbudowany został w ok. 1900 roku. Z poziomu wysokiego brzegu Wisły jest on niestety mało widoczny, z powodu zarastania przez chaszcze. Zatrzymałem się na chwilę, by zrobić zdjęcie i ruszyłem dalej.

Elewator twierdza modlin rowerem wzdłuż dwóch rzek
Elewator widok z dołu

Przez kolejne metry nie warto się zatrzymywać, bo i tak nic nie zobaczymy, chyba że chcemy być honorowymi dawcami krwi dla komarów ?.

Następnym wartym uwagi przystankiem jest początek (lub koniec – zależy, z której strony spojrzeć) Korony Utrackiej. W tym miejscu kończy się mur Carnota, który okala Twierdzę Modlin. Warto się tutaj zatrzymać na chwilę z uwagi na cegły w murze, bowiem niegdyś każda cegielnia podpisywała swoje wyroby. Dzięki temu możemy rozpoznać, w której cegielni zostały wykonane cegły, użyte do budowy Twierdzy Modlin (m.in. Mochty, Parowa, Stanisławów).

Cegły z nazwą cegielni twierdza modlin rowerem wzdłuż dwóch rzek
Cegła z napisem MOCHTY – to nazwa cegielni, w której wytworzono tę cegłę

Niedaleko znajduje się także wodowskaz i dobre miejsce na odpoczynek nad wodą, tylko trzeba zejść z dość stromych schodów. W czasach, gdy mieszkałem w Twierdzy Modlin, często bywałem w tym miejscu w trakcie wycieczek pieszych i rowerowych. Tak było i tym razem. Chwilę posiedziałem nad Wisłą i ruszyłem w dalszą drogę.

twierdza modlin rowerem wzdłuż dwóch rzek
Prawie przy wodowskazie

Przejechałem pod Mostem im. Obrońców Modlina i skierowałem rower pod dość męczące wzniesienie, które niegdyś, za małolata, było dla mnie nie lada wyzwaniem rowerowym ?. Teraz podjechałem pod nie bez problemu i skierowałem rower z powrotem, w kierunku Twierdzy Modlin.

Minąłem ogródki działkowe i skręciłem w prawo, mając po lewej ręce Cmentarz Forteczny, na którym kilka lat temu wznowiono pochówki. Mieszkając w obrębie twierdzy, często przychodziłem tutaj, teraz jednak popedałowałem przed siebie. Być może będzie jeszcze czas w tym roku, aby odwiedzić to miejsce i tym samym trochę je Wam przybliżyć.

Minowszy zabytkowe mury obronne, przeciąłem ulicę Bema przejazdem rowerowym i dalej jechałem DDR wzdłuż ulicy Chrzanowskiego, która następnie przechodzi w ulicę Ledóchowskiego. Po chwili opuściłem teren twierdzy i byłem znowu na moście narwianym. Stąd już miałem blisko do domu.

Mapka wycieczki

Zobacz trasę w Traseo

Na koniec mapka wycieczki. Odległość nie jest może imponująca, ale jak na rozruch po dłuższej przerwie może być. Mimo że nie mieszkam w Twierdzy Modlin już kilka lat, to nie ciągnie mnie w tamte rejony.

Jeśli czas pozwoli, to wrócę tam w tym roku na bardziej objazdową wycieczkę i pokażę Wam znane i mniej znane zabytki tego miejsca, które odegrało ważna rolę w historii naszego kraju. Jeśli nie dam rady w tym roku, to w przyszłym z pewnością tam zawitam.

Chcesz więcej rowerowych wpisów? Kliknij tutaj!

]]>
https://przygodyprzemka.pl/twierdza-modlin-rowerem-wzdluz-dwoch-rzek/feed/ 0
Pyromagic 2018 – czyli Sylwester w sierpniu https://przygodyprzemka.pl/pyromagic2018/ https://przygodyprzemka.pl/pyromagic2018/#respond Mon, 31 Dec 2018 14:10:53 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=3367 Odkąd wróciłem w maju z Tatr, nigdzie nie wyjeżdżałem. Poważna awaria komputera i natłok spraw zawodowych, sprawiły, że dopiero w sierpniu ruszyłem się z domu.

[...]

Czytaj więcej from Pyromagic 2018 – czyli Sylwester w sierpniu

]]>
Odkąd wróciłem w maju z Tatr, nigdzie nie wyjeżdżałem. Poważna awaria komputera i natłok spraw zawodowych, sprawiły, że dopiero w sierpniu ruszyłem się z domu.

Tym razem postanowiłem odwiedzić stolicę Województwa Zachodniopomorskiego, czyli Szczecin. Pojechałem tam, ponieważ co roku, w sierpniu, organizowane są Międzynarodowe Pokazy Pirotechniczne “Pyromagic”. Choć nigdy nie przyszło mi nawet do głowy, żeby wydać choćby złotówkę na jakąkolwiek petardę, to pokazy sztucznych ogni, lubię oglądać, o ile są przygotowane przez profesjonalistów. W przypadku Pyromagic tak właśnie jest.

Pyromagic 2018
Pyromagic 2018

Nie był to mój debiut na Pyromagic. Pierwszy raz uczestniczyłem w festiwalu w 2016 roku.

Pyromagic 2018

Tegoroczna, już jedenasta edycja festiwalu, odbyła się w dniach 10 i 11 sierpnia. Do Szczecina przyjechałem pociągiem. Odebrałem klucze do pokoju wynajętego na ten czas i udałem się pod adres, gdzie miałem nocować.

Wybierając nocleg, jak zwykle kierowałem się stosunkiem jakości do ceny, ale w tym przypadku dużą rolę odgrywała lokalizacja noclegu. Szukałem czegoś, jak najbliżej Wałów Chrobrego, które podczas Pyromagic, stanowią główną arenę akcji. Stąd jest najlepszy widok na, wystrzeliwane z przeciwległego brzegu Odry, fajerwerki. Sztuka wyboru noclegu udała się mi wybornie. Do Wałów Chrobrego miałem może dwie minuty spacerkiem.

Pyromagic to nie tylko wieczorne pokazy sztucznych ogni. Oprócz głównego punktu programu, na mieszkańców Szczecina i licznie przybywających w tym czasie do miasta turystów, czekało wiele imprez towarzyszących, jak na przykład regaty Polonez Cup Race 2018 czy zawody strażaków z całego świata – Firefighter Combat Challange 2018.

Pyromagic 2018
Pyromagic 2018

Osobiście nie interesowały mnie te imprezy, tak samo jak zwiedzanie miasta. Może to przez kolejne w tym roku zapalenie zatok lub wyczerpanie pracą zawodową, a okres między powrotem z Tatr, a wyjazdem do Szczecina był naprawdę bardzo intensywny.

Skupiałem się na imprezie głównej, czyli pokazach fajerwerków. W tym roku, rywalizowały ze sobą trzy ekipy z: Anglii, Rumunii i Filipin. Każdego dnia, odbywały się po dwa pokazy. Decyzją widzów, którzy głosowali za pomocą SMSów, jak i decyzją jury, imprezę wygrała ekipa z Anglii. Drugie miejsce przypadło Filipińczykom, zaś Rumuni, musieli zadowolić się najniższym miejscem na “pudle”. “Truskawką na torcie” był pokaz gospodarzy imprezy, czyli firmy Surex z Bielska-Białej (tej samej, która przygotowała pokaz fajerwerków w Warszawie, z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę).

Pyromagic 2019 – czy to ostatni festiwal?

W przyszłym roku, w dniach 9 i 10 sierpnia 2019, zaplanowana jest kolejna edycja imprezy.

Istnieje ryzyko, że ostatnia, bowiem chodzą słuchy, że rezygnując z fajerwerków podczas Sylwestra w Szczecinie, powinno się również zrezygnować z Pyromagic. Nie mnie oceniać czy to dobry pomysł, czy też nie. Uważam tylko, że jeśli zabraknie Pyromagic, Szczecin może dużo stracić ekonomicznie, bo co roku, specjalnie na festiwal sztucznych ogni, przyjeżdżają do miasta rzesze turystów z całego kraju i pewnie nie tylko.

Pyromagic 2018
Pyromagic 2018

Moim skromnym zdaniem, włodarze stolicy Województwa Zachodniopomorskiego, muszą znaleźć złoty środek między ochroną ptaków i innych zwierząt przed hukiem wystrzałów, a z zyskami miasta z tej imprezy.

Być może fajerwerki zostaną zastąpione, modnymi ostatnimi czasy, pokazami laserowymi. Jeśli byłyby to pokazy dorównywające poziomem, rozmachem do Pyromagic, to uważam, że wersja “eco” tej imprezy mogłaby mieć duże szanse powodzenia.

Niżej znajdują się dwie galerie zdjęć z tegorocznego Pyromagic w Szczecinie.

GALERIA – Pyromagic 2018 – dzień pierwszy

Galeria – Pyromagic 2018 – dzień drugi

]]>
https://przygodyprzemka.pl/pyromagic2018/feed/ 0
Majówka 2018 – Zakopane #4 – Morskie Oko https://przygodyprzemka.pl/morskie-oko/ https://przygodyprzemka.pl/morskie-oko/#respond Fri, 28 Dec 2018 12:52:13 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=3308 Zapraszam na czwartą, ostatnią część wspomnień z majówki 2018. Tym razem wybrałem się do jednego z najbardziej obleganego miejsca w polskich Tatrach,po Rysach, Giewoncie czy kolejce na Kasprowy Wierch, czyli nad Morskie Oko.

[...]

Czytaj więcej from Majówka 2018 – Zakopane #4 – Morskie Oko

]]>
Zapraszam na czwartą, ostatnią część wspomnień z majówki 2018. Tym razem wybrałem się do jednego z najbardziej obleganego miejsca w polskich Tatrach,po Rysach, Giewoncie czy kolejce na Kasprowy Wierch, czyli nad Morskie Oko.

W założeniu, miała to być lajtowa wycieczka do miejsca, w którym ostatni raz byłem chyba z piętnaście lat temu, podczas ferii zimowych. Oczywiście liczyłem się z tłumami na “najtrudniejszym” szlaku w Tatrach. I nie przeliczyłem się :).

Określenie “najtrudniejszy” to ironia, bowiem szlak w 99,9% prowadzi po drodze asfaltowej i tylko w miejscu największych serpentyn, idzie się “na skróty” lub jak kto woli “na przełaj”, przez las.

Szlak prowadzący z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka, jest jednym z najczęściej wybieranym szlakiem przez turystów w polskich Tatrach. W tzw. “sezonie wysokim”, szlakiem tym, podąża tysiące turystów.

Jak dojechać nad Morskie Oko?

Do Morskiego Oka nie da się dojechać. Dojechać możemy tylko do parkingu na Palenicy Białczańskiej i to na dwa sposoby. Własnym samochodem lub busem, które startują spod dworca w Zakopanem.

Ja do Palenicy Białczańskiej dojechałem busem i ten sposób Wam polecam, bowiem parking dla samochodów osobowych nie jest z gumy, a to jak pisałem we wstępie, jeden z najbardziej obleganych szlaków w sezonie wysokim. Może się zdarzyć, że zabraknie dla Was miejsca, a po co zarażać się na mandat, parkując w niedozwolonym miejscu?

Napisałem wyżej, że do Morskiego Oka nie można dojechać. Ktoś może powiedzieć, że to nieprawda, bo przecież są zaprzęgi konne. Tak są, ale nawet one nie podjeżdżają pod same schronisko nad stawem, a jedynie do Włosienicy, skąd trzeba samemu dojść nad Morskie Oko. Tak wiem, że to dla niektórych może być skandal, tak samo jak fakt, że na szczycie Rysów nie ma żadnego punktu gastronomicznego.

