miejsca kultu – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl - pieszo, rowerem, z aparatem Sat, 31 Jul 2021 11:24:47 +0000 pl-PL hourly 1 https://przygodyprzemka.pl/wp-content/uploads/2020/12/cropped-pzfavn-1-32x32.png miejsca kultu – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl 32 32 Kraków w kilka godzin https://przygodyprzemka.pl/krakow-w-kilka-godzin/ https://przygodyprzemka.pl/krakow-w-kilka-godzin/#comments Fri, 09 Mar 2018 08:19:01 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2724 Kraków, to kolejne miasto po Gdańsku i Sandomierzu, na zwiedzenie którego, w 2017 roku, przeznaczyłem jeden dzień, a właściwie to kilka godzin. Odwiedziłem to miasto pierwszy raz, ale z pewnością nie ostatni.

[...]

Czytaj więcej from Kraków w kilka godzin

]]>
Kraków, to kolejne miasto po Gdańsku i Sandomierzu, na zwiedzenie którego, w 2017 roku, przeznaczyłem jeden dzień, a właściwie to kilka godzin. Odwiedziłem to miasto pierwszy raz, ale z pewnością nie ostatni.

Kraków, to jedno z najstarszych polskich miast. Według legendy, gród nad Wisłą, miał założyć książę Krak. Najstarsze, potwierdzone, wzmianki historyczne pochodzą z X wieku. Od 1029 roku, w czasach rozbicia dzielnicowego, Kraków został siedzibą księcia seniora, Kazimierza Odnowiciela. Oficjalną stolicą Polski, stał się jednak dopiero prawie 300 lat później, 20 stycznia 1320 roku, kiedy to w Katedrze Wawelskiej, odbyła się koronacja Władysława Łokietka na króla Polski.

W 1364 roku, powstała Akademia Krakowska, pierwsza polska uczelnia wyższa. W szkole tej, nauki pobierał między innymi Mikołaj Kopernik. Wiek XVI to okres największego rozkwitu miasta. W 1520 roku, rozległo się pierwsze bicie słynnego Dzwonu Zygmunta. W 1596 roku, król Zygmunt III Waza, przeniósł stolicę Polski do Warszawy. Podczas Potopu Szwedzkiego miasto bardzo ucierpiało. Szwedzi zniszczyli wiele zabytków.

W następnych wiekach, Kraków wiele razy zapisywał się na kartach historii Rzeczypospolitej. Na krakowskim Rynku Głównym, nieopodal Wieży Ratuszowej, w 1794 roku ślubował Tadeusz Kościuszko. Działania II wojny światowej, zniszczyły Kraków, ale nie ucierpiał on tak mocno, jak chociażby Warszawa czy Wrocław.

Obecnie miasto przyciąga rzesze turystów z całego świata. Szacuje się, że Kraków odwiedza rocznie ok. 10 milionów turystów.

Darmowy listopad, czyli nie dla psa kiełbasa

Gród Kraka odwiedziłem w listopadzie zeszłego roku. Wybrałem się tam, akurat w tym konkretnym miesiącu, bowiem w listopadzie, siedziby królów Polski w Warszawie i Krakowie, można było zwiedzać bez opłat, w ramach akcji “Darmowy Listopad”. Niestety nie było mi to dane ani w Warszawie, ani w Krakowie. O ile warszawskie królewskie rezydencje zostawiłem sobie na ten rok (o ile wspomniana akcja będzie kontynuowana, jeśli nie, postaram się wykorzystać dni, w które wejścia są darmowe), to Wawel chciałem bardzo zwiedzić (w sensie rezydencje królewskie, bo Katedra Wawelska czy Dzwon Zygmunta to inna para kaloszy).

Królewskie rezydencje na Wawelu, dziennie, może odwiedzić ściśle określona ilość turystów. Podobno, takie są zalecenia konserwatora zabytków. Kiedy ustawiłem się w kolejce do kasy, by odebrać darmową wejściówkę, zobaczyłem, że na wyświetlaczu, na którym pokazywano ilości dostępnych jeszcze wejściówek, zostały ostatnie, pojedyncze, bilety na wszystkie trzy udostępnione wystawy stałe. Spojrzałem na ilość osób przede mną, a potem odwróciłem się na pięcie i opuściłem budynek, w którym ulokowane są kasy.

Po wyjściu na zewnątrz, chwilę zastanawiałem się co zrobić. Po minucie namysłu ruszyłem ku Katedrze Wawelskiej.

Wawel – Katedra Wawelska

Budowlę, którą możemy dzisiaj podziwiać, wybudowano etapami. Najpierw w latach 1320-1346 wzniesiono prezbiterium z obejściem, zaś w latach 1346-1364 powstał korpus nawowy. Pierwsza katedra, została wzniesiona na Wzgórzu Wawelskim po ustanowieniu biskupstwa krakowskiego, a miało to miejsce na zjeździe gnieźnieńskim w 1000 roku. Następna świątynia, została konsekrowana w 1142 roku, lecz spłonęła w 1305 roku. Krypta św. Leonarda oraz dolna część Wieży Srebrnych Dzwonów, to pozostałości drugiej katedry, które przetrwały do naszych czasów.

Katedra Wawelska Kraków
Katedra Wawelska, na pierwszym planie Wieża Srebrnych Dzwonów

Wszedłem do środka. Mimo że nie jestem przesadnie uduchowiony, to lubię zwiedzać zabytkowe świątynie. Od razu można poznać, że to kościół. Do tego jeszcze te wnętrza, bogato zdobione ściany, rzeźby, ołtarze, których próżno szukać w “nowożytnych” kościołach. Czasami, gdy patrzę na dany, współczesny Dom Boży, zastanawiam się, co architekt miał na myśli.

Wnętrza Katedry Wawelskiej są piękne, w tym trzy ołtarze. Ołtarz Główny, przy którym od momentu koronacji Władysława Łokietka w 1320 roku, odbywały się najważniejsze ceremonie państwowe, czyli koronacje, śluby, chrzty i pogrzeby królewskie. Również dzisiaj odprawiane są tu najważniejsze ceremonie. Jest to monumentalny, barokowy ołtarz, z obrazem Chrystusa Ukrzyżowanego, który powstał około 1649 roku. Projekt stworzył włoski architekt Giovanni Battista Gisleni. W czasach, gdy naszym państwem władali monarchowie, obok ołtarza stał tron królewski. Po rozbiorach zamiast niego, ustawiono tron biskupów krakowskich. Ponad tronem, znajduje się się baldachim, zawieszony z okazji koronacji Augusta III Sasa w 1734 roku.

ołtarz główny katedra wawelska kraków przemek zwiedza
Ołtarz Główny w Katedrze Wawelskiej – źródło: pl.wikipedia.org

Drugi ołtarz, znajdujący się na środku Katedry, to tzw. Ara Patriae, czyli Ołtarz Ojczyzny. Spoczywają tu relikwie patrona Polski, św. Stanisława ze Szczepanowa, krakowskiego biskupa męczennika, który jak wiemy z historii (a przynajmniej powinniśmy) został zamordowany w 1079 roku, z rozkazu króla Bolesława Śmiałego.

Modlono się tutaj za pomyślność Ojczyzny, a także zawieszano zdobyte na wrogach chorągwie. Ołtarz ten, powstał w latach 1626-1629, z inicjatywy biskupa Marcina Szyszkowskiego, w stylu wczesnego rzymskiego baroku.

ołtarz św. stanisława katedra wawelska kraków
Ołtarz św. Stanisława – autor Cezary P, źródło: pl.wikipedia.org

Trzeci ołtarz w Katedrze Wawelskiej, to ołtarz Pana Jezusa Ukrzyżowanego. Znajduje się tutaj, słynący z cudów, Czarny Krucyfiks z końca XIV wieku. W tym miejscu, często modliła się św. królowa Jadwiga, dlatego też ołtarz ten jest łączony z kultem świętej. W 1987 roku, umieszczono tu, w trumnie z brązu, relikwie św. Jadwigi.

Niestety w Katedrze Wawelskiej nie wolno robić zdjęć, nawet z wyłączoną lampą błyskową. Dlatego nie mam własnych zdjęć z wnętrza świątyni.

Wawel – Groby Królewskie

Katedra jest także miejscem pochówku polskich monarchów, biskupów krakowskich oraz bohaterów narodowych i wybitnych poetów. Spoczywają tutaj między innymi: Władysław Łokietek, Kazimierz Wielki, Tadeusz Kościuszko, Józef Piłsudski czy Adam Mickiewicz. Niektóre groby znajdują się w górnej części świątyni, pozostałe w podziemnych kryptach.