Najtrudniejszy (technicznie) szlak w Tatrach

Mamy tutaj kolejną ironię, bo jeśli dla kogoś ten szlak jest technicznie trudny, to może w ogóle nie powinien przyjeżdżać w góry, ewentualnie pozostać na “zdobywaniu” Krupówek.

Oceniając szlak pod kątem technicznym, to jeden z łatwiejszych szlaków w polskich Tatrach. Idziemy po drodze asfaltowej (co dla niektórych może być argumentem, aby pozwolić turystom dojeżdżać swoimi samochodami do samego schroniska), w dwóch bodajże miejscach, szlak skręca na leśne ścieżki i maszerować trzeba po kamieniach, które po deszczu mogą być śliskie, jak to kamienie i wtedy trzeba uważać.

Ruszamy z Palenicy Białczańskiej Morskie Oko
Ruszamy z Palenicy Białczańskiej

Ale ogólnie tak łatwo to do końca nie jest, bo idziemy w końcu cały czas pod górę i to kilka dobrych kilometrów. Zawsze można zminimalizować wysiłek i dojechać bryczką do Włosienicy, ale ja to tych osób się nie zaliczam, ale też nie oceniam tych, co jednak zdecydują się na ten krok, Wasza sprawa, Wasz wybór. A tym bardziej nie oceniam górali, bo w końcu, “każdy orze, jak może”. Osobiście wychodzę z założenia, że skoro przyjechałem pochodzić po górach, to CHODZĘ. I tyle w tym temacie.

Jeśli chodzi o walory estetyczne, to ten szlak, jak dla mnie jest nudny. Wiedzie praktycznie cały czas przez las, miejscami możemy podziwiać np. Turnię nad Dziadem, Turnię nad Szczotami, szczyty po słowackiej stronie Tatr, z masywem Gerlacha, czy im bliżej Morskiego Oka, Mięguszowieckie Szczyty.

Turnia nad Dziadem i Turnia pod Szczotami Morskie Oko
Turnia nad Dziadem i Turnia pod Szczotami

Wodogrzmoty Mickiewicza

Pierwszy postój zrobiłem sobie przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Są to wodospady, składające się z trzech większych (Wyżni, Pośredni, Niżni Wodogrzmot) i kilku mniejszych kaskad wodnych.

Nazwa “Wodogrzmoty” wywodzi się od huku spadającej wody, szczególnie po ulewach. Pierwotnie nazwą ludową był “Grzmot”. W 1891 roku, Towarzystwo Tatrzańskie, nadało imię Adama Mickiewicza Wodogrzmotom, na pamiątkę sprowadzenia, rok wcześniej, prochów poety na Wawel. Mickiewicz nie miał nic wspólnego z górami, nigdy nawet tutaj nie był, więc w geście tym nie należy upatrywać jakiegokolwiek związku Wieszcza z Tatrami.

wodogrzmoty mickiewicza morskie oko
Wodogrzmoty Mickiewicza – dobrze widoczny jest tylko Pośredni Wodogrzmot (Wyżni, jest ledwo widoczny, zaś Niżni, w ogóle, ponieważ znajduje się pod mostem).

Z kamiennego mostu, który wybudowany został w 1900 roku, a w 1966 roku poszerzony, widać dobrze tylko Pośredni Wodogrzmot. Wyżni Wodogrzmot jest prawie niewidoczny, a Niżni znajduje się poniżej przeprawy i w ogóle go nie widać.

Niedaleko wodospadów, z drogą Balzera krzyżuje się szlak zielony, ze schroniska Roztoki do Doliny Pięciu Stawów.

Po kilku minutach ruszyłem w dalszą drogę. Pogoda, jak na razie, dopisywała, więc marsz, choć pod górę, nie był dla mnie zbytnio męczący. W nielicznych miejscach, gdzie las ustępował i odsłaniał widoki, stawałem i robiłem użytek z mojego aparatu.

Tatry po słowackiej stronie Morskie Oko
Tatry po słowackiej stronie
mięguszowieckie szczyty morskie oko
Zaśnieżone jeszcze Mięguszowieckie Szczyty – widok z drogi Balzera

Polana Włosienica

Po mniej więcej dwóch godzinach od startu z Palenicy Białczańskiej, zameldowałem się na Polanie Włosienica, skąd do Morskiego Oka jest już rzut beretem (ok. 1.8 km).

Włosienica, to niewielka polana, położona na wysokości ok. 1315 metrów n.p.m. Nazwa polany pochodzi od porastającej ją trawy, nazywanej prze górali włosienicą lub włósienicą.

W czasach nie tak bardzo odległych, bowiem do lat 80. XX wieku, znajdował się tutaj parking i pętla autobusowa. Wówczas, ów parking był dostępny dla każdego turysty, dzisiaj parkować mogą tu tylko pojazdy zaopatrujące bufet, który znajduje się na polanie oraz inne pojazdy, mające odpowiednią zgodę dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Na Włosienicy swoje kursy końcą zaprzęgi konne, skąd turyści muszą dojść o własnych siłach nad Morskiego Oko.

Przy dobrej pogodnie, a raczej dobrej widoczności, z Włosienicy, widać doskonale Mięguszowieckie Szczyty, których stoki opadają ku południowemu brzegowi stawu.

mięguszowieckie szczyty polana włosienica morskie oko
Mięguszowieckie Szczyty z Polany Włosienica

Morskie Oko

Nie spędziłem zbyt wiele czasu na polanie. Kilka fotek, łyk wody i ruszyłem w dalszą drogę. Jak pisałem wyżej, chcąc nie chcąc, odcinek od Włosienicy do Morskiego Oka, trzeba już pokonać pieszo, więc ludzi na szlaku zrobiło się zdecydowanie więcej niż do tej pory.

Wyruszając z polany, wszedłem ponownie w wysoki las, który po przejściu kilkuset metrów przecina nieporośnięty drzewami Żleb Żandarmerii.

Nazwa żlebu pochodzi od stojącego tu niegdyś posterunku żandarmerii, który już pierwszej zimy został zniesiony przez lawinę.

W sezonie zimowym jest to jeden z najbardziej lawinowych żlebów w polskich Tatrach. W zimie, szczególnie w okresy wolne od pracy, nad Morskie Oko suną tysiące turystów, więc jest to też jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w Tatrach.

Dochodząc już do schroniska, moje uszy uderzył potężny huk… rozmów turystów. Poczułem się jakbym z górskiego szlaku przeniósł się na jakiś bazar.

Wszedłem na chwilę do budynku Nowego Schroniska, a potem zszedłem nad brzeg stawu. Na dole tłumy, jak na plaży nad Bałtykiem i jeden wielki harmider. Uciekłem trochę na lewo, za mostek, pod którym Morskie Oko łączy się z Rybim Potokiem. Tam znalazłem namiastkę spokoju. Usiadłem na kamieniu i odpoczywałem.

Morskie Oko, to największe jezioro w Tatrach. Położone jest na wysokości 1395 m n.p.m. Jezioro jest pozostałością po lodowcu, który dawno temu zalegał na tym terenie. Woda w stawie ma kolor zielonkawy, a jej przezroczystość sięga 11-14 metrów.

Nazwa “Morskie Oko” to tłumaczenie z języka niemieckiego (Meeraugen – tak osadnicy ze Spiszu nazywali jeziora w Tatrach). Wcześniej górale używali nazwy “Biały Staw”, “Rybie Jezioro” lub “Rybi Staw”. Morskie Oko, to jedno z nielicznych tatrzańskich zbiorników, które w sposób naturalny jest zarybione.

Staw jest zasilany kilkoma potokami – dwoma stałymi: Czarnostawskim Potokiem oraz Mnichowym Potokiem, a także kilkoma okresowymi. Z jeziora, jak już wspomniałem, wypływa Rybi Potok, który w początkowym odcinku, rozlewa się na kilka Rybich Stawków: Małe Morskie Oko, Żabie Oko, Małe Żabie Oko.

Rybi Potok Morskie Oko
Rybi Potok

Morskie Oko można obejść dookoła lub też możemy pójść znad stawu w dalszą drogę, np. nad Czarny Staw pod Rysami i dalej na Rysy.

Siedząc nad brzegiem Morskiego Oka, miałem doskonały widok na Mięguszowieckie Szczyty, które są tutaj na wyciągnięcie ręki. Dlatego też nie próżnowałem i robiłem zdjęcia.

Mięguszowieckie Szczyty opis szczytów Morskie Oko
Mięguszowieckie Szczyty: 1. Mięguszowiecki Szczyt Czarny, Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem, 3. Mięguszowiecki Szczyt Pośredni, 4. Mięguszowiecka Przełęcz Wyżnia, 5. Mięguszowiecki Szczyt Wielki, 6. Hińczowa Przełęcz, 7. Cubryna, 8. Mnich

Około 10 metrów od tafli Morskiego Oka, stoi budynek schroniska górskiego PTTK i teraz napiszę kilka słów o nim.

Pierwszy budynek schroniska został wybudowany w 1827 roku. Niestety w 1865 roku, w wyniku pożaru obiekt doszczętnie spłonął. Dziewięć lat później, w 1874 roku, Towarzystwo Tatrzańskie rozpoczęło budowę nowego schroniska. Obiekt otwarto 3 sierpnia 1874 roku, a rok później, 16 września, nazwano je imieniem Stanisława Staszica. Był to niewielki, drewniany budynek, gdzie nocować mogło do 25 osób.

W kolejnych latach, schronisko było modernizowane i rozbudowywane, dzięki czemu podwojono liczbę miejsc noclegowych. W nocy z 1 na 2 października 1898 roku, wybuchł pożar, który strawił budynek. Po pożarze, schronisko przeniesiono do budynku wozowni, dzisiaj nazwanym Starym Schroniskiem, które nadal funkcjonuje, dzięki czemu jest najstarszym tego typu obiektem po polskiej stronie Tatr.

Obecne schronisko, które jest celem tysięcy turystów, wybudowano w 1908 roku i również służy do dnia dzisiejszego. W okresie międzywojennym, obiekt był rozbudowywany i modernizowany. W czasie okupacji, stacjonował tutaj oddział niemieckiej straży granicznej. Po wojnie, do dnia dzisiejszego, schronisko prowadzi rodzina Łapińskich.

Nowe Schronisko dysponuje 36 miejscami noclegowymi, zaś Stare Schronisko, może przyjąć 43 gości.

Tyle suchych faktów. Przyszedł moment, kiedy stwierdziłem, że starczy siedzenia i czas ruszać w dalszą drogę.

Pogoda w górach jest zmienna!

Wyruszając z Palenicy Białczańskiej, w planach miałem, póki co, dojście nad Morskie Oko, gdzie potem chciałem zastanowić się czy wracać, czy iść dalej.