O ile zwiedzanie Katedry jest bezpłatne, to już za wejście do Grobów Królewskich musimy zapłacić. Jeden bilet wstępu, upoważnia do zwiedzenia trzech miejsc. Są to wspomniane wyżej Gruby Królewskie, Dzwon Zygmunta oraz Muzeum Katedralne, gdzie ostatecznie nie poszedłem.

bilet kraków
Bilet wstępu do Grobów Królewskich, Dzwonu Zygmunta i Muzeum Katedralnego

Koszt biletu normalnego, dla turysty indywidualnego to tylko 12 zł, czyli po 4 zł za każde miejsce. Zważywszy, że w niektórych miejscach w Polsce, cena biletów nijak nie współgra z ofertą danych miejsc, uważam, że cena biletu w tym miejscu jest niska. Studenci, młodzież szkolna, emeryci i renciści, zapłacą jeszcze mniej, bowiem 7 zł. Kasy mieszczą się na zewnątrz, w osobnym budynku, na przeciwko Katedry.

W kryptach również nie wolno robić zdjęć. W sumie, byłoby to i tak bez sensu. Przy tak kiepskim oświetleniu, zdjęcia należałoby długo naświetlać albo skorzystać lampy błyskowej.

Wawel – Dzwon Zygmunta

Po zwiedzeniu Grobów Królewskich, udałem się na Wieżę Zygmuntowską, by na własne oczy zobaczyć najsłynniejszy polski dzwon, zwany Zygmuntem. Na początku podzielę się z Wami dobrą informacją. Wieża Zygmuntowska to jedyne miejsce w Katedrze Wawelskiej, gdzie na legalu, można robić zdjęcia.

Aby dojść do Dzwonu Zygmunta, należy wspiąć się na górę po drewnianych schodach. Miejscami, kiedy jest duży ruch, robią się zatory. Szczególnie przy dzwonach, które mijamy po drodze. Miejscami są również bardzo wąskie przejścia między belkami. Dzwonów na Wieży jest pięć. Oprócz Zygmunta są to:

  • Wacław z 1460 roku, poświęcony św. Wacławowi, zwany także Głownikiem, ponieważ bił na okoliczność ścinania głów sześciu mieszkańcom Krakowa, skazanym za zamordowanie wojewody Andrzeja Tęczyńskiego. Jest to najmniejszy dzwon na Wieży.
  • Kardynał z 1455 roku, dedykowany kardynałowi Zbigniewowi Oleśnickiemu, który jako młody rycerz uczestniczył w bitwie pod Grunwaldem i ocalił życie królowi Władysławowi Jagielle.
  • Urban z ok. 1364 roku, ufundowany przez Kazimierza Wielkiego z wdzięczności dla papieża Urbana V, który wyraził zgodę na otwarcie Akademii Krakowskiej. Dzwon ten, pierwotnie znajdował się w kościele w Niepołomicach. Na Weawl został sprowadzony przez kardynała Oleśnickiego ok. 1450 roku.
  • Stanisław z 1463 roku, dedykowany św. Stanisławowi, patronowi Polski i Katedry Wawelskiej.

Największy dzwon na Wieży, Zygmunt, waży ponad 12 ton. Ufundowany został w 1521 roku, przez króla Zygmunta I Starego. Pierwszy raz można było go usłyszeć  13 lipca 1521 roku na uroczystość św. Małgorzaty. Należy wspomnieć o najważniejszym elemencie dzwonu, czyli o sercu. Oryginalne serce wykuto z żelaza. Służyło 479 lat. W XIX wieku, pękało trzykrotnie i było za każdym razem naprawiane. Ostatni raz uderzało w klosz Zygmunta w Boże Narodzenie w 2000 roku, kiedy to stwierdzono jego czwarte pęknięcie. Postanowiono zastąpić go nowym sercem, które bije od 14 kwietnia 2001 roku.

Dzwon Zygmunta Kraków
Dzwon Zygmunta

Na koniec  ciekawostka. Do 1999 roku, Dzwon Zygmunta był największym polskim dzwonem, kiedy to powstał przewyższający go masą i rozmiarem Dzwon Maryja Bogurodzica, znajdujący się w Bazylice Matki Boskiej Licheńskiej w Licheniu, jako wotum Polaków (wraz z samą bazyliką) za 2000 lat chrześcijaństwa.

Na poniższym zdjęciu, udostępniam Wam wykaz wszystkich dni w roku, w które można usłyszeć Dzwon Zygmunta.

Daty dzwonień Dzwonu Zygmunta kraków
Daty dzwonień Dzwonu Zygmunta

Tadeusz Kościuszko i tajemnicze tabliczki

Po zejściu z Wieży Zygmuntowskiej, zacząłem schodzić ze Wzgórza Wawelskiego. Zmierzałem pod pomnik Smoka Wawelskiego, który chyba jak Wawel, jest obowiązkowym punktem na turystycznej mapie Krakowa.

Z Wawelu schodziłem od strony ulicy Podzamcze, minąwszy pomnik Tadeusza Kościuszki. Monument ten powstał w 1900 roku. Pierwotnie miał stanąć na krakowskim rynku. Kilka lat był przechowywany w magazynie, następnie, kilka lat stał na dziedzińcu budynku straży pożarnej, przy obecnej ulicy Westerplatte. W 1921 roku stanął w końcu na Wawelu, na bastionie króla Władysława IV Wazy.

Pomnik Tadeusza Kościuszki Wawel Kraków
Pomnik Tadeusza Kościuszki

17 lutego 1940 został zniszczony przez Niemców. Dwadzieścia lat później, w 1960 roku, został zrekonstruowany, jako jedyny pomnik w Polsce, odbudowany przez Niemców. Jako dar mieszkańców Drezna, powrócił na swoje dawne miejsce. O tym fakcie przypomina tabliczka, umieszczona na murze wspomnianego bastionu.

Idąc dalej, za Bramą Herbową, minąłem tabliczki osadzone w murze. Osoby, które tak, jak ja, byli/będą pierwszy raz na Wawelu lub w ogóle nie zwracali na nie uwagi, mogą nie wiedzieć, dlaczego one tam się znajdują. Odpowiedź na to pytanie znalazłem w Internecie. Są to tabliczki upamiętniające wszystkie te osoby, które wpłaciły pieniądze na rzecz odnowy Wawelu. Miało to miejsce w okresie międzywojennym. Taką tabliczką upamiętniono każdą osobę, grupę osób, instytucję itd., która wpłaciła wystarczającą kwotę, aby sfinansować jeden dzień prac remontowych. Pierwszymi ofiarodawcami byli Amerykanie: Editha Braun i John F. Forthingham.

tajemnicze tabliczki wawel kraków
Tabliczki, które upamiętniają fundatorów remontu Wawelu w 20-leciu międzywojennym

Smok Wawelski

Po chwili maszerowałem Bulwarem Czerwieńskim, wzdłuż Wisły i w końcu dotarłem pod pomnik Smoka Wawelskiego. Legendę o smoku zna chyba każdy i nie ma potrzeby, abym ją przypominał w tym miejscu. Jeśli jednak, jakimś cudem, ktoś jej nie zna, to odsyłam do wujka Google lub któryś ze zbiorów z legendami polskimi w formie papierowej.

Pomnik Smoka Wawelskiego składa się z dwóch elementów. Rzeźby odlanej z brązu, która osadzona jest na głazie. Monument, autorstwa Bronisława Chromego, został odsłonięty w 1972 roku. Stoi tuż przy wejściu do Smoczej Jamy, którą w okresie od 23 kwietnia do 31 października można zwiedzać.

Smok Wawelski kraków
Smok Wawelski
Wejście do Smoczej Jamy Kraków
Wejście do Smoczej Jamy

Jako kolejną w tym poście ciekawostkę, podam, że w pierwotnej koncepcji, rzeźba Smoka Wawelskiego, miała być częściowo zanurzona w Wiśle. Ostatecznie porzucono ten pomysł, bowiem obawiano się, że przeróżne śmieci, niesione przez nurt rzeki, będą osadzać się na pomniku.

Mimo że, Smok jest niekwestionowaną atrakcją turystyczną Krakowa, to pewnie nie byłby tak popularny, gdyby nie instalacja gazowa, umieszczona wewnątrz rzeźby, która sprawia, że Smok, co kilka minut zieje ogniem.

smok wawelski ogień kraków
Smok Wawelski – pewnie gdyby nie ział ogniem, nie byłby tak popularną atrakcją turystyczną

Droga Królewska – Kraków w pigułce

Postałem dłuższą chwilę pod pomnikiem Smoka Wawelskiego, by zrobić kilka zdjęć, podczas gdy Smok zieje ogniem. Efekty możecie zobaczyć wyżej. Są to dwa, z wielu zdjęć, które wtedy zrobiłem. W końcu zebrałem się do dalszej drogi. Szedłem ulicą Bernardyńską i co jakiś czas zatrzymywałem się, by zrobić użytek ze swojej lustrzanki.

wawel kraków
Wawel od strony ulicy Bernardyńskiej z doskonale widoczną Basztą Sandomierską

Następnie, skierowałem kroku ku ulicy Grodzkiej, którą zamierzałem dojść do Rynku Głównego. Po drodze zatrzymałem się przy jednej z wielu, na krakowskim starym mieście, budek z kultowymi obwarzankami, o które prosiła mnie rodzina.

Od dłuższego czasu, szedłem tzw. Drogą Królewską. Jest to trasa turystyczna, która rozpoczyna się na Placu Matejki, a kończy na Wawelu. Wytyczona została ulicami Floriańską, Rynek Główny, Grodzką, Senacką i Kanoniczną. Niegdyś trakt ten, przemierzały orszaki królewskie, zmierzające na Wzgórze Wawelskie. Dzisiaj, jest to jedna z najbardziej uczęszczany tras turystycznych w mieście, bowiem idąc jej szlakiem, można zobaczyć wszystkie najważniejsze zabytki starego Krakowa.

Wawel Kraków
Wawel, tu kończy się Droga Królewska

Szedłem nią i ja, bowiem odwiedzając Kraków po raz pierwszy, chciałem przede wszystkim zobaczyć te najważniejsze zabytki.

Po krótkiej chwili, doszedłem do Placu św. Marii Magdaleny, gdzie przystanąłem na chwilę, aby sfotografować od zewnątrz kościoły św.św. Piotra i Pawła oraz św. Andrzeja. Po wywołaniu RAW-ów, zdjęcie tej drugiej świątyni, szczególnie przypadło mi do gustu. Moim zdaniem, jest to jedno z najlepszych zdjęć, które kiedykolwiek zrobiłem. Z resztą sami oceńcie i dajcie znać w komentarzu, czy podoba się Wam tak samo, jak mnie.

Kościoł pw. św.św. Piotra i Pawła kraków
Kościół  św.św. Piotra i Pawła
Kościół św. Andrzeja kraków
Kościół św. Andrzeja, wg mnie jedno z najlepszych moich zdjęć ever

Po chwili ruszyłem w dalszą wędrówkę ulicą Grodzką. Kiedy doszedłem do skrzyżowania z ulicą Dominikańską, zrobiłem sobie przerwę na obiad i kawę, ale po 20 minutach, byłem z powrotem na szlaku, a po mniej więcej kolejnych 5 minutach, stanąłem na Rynku Głównym.

Ulica Grodzka kraków
Ulica Grodzka

Rynek Główny – Wieża Ratuszowa

Pierwsze kroki na krakowskim Rynku Głównym, skierowałem ku pochodzącej z XV wieku, gotyckiej Wieży Ratuszowej. Ta 70-metrowa wieża, ocalała ze zburzonego w XIX wieku ratusza. Obecnie mieści się tam oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Wnętrza budynku można zwiedzać od kwietnia od października.

Nieopodal Wieży Ratuszowej, 24 marca 1794 roku, Tadeusz Kościuszko, złożył uroczystą przysięgę, która zainicjowała powstanie narodowe, znane historii jako insurekcję kościuszkowską. O tym wydarzeniu przypominają dwie tablice. Jedna na Wieży, druga kilkadziesiąt metrów dalej, wmurowana w bruk rynku.

Wieża Ratuszowa kraków
Wieża Ratuszowa wieczorową porą

Rynek Główny – Sukiennice

Następnym moim celem były Sukiennice. Kolejny punkt obowiązkowy na turystycznej mapie Krakowa. Dawniej, podobnie zresztą jak i dzisiaj, był to ośrodek handlu. Obecny wygląd zabytku, pochodzi z XIX wieku, kiedy to dokonano renowacji budynku. Sukiennice, to budowla dwukondygnacyjna, choć pierwotnie tak nie było. Na dole znajdują się kramy, tłumnie odwiedzane przez turystów. Na piętrze natomiast, mieści się Galeria Polskiego Malarstwa i Rzeźby XIX wieku.

sukiennice kraków
Sukiennice są tłumnie odwiedzane przez turystów. Można tu kupić m.in. przeróżnej maści pamiątki.

Rynek Główny – Bazylika Mariacka

Kiedy już odszedłem dolną część Sukiennic wzdłuż i wszerz, udałem się do Bazyliki Mariackiej, którą najpierw próbowałem uwiecznić na zdjęciach od zewnątrz. Niestety nie osiągnąłem do końca efektu, który zrodził się w mojej głowie. Na Rynku Głównym trwała budowa jarmarku bożonarodzeniowego, a mi brakowało wolnej przestrzeni, by zrealizować swój pomysł.

Bazylika Mariacka Kraków
Bazylika Mariacka

Postanowiłem zwiedzić środek świątyni, która była budowana na przestrzeni wieków XIII-XV. Bazylika została wybudowana w stylu gotyckim. Front kościoła zdobią dwie wieże (81 m i 69 m). Z tej wyższej, od XIV wieku, grany jest co godzinę Hejnał Mariacki, którego niestety nie dane mi było usłyszeć na żywo, nie przeczę, że nie był grany, pewnie nie zwróciłem na niego uwagi. A uświadomiłem to sobie całkiem nie dawno, kiedy powstawał szkic tego wpisu.

Jak wiemy (a zakładam, że Wiecie), melodia Hejnału urywa się w pewnym momencie. Istnieje legenda, która tłumaczy ten fakt.

Gdy pewnego razu Tatarzy […], doszli aż pod Kraków, strażnik zaczął grać hejnał. Zdążono zamknąć bramy miejskie, ale tatarska strzała przeszyła gardło hejnalisty, nim skończył melodię. Na pamiątkę tego wydarzenia melodia już zawsze urywa się.

Legenda, której fragment przytoczyłem wyżej nie jest stara. Powstała w latach 20. XX wieku. Autorką tej historii jest Aniela Pruszyńska. W formie pisanej, legenda ta, pojawia się po raz pierwszy w powieści Erica P. Kelly’ego pt. “Trębacz z Krakowa”.

Aby usłyszeć Hejnał Mariacki, nie trzeba jednak jechać do Krakowa. Wystarczy włączyć Program I Polskiego Radia. Jest to najstarsza na świecie, cykliczna audycja radiowa. Od 1927 roku, z przerwą w czasie niemieckiej okupacji, codziennie, w samo południe, możemy słuchać Hejnału.

Jako kolejną ciekawostkę, podam, że Hejnał Mariacki został odegrany 18 maja 1944 roku, przez plutonowego Emila Czecha, ogłaszając zwycięstwo polskich żołnierzy w bitwie pod Monte Cassino.

Rozpisałem się o Hejnale, ale wracam już do tematu Bazyliki Mariackiej. Aby móc zwiedzić świątynię, należy kupić bilet. Cena wejściówki-cegiełki to 10 zł. Seniorzy 65+, studenci, młodzież i dzieci mają zniżkę. Ceny biletów to kolejno 8 zł (seniorzy) i 5 zł (pozostali). Bilety należy wykupić w kasie, która znajduje się na przeciwko bocznego wejścia do kościoła. Kiedy chcemy robić zdjęcia lub filmować (bez lampy błyskowej i statywu) musimy dopłacić 5 zł (o ile pamięć mnie nie myli).

To nie koniec ograniczeń. Jako turyści, możemy zwiedzać tylko przednią część Bazyliki, czyli prezbiterium z ołtarzem Wita Stwosza. Do środka wchodzi się bocznym wejściem.

Bazylika Mariacka od strony Sukiennic kraków
Bazylika Mariacka od strony Sukiennic

Wykupiłem dodatkowy bilet, by móc legalnie robić zdjęcia w środku. Jednak, jak się okazało później, zupełnie nie potrzebnie, bowiem późna godzina (bliżej zmroku niż dalej), mizerne oświetlenie wewnątrz, spowodowały, że zdjęcia nie wyszły.

Mimo wszystko, wnętrza kościoła są piękne, jak przeważająca część starych świątyń. W prezbiterium znajduje się najsłynniejszy polski, a największy w Europie, ołtarz. Ołtarz Mariacki, który wykonał Wit Stwosz w latach 1477-1489. Ten swoisty pomnik średniowiecznego kunsztu snycerzy, mierzy 13 m wysokości, a szeroki jest na 11 m. Postaci, które możemy podziwiać na ołtarzu mają wysokość ok. 2,7 m. Wit Stwosz konstrukcję swojego dzieła wykonał z drewna dębowego, rzeźby zaś stworzył z lipy.