Postanowiłem w końcu iść nad Czarny Staw pod Rysami, a wracając obejść Morskie Oko dookoła.

nowe schronisko morskie oko miedziany opalony wierch
Nowe Schronisko, górujące nad Morskim Okiem, w tle Miedziane i Opalony Wierch, których wierzchołki są zasnute chmurami
Opalony Wierch morskie oko
Opalony Wierch
mnich morskie oko tatry
Pogoda w górach jest bardzo zmienna, a zmiany mogą być dynamiczne. Na zdjęciu charakterystyczny Mnich (środek planu)

Ruszyłem więc w drogę. Nie byłem nawet w połowie, gdy zauważyłem, że pogoda zaczyna się zmieniać, w dodatku szybciej niż do tej pory. Wcześniej, gdy jeszcze siedziałem nad brzegiem Morskiego Oka, widziałem jak co i raz wierzchołki Mięguszowieckich Szczytów znikały wśród chmur. Jednak nie na długo. Teraz, od dłuższego czasu, wierzchołki nie były widoczne, a wiatr odczuwalnie przybrał na sile. Zbierało się na deszcz. Postanowiłem porzucić swoje plany i rozpocząłem powrotną wędrówkę do Palenicy Białczańskiej. Później, okazało się, że była to bardzo dobra decyzja.

morskie oko schronisko opalony wierch
Morskie Oko, schronisko i Opalony Wierch z innej perspektywy

Pokręciłem się jeszcze chwilę nieopodal Nowego Schroniska, ale gdy zaczął kropić deszcz, ruszyłem w drogę powrotną.
Gdy dochodziłem do Włosienicy, rozpadało się na dobre. Postanowiłem przeczekać największe opady pod wiatą pawilonu gastronomicznego. Po dłuższej chwili, deszcz przeszedł w mżawkę, więc mogłem kontynuować swój marsz w dół.

Deszcz nie dał zbyt długo o sobie zapomnieć, opady znowu przybrały na sile. Zmieniłem więc polar na kurtkę przeciwdeszczową, elektronikę zabezpieczyłem przed wilgocią, po czym schowałem ją do plecaka, na niego założyłem pokrowiec. Tak zabezpieczony, mogłem iść dalej. Deszcz padał raz mniejszy, raz większy, w pewnym momencie spadł nawet mały grad.

Zaczęło grzmieć. Odgłosy grzmotów, a potem strzelanie piorunów, potęgowane przez górskie echo, sprawiały wrażenie, jakby chmura burzowa była tuż nade mną.

Asfaltowa nawierzchnia drogi, zmieniła się w mały, rwący potok. Szedłem dziarsko dalej, nie zważając zbytnio na padający deszcz, choć nie mogę tego powiedzieć o ludziach których mijałem. Oczywiście byli tacy, którzy byli, podobnie jak ja, przygotowani na taką ewentualność. Byli, niestety w większości i tacy, którzy w ogóle nie byli przygotowani na deszcz, nie wspominając już o burzy. Cienkie t-shirty, krótkie spodenki i buty w stylu japonek na nogach. Niektórzy z dziećmi w wózkach. Ci bardziej myślący skorzystali z usług zaprzęgów konnych i zjeżdżali w dól.

Mimo że momentami nieźle padało, to gdy mijałem Wodogrzmoty Mickiewicza byłem względnie suchy. Wszystko, może oprócz kurtki, zdało egzamin nieprzemakalności. Szczególnie byłem zadowolony z butów, które oprócz padającego deszczu, musiały wytrzymać jeszcze niedające się ominąć niekiedy, sporych rozmiarów, kałuże.

Kiedy dochodziłem do Waksmundzkiego Potoku, deszcz na moment przestał padać, a wszędzie unosiły się obłoki pary. W pewnym momencie, tuż przy drodze, zauważyłem parę jeleni, które nic nie robiły sobie z aury oraz przechodzących ludzi i spokojnie szukały pożywienia. Miałem już wyciągnąć aparat z plecaka, gdy deszcz znowu o sobie przypomniał. Zadowoliłem się więc zdjęciem z telefonu i ruszyłem dalej.

jelenie jeleń morskie oko
Jelenie
jelenie jeleń morskie oko
Jelenie
krajobraz tatry burza morskie oko
Krajobraz po burzy (połamane drzewa leżały już wcześniej)

Doszedłem w końcu do parkingu. Złapałem pierwszy lepszy bus i wróciłem do Zakopanego, a potem do siebie, do pokoju.

Szkoda, że pogoda pokrzyżowała moje plany, choć i tak uważam ten dzień za udany. Była to ostatnia dłuższa wycieczka, podczas majówkowego pobytu w Tatrach. Co prawda, następnego dnia wybrałem się pochodzić po mieście i byłem nawet na Gubałówce, ale nie robiłem tam nic, co by było warte opisania na blogu. Niżej tylko kilka fotek oraz mapa z opisywanego przejścia nad Morskie Oko.

Wielka Krokiew
Wielka Krokiew
giewont zachód słońca
Giewont w świetle zachodzącego słońca

Chciałbym, w nadchodzącym 2019 roku, wrócić w Tatry, mam już jakieś pierwsze szkice tras, które chciałbym zrealizować, ale jak to wszystko będzie, czas pokaże, bo też w planach mam inne podróże.

Raczej na pewno nie wrócę w Tatry, podczas przyszłorocznej majówki, ani innego długiego weekendu, bowiem chciałbym uniknąć tłumów na szlakach.

Muszę przyznać, że jestem zadowolony z tego wyjazdu. W końcu, będąc w górach, mogłem chodzić po szlakach. Pogoda zbytnio nie krzyżowała mi planów. Załapałem “górskiego bakcyla” i już nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu w góry, choć nie muszą to być koniecznie Tatry.

Niżej obiecana mapa szklaku. Do zobaczenia w kolejnym poście, który ukaże się już w Sylwestra.

Trasa: Palenica Białczańska – Palenica Białczańska | mapa-turystyczna.pl

]]>
https://przygodyprzemka.pl/morskie-oko/feed/ 0
Majówka 2018 – Zakopane #3 – Hala Gąsienicowa https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-3-hala-gasienicowa/ https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-3-hala-gasienicowa/#respond Fri, 26 Oct 2018 10:57:19 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=3249 Zapraszam na kolejną część wspomnień z tegorocznej majówki. Trochę mnie nie było, z różnych powodów, ale wracam już do prowadzenia bloga. Temat przewodni na dziś – Hala Gąsienicowa, czyli następny cel mojego łazikowania po polskich Tatrach. Poprzednie części możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

[...]

Czytaj więcej from Majówka 2018 – Zakopane #3 – Hala Gąsienicowa

]]>
Zapraszam na kolejną część wspomnień z tegorocznej majówki. Trochę mnie nie było, z różnych powodów, ale wracam już do prowadzenia bloga. Temat przewodni na dziś – Hala Gąsienicowa, czyli następny cel mojego łazikowania po polskich Tatrach. Poprzednie części możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

Kuźnice na start

Pierwotnie Hala Gąsienicowa miała być celem na środę, ale z uwagi na fakt, że pogoda w godzinach przedpołudniowych nie była zbyt dobra do łażenia po szlakach (padał deszcz), postanowiłem wycieczkę przełożyć na następny dzień, licząc, że przynajmniej rano nie będzie padać. Z resztą wg prognoz pogoda miała być w czwartek lepsza. Nie będę Was zanudzał opisywaniem, co robiłem w środę, bo uwierzcie mi, nie robiłem nic wartego uwiecznienia na blogu :). Skaczemy do przyszłości, do czwartku.

Z autobusu linii miejskiej wysiadłem na przystanku, przy rondzie Jana Pawła II, skąd pieszo, ruszyłem w stronę Kuźnic. Po kilkudziesięciu minutach spokojnego marszu, byłem na miejscu. Mimo dość wczesnej pory, było trochę turystów, którzy podobnie, jak ja, wyruszali na szlaki z Kuźnic. Jedni wyruszali szlakiem na Giewont, następni na Kasprowy Wierch, inni na Nosal, a pozostali, tak, jak ja wchodzili na szlak na Halę Gąsienicową.

hala gąsienicowa Kuźnice - widok na Nosal
Kuźnice – widok na Nosal

Z Kuźnic do Hali Gąsienicowej, można dojść dwoma szlakami, które krzyżują się na Przełęczy między Kopami. Do wyboru mamy szlak żółty, który wiedzie przez Dolinę Jaworzynkę lub szlak niebieski, który początkowo biegnie równolegle do szlaku zielonego na Nosal, by potem odbić w prawo przez Boczań i Skupniów Upłaz. Wybrałem szlak żółty, a wracać do Kuźnic postanowiłem szlakiem niebieskim.

Dolina Jaworzynka – czyli ostro pod górę

Początkowo szlak żółty jest dosyć łatwy i przyjemny. W nielicznych momentach trzeba pokonać niewielkie wzniesienia terenu, a przejście przez Polanę Jaworzynka to jak spacer po Krupówkach.

Dolina Jaworzynka, to wschodnie odgałęzienie Doliny Bystrej. W przesłości, tak, jak w innych dolinach tatrzańskich wypasano tutaj owce, o czym świadczą mijane po drodze cztery szałasy pasterskie. W dolinie wydobywano niegdyś także rudę żelaza. Jako ciekawostkę podam, iż w latach 1920-1930, istniała tutaj skocznia narciarska. Ostatni rekord należy do reprezentanta ówczesnej Czechosłowacji – Franciska Wende, który oddał skok na odległość 36 metrów.

Szałasy pasterskie w Dolinie Jaworzynka hala gąsienicowa
Szałasy pasterskie w Dolinie Jaworzynka

dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka – szlak początkowo jest łatwy i przyjemny

Im bliżej Przełęczy między Kopami, tym żółty szlak idzie bardziej w górę. Podchodzimy najpierw Długim Żlebem, a następnie Siodłową Percią. Pierwszy dłuższy postój zrobiłem sobie w miejscu, mniej więcej na wysokości 1300 m n. p. m., z widokiem na Kopę Magury, Jaworzyńską Przełęcz i Jaworzyńską Czubę, gdzie szlak skręca ostro w lewo.

dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka – im dalej, tym wspinamy się coraz wyżej

siodłowa perć hala gąsienicowa
Siodłowa Perć – widok na Jaworzyńską Przełęcz i Jaworzyńską Czubę. Po lewo, poza kadrem, Kopa Magury

Kolejny etap, to mozolne podejście po kamieniach wśród drzew i kosodrzewiny, z widokiem na Giewont zza placami. Szedłem dziarsko pod górę, aż w końcu dotarłem do Przełęczy między Kopami.

Przełęcz między Kopami

Karczmisko, bo taka nazwa przełęczy niegdyś funkcjonowała (prawdopodobnie dlatego, że było to zawsze miejsce odpoczynku dla górali, górników i turystów, choć nigdy nie istniała w tym miejscu żadna karczma), znajduje się na wysokości 1499 m n.p.m., pomiędzy Wielką Królową Kopą a Małą Królową Kopą. Ciekawostką jest fakt, że Wielka Królowa Kopa jest niższa o 46 metry od Małej (kolejno 1531 m. n.p.m. i 1577 m n.p.m. – a tak naprawdę, to Wielka Królowa Kopa ma większą wysokość względną i jest masywniejsza).

Jak wspominałem wcześniej, krzyżują się tutaj szlaki niebieski i żółty, z tym, że niebieski biegnie dalej przez Halę Gąsienicową, Czarny Staw Gąsienicowy, przecina Orlą Perć, Dolinę Pięciu Stawów Polskich, a kończy się przy schronisku PTTK “Morskie Oko”. Zaprawieni w tatrzańskich bojach mogą zrobić sobie niezłą wycieczkę. Ja się do nich, póki co, nie zaliczam i pewnie jeszcze długo nie będę, co nie zmienia faktu, że taki dłuższy trekking mnie korci. Szlak żółty kończy się w tym miejscu.

przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Drogowskazy na Przełęczy między Kopami

giewont przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Widok na Giewont z Przełęczy między Kopami

Na przełęczy można odpocząć na drewnianych balach bądź ławkach, a zbierając siły na dalszą wędrówkę podziwiać widoki.

Posiedziałem sobie dłuższą chwilę na przełęczy, odpocząłem, zrobiłem kilka zdjęć, aż w końcu ruszyłem dalej ku Hali Gąsienicowej, która była już coraz bliżej.

Hala Gąsienicowa

Maszerując od Przełęczy między Kopami, schodziłem stopniowo w dół. Z każdym moim krokiem, wyłaniał się widok na grań Orlej Perci. Po kilku chwilach stanąłem na Królowej Rówieńkach.

orla perć hala gąsienicowa
Im bliżej hali, tym bardziej otwierał się widok na Orlą Perć

Nazwa hali, pochodzi od góralskiego rodu Gąsieniców z Zakopanego, którzy w XVII wieku byli jej właścicielami. W przeszłości była to hala pasterska, jeden z większych ośrodków pasterskich w Tatrach. Nie zawsze halę nazywano “Gąsienicową”. Niegdyś zwana była Halą przy Stawach lub Halą Stawy, a wypasających tutaj owce nazywano “stawianami”. Halę, oprócz pasterzy owiec, odwiedzali także zbójnicy, a według podań Aleksander Kostka-Napierski werbował tutaj ochotników do powstania chłopskiego, które miało miejsce na Podhalu w dniach 14-24 czerwca 1651 roku.

Hala Gąsienicowa to typowa hala wysokogórska. Wśród rozrzuconych mniejszych i większych głazów rośnie kosodrzewina. Jest to też potężny węzeł szlaków turystycznych w Tatrach. Możemy wyruszyć stąd na Krzyżne, Zawrat czy Kasprowy Wierch.

Stojąc na Królowych Rówieńkach miałem jeszcze lepszy widok na Orlą Perć, a więc i szczyty: Kościelec i Mały Kościelec, Kozi Wierch, Granaty, Zamarłą Turnię czy Świnicę. Stoją tutaj również szałasy pasterskie.

orla perć królowe rówieńki hala gąsienicowa
Widok na Orlą Perć z Królowych Rówieniek

królowe rówieńki hala gąsienicowa
Królowe Rówieńki z widokiem na szczyty. Na bliższym planie “Betlejemka”

Po dłuższej chwili, kiedy uznałem, że napawanie się widokami osiągnęło w danym momencie wystarczający poziom, udałem się w stronę schroniska “Murowaniec” na małe co nieco (czytaj na szarlotkę). Po drodze mijając “Betlejemkę”, czyli Centralny Ośrodek Szkolenia Polskiego Związku Alpinizmu (na zdjęciu powyżej, na pierwszym planie).

Schronisko PTTK “Murowaniec”

“Murowianiec” powstał w latach 1921-1925, głównie dzięki staraniom Stanisława Osieckiego, prezesa Oddziału Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i wicemarszałka Sejmu (w latach 1919-1922). Schronisko, według projektu Zdzisława Kalinowskiego i Karola Sicińskiego, wybudowane zostało siłami żołnierzy Wojska Polskiego. Uroczyste otwarcie miało miejsce w niedzielę, 12 lipca 1925 roku. Otwarcia dokonał Prezydent RP Stanisław Wojciechowski.

Na początku lat 50. XX wieku, dobudowano zachodnie skrzydło, przerobiono wnętrze budynku, powiększając schronisko do obecnych rozmiarów. Aktualnie “Murowaniec” zarządzany jest przez PTTK i posiada 120 miejsc noclegowych.

murowaniec schronisko pttk hala gąsienicowa
“Murowaniec” – schronisko PTTK na Hali Gąsienicowej

Siedząc na ławce przed schroniskiem, pałaszując szarlotkę, po którą musiałem odstać swoje w dość długiej kolejce, zastanawiałem się nad następnym celem mojego trekkingu. Postanowiłem pójść nad Czarny Staw Gąsienicowy, który oddalony jest o około 30 minut marszu od “Murowańca”. Jak się potem okazało, nie dotarłem nad staw. Dlaczego? Po kolei.

szarlotka murowaniec pttk schronisko hala gąsienicowa
Szarlotka z “Murowańca”

Czarny Staw Gąsienicowy

Wyruszając spod schroniska, wróciłem na niebieski szlak. Przy drogowskazach skręciłem najpierw w prawo, potem odbiłem w lewo. Po drodze nad Czarny Staw Gąsienicowy, mijałem pozostałości po zimie, czyli miejscami mniejsze i większe ilości śniegu, który gdzieniegdzie roztapiając się tworzył spore kałuże. Dla mnie taka sytuacja była normalna, byłem na to przygotowany (choć nie miałem ze sobą raków), w końcu na wysokości 1500 m n.p.m. śnieg w maju to nic niezwykłego, tym bardziej wystarczy spojrzeć na szczyty i zobaczyć, że zima w wyższych partiach gór jeszcze nie dała za wygraną. Widziałem, że niektórzy “turyści” byli tym faktem mocno zaskoczeni. Szczególnie ci, którzy na nogach mieli obuwie bardziej nadające się na spacer po Równi Krupowej bądź Krupówkach, a nie na szlaki.

Dla przygotowanego turysty, szlak był miły i przyjemny. Wiedzie on po kamiennych płytach, a Orla Perć z każdym krokiem jest coraz bliżej, w dole przyjemnie szumi Czarny Potok Gąsienicowy.

szlak las hala gąsienicowa czarny staw gąsienicowy
Szlak miejscami był mokry od topniejącego śniegu. Wody było raz mniej raz więcej. Ale dla przygotowanego, w pełni myślącego turysty, to nie problem.

orla perć granaty zamarła turnia kozi wierch hala gąsienicowa
Z każdym krokiem szczyty coraz bliżej. Od lewej: Żółta Turnia, Granaty, Czarne Ściany, Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zamarła Turnia

Jednak, tak miło i przyjemnie było tylko do czasu.

W pewnym momencie szlak wznosi się. Tam czapa śniegu. Zszedłem na bok, by nie tarasować przejścia, a ludzi zmierzających nad Czarny Staw Gąsienicowy trochę było. Zacząłem zastanawiać czy warto zaryzykować i przejść ten odcinek bez raków na butach, których nie miałem, bo nie planowałem chodzenia po szlakach z dużą ilością śniegu. Stwierdziłem, że nie warto ryzykować zdrowia czy nawet życia, bo przecież mogę tu wrócić w innym terminie (np. letnim) lub gdy zaopatrzę się w odpowiedni sprzęt.

Stałem sobie, myślałem i obserwowałem innych. Pozostali nie mieli takiego dylematu jak ja, ślizgając się, niektórzy prawie już upadając szli dalej bądź wracali. Przeważnie w adidasach i trampkach. Dorośli w pojedynkę, mniejszych i większych grupach, rodzice z dziećmi (!). Przeszło obok mniej kilkadziesiąt osób. Zawrócić postanowiłem tylko ja, choć miałem na nogach buty z odpowiednią podeszwą, nieprzemakalne, to zdecydowałem się nie podejmować ryzyka.

śnieg hala gąsienicowa turyści
Mimo że miałem na nogach odpowiednie buty, to i tak bez raków nie zdecydowałem się iść dalej. Wolałem zawrócić niż ryzykować kontuzję. Oby tylko kontuzję.

Wróciłem zatem na Halę Gąsienicową, gdzie rozłożyłem się na trawie i dłuższą chwilę podziwiałem góry. Potem zmieniłem miejscówkę, usiadłem pod jednym z szałasów i znowu spędziłem kilka długich minut na patrzeniu przed siebie. Wynikiem tego mojego siedzenia i patrzenia są dwie poniższe panoramy. Kliknijcie na zdjęcie, aby otworzyło się większe.

panorama hala gąsienicowa góry szczyty
Panorama Hala Gąsienicowa i okoliczne szczyty

hala gąsienicowa panorama
Druga panorama, tym razem wykonana sprzed szałasu, który widać na pierwszej panoramie

Misiek

W końcu zebrałem się do drogi powrotnej. Jak już wspominałem wyżej, postanowiłem wracać cały czas niebieskim szlakiem, więc będąc drugi raz tego dnia na Przełęczy między Kopami, skierowałem swe kroki na Skupniów Upłaz, którego grzbiet przekroczyłem w niewielkim siodełku, nazywanym Diabełkiem. Otwiera się stąd widok na Dolinę Jaworzynkę, a w oddali widać Giewont.

skupniów upłaz przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Widok na Skupniów Upłaz z Przęłęczy między Kopami

skupniów upłaz hala gąsienicowa
Rozpoczynam zejście przez Skupniów Upłaz, w oddali, po lewej stronie kadru widać Nosal

dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka widziana z góry

skupniów upłaz hala gąsienicowa
Wybierając wejście/zejście przez Skupniów Upłaz mamy lepsze widoki i łagodniejsze nachylenie terenu

Szlak biegnie łagodnie w dół, poniżej linii grzbietu Skupniowego Upłazu, po lewej ręce mamy niewielkie wychodnie dolomitów. Chwilę potem wszedłem w las, widoki się skończyły, minąłem tzw. Czerwone Glinki – ziemia za sprawą związków żelaza, gdzieniegdzie przybiera bordowy kolor, doszedłem do grzbietu Boczania, skąd kiedyś rozpościerał się widok na Kalatówki i Giewont, ale teraz dojścia do punktów widokowych są zarośnięte i zagrodzone. Las ciągnął się po obu stronach, a szlak zrobił się bardziej stromy. W pewnym momencie, zapanowało poruszenie wśród ludzi, którzy schodzili do Kuźnic przede mną. Okazało się, że na prawo od nas, chodzi po zboczu niedźwiedź. Na moje oko, młody jeszcze osobnik. Choć widziałem go z pewnej odległości, chodził wśród krzaków, więc moja ocena, co do wieku drapieżnika może być błędna. Niektórzy byli blisko wpadnięcia w panikę, a to ostatnia rzecz, której chciałem w danej chwili. Jeśli był to młody niedźwiedź, to w pobliżu mogła być matka, a gdyby poczuła zagrożenie, to mogło zrobić się nieciekawie.

Jak zachować się w takiej sytuacji? Jeśli spotkasz miśka na swojej w drodze, tak, jak ja, czyli chodzi sobie on w pewnej odległości, nie zdążył jeszcze Ciebie zobaczyć, nie wpadaj w panikę, nie krzycz i zaczynaj biec. Nie zbliżaj się do niego, choć akurat mnie korciło, żeby zmienić obiektyw z kita na tele i zrobić choć jedno zdjęcie, ale w końcu po raz drugi tego dnia rozsądek wziął górę nad emocjami. Spokojnie odejdź w przeciwnym kierunku. Miałem to szczęście, że misiek szedł raczej w kierunku Przełęczy między Kopami, więc mogłem kontynuować schodzenie do Kuźnic.

Po nieoczekiwanym spotkaniu z niedźwiedziem, dalsza wędrówka przebiegła już bez niespodzianek. Napotykanych po drodze turystów, informowaliśmy o niedźwiedziu na szlaku. Doszedłem w końcu do Kuźnic. Posiedziałem trochę na murku przy potoku, po czym poszedłem na obiad i wróciłem do mojego pensjonatu.