Podstawę ołtarza zdobi drzewo genealogiczne Chrystusa i Maryi. Nastawę zdobią cztery skrzydła, dwa zewnętrzne są unieruchomione. Otwarty ołtarz, na skrzydłach, obrazuje tajemnice Radości Maryi – od Zwiastowania do Zesłania Ducha Świętego. W centrum zaś, ukazuje scenę Zaśnięcia Maryi w otoczeniu Apostołów. Wyżej pokazane są sceny z Wniebowzięciem i Koronacją, w asyście św.św. Wojciecha i Stanisława. Kiedy ołtarz jest zamknięty, możemy zobaczyć 12 scen Boleści Maryi.

ołtarz mariacki kraków
Ołtarz Mariacki autorstwa Wita Stwosza

Kraków wieczorową porą

Po obejrzeniu Ołtarza Mariackiego, opuściłem Bazylikę. W zasadzie zakończyłem swoją wycieczkę po Krakowie. Zobaczyłem wszystko to, co chciałem, oprócz rezydencji królewskich. Do pociągu powrotnego miałem jeszcze ponad trzy godziny, postanowiłem pospacerować po Rynku Głównym i wykonać kilka nocnych zdjęć zabytkowego Krakowa. Podczas tej małej “sesji fotograficznej” wróciłem nawet pod Wawel, gdzie raz jeszcze obszedłem Wzgórze Wawelskie dookoła.

sukiennice kraków
Sukiennice wieczorową porą. W tle Bazylika Mariacka
wawel nocą kraków
Wawel nocą. Prawie identyczne zdjęcie macie wyżej, tyle że zrobione jak było jeszcze widno

Swoją wędrówkę po ulicach krakowskiego Starego Miasta, zakończyłem przy Bramie Floriańskiej, gdzie również próbowałem swoich sił w fotografii nocnej. Jednak tutaj wyczerpała się bateria w moim aparacie, a z poniższego zdjęcia nie jestem do końca zadowolony.

brama floriańska kraków
Brama Floriańska

Koniec na dzisiaj. Kraków to niewątpliwie piękne i urokliwe miasto, do którego w przyszłości mam zamiar wrócić, bo przecież Kraków to nie tylko starego miasto i Wawel. Może nawet zrobię to w tym roku? W listopadzie, na krakowskiej Tauron Arenie, ma wystąpić Nightwish, którego jestem wielkim fanem, a nie miałem jeszcze okazji słuchać ich na żywo. Listopadowy weekend w Krakowie? Nie mówię “nie”, ale jak zwykle czas pokaże, jak to będzie!

]]>
https://przygodyprzemka.pl/krakow-w-kilka-godzin/feed/ 2
Sandomierz – polski Rzym #3 https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-3/ https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-3/#respond Tue, 31 Oct 2017 08:43:26 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2447 Nadszedł czas na trzecią, ostatnią część opowieści o moim pobycie w Sandomierzu. Poprzednie są dostępne tutaj: Część 1, Część 2.

[...]

Czytaj więcej from Sandomierz – polski Rzym #3

]]>
Nadszedł czas na trzecią, ostatnią część opowieści o moim pobycie w Sandomierzu. Poprzednie są dostępne tutaj: Część 1, Część 2.

Pierwotnie planowałem ten post na początek października, ale pogoda za oknem wprowadziła mnie w stan podobny do otępienia. Do tego jeszcze natłok pracy oraz zapalenie zatok. To wszystko spowodowało, że nie miałem ochoty na pisanie. Dość jednak użalania się nad sobą, trzeba się ogarnąć i działać :).

Nauka chodzenia po… błocie

Po opuszczeniu terenu kościoła św. Jakuba, ruszyłem ku Wąwozowi Królowej Jadwigi. Jest to prawie półkilometrowy, lessowy wąwóz. Przez przewodniki uznany za najpiękniejszy w mieście. Strome, wysokie (do prawie 10 metrów) ściany, gęsto porośnięte są drzewami i krzewami. Pięknie musi być tutaj w lecie, gdy wszystko jest już rozwinięte, a także podczas naszej Złotej Polskiej Jesieni, która w tym roku, trwała może jakiś tydzień. Jak wiecie albo dopiero się dowiecie, byłem w Sandomierzu na początku maja, kiedy to przyroda, dopiero budziła się do życia, a i aura była nie za ciekawa.

Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
Wąwóz Królowej Jadwigi – przyroda dopiero się budzi

Było mokro, więc przejście wąwozu było utrudnione, z uwagi na błoto. Miejscami było naprawdę hardcorowo. Szczególnie na samym końcu, tuż przy ulicy Krakowskiej. Morze błota.

Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
Odsłonięte korzenie drzew w Wąwowie Królowej Jadwigi
Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
Korzenie raz jeszcze, niektóre wyglądały spektakularnie
Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
W niektórych miejscach, trzeba było bardzo uważnie iść, aby nie wylądować na czterech literach w błocie.

Wielu zawracało. Nieliczni, w tym i ja, postanowiło przejść całą trasę i nie odpuszczać przy samym końcu. Niektórzy, wylądowali niestety na czterech literach, próbując minąć największe błoto stromymi ścianami, gdzie wcale nie było lepiej.

Tym, którym udało się pokonać wąwóz, kolejne minuty musieli poświęcić na doprowadzenie się do porządku. W szczególności buty, bo te najbardziej ucierpiały.

Wąwóz Królowej Jadwigi Sandomierz
“Morze błota” tuż przy wylocie wąwozu, przy ulicy Krakowskiej

Rejs z Marią

Kiedy jako tako pozbyłem się błota z butów, ruszyłem ku Wiśle, gdzie znajdował się ostatni punkt wycieczki po Sandomierzu. Wtedy miał to być tak naprawdę przedostatni etap, ale potem okazało się co innego.

Miałem zamiar odbyć rejs statkiem wycieczkowym po Wiśle. Pogoda nie nadawała się zbytnio do tego, ale mimo wszystko, nie chciałem rezygnować. Stan Wisły był dość wysoki, jak się potem okazało, dzień mojego pobytu w Sandomierzu, był pierwszym dniem sezonu. Wcześniej statki wycieczkowe nie pływały, z uwagi na wysoki stan Królowej Polskich Rzek.

Rybitwa rzeczna Sandomierz
Rybitwa rzeczna

Po dojściu na nabrzeże nie zastałem statku. Po paru minutach, mimo sporej liczby ludzi, myślałem dać za wygraną. Kiedy miałem już odwracać się na pięcie i ruszać do samochodu, zobaczyłem statek “Maria”, wracający z poprzedniego rejsu.

Statek Maria Sandomierz
Statek “Maria” wraca z poprzedniej wycieczki

Dobicie do brzegu i wymiana pasażerów trwała kilka minut. Za bilet zapłaciłem 10 lub 12 zł, nie pamiętam już. Bilety kupuje się u Kapitana, przy wejściu na jednostkę.

Do wyboru mamy dwa pokłady. Dolny, osłonięty od wiatru i deszczu oraz górny, który wybrałem, ponieważ chciałem robić zdjęcia, a przez szybę to trochę kiepsko. Wybór miejsc jest przypadkowy, obowiązuje zasada: “Kto pierwszy, ten lepszy”. Większość ludzi wybrała górny pokład, a tylko nie liczni usiedli na dole. Potem, gdy “Maria” pruła wody Wisły (pruła, to może nie zbyt dobre określenie dla tempa spacerowego, ale miało wprowadzić Was w nastrój marinistyczny), nastąpiło przetasowanie wśród współpasażerów. Niektórzy zmarzli, więc zeszli na dół, niektórzy chcieli mieć lepszy widok, więc weszli na górny pokład.

Statek Maria Sandomierz
Odbiliśmy od brzegu, a tam kolejni chętni na wycieczkowy rejs po Wiśle

Kiedy odbiliśmy od brzegu, płynęliśmy najpierw w górę rzeki, czyli pod prąd. Kapitan “Marii” opowiadał w międzyczasie historię Sandomierza. Po dopłynięciu do ujścia rzeki Koprzywianki, statek wykonał nawrót i płynęliśmy teraz w dół Wisły.

Statek Maria Sandomierz
Na środku Wisły (prawie), najpierw w dół rzeki…

Minęliśmy nabrzeże, z którego startowaliśmy, następnie most na Wiśle, a po paruset metrach, kolejny nawrót i powrót do “portu”.