Poniżej mapka z trekkingu. W następnym tygodniu, spodziewajcie się kolejnego wpisu z gór.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-3-hala-gasienicowa/feed/ 0
Majówka 2018 – Zakopane #2 – Nosal i Hala Kondratowa https://przygodyprzemka.pl/nosal-i-hala-kondratowa/ https://przygodyprzemka.pl/nosal-i-hala-kondratowa/#comments Wed, 30 May 2018 07:00:25 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2860 Nastał wtorek, który przywitał mnie piękną słoneczną pogodą. Mimo dość wczesnej pory, a była chyba dopiero godzina 5, było już dosyć ciepło. Zjadłem śniadanie, wypiłem kawę i wziąłem się za przygotowanie prowiantu na ten dzień.
Mój plan na dziś miał póki co jeden, mocny punkt – wejście na Nosal, potem zejście do Kuźnic i zastanowienie się co dalej.

[...]

Czytaj więcej from Majówka 2018 – Zakopane #2 – Nosal i Hala Kondratowa

]]>
Nastał wtorek, który przywitał mnie piękną słoneczną pogodą. Mimo dość wczesnej pory, a była chyba dopiero godzina 5, było już dosyć ciepło. Zjadłem śniadanie, wypiłem kawę i wziąłem się za przygotowanie prowiantu na ten dzień.
Mój plan na dziś miał póki co jeden, mocny punkt – wejście na Nosal, potem zejście do Kuźnic i zastanowienie się co dalej.

Widok na Giewont z przystanku autobusowego

Tuż przed godziną 7, opuściłem pensjonat i ruszyłem w kierunku przystanku autobusowego, czyli przeszedłem jakieś maksymalnie 50 metrów. Kilka minut, jakie zostały do odjazdu, pozwoliły mi nacieszyć oczy widokiem na Giewont. W takich momentach lubię ciszę, a przy ruchliwej dość, w tym miejscu, Drodze Oswalda Balzera, która prowadzi z Zakopanego do Morskiego Oka, ciszy zbytnio nie uświadczyłem, dlatego też, kiedy przyjechał autobus linii nr 11, bez zastanowienia wsiadłem do niego.

Giewont Nosal Tatry przemekzwiedza.pl
Widok na Giewont z przystanku autobusowego

Po kilku minutach i trzecim z kolei na trasie przystanku, opuściłem pojazd. Przeszedłem przez ulicę, na jej drugą stronę, mijając patrol policji, który kontrolował każdego przejeżdżającego kierowcę samochodu.

W budce przy wejściu do Tatrzańskiego Parku Narodowego, kupiłem bilet wstępu na 7 dni i ruszyłem zielonym szlakiem na Nosal.

Nosal, czyli pierwsza góra ever

Do Zakopanego przyjechałem trzeci raz w życiu. Pierwszy raz byłem tutaj jakieś 20 lat temu ze swoim ojcem. Z tamtego wyjazdu pamiętam niewiele. A dokładnie mam dwa wspomnienia. Pierwszym jest moje pytanie do ojca, tuż przed wyjazdem, czy zabrał aparat fotograficzny. W odpowiedzi otrzymałem zapewnienie, że tak, ależ oczywiście, jest w torbie podróżnej. Na miejscu okazało się, że jednak został w domu, na Mazowszu. Drugie wspomnienie, które pamiętam, to wycieczka na Morskie Oko. Jak na razie, była to jedyna wizyta w Tatrach zimą.

Drugi raz na Podhalu, byłem w 2009 roku. Był to całkowicie nieudany wyjazd. Był wrzesień, przez cały tydzień, jak nie deszcz, to śnieg. Sytuację uratowała całodniowa wycieczka na Słowację, gdzie była diametralnie inna pogoda, niż po polskiej stronie Tatr.

Teraz było zdecydowanie lepiej, ale nie uprzedzajmy faktów.

Wędrówkę na Nosal rozpocząłem na Jaszczurówce.

Czy wiesz, że…

Kolory szlaków turystycznych (pieszych, rowerowych, etc., etc.) nie oznaczają stopnia ich trudności? Kolory służą do rozróżniania szlaków np. na mapie, lub w sytuacjach kryzysowych. Szlak zielony może być kilka razy trudniejszy do pokonania niż szlak czarny!

Zielony szlak prowadzi wzdłuż Olczyskiego Potoku i nie powinien przysporzyć problemów, nawet totalnym amatorom (mi ten odcinek nie przysporzył żadnym problemów, a zaliczam się do tej grupy, jeśli chodzi o chodzenie po górach) lub dzieciom, przynajmniej na samym starcie.

Początkowo, na szlaku, oprócz mnie, nie było żywej duszy. Co mnie niezmiernie ucieszyło, bo mogłem w ciszy i spokoju napawać się otaczającą przyrodą i szumem Olczyskiego Potoku. Dopiero później, im bliżej był Nosal, tym spotykałem co raz to więcej osób, choć i tak tłumami to nazwać nie można.

olczyski potok zielony szlak nosal jaszczurówka przemekzwiedza.pl zakopane
Olczyski Potok
nosal góry tatry przemekzwiedza.pl
W drodze na Nosal

Po mniej więcej 45 minutach niezbyt męczącego marszu, dotarłem do Polany Olczyskiej, gdzie szlak zielony krzyżuje się z żółtym. Zielony szlak prowadzi dalej do Polany Kopielec, zaś ten drugi na Nosal, przez Nosalową Przełęcz i tym szlakiem szedłem dalej, po krótkiej przerwie.

polana olczyska węzeł szlaków nosal
Węzeł szlaków na Polanie Olczyskiej
polana olczyska nosal
Polana Olczyska

Od tego momentu, sukcesywnie, idziemy co raz to wyżej, choć oczywiście zdarzają się po drodze zejścia. Po około 50 minutach byłem praktycznie pod szczytem. Od miejsca, w którym robiłem poniższe zdjęcie, szlak prowadzi już ostrzej do góry i zaczyna otwierać się wspaniała panorama na Tatry Zachodnie i Wysokie (przy dobrej pogodzie), w zależności w którą stronę odwróci się głowę.

panorama tatr zachodnich nosal kasprowy wierch giewont kuźnice zakopane przemekzwiedza.pl
Prawie na szczycie. Panorama Tatr Zachodnich. Po lewo Kasprowy Wierch, na prawo Giewont, a w dole Kuźnice

Chwilę tu odsapnąłem i po następnych kilku minutach, zdobyłem Nosal, czyli pierwszą górę w moim życiu. Nosal może nie powala na kolana wysokością (1206 m n.p.m.), ale nie od razu Kraków zbudowano. Być może kiedyś przyjdzie czas nawet na Rysy.

Posiedziałem sobie trochę na szczycie. Odpoczywając, podziwiałem panoramę Tatr, a musicie wiedzieć, że ze szczytu Nosala, przy dobrej pogodzie, widoki są naprawdę przednie. Mam nadzieję, że choć trochę oddałem to na moich zdjęciach. Podobnie jak na szlaku, tłumów na szczycie nie było. Być może dlatego, że było stosunkowo wcześnie. Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to Nosal zdobyłem kilka minut po godzinie dziewiątej.

Panorama Nosal tatry
Panorama na Tatry z Nosala

Kliknij na powyższe zdjęcie, aby wyświetlić je większe.

nosal przemekzwiedza.pl tatry zakopane
Na Nosalu

Ze szczytu schodziłem tą samą drogą, ale tylko do skrzyżowania z zielonym szlakiem (innym niż poprzednio), którym miałem dojść do Kuźnic.

Zdecydowanie szlak ten, jest nudny, zalesiony, więc jest mało widoków, lub raczej powinienem napisać: praktycznie nic nie widać. W jednym bodajże tylko miejscu, drzewa otworzyły widok na Nosal.

szlak nosal tatry kuźnice zakopane przemekzwiedza.pl
Nudny szlak do Kuźnic
nosal zakopane tatry kuźnice przemekzwiedza.pl
Widok na Nosal ze szlaku do Kuźnic

Po kilkunastu minutach niespiesznego marszu, byłem już na dole w Kuźnicach. Usiadłem sobie na kamieniu nad Potokiem Bystra i odpoczywając, zastanawiałem się jednocześnie, gdzie by tu iść w następnej kolejności.

kuźnica nosal zakopane potok bystra tarty przemekzwiedza.pl
Kuźnice – Potok Bystra

Niżej przebieg trasy, którą przeszedłem od Jaszczurówki, przez Nosal, do Kuźnic.

Hala Kondratowa

Kuźnice są idealnym miejscem startu dla wielu kierunków wycieczek. Można stąd wyruszyć na Giewont czy Kasprowy Wierch (pieszo lub kolejką linową – jeśli macie zamiar skorzystać z tej drugiej opcji polecam kupić sobie bilet przez Internet lub w biletomacie pod Gubałówką, lub innym punkcie sprzedaży, bo kolejka do kasy, może zniechęcić…). Ja postanowiłem iść na Halę Kondratową, do schroniska, a potem wrócić tą samą drogą do Kuźnic. Z biegiem czasu, czuję pewien niedosyt, lecz wówczas wydawało się mi, że jak na pierwszy dzień chodzenia po górskich szlakach, będzie to trasa idealna dla mnie.

Dokończyłem kanapkę, uzupełniłem zapasy wody w pobliskim zdroju i rozpocząłem wdrażanie w życie mojego pomysłu.

kolejka kasprowy wierch kuźnice nosal zakopane tatry przemekzwiedza.pl
A może kolejką na Kasprowy Wierch?

Niebieski szlak z Kuźnic do Hali Kondratowej, jest praktycznie na całej swojej długości nudny i nużący. Nudny, bowiem praktycznie cały czas idzie się przez las, który zasłania widoki. Nużący, bowiem idzie się w górę, momentami po kamieniach konkretnych rozmiarów, więc czasami trzeba wysoko podnosić kopytka.

Po kilku minutach od startu, wszedłem na Halę Kalatówki, dawnej hali pasterskiej. Nazwa tego miejsca, pochodzi od dawnych właścicieli – sołtysów Kalaków. Wychodząc zza linii drzew, będąc na skraju hali, zobaczyłem w oddali Kolacką Kopę i Kolackie Koryto. Trochę bliżej i trochę na prawo znajduje się hotel górski. Zrobiłem kilka zdjęć i ruszyłem w dalszą drogę.

Hala Kalatówki nosal kuźnice zakopane tatry przemekzwiedza.pl
Hala Kalatówki

Mniej więcej po 90 minutach od startu w Kuźnicach, stanąłem u podnóża Giewontu, który z tej strony i z takiej odległości wygląda zupełnie inaczej. Do schroniska została ostatnia prosta.

hola kondracka schronisko pttk kopa kondracka przelecz pod kopa kondracka tatry zakopane przemekzwiedza.pl nosal
Ostatnia prosta, już widać schronisko PTTK

Pierwotnie miałem w planach wejść do schroniska na szarlotkę i kawę, ale zniechęciła mnie duża ilość turystów. W porównaniu z Nosalem, tłumy.

Usiadłem na kamieniu i jedząc kanapkę, zacząłem patrzeć sobie na otaczające Dolinę Kondracką szczyty, m.in. Kasprowy Wierch, na Przełęcz pod Kondracką Kopą. Spędziłem tak dobrą godzinę, a potem zebrałem się w drogę powrotną do Kuźnic.

Tak jak wspominałem wyżej, z perspektywy czasu, żałuję, że nie poszedłem jeszcze dalej, na przykład na Przełęcz pod Kondracką Kopą. No cóż, przynajmniej mam cel, na następny raz w Tatrach.

W Kuźnicach byłem mniej więcej po godzinie marszu. Wiadomo, schodzi się zdecydowanie szybciej i łatwiej niż wchodzi. Stąd, można dojechać busem do centrum Zakopanego, ale ja postanowiłem przejść się, bowiem nie byłem aż tak bardzo zmęczony, a i nie lubię wydawać niepotrzebnie pieniędzy. Doszedłem aż do połowy Krupówek, przez które przetaczało się morze turystów. Tam też zjadłem szybki obiad, po czym wróciłem do mojego pensjonatu.

Dzień ten, był w moim odczuciu, bardzo udany. Zdobyłem Nosal, potem zrobiłem sobie spacer na Halę Kondracką. W końcu robiłem to, po co powinno się przyjeżdżać w góry. Chodzić po nich, a nie tylko non stop Krupówki i wlewanie w siebie browarów czy innych trunków, bo ponoć górach lepiej wchodzi.

Tyle na dzisiaj. Na koniec kilka zdjęć z Hali Kondrackiej. Niżej znajduje się mapa z trasą. Kolejna część już niebawem.

przełęcz pod kondracką kopą nosal
Widok na Przełęcz pod Kondracką Kopą
schronisko pttk hala kondratowa nosal
Schronisko PPTK na Hali Kondratowej z innej strony
]]>
https://przygodyprzemka.pl/nosal-i-hala-kondratowa/feed/ 1
Majówka 2018 – Zakopane #1 – dojazd https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-1-dojazd/ https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-1-dojazd/#respond Mon, 28 May 2018 07:22:55 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2849 Był któryś z ponurych, pochmurnych styczniowych dni, zaraz po Nowym Roku. Próbowałem zabić chandrę wywołaną paskudną pogodą i zacząłem planować sobie pierwsze półrocze, nowego, 2018 roku.

[...]

Czytaj więcej from Majówka 2018 – Zakopane #1 – dojazd

]]>
Był któryś z ponurych, pochmurnych styczniowych dni, zaraz po Nowym Roku. Próbowałem zabić chandrę wywołaną paskudną pogodą i zacząłem planować sobie pierwsze półrocze, nowego, 2018 roku.

Kiedy doszedłem w kalendarzu do maja, a więc i do majówki, w pierwszej kolejności, chciałem pojechać znowu w Dolinę Biebrzy. Doszedłem jednak do wniosku, że znowu będę narzekał na niedostatki w sprzęcie optycznym, więc dałem sobie spokój z tą lokalizacją na bliżej nieokreślony czas.

Wtedy też pomyślałem o górach, a konkretnie o Tatrach i Zakopanem, jako bazie noclegowej. Wybrałem sobie termin (30 kwietnia – 6 maja), wybrałem sobie nocleg, opłaciłem zaliczkę i zacząłem sobie organizować środek transportu, bo lubię mieć wszystko wcześniej zaplanowane i przygotowane (oczywiście w miarę możliwości). Nie mając samochodu, oczywistym wyborem dla mnie był pociąg. Wszedłem więc na stronę PKP Intercity i tu zaczęły się schody.

Przeglądając rozkład w styczniu, nie wyszukiwało mi połączeń z Warszawy do Zakopanego, bowiem na początek marca, planowana była korekta rozkładu jazdy. Z resztą w styczniu i tak bym nie kupił biletu, bowiem można to zrobić najwcześniej 30 dni przed planowaną podróżą. W tamtym momencie chodziło mi jedynie o poznanie godziny odjazdu i przyjazdu. Napotykając powyższą przeszkodę, odłożyłem sprawę do mniej więcej połowy marca.

W marcu zonk. Nadal nie wyszukiwało mi połączeń kolejowych ze stolicy do “Zakopca”. Wtedy poznałem chociaż powód: remont torów w Krakowie, obrębie dworca Kraków Główny oraz wstrzymanie ruchu kolejowego na odcinku Kraków – Zakopane z powodu rozbudowy “Zakopianki” (chyba). Stało się dla mnie jasne, że tak łatwo nie dostanę w góry. Czyżby tegoroczna majówka miała okazać się wielkim niewypałem?

Nie mogąc dostać się bezpośrednio w Tatry pociągiem, wybrałem następujący wariant dojazdu i powrotu. Koleją miałem dostać się do Krakowa, a potem autokarem dojechać do Zakopanego.

Przyszedł w końcu dzień wyjazdu. Wstałem koło 3 rano, szybka kawa i śniadanie, zabrałem dzień wcześniej spakowany plecak i ruszyłem na stację kolejową, aby dojechać do Warszawy. Niestety, moja majówka rozpoczęła się tak, jak wyglądało większość zeszłorocznych wyjazdów, czyli od deszczu, ba nawet od burzy. Jednak, gdy wysiadałem z pociągu podmiejskiego na stacji Warszawa Wschodnia, na szczęście już nie padało.

Kilkanaście minut oczekiwania i siedziałem już w pociągu do Krakowa. Po mniej więcej pięciu godzinach podróży (dwie godziny pociąg jechał do Radomia!) byłem już w stolicy Małopolski, na stacji Kraków Płaszów (w związku z remontem na stacji Kraków Główny, większość pociągów jeździło lub jeszcze jeździ objazdem i kończy bieg na wspomnianej stacji).

W pociągu relacji Warszawa Wschodnia - Kraków Płaszów majówka majowka zakopane
W pociągu relacji Warszawa Wschodnia – Kraków Płaszów

Tramwajem linii nr 3 dojechałem do centrum Krakowa, potem spacerek na dworzec autobusowy i godzina czekania na autokar firmy Szwagropol, którym miałem dojechać do Zakopanego. Podróż wspomnianym autobusem miała trwać 2 godziny z hakiem, ale trwała ponad trzy godziny, z uwagi na duży ruch i miejscowe korki na “Zakopiance”.

Po prawie 12 godzinach podróży, w końcu stanąłem u podnóża Tatr. W Centrum Informacji Turystycznej kupiłem jeszcze 7-dniowy bilet na komunikacją miejską i udałem się w końcu w stronę pensjonatu, w którym miałem zarezerwowany pokój.

Po rozliczeniu się z właścicielami, rozpakowaniu plecaka, pojechałem na zakupy, na kilka pierwszych dni, tym bardziej, że następnego dnia było Święto Pracy, więc zdecydowana większość sklepów była zamknięta. Po powrocie do pokoju, udałem się na zasłużony odpoczynek, bo przede mną były 5 dni szlajania się górskich szlakach.

Tak właśnie rozpoczęła się moja, tegoroczna majówka. Już niedługo relacja z drugiego dnia majówki 2018. Będzie przede wszystkim więcej zdjęć.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-1-dojazd/feed/ 0
Kraków w kilka godzin https://przygodyprzemka.pl/krakow-w-kilka-godzin/ https://przygodyprzemka.pl/krakow-w-kilka-godzin/#comments Fri, 09 Mar 2018 08:19:01 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2724 Kraków, to kolejne miasto po Gdańsku i Sandomierzu, na zwiedzenie którego, w 2017 roku, przeznaczyłem jeden dzień, a właściwie to kilka godzin. Odwiedziłem to miasto pierwszy raz, ale z pewnością nie ostatni.

[...]

Czytaj więcej from Kraków w kilka godzin

]]>
Kraków, to kolejne miasto po Gdańsku i Sandomierzu, na zwiedzenie którego, w 2017 roku, przeznaczyłem jeden dzień, a właściwie to kilka godzin. Odwiedziłem to miasto pierwszy raz, ale z pewnością nie ostatni.

Kraków, to jedno z najstarszych polskich miast. Według legendy, gród nad Wisłą, miał założyć książę Krak. Najstarsze, potwierdzone, wzmianki historyczne pochodzą z X wieku. Od 1029 roku, w czasach rozbicia dzielnicowego, Kraków został siedzibą księcia seniora, Kazimierza Odnowiciela. Oficjalną stolicą Polski, stał się jednak dopiero prawie 300 lat później, 20 stycznia 1320 roku, kiedy to w Katedrze Wawelskiej, odbyła się koronacja Władysława Łokietka na króla Polski.

W 1364 roku, powstała Akademia Krakowska, pierwsza polska uczelnia wyższa. W szkole tej, nauki pobierał między innymi Mikołaj Kopernik. Wiek XVI to okres największego rozkwitu miasta. W 1520 roku, rozległo się pierwsze bicie słynnego Dzwonu Zygmunta. W 1596 roku, król Zygmunt III Waza, przeniósł stolicę Polski do Warszawy. Podczas Potopu Szwedzkiego miasto bardzo ucierpiało. Szwedzi zniszczyli wiele zabytków.

W następnych wiekach, Kraków wiele razy zapisywał się na kartach historii Rzeczypospolitej. Na krakowskim Rynku Głównym, nieopodal Wieży Ratuszowej, w 1794 roku ślubował Tadeusz Kościuszko. Działania II wojny światowej, zniszczyły Kraków, ale nie ucierpiał on tak mocno, jak chociażby Warszawa czy Wrocław.

Obecnie miasto przyciąga rzesze turystów z całego świata. Szacuje się, że Kraków odwiedza rocznie ok. 10 milionów turystów.

Darmowy listopad, czyli nie dla psa kiełbasa

Gród Kraka odwiedziłem w listopadzie zeszłego roku. Wybrałem się tam, akurat w tym konkretnym miesiącu, bowiem w listopadzie, siedziby królów Polski w Warszawie i Krakowie, można było zwiedzać bez opłat, w ramach akcji “Darmowy Listopad”. Niestety nie było mi to dane ani w Warszawie, ani w Krakowie. O ile warszawskie królewskie rezydencje zostawiłem sobie na ten rok (o ile wspomniana akcja będzie kontynuowana, jeśli nie, postaram się wykorzystać dni, w które wejścia są darmowe), to Wawel chciałem bardzo zwiedzić (w sensie rezydencje królewskie, bo Katedra Wawelska czy Dzwon Zygmunta to inna para kaloszy).

Królewskie rezydencje na Wawelu, dziennie, może odwiedzić ściśle określona ilość turystów. Podobno, takie są zalecenia konserwatora zabytków. Kiedy ustawiłem się w kolejce do kasy, by odebrać darmową wejściówkę, zobaczyłem, że na wyświetlaczu, na którym pokazywano ilości dostępnych jeszcze wejściówek, zostały ostatnie, pojedyncze, bilety na wszystkie trzy udostępnione wystawy stałe. Spojrzałem na ilość osób przede mną, a potem odwróciłem się na pięcie i opuściłem budynek, w którym ulokowane są kasy.

Po wyjściu na zewnątrz, chwilę zastanawiałem się co zrobić. Po minucie namysłu ruszyłem ku Katedrze Wawelskiej.

Wawel – Katedra Wawelska

Budowlę, którą możemy dzisiaj podziwiać, wybudowano etapami. Najpierw w latach 1320-1346 wzniesiono prezbiterium z obejściem, zaś w latach 1346-1364 powstał korpus nawowy. Pierwsza katedra, została wzniesiona na Wzgórzu Wawelskim po ustanowieniu biskupstwa krakowskiego, a miało to miejsce na zjeździe gnieźnieńskim w 1000 roku. Następna świątynia, została konsekrowana w 1142 roku, lecz spłonęła w 1305 roku. Krypta św. Leonarda oraz dolna część Wieży Srebrnych Dzwonów, to pozostałości drugiej katedry, które przetrwały do naszych czasów.

Katedra Wawelska Kraków
Katedra Wawelska, na pierwszym planie Wieża Srebrnych Dzwonów

Wszedłem do środka. Mimo że nie jestem przesadnie uduchowiony, to lubię zwiedzać zabytkowe świątynie. Od razu można poznać, że to kościół. Do tego jeszcze te wnętrza, bogato zdobione ściany, rzeźby, ołtarze, których próżno szukać w “nowożytnych” kościołach. Czasami, gdy patrzę na dany, współczesny Dom Boży, zastanawiam się, co architekt miał na myśli.