Sandomierz z poziomu statku
Sandomierz z poziomu statku

Rejs trwał kilkadziesiąt minut, trochę krótki, jak dla mnie. Gdyby pogoda była lepsza, odczucia wizualne byłyby pewnie dużo lepsze. Wybrałem się w ten rejs przede wszystkim dlatego, ponieważ liczyłem na obserwacje ptactwa wodnego. Tego jednak jak na lekarstwo. Oprócz “wodnego standardu”, czyli mew śmieszek, rybitw rzecznych i kaczek krzyżówek, udało się mi zaobserwować kilka czajek, które jednak były zbyt daleko, abym mógł podzielić się z Wami, przyzwoitym zdjęciem. Czasami nad głowami przeleciała kawka. Podziwianie panoramy Sandomierza z poziomu Wisły, również byłoby lepsze, gdyby nad miastem nie wisiały ołowiane chmury, które w każdym momencie mogły zacząć bombardować nas kroplami deszczu.

Statek Maria Sandomierz
Statek “Maria” przy brzegu

Po zejściu ze statku, udałem się w drogę powrotną do samochodu. Zrobiłem sobie krótką przerwę na rynku. Akurat trafiłem na zmianę warty przy kolumnie z posągiem Madonny Niepokalanej z 1776 roku. Wartę można zobaczyć w każdy weekend i święta. Tworzą ją “rycerze” w historycznych strojach. Uroczysta zmiana warty następuje co godzinę.

Uroczysta zmiana warty Sandomierz
Uroczysta zmiana warty
ratusz sandomierz
Zabytkowy ratusz na sandomierskim rynku
sandomierz rynek
Sandomierski rynek

Po drodze, już po opuszczeniu starówki, podjąłem drugą dzisiaj próbę zwiedzenia kościoła św. Józefa. Znowu nie było mi to dane. Lada moment miała rozpocząć się msza, więc odpuściłem sobie to miejsce. Może do następnego razu?

To już koniec opowieści o Sandomierzu. Wycieczkę zaliczam do udanych, mimo nie sprzyjających warunków atmosferycznych. Z pewnością kiedyś tutaj wrócę, bo do zwiedzania są również okolice Sandomierza, chociażby Góry Pieprzowe.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-3/feed/ 0
Sandomierz – polski Rzym #2 https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/ https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/#respond Sat, 16 Sep 2017 16:48:06 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2385 Zapraszam na drugą część opowiadania, o moim jednodniowym pobycie w mieście Sandomierz.

[...]

Czytaj więcej from Sandomierz – polski Rzym #2

]]>
Zapraszam na drugą część opowiadania, o moim jednodniowym pobycie w mieście Sandomierz.

Po opuszczeniu “Świata Ojca Mateusza”, ruszyłem ku katedrze. Szedłem ulicą Zamkową, aż dotarłem do Furty Dominikańskiej. Potocznie, ze względu na kształt, nazywana jest “Uchem Igielnym”. Jest jedynym zachowanym takim przejściem w systemie murów obronnych Sandomierza.

Niegdyś istniała jeszcze jedna furta. Ta, przy której znajdowałem się obecnie, zyskała nazwę “dominikańskiej”, bowiem przez nią prowadziła najkrótsza droga między klasztorami dominikańskimi – przy kościele św. Jakuba i kościele św. Marii Magdaleny.

Furta Dominikańska - Ucho Igielne Sandomierz
Furta Dominikańska – Ucho Igielne – widok z ulicy Zamkowej

Umożliwiała wejście do Sandomierza nie tylko zakonnikom, ale także innym osobom, kiedy bramy miejsce były już zamknięte.

Zszedłem po schodach i kontynuowałem marsz ulicą Podwale Górne. Doszedłem do zamku, jednak tam nie wchodziłem, ponieważ nie miałem tego w planach, tym bardziej, że znajduje się tam muzeum, na które nie miałem ochoty.

Furta Dominikańska - Ucho Igielne Sandomierz
Furta Dominikańska – Ucho Igielne – widok z ulicy Podwale Górne
Zamek Królewski - Muzeum Okregowe w Sandomierzu Sandomierz
Zamek Królewski – Muzeum Okręgowe w Sandomierzu

Kiedy dotarłem do kościoła, trwała właśnie msza. Postanowiłem tu wrócić później. Postanowiłem zatem udać do Domu Długosza i zwiedzić tamtejsze Muzeum Diecezjalne.

Dom Długosza

Jest to jeden z najlepiej zachowanych gotyckich domów mieszkalnych w Sandomierzu. Stoi niedaleko katedry, więc nie miałem dużo do przejścia.

Budynek został ufundowany przez historyka Jana Długosza w 1476 roku. Kanonik przeznaczył ten budynek dla księży wikariuszy pobliskiej bazyliki katedralnej.

Dom Długosza Sandomierz
Dom Długosza

Obecnie w jego wnętrzach, mieszczą się bogate zbiory Muzeum Diecezjalnego. Autorem ekspozycji był krakowski historyk sztuki Karol Estreicher. Placówka ta, posiada bardzo cenne zbiory z zakresu malarstwa, rzeźby sakralnej, tkaniny, sztuki zdobniczej oraz wielu, wielu innych dziedzin.

Do najciekawszych eksponatów, moim zdaniem, należą stopy słonia czy rękawiczki św. Jadwigi, króla Polski (tu nie ma błędu, Jadwiga była formalnie królem Polski).

Stopy słonia w Domu Długosza Sandomierz
Stopy słonia w Domu Długosza

Z królewskimi rękawiczkami wiąże się pewna historia, którą cytuję niżej.

Rękawiczki te, wedle odwiecznej tradycji są pamiątką po św. Jadwidze. Ofiarować je miała mieszkańcom podsandomierskiej wsi Świętniki, z wdzięczności za wyciągnięcie ugrzęzłych w zaspie sań, którymi podróżowała zimową porą z Sandomierza do Krakowa.

Opis eksponatu w Muzeum Diecezjalnym, Dom Długosza, Sandomierz. Pisownia oryginalna.

Rękawiczki te pozbawione są kciuków, bowiem tym palcem św. Jadwiga błogosławiła poddanych. Są wykonane z cieniutkiej koźlęcej skórki, choć na pierwszy rzut oka wydają być z papieru.

Rękawiczki - pamiątka po św. Jadwidze, królu Polski Sandomierz
Rękawiczki – pamiątka po św. Jadwidze, królu Polski

Ja widać na powyższej fotografii, w gablocie wraz z rękawiczkami znajdują się również dwie pozłacane łupiny orzecha włoskiego. Według miejscowej legendy, rękawiczki te są bardzo delikatne i jeśli się je mocno zwinie, to zmieszczą się we wspomnianych łupinach.

Przeszedłem całą wystawę w około 30 minut. Inne eksponaty bardziej przykuwały moją uwagę, drugie mniej. Po wyjściu skierowałem się do katedry, którą miałem nadzieję w końcu zwiedzić.

Dzwonnica

Zanim jednak dotarłem do bazyliki katedralnej, wstąpiłem na chwilę do dzwonnicy, która stoi vis a vis kościoła. Budowla ta, została wybudowana w latach 1737-1743. Od kilku lat, za niewielką opłatą (2 zł), można wejść do środka. Na górę, do dzwonów, które są współcześnie sterowane elektronicznie, wejść nie można, ze względów bezpieczeństwa. Za to z dołu można podziwiać same dzwony, więźbę dachową, a także zejść na pierwszą kondygnację podziemi.

Dzwonnica Sandomierz
Sandomierska dzwonnica

Posłuchałem chwilę Pani, która opowiadała o dziejach sandomierskiej dzwonnicy i ruszyłem ku budynkowi, który znajduje się po drugiej strony ulicy.

Bazylika katedralna

Wzniesiona w XIV wieku, w stylu gotyckim. W swoich wnętrzach kryje bogate dekoracje, które zrobiły na mnie nie małe wrażenie, jak większość obiektów sakralnych z “zamierzchłych czasów”.

Dekoracje rzeźbiarskie pochodzą z XIV wieku, natomiast freski bizantyjsko-ruskie, obrazy, ołtarze rokokowe i inne rzeźby z okresu XV-XVII w.

Bazylika katedralna, została wzniesiona, w miejscu romańskiej świątyni, która uległa zniszczeniu podczas najazdów Tatarów w XIII wieku.

Wnętrze bazyliki katedralnej Sandomierz
Wnętrze bazyliki katedralnej

Wspomniane wyżej ołtarze, wykonane są z czarnego, a zdobione różowym marmurem. Są unikatowymi przykładami pracy mistrzów kamieniarstwa z warsztatów w Czarnej pod Krakowem.

Jak zwykle, będąc w takim miejscu, przechadzałem się niespiesznie, podziwiając bogato zdobione wnętrza kościoła. Nie miałem, niestety, tyle czasu ile bym chciał, bowiem za chwilę miało rozpocząć się kolejne tego dnia nabożeństwo. Jako że, nie jestem zbytnio religijny, opuściłem świątynię i udałem się w dalszą wędrówkę po sandomierskich ulicach.