Wnętrza Katedry Wawelskiej są piękne, w tym trzy ołtarze. Ołtarz Główny, przy którym od momentu koronacji Władysława Łokietka w 1320 roku, odbywały się najważniejsze ceremonie państwowe, czyli koronacje, śluby, chrzty i pogrzeby królewskie. Również dzisiaj odprawiane są tu najważniejsze ceremonie. Jest to monumentalny, barokowy ołtarz, z obrazem Chrystusa Ukrzyżowanego, który powstał około 1649 roku. Projekt stworzył włoski architekt Giovanni Battista Gisleni. W czasach, gdy naszym państwem władali monarchowie, obok ołtarza stał tron królewski. Po rozbiorach zamiast niego, ustawiono tron biskupów krakowskich. Ponad tronem, znajduje się się baldachim, zawieszony z okazji koronacji Augusta III Sasa w 1734 roku.

ołtarz główny katedra wawelska kraków przemek zwiedza
Ołtarz Główny w Katedrze Wawelskiej – źródło: pl.wikipedia.org

Drugi ołtarz, znajdujący się na środku Katedry, to tzw. Ara Patriae, czyli Ołtarz Ojczyzny. Spoczywają tu relikwie patrona Polski, św. Stanisława ze Szczepanowa, krakowskiego biskupa męczennika, który jak wiemy z historii (a przynajmniej powinniśmy) został zamordowany w 1079 roku, z rozkazu króla Bolesława Śmiałego.

Modlono się tutaj za pomyślność Ojczyzny, a także zawieszano zdobyte na wrogach chorągwie. Ołtarz ten, powstał w latach 1626-1629, z inicjatywy biskupa Marcina Szyszkowskiego, w stylu wczesnego rzymskiego baroku.

ołtarz św. stanisława katedra wawelska kraków
Ołtarz św. Stanisława – autor Cezary P, źródło: pl.wikipedia.org

Trzeci ołtarz w Katedrze Wawelskiej, to ołtarz Pana Jezusa Ukrzyżowanego. Znajduje się tutaj, słynący z cudów, Czarny Krucyfiks z końca XIV wieku. W tym miejscu, często modliła się św. królowa Jadwiga, dlatego też ołtarz ten jest łączony z kultem świętej. W 1987 roku, umieszczono tu, w trumnie z brązu, relikwie św. Jadwigi.

Niestety w Katedrze Wawelskiej nie wolno robić zdjęć, nawet z wyłączoną lampą błyskową. Dlatego nie mam własnych zdjęć z wnętrza świątyni.

Wawel – Groby Królewskie

Katedra jest także miejscem pochówku polskich monarchów, biskupów krakowskich oraz bohaterów narodowych i wybitnych poetów. Spoczywają tutaj między innymi: Władysław Łokietek, Kazimierz Wielki, Tadeusz Kościuszko, Józef Piłsudski czy Adam Mickiewicz. Niektóre groby znajdują się w górnej części świątyni, pozostałe w podziemnych kryptach.

O ile zwiedzanie Katedry jest bezpłatne, to już za wejście do Grobów Królewskich musimy zapłacić. Jeden bilet wstępu, upoważnia do zwiedzenia trzech miejsc. Są to wspomniane wyżej Gruby Królewskie, Dzwon Zygmunta oraz Muzeum Katedralne, gdzie ostatecznie nie poszedłem.

bilet kraków
Bilet wstępu do Grobów Królewskich, Dzwonu Zygmunta i Muzeum Katedralnego

Koszt biletu normalnego, dla turysty indywidualnego to tylko 12 zł, czyli po 4 zł za każde miejsce. Zważywszy, że w niektórych miejscach w Polsce, cena biletów nijak nie współgra z ofertą danych miejsc, uważam, że cena biletu w tym miejscu jest niska. Studenci, młodzież szkolna, emeryci i renciści, zapłacą jeszcze mniej, bowiem 7 zł. Kasy mieszczą się na zewnątrz, w osobnym budynku, na przeciwko Katedry.

W kryptach również nie wolno robić zdjęć. W sumie, byłoby to i tak bez sensu. Przy tak kiepskim oświetleniu, zdjęcia należałoby długo naświetlać albo skorzystać lampy błyskowej.

Wawel – Dzwon Zygmunta

Po zwiedzeniu Grobów Królewskich, udałem się na Wieżę Zygmuntowską, by na własne oczy zobaczyć najsłynniejszy polski dzwon, zwany Zygmuntem. Na początku podzielę się z Wami dobrą informacją. Wieża Zygmuntowska to jedyne miejsce w Katedrze Wawelskiej, gdzie na legalu, można robić zdjęcia.

Aby dojść do Dzwonu Zygmunta, należy wspiąć się na górę po drewnianych schodach. Miejscami, kiedy jest duży ruch, robią się zatory. Szczególnie przy dzwonach, które mijamy po drodze. Miejscami są również bardzo wąskie przejścia między belkami. Dzwonów na Wieży jest pięć. Oprócz Zygmunta są to:

  • Wacław z 1460 roku, poświęcony św. Wacławowi, zwany także Głownikiem, ponieważ bił na okoliczność ścinania głów sześciu mieszkańcom Krakowa, skazanym za zamordowanie wojewody Andrzeja Tęczyńskiego. Jest to najmniejszy dzwon na Wieży.
  • Kardynał z 1455 roku, dedykowany kardynałowi Zbigniewowi Oleśnickiemu, który jako młody rycerz uczestniczył w bitwie pod Grunwaldem i ocalił życie królowi Władysławowi Jagielle.
  • Urban z ok. 1364 roku, ufundowany przez Kazimierza Wielkiego z wdzięczności dla papieża Urbana V, który wyraził zgodę na otwarcie Akademii Krakowskiej. Dzwon ten, pierwotnie znajdował się w kościele w Niepołomicach. Na Weawl został sprowadzony przez kardynała Oleśnickiego ok. 1450 roku.
  • Stanisław z 1463 roku, dedykowany św. Stanisławowi, patronowi Polski i Katedry Wawelskiej.

Największy dzwon na Wieży, Zygmunt, waży ponad 12 ton. Ufundowany został w 1521 roku, przez króla Zygmunta I Starego. Pierwszy raz można było go usłyszeć  13 lipca 1521 roku na uroczystość św. Małgorzaty. Należy wspomnieć o najważniejszym elemencie dzwonu, czyli o sercu. Oryginalne serce wykuto z żelaza. Służyło 479 lat. W XIX wieku, pękało trzykrotnie i było za każdym razem naprawiane. Ostatni raz uderzało w klosz Zygmunta w Boże Narodzenie w 2000 roku, kiedy to stwierdzono jego czwarte pęknięcie. Postanowiono zastąpić go nowym sercem, które bije od 14 kwietnia 2001 roku.

Dzwon Zygmunta Kraków
Dzwon Zygmunta

Na koniec  ciekawostka. Do 1999 roku, Dzwon Zygmunta był największym polskim dzwonem, kiedy to powstał przewyższający go masą i rozmiarem Dzwon Maryja Bogurodzica, znajdujący się w Bazylice Matki Boskiej Licheńskiej w Licheniu, jako wotum Polaków (wraz z samą bazyliką) za 2000 lat chrześcijaństwa.

Na poniższym zdjęciu, udostępniam Wam wykaz wszystkich dni w roku, w które można usłyszeć Dzwon Zygmunta.

Daty dzwonień Dzwonu Zygmunta kraków
Daty dzwonień Dzwonu Zygmunta

Tadeusz Kościuszko i tajemnicze tabliczki

Po zejściu z Wieży Zygmuntowskiej, zacząłem schodzić ze Wzgórza Wawelskiego. Zmierzałem pod pomnik Smoka Wawelskiego, który chyba jak Wawel, jest obowiązkowym punktem na turystycznej mapie Krakowa.

Z Wawelu schodziłem od strony ulicy Podzamcze, minąwszy pomnik Tadeusza Kościuszki. Monument ten powstał w 1900 roku. Pierwotnie miał stanąć na krakowskim rynku. Kilka lat był przechowywany w magazynie, następnie, kilka lat stał na dziedzińcu budynku straży pożarnej, przy obecnej ulicy Westerplatte. W 1921 roku stanął w końcu na Wawelu, na bastionie króla Władysława IV Wazy.

Pomnik Tadeusza Kościuszki Wawel Kraków
Pomnik Tadeusza Kościuszki

17 lutego 1940 został zniszczony przez Niemców. Dwadzieścia lat później, w 1960 roku, został zrekonstruowany, jako jedyny pomnik w Polsce, odbudowany przez Niemców. Jako dar mieszkańców Drezna, powrócił na swoje dawne miejsce. O tym fakcie przypomina tabliczka, umieszczona na murze wspomnianego bastionu.

Idąc dalej, za Bramą Herbową, minąłem tabliczki osadzone w murze. Osoby, które tak, jak ja, byli/będą pierwszy raz na Wawelu lub w ogóle nie zwracali na nie uwagi, mogą nie wiedzieć, dlaczego one tam się znajdują. Odpowiedź na to pytanie znalazłem w Internecie. Są to tabliczki upamiętniające wszystkie te osoby, które wpłaciły pieniądze na rzecz odnowy Wawelu. Miało to miejsce w okresie międzywojennym. Taką tabliczką upamiętniono każdą osobę, grupę osób, instytucję itd., która wpłaciła wystarczającą kwotę, aby sfinansować jeden dzień prac remontowych. Pierwszymi ofiarodawcami byli Amerykanie: Editha Braun i John F. Forthingham.

tajemnicze tabliczki wawel kraków
Tabliczki, które upamiętniają fundatorów remontu Wawelu w 20-leciu międzywojennym

Smok Wawelski

Po chwili maszerowałem Bulwarem Czerwieńskim, wzdłuż Wisły i w końcu dotarłem pod pomnik Smoka Wawelskiego. Legendę o smoku zna chyba każdy i nie ma potrzeby, abym ją przypominał w tym miejscu. Jeśli jednak, jakimś cudem, ktoś jej nie zna, to odsyłam do wujka Google lub któryś ze zbiorów z legendami polskimi w formie papierowej.

Pomnik Smoka Wawelskiego składa się z dwóch elementów. Rzeźby odlanej z brązu, która osadzona jest na głazie. Monument, autorstwa Bronisława Chromego, został odsłonięty w 1972 roku. Stoi tuż przy wejściu do Smoczej Jamy, którą w okresie od 23 kwietnia do 31 października można zwiedzać.

Smok Wawelski kraków
Smok Wawelski
Wejście do Smoczej Jamy Kraków
Wejście do Smoczej Jamy

Jako kolejną w tym poście ciekawostkę, podam, że w pierwotnej koncepcji, rzeźba Smoka Wawelskiego, miała być częściowo zanurzona w Wiśle. Ostatecznie porzucono ten pomysł, bowiem obawiano się, że przeróżne śmieci, niesione przez nurt rzeki, będą osadzać się na pomniku.

Mimo że, Smok jest niekwestionowaną atrakcją turystyczną Krakowa, to pewnie nie byłby tak popularny, gdyby nie instalacja gazowa, umieszczona wewnątrz rzeźby, która sprawia, że Smok, co kilka minut zieje ogniem.

smok wawelski ogień kraków
Smok Wawelski – pewnie gdyby nie ział ogniem, nie byłby tak popularną atrakcją turystyczną

Droga Królewska – Kraków w pigułce

Postałem dłuższą chwilę pod pomnikiem Smoka Wawelskiego, by zrobić kilka zdjęć, podczas gdy Smok zieje ogniem. Efekty możecie zobaczyć wyżej. Są to dwa, z wielu zdjęć, które wtedy zrobiłem. W końcu zebrałem się do dalszej drogi. Szedłem ulicą Bernardyńską i co jakiś czas zatrzymywałem się, by zrobić użytek ze swojej lustrzanki.

wawel kraków
Wawel od strony ulicy Bernardyńskiej z doskonale widoczną Basztą Sandomierską

Następnie, skierowałem kroku ku ulicy Grodzkiej, którą zamierzałem dojść do Rynku Głównego. Po drodze zatrzymałem się przy jednej z wielu, na krakowskim starym mieście, budek z kultowymi obwarzankami, o które prosiła mnie rodzina.

Od dłuższego czasu, szedłem tzw. Drogą Królewską. Jest to trasa turystyczna, która rozpoczyna się na Placu Matejki, a kończy na Wawelu. Wytyczona została ulicami Floriańską, Rynek Główny, Grodzką, Senacką i Kanoniczną. Niegdyś trakt ten, przemierzały orszaki królewskie, zmierzające na Wzgórze Wawelskie. Dzisiaj, jest to jedna z najbardziej uczęszczany tras turystycznych w mieście, bowiem idąc jej szlakiem, można zobaczyć wszystkie najważniejsze zabytki starego Krakowa.

Wawel Kraków
Wawel, tu kończy się Droga Królewska

Szedłem nią i ja, bowiem odwiedzając Kraków po raz pierwszy, chciałem przede wszystkim zobaczyć te najważniejsze zabytki.

Po krótkiej chwili, doszedłem do Placu św. Marii Magdaleny, gdzie przystanąłem na chwilę, aby sfotografować od zewnątrz kościoły św.św. Piotra i Pawła oraz św. Andrzeja. Po wywołaniu RAW-ów, zdjęcie tej drugiej świątyni, szczególnie przypadło mi do gustu. Moim zdaniem, jest to jedno z najlepszych zdjęć, które kiedykolwiek zrobiłem. Z resztą sami oceńcie i dajcie znać w komentarzu, czy podoba się Wam tak samo, jak mnie.

Kościoł pw. św.św. Piotra i Pawła kraków
Kościół  św.św. Piotra i Pawła
Kościół św. Andrzeja kraków
Kościół św. Andrzeja, wg mnie jedno z najlepszych moich zdjęć ever

Po chwili ruszyłem w dalszą wędrówkę ulicą Grodzką. Kiedy doszedłem do skrzyżowania z ulicą Dominikańską, zrobiłem sobie przerwę na obiad i kawę, ale po 20 minutach, byłem z powrotem na szlaku, a po mniej więcej kolejnych 5 minutach, stanąłem na Rynku Głównym.

Ulica Grodzka kraków
Ulica Grodzka

Rynek Główny – Wieża Ratuszowa

Pierwsze kroki na krakowskim Rynku Głównym, skierowałem ku pochodzącej z XV wieku, gotyckiej Wieży Ratuszowej. Ta 70-metrowa wieża, ocalała ze zburzonego w XIX wieku ratusza. Obecnie mieści się tam oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Wnętrza budynku można zwiedzać od kwietnia od października.

Nieopodal Wieży Ratuszowej, 24 marca 1794 roku, Tadeusz Kościuszko, złożył uroczystą przysięgę, która zainicjowała powstanie narodowe, znane historii jako insurekcję kościuszkowską. O tym wydarzeniu przypominają dwie tablice. Jedna na Wieży, druga kilkadziesiąt metrów dalej, wmurowana w bruk rynku.

Wieża Ratuszowa kraków
Wieża Ratuszowa wieczorową porą

Rynek Główny – Sukiennice

Następnym moim celem były Sukiennice. Kolejny punkt obowiązkowy na turystycznej mapie Krakowa. Dawniej, podobnie zresztą jak i dzisiaj, był to ośrodek handlu. Obecny wygląd zabytku, pochodzi z XIX wieku, kiedy to dokonano renowacji budynku. Sukiennice, to budowla dwukondygnacyjna, choć pierwotnie tak nie było. Na dole znajdują się kramy, tłumnie odwiedzane przez turystów. Na piętrze natomiast, mieści się Galeria Polskiego Malarstwa i Rzeźby XIX wieku.

sukiennice kraków
Sukiennice są tłumnie odwiedzane przez turystów. Można tu kupić m.in. przeróżnej maści pamiątki.

Rynek Główny – Bazylika Mariacka

Kiedy już odszedłem dolną część Sukiennic wzdłuż i wszerz, udałem się do Bazyliki Mariackiej, którą najpierw próbowałem uwiecznić na zdjęciach od zewnątrz. Niestety nie osiągnąłem do końca efektu, który zrodził się w mojej głowie. Na Rynku Głównym trwała budowa jarmarku bożonarodzeniowego, a mi brakowało wolnej przestrzeni, by zrealizować swój pomysł.

Bazylika Mariacka Kraków
Bazylika Mariacka

Postanowiłem zwiedzić środek świątyni, która była budowana na przestrzeni wieków XIII-XV. Bazylika została wybudowana w stylu gotyckim. Front kościoła zdobią dwie wieże (81 m i 69 m). Z tej wyższej, od XIV wieku, grany jest co godzinę Hejnał Mariacki, którego niestety nie dane mi było usłyszeć na żywo, nie przeczę, że nie był grany, pewnie nie zwróciłem na niego uwagi. A uświadomiłem to sobie całkiem nie dawno, kiedy powstawał szkic tego wpisu.

Jak wiemy (a zakładam, że Wiecie), melodia Hejnału urywa się w pewnym momencie. Istnieje legenda, która tłumaczy ten fakt.

Gdy pewnego razu Tatarzy […], doszli aż pod Kraków, strażnik zaczął grać hejnał. Zdążono zamknąć bramy miejskie, ale tatarska strzała przeszyła gardło hejnalisty, nim skończył melodię. Na pamiątkę tego wydarzenia melodia już zawsze urywa się.

Legenda, której fragment przytoczyłem wyżej nie jest stara. Powstała w latach 20. XX wieku. Autorką tej historii jest Aniela Pruszyńska. W formie pisanej, legenda ta, pojawia się po raz pierwszy w powieści Erica P. Kelly’ego pt. “Trębacz z Krakowa”.

Aby usłyszeć Hejnał Mariacki, nie trzeba jednak jechać do Krakowa. Wystarczy włączyć Program I Polskiego Radia. Jest to najstarsza na świecie, cykliczna audycja radiowa. Od 1927 roku, z przerwą w czasie niemieckiej okupacji, codziennie, w samo południe, możemy słuchać Hejnału.

Jako kolejną ciekawostkę, podam, że Hejnał Mariacki został odegrany 18 maja 1944 roku, przez plutonowego Emila Czecha, ogłaszając zwycięstwo polskich żołnierzy w bitwie pod Monte Cassino.

Rozpisałem się o Hejnale, ale wracam już do tematu Bazyliki Mariackiej. Aby móc zwiedzić świątynię, należy kupić bilet. Cena wejściówki-cegiełki to 10 zł. Seniorzy 65+, studenci, młodzież i dzieci mają zniżkę. Ceny biletów to kolejno 8 zł (seniorzy) i 5 zł (pozostali). Bilety należy wykupić w kasie, która znajduje się na przeciwko bocznego wejścia do kościoła. Kiedy chcemy robić zdjęcia lub filmować (bez lampy błyskowej i statywu) musimy dopłacić 5 zł (o ile pamięć mnie nie myli).

To nie koniec ograniczeń. Jako turyści, możemy zwiedzać tylko przednią część Bazyliki, czyli prezbiterium z ołtarzem Wita Stwosza. Do środka wchodzi się bocznym wejściem.

Bazylika Mariacka od strony Sukiennic kraków
Bazylika Mariacka od strony Sukiennic

Wykupiłem dodatkowy bilet, by móc legalnie robić zdjęcia w środku. Jednak, jak się okazało później, zupełnie nie potrzebnie, bowiem późna godzina (bliżej zmroku niż dalej), mizerne oświetlenie wewnątrz, spowodowały, że zdjęcia nie wyszły.

Mimo wszystko, wnętrza kościoła są piękne, jak przeważająca część starych świątyń. W prezbiterium znajduje się najsłynniejszy polski, a największy w Europie, ołtarz. Ołtarz Mariacki, który wykonał Wit Stwosz w latach 1477-1489. Ten swoisty pomnik średniowiecznego kunsztu snycerzy, mierzy 13 m wysokości, a szeroki jest na 11 m. Postaci, które możemy podziwiać na ołtarzu mają wysokość ok. 2,7 m. Wit Stwosz konstrukcję swojego dzieła wykonał z drewna dębowego, rzeźby zaś stworzył z lipy.

Podstawę ołtarza zdobi drzewo genealogiczne Chrystusa i Maryi. Nastawę zdobią cztery skrzydła, dwa zewnętrzne są unieruchomione. Otwarty ołtarz, na skrzydłach, obrazuje tajemnice Radości Maryi – od Zwiastowania do Zesłania Ducha Świętego. W centrum zaś, ukazuje scenę Zaśnięcia Maryi w otoczeniu Apostołów. Wyżej pokazane są sceny z Wniebowzięciem i Koronacją, w asyście św.św. Wojciecha i Stanisława. Kiedy ołtarz jest zamknięty, możemy zobaczyć 12 scen Boleści Maryi.

ołtarz mariacki kraków
Ołtarz Mariacki autorstwa Wita Stwosza

Kraków wieczorową porą

Po obejrzeniu Ołtarza Mariackiego, opuściłem Bazylikę. W zasadzie zakończyłem swoją wycieczkę po Krakowie. Zobaczyłem wszystko to, co chciałem, oprócz rezydencji królewskich. Do pociągu powrotnego miałem jeszcze ponad trzy godziny, postanowiłem pospacerować po Rynku Głównym i wykonać kilka nocnych zdjęć zabytkowego Krakowa. Podczas tej małej “sesji fotograficznej” wróciłem nawet pod Wawel, gdzie raz jeszcze obszedłem Wzgórze Wawelskie dookoła.

sukiennice kraków
Sukiennice wieczorową porą. W tle Bazylika Mariacka
wawel nocą kraków
Wawel nocą. Prawie identyczne zdjęcie macie wyżej, tyle że zrobione jak było jeszcze widno

Swoją wędrówkę po ulicach krakowskiego Starego Miasta, zakończyłem przy Bramie Floriańskiej, gdzie również próbowałem swoich sił w fotografii nocnej. Jednak tutaj wyczerpała się bateria w moim aparacie, a z poniższego zdjęcia nie jestem do końca zadowolony.

brama floriańska kraków
Brama Floriańska

Koniec na dzisiaj. Kraków to niewątpliwie piękne i urokliwe miasto, do którego w przyszłości mam zamiar wrócić, bo przecież Kraków to nie tylko starego miasto i Wawel. Może nawet zrobię to w tym roku? W listopadzie, na krakowskiej Tauron Arenie, ma wystąpić Nightwish, którego jestem wielkim fanem, a nie miałem jeszcze okazji słuchać ich na żywo. Listopadowy weekend w Krakowie? Nie mówię “nie”, ale jak zwykle czas pokaże, jak to będzie!

]]>
https://przygodyprzemka.pl/krakow-w-kilka-godzin/feed/ 2