Sandomierz – polska Toskania

Przeszedł czas na wyjaśnienie, drugie określenie Sandomierza, nawiązujące do regionu z południa Europy. Nazwę już znacie – polska Toskania. Wyjaśnienie będzie w tekście poniżej.

Następnym przystankiem wycieczki po starówce był kościół św. Jakuba. Świątynia ta, należy do dominikanów, którzy w Sandomierzu są od XIII wieku. Obecny, z surowym wystrojem wnętrza, kościół wybudowano w latach 1226-1250.

W środku blisko osiemsetletniej świątyni, możemy zobaczyć płytę nagrobną oraz wykonany z jednego kawałka pnia dębu, sarkofag księżniczki Adelajdy.

Podczas najazdu Tatarów w 1260 roku, zakonnicy zostali zamordowani w świątyni. Legenda głosi, że dobrowolnie oddali swoje życie. Obecnie Sandomierz czci przeora Sadoka i jego 48 współbraci. Ich relikwie znajdują się w kościele.

Sarkofag księżniczki Adelajdy Sandomierz
Sarkofag księżniczki Adelajdy

Do środka wszedłem przez XIII-wieczny portal, który wykonany jest z ręcznie formowanej cegły. Spędziłem kilka chwil w środku, po czym wyszedłem na zewnątrz.

Tuż obok świątyni znajduje się mała plantacja winorośli, z których współcześni zakonnicy wytwarzają wino. W Sandomierzu, jak i w jego okolicach, panują idealne warunki do takich upraw. Mikroklimat i ukształtowanie terenu przypomina włoską Toskanię, dlatego czasami Sandomierz nazywany jest polską Toskanią.

Kościół św. Jakuba i plantacja winorośli Sandomierz
Kościół św. Jakuba i plantacja winorośli

Tym kolejnym już włoskim akcentem kończę część drugą. Zapraszam za ostatnią, trzecią odsłonę, która pewnie ukarze się w okolicach października. Przeczytać będzie można między innymi o tym, jak wygląda Sandomierz ze środka Wisły oraz dowiedzie się czy zaliczyłem bliskie spotkanie z błotem w Wąwozie św. Jadwigi.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/feed/ 0
Sandomierz – polski Rzym #1 https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/ https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/#respond Thu, 24 Aug 2017 12:03:17 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2328 Sandomierz, podobnie jak stolica Włoch, położony jest na siedmiu wzgórzach. Dlatego nazywany jest czasami “polskim Rzymem”. Spotkałem się jeszcze z jednym określeniem nawiązującym do innego południowego regionu Europy, ale o tym później.

[...]

Czytaj więcej from Sandomierz – polski Rzym #1

]]>
Sandomierz, podobnie jak stolica Włoch, położony jest na siedmiu wzgórzach. Dlatego nazywany jest czasami “polskim Rzymem”. Spotkałem się jeszcze z jednym określeniem nawiązującym do innego południowego regionu Europy, ale o tym później.

Trochę historii na początek

Istnieją dwie hipotezy odnośnie pochodzenia nazwy miasta. Pierwsza sugeruje, że wywodzi się ona od imienia rycerza Sędomira. Inna zaś głosi, że miasto swoją nazwę wzięło od faktu, iż rzeka San wpada tutaj do Wisły.

Sandomierz śmiało można zaliczyć do grona najstarszych polskich miast. Początki osadnictwa na tym terenie sięgają neolitu – młodszej epoki kamienia. Świadczą o tym liczne odkrycia archeologiczne. Pierwsza pisana wzmianka zawarta jest w “Kronice” Galla Anonima.

W czasach rozbicia dzielnicowego, Sandomierz był stolicę Księstwa Sandomierskiego. Bolesław Krzywousty przyłączył później księstwo do dzielnicy senioralnej.

Najazdy tatarskie w XIII wieku zniszczyły miasto. Destrukcji uległa niemal w całości drewniana zabudowa. W wyniku tych zdarzeń, przeniesiono osadnictwo wyżej, na trudniej dostępne wzgórza. W 1286 roku, za sprawą Leszka Czarnego, nastąpiła druga lokacja miasta na prawie magdeburskim.

W czasie panowania Kazimierza Wielkiego, Sandomierz intensywnie rozwijał się. Król udzielał mieszkańcom wielu przywilejów. Dzięki nim mógł tutaj powstać na przykład skład soli.

“Potop szwedzki” był przyczyną kresu świetności miasta. Szwedzi zajęli miasto 13 października 1655 roku. Kolejne wojny nie oszczędzały Sandomierza. Dosyć tej historii. Przejdźmy do teraźniejszości.

Sandomierz na zakończenie majówki 2017

Do Sandomierza wybrałem się w środę, ostatni dzień majówki 2017. Po kilku godzinach jazdy byłem na miejscu. Udało się mi zaparkować na bezpłatnym parkingu, tuż obok cmentarza, który znajduje się niedaleko Starego Miasta.

Podążając na sandomierską starówkę, minąłem kościół św. Józefa. Bardzo chciałem go zwiedzić, bowiem w środku znajdują się zmumifikowane zwłoki Teresy Izabeli Morsztynówny. Ciało spoczywające w oszklonej trumnie, przechowywane jest w podziemiach kościoła.

Sandomierz - Kościół św. Józefa - widok z Bramy Opatowskiej
Kościół św. Józefa – widok z Bramy Opatowskiej

Świątynia ta, została zbudowana w latach 1679-1689. Ciekawostką jest fakt, że cegła użyta do budowy, pochodzi z rozbiórki zamku w Zawichoście.

Niestety, kościół nie jest dostępny do zwiedzania non stop. Od poniedziałku do piątku można to robić w godzinach 10:00-12:00, 14:30-16:30. W soboty do południa, w niedzielę zaś w godzinach od 13:30 do 15:30. Gdy stałem przed kościołem w środowy poranek, rozpoczynała się msza. Postanowiłem ponowić próbę zwiedzenia świątyni w drodze powrotnej.

Brama Opatowska

Szedłem więc dalej. Po chwili dotarłem do Bramy Opatowskiej. Jest to ostatnia z bram sandomierskiego Starego Miasta, która przetrwała do naszych czasów. Pochodzi z XIV wieku, czyli z okresu panowania Kazimierza Wielkiego. W systemie obwarowań miejskich, funkcjonowały cztery bramy. Od północy Zawichojska oraz Opatowska, która uznawana jest za największą, od południa Krakowska, a od wschodu Lubelska. XVI wieku Bramę Opatowską podwyższono, zwieńczając ją renesansową attyką.

Sandomierz Brama Opatowska - widok od północy
Brama Opatowska – widok od północy
Sandomierz Brama Opatowska - widok od południa
Brama Opatowska – widok od południa

Na bramie znajduje się punkt widokowy, z którego można podziwiać panoramę Sandomierza oraz Wisłę, która przepływa przez miasto w kształcie litery “S”. Wstęp na bramę jest płatny i wynosi 4 zł za bilet normalny, i 3 zł za bilet ulgowy.

Jak pewnie wiecie z poprzednich wpisów (link, link, link), pogoda w trakcie tegorocznej majówki nie rozpieszczała mnie. Nie inaczej było w Sandomierzu. Nisko wiszące chmury, skutecznie przeszkadzały w podziwianiu widoków z Bramy Opatowskiej.

Widok na Wisłę i miasto z Bramy Opatowskiej Sandomierz
Widok na Wisłę i miasto z Bramy Opatowskiej

Podziemna Trasa Turystyczna

Po zwiedzeniu Bramy Opatowskiej, swoje kroki skierowałem ku Podziemnej Trasie Turystycznej. W Internecie można znaleźć wiele nie przychylnych recenzji tej atrakcji turystycznej Sandomierza. Ja mam mieszane uczucia. Ogólnie lubię chodzić po wszelakich podziemiach, już jako dzieciak zwiedzałem chodniki kontrminowe w Twierdzy Modlin, często chodząc bez żadnego światła.

Zdecydowanie wolę zwiedzać takie miejsca bez przewodników, albo z przewodnikami, którzy opowiadają z pasją, a nie jak tutaj, wyrytę na blachę. Pani przewodnik, głosem bez wyrazu, opowiadała historię tego miejsca, a słowa wypadały z jej ust, z prędkością wystrzeliwanych pocisków z karabinu maszynowego.

Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej Sandomierz
Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej – po prawo kupuje się bilety. Na dziedzińcu oczekiwanie na przewodnika, a potem schodami w dół.

Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej, znajduje się przy ulicy Oleśnickich. Ceny biletów: 10 zł normalny, 6 zł ulgowy. Ciekawostką jest fakt, że budynek na przeciwko, w którym znajdują się jakieś dwa wydziały sandomierskiego urzędu miasta, gra w serialu TVP “Ojciec Mateusz” komisariat policji.

Serialowy komisariat policji z "Ojca Mateusza" Sandomierz
Serialowy komisariat policji z “Ojca Mateusza”

Do przejścia mamy 430 metrów. Głębokość, na którą schodzimy jest różna. Najgłębiej będziemy 12 metrów pod ziemią. W dawnych czasach, podziemia te, pełniły rolę magazynów, służyły miejscowej ludności jako schrony w trakcie wojen. Wokół nich krąży wiele legend. Według jednej, miała tutaj zginąć Halina Krempianka, ratując miasto przed Tatarami.

Podziemna Trasa Turystyczna Sandomierz
Podziemna Trasa Turystyczna

W latach 60. XX wieku, podziemia zaczęły zapadać się. Naukowcy z Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie, opracowali program, który uratował część kazamat.

Podczas wycieczki najbardziej zainteresowała mnie historia krzemienia pasiastego. Jest to odmiana krzemienia, która występuje tylko w okolicach Sandomierza.

Krzemień pasiasty Sandomierz
Krzemień pasiasty

Koniec trasy znajduje się pod zabytkowym ratuszu.

Z wizytą u Ojca Mateusza

Po opuszczeniu Podziemnej Trasy Turystycznej, z początku chciałem przejść się po rynku, ale po pierwsze trochę padało, a po drugie przypomniałem sobie, że pod koniec kwietnia, otwarto miejsce, które skierowane jest do fanów serialu “Ojciec Mateusz”. Być może, zapalonym fanem tego serialu nie jestem, nie wyczekuję na kolejne odcinki, ale chciałem zobaczyć jak wyszła nowa atrakcja na turystycznej mapie Sandomierza.

Sam serial z pewnością przysłużył się miastu, reklamując je wszędzie tam, gdzie dociera sygnał TVP. Podobnie jest ze wsią Jeruzal, w gminie Mrozy, gdzie między innymi kręcono serial “Ranczo”. Trochę dziwne, że dopiero w tym roku, takie miejsce powstało, choć sam serial już od kilku paru ładnych lat, gości w domach Polaków. Jak mawia przysłowie: lepiej późno, niż wcale.

Wystawa “Świat Ojca Mateusza”, znajduje się przy ulicy Rynek 5, otwarta jest codziennie od 9:00 do 18:00. Cena biletów jest w miarę przystępna: dorośli zapłacą 13 zł, dzieci i młodzież (4-18 lat) 10 zł, a najmłodsi mogą zwiedzać wystawę za darmo.

Serialowy kościół - eksponaty to oryginalne elementy scenografii Sandomierz
Serialowy kościół – eksponaty to oryginalne elementy scenografii

Tak, jak wspominałem wyżej, wystawę otwarto niedawno, dokładnie 26 kwietnia 2017 roku. W środku, na fanów serialu, czeka sporo atrakcji. Możemy wejść do kościoła, na plebanię, odwiedzić gabinet biskupa, posterunek policji, a nawet zamknąć się w celi. Dla spragnionych zdjęć z głównymi postaciami z serialu, czekają w środku naturalnej wielkości figury woskowe Mateusza, Natalii, Możejki i Nocula. Warto wspomnieć, że pomieszczenia zaaranżowano z wykorzystaniem oryginalnych elementów scenografii.

Naturalnej wielkości figura woskowa Nocula, czyli Michał Piela Sandomierz
Naturalnej wielkości figura woskowa Nocula, czyli Michał Piela

W środku, znajduje się również sklepik, w którym można zaopatrzyć się z pamiątki związane z serialem. Dostać można nawet wafelki, które je Ojciec Mateusz – jak dla mnie to już mała przesada.

Na tym kończę pierwszą część opowieści mojej wędrówki po sandomierskich uliczkach. Niedługo kolejna część.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/feed/ 0
Wilno w trzy dni – dzień 2 #1 https://przygodyprzemka.pl/wilno-w-trzy-dni-dzien-2-1/ https://przygodyprzemka.pl/wilno-w-trzy-dni-dzien-2-1/#respond Fri, 17 Mar 2017 11:00:11 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2084 Z uwagi na fakt, że z drugiego dnia pobytu w Wilnie mam dużo materiału, postanowiłem podzielić relację z tego dnia na dwie części. Zapraszam zatem na część pierwszą.

[...]

Czytaj więcej from Wilno w trzy dni – dzień 2 #1

]]>
Z uwagi na fakt, że z drugiego dnia pobytu w Wilnie mam dużo materiału, postanowiłem podzielić relację z tego dnia na dwie części. Zapraszam zatem na część pierwszą.

W sobotni poranek nie chciało mi się wstać z łóżka. Podróż z Warszawy do Wilna i wczorajszy spacer zrobiły swoje. Byłem zmęczony, ale musiałem wziąć się w garść, bowiem było już kilka minut po 9, a tylko do dziesiątej są wydawane śniadania w hotelu. Po jedenastej mieliśmy wyjść na miasto, na spotkanie z przewodnikiem.

Wstałem z łóżka, powlokłem się najpierw do łazienki, a potem na dół, do hotelowej stołówki. Moim oczom najpierw ukazał się tłum hotelowych gości, brak wolnych miejsc przy stolikach i suto zastawione szwedzkie stoły z jedzeniem i piciem. Po chwili znalazłem wolny stolik. Nie będę się zagłębiał w szczegóły, napiszę tylko, że było smacznie.

Po śniadaniu, najedzony, wróciłem na chwilę do pokoju, aby przygotować się do wyjścia na miasto. Po kilkunastu minutach, byłem znowu na dole. Zebraliśmy się wszyscy pod hotelem i w asyście naszego pilota udaliśmy się na spotkanie z przewodnikiem.

Nasz przewodnik, a raczej przewodniczka, czekała już na nas pod pomnikiem króla Mendoga, który był jedynym koronowany władcą litewskim. Renata, bo tak miała na imię nasza przewodniczka, mówiła po polsku, z litewskim akcentem. Jak sama przyznała, pochodziła z polskiej rodziny, która od pokoleń mieszkała w Wilnie.

Wilno - Pomnik króla Mendoga
Pomnik króla Mendoga przed Muzeum Narodowym Litwy
Wilno przewodniczka Renata
Nasza przewodniczka – Renata

Spod pomnika króla Mendoga ruszyliśmy na plac katedralny, gdzie Renata dużo mówiła o katedrze. Sporo było o niej w poprzedniej części, więc żeby się nie powtarzać odsyłam do poprzedniego wpisu.

Pałac Prezydencki

Kolejnym przystankiem naszej wędrówki ulicami Wilna był Pałac Prezydencki. Znajduje się on na Placu Szymona Dowkonta, który był autorem pierwszej Historii Litwy, wydanej w języku litewskim w XIX wieku. Od XVI wieku znajdował się tutaj Pałac Biskupów, czyli rezydencja biskupów wileńskich.

Wilno Pałac Prezydencki
Pałac Prezydencki

W czasach zaborów budynek pełnił funkcję rezydencji rosyjskiego gubernatora Wilna. Bywali tutaj: car Aleksander I, król Ludwik XVIII, Napoleon Bonaparte czy Józef Piłsudski.

Od 1997 roku, budynek spełnia rolę rezydencji prezydenta kraju. Kiedy prezydent udaje się w podróż zagraniczną, powiewająca nad pałacem flaga Litwy opuszczana jest do połowy masztu.

Kościoły, kościoły i jeszcze raz kościoły

Wspominałem już w pierwszej części, że w Wilnie jest kilkadziesiąt kościołów różnych wyznań. Podczas mojego pobytu nie widziałem meczetu, ale zakładam, że jakiś jest. Na Litwie, podobnie jak w Polsce, większość zachowanych zabytków w dobrym stanie to kościoły.

Następnym naszym przystankiem miały być dwa kościoły, które są bardzo blisko siebie, praktycznie jeden na drugim. Jednak zanim tam doszliśmy, spacerowaliśmy ulicami Starego Miasta. Po drodze minęliśmy polską ambasadę, dom, w którym Józef Zawadzki założył w 1805 roku drukarnię, i gdzie w czerwcu 1822 roku, po raz pierwszy wydano drukiem “Ballady i romanse” Adama Mickiewicza, czy też dom, w którym mieszkał Juliusz Słowacki.

Wilno Tablica upamiętniająca Józefa Zawadzkiego
Tablica upamiętniająca Józefa Zawadzkiego
Wilno - Ulice Starego Miasta
Ulica na Starym Mieście. W oddali kościół św. Michała Archanioła

Doszliśmy do kościołów: Bernardynów oraz św. Anny. Pierwszy z nich, czyli Kościół Bernardynów, wybudowano w latach 1469-1500 dla zakonu franciszkanów obserwantów (potocznie zwanych bernardynami). Świątynia została zbudowana w stylu gotyckim, a jej fundatorem był król Kazimierz Jagiellończyk.

Tuż obok, a w zasadzie nawet tuż przed Kościołem Bernardynów znajduje się kościół św. Anny. Jest on według mnie bardziej interesujący pod względem architektonicznym. Świątynia została zbudowana w stylu późnogotyckim. Nazywa jest także “Śpiewającym kamieniem”. Została zbudowana z 33 gatunków cegieł, posiada piękną, oryginalną fasadę, trzy wieżyczki ozdobione pinaklami. Miejscowa legenda głosi, że Napoleon Bonaparte był tak zachwycony kościołem, że chciał go przenieść do Paryża.

Nie dane nam było wejść do kościołów. Mam tylko nadzieję, że uda mi się to następnym razem.

Wilno kościół św. Anny
Kościół św. Anny, Kościół Bernardynów

Ulica Literacka

Zostawiliśmy kościoły za sobą i dotarliśmy po kilku chwilach na ulicę Literacką. Jest to jedna z najpiękniejszych ulic wileńskiej starówki. Tutaj, pod nr 5, mieszkał Adam Mickiewicz, gdzie napisał podobno “Grażynę” oraz II i IV część “Dziadów”. Ulica nie zyskała swojej nazwy nie od poety, lecz dzięki kilku małym księgarniom, które tutaj funkcjonowały na przełomie XIX i XX wieku.

Począwszy od 2008 roku, na tej ulicy, upamiętnia się wybitnych literatów oraz inne osoby związane z literaturą i kulturą, wmurowując w ściany budynków, różne dzieła autorów. Na ścianach zostali upamiętnieni między innymi: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Józef Ignacy Kraszewski, Czesław Miłosz, Konstanty Ildefons Gałczyński, Wisława Szymborska.

Wilno Dzieła na jednej ze ścian
Dzieła na jednej ze ścian
Wilno Ulica Literacka
Ulica Literacka
Wilno Ulica Literacka
Ulica Literacka
Wilno Ulica Literacka
Ulica Literacka
Wilno Ulica Literacka
Mural na ulicy Literackiej

Dawne getto

Spacerowaliśmy dalej ulicami Starego Miasta. W końcu dotarliśmy do miejsca, w którym podczas II wojny światowej i nazistowskiej okupacji, znajdowało się wileńskie getto. Było ono podzielone na dwie części, tzw. “Duże Getto” oraz “Małe Getto”, w którym stłoczono około 12 tys. osób, przeważnie niezdolnych do pracy. W latach 1941-1943, naziści stopniowo likwidowali getto, mordując przeważnie jego mieszkańców w podwileńskich Ponarach. Resztę deportowano do obozów śmierci i obozów pracy.

Wilno - Tablica upamiętniająca wileńskie getto
Tablica upamiętniająca wileńskie getto

Ratusz

Następnym przystankiem naszej wycieczki był plac ratuszowy. Jak sama nazwa wskazuje, znajduje się tam ratusz. Odkrywcze, prawda?

Jest to klasycystyczny budynek, zbudowany w latach 1785-1799 według projektu Wawrzyńca Gucewicza. Niegdyś przed ratuszem stała szubienica, na której stracono między innymi Szymona Kossakowskiego, przy wiwatach i okrzykach mieszkańców Wilna oraz biciu dzwonów kościoła św. Kazimierza (w 1794 roku). Warto wspomnieć, że tutaj, w 1848 roku, odbyła się premiera opery “Halka” Stanisława Moniuszki.

Obecnie ratusz pełni funkcje reprezentacyjne. Odbywają się tutaj liczne wystawy oraz inne imprezy kulturalne.

Wilno - Ratusz
Ratusz Wileński
Wilno - Kamienice przy Placu Ratuszowym
Kamienice przy Placu Ratuszowym

Na tym kończę swoją relację z pierwszej części, drugiego dnia mojego pobytu w Wilnie. W kolejnej części będziecie mogli przeczytać między innymi o: cmentarzu na Rossie, wizycie w Zarzeczu – “republice” wileńskich artystów oraz podziwianiu nocnej panoramy Wilna z Góry Trzykrzyskiej.

Do zobaczenia!

]]>
https://przygodyprzemka.pl/wilno-w-trzy-dni-dzien-2-1/feed/ 0
Wilno w trzy dni – dzień 1 https://przygodyprzemka.pl/wilno-w-trzy-dni-dzien-1/ https://przygodyprzemka.pl/wilno-w-trzy-dni-dzien-1/#respond Sun, 05 Mar 2017 11:39:55 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2015 Do Wilna, wybrałem się na początku kwietnia 2016 roku. Skorzystałem z możliwości wyjazdu grupowego. Wybór takich wycieczek w Internecie jest duży, więc jest z czego wybierać. Za 3-dniowy pobyt z noclegiem w hotelu trzygwiazdkowym zapłaciłem 399 zł. W cenę wliczone były śniadania.

[...]

Czytaj więcej from Wilno w trzy dni – dzień 1

]]>
Do Wilna, wybrałem się na początku kwietnia 2016 roku. Skorzystałem z możliwości wyjazdu grupowego. Wybór takich wycieczek w Internecie jest duży, więc jest z czego wybierać. Za 3-dniowy pobyt z noclegiem w hotelu trzygwiazdkowym zapłaciłem 399 zł. W cenę wliczone były śniadania.

Do stolicy Litwy wyruszyliśmy autokarem z Warszawy, spod Pałacu Kultury i Nauki. Po drodze zatrzymywaliśmy się dwa razy. Pierwszy raz gdzieś w Polsce (nie pamiętam już gdzie), drugi raz na nieczynnym już przejściu granicznym w Ogrodnikach.

Do hotelu dotarliśmy w godzinach popołudniowych. Po zakwaterowaniu się w pokojach i krótkim odpoczynku po podróży, ruszyliśmy na pierwszy spacer po Wilnie.


Wyżej hotel, w którym się zatrzymaliśmy. Niżej mój pokój i widok z okna. Hotel oceniam wysoko. Może kiedyś pokuszę się o recenzję na blogu.

wilno

Wilno, tak jak większość polskich miast ma burzliwą historię oraz jest miastem wielokulturowym i wieloreligijnym. Pierwsza wzmianka o mieście pochodzi z XIV wieku, kiedy to książę Giedymin zapraszał kupców niemieckich do osiedlania się w granicach ówczesnego Wilna.

Później nastały czasy dynastii Jagiellonów, bitwy pod Grunwaldem oraz Unii Lubelskiej, konsekwencją której była Rzeczpospolita Obojga Narodów. Dzięki temu mamy z Litwinami wspólną historię, wspólnych władców czy wspólną tradycję. W okresie dwudziestolecia międzywojennego Wilno należało do Rzeczypospolitej. Nie ma co się dziwić, kiedy przechadzając się po ulicach miasta usłyszymy język polski. W wielu kościołach odprawiane są msze święte w naszym języku.

Wilno, podobnie jak Warszawa, posiada legendę o założeniu miasta. Chcecie ją poznać? Przeczytajcie.

Legenda o powstaniu Wilna

“Pewnego razu pojechał w. książę Giedymin ze stolicy swej Kiernowa na łowy mil pięć za rzekę Wilię. I znalazł w puszczy górę krasną, dąbrowami i równinami otoczoną. Spodobało mu się to miejsce i osiadł tam, i założył gród, nadając mu nazwę Troki, gdzie teraz są Stare Troki. A z Kiernowa przeniósł stolicę do Trok. Po niewielu latach pojechał w. książę Giedymin na łowy od Trok mil cztery. I zanalazł górę nad rzeką Wilią, na której dopadł wielkiego zwierza tura i ubił go. Było już wielce późno do Trok wracać, więc stanęli na łące nad rzeką Wilią i przy ujściu rzeki Wilny, którą zowią łąką Swintoroga, gdzie pierwszych wielkich książąt zżegiwali. I on na tej łące stanął i zanocował. I widział sen, że na górze, którą zwali Krzywa, a teraz Łysa, stoi żelazny wilk, a w nim ryczy, jakoby sto wilków było. Obudziwszy się ze snu, zawołał wróżbitę swego imieniem Lizdejko, który był znajdzion w orlim gnieździe, a był ten Lizdejko u w. księcia Giedymina wróżbitą i najwyższym popem pogańskim. I rzekł jemu książę Giedymin widząc sen dziwny, i opowiedział mu wszystko, co się jemu we śnie przywidziało. A Lizdejko wróżbita rzekł hospodarowi: ”Wielkie książę, wilk żelazny oznacza, że gród stołeczny tu będzie, a co w nim w środku ryczało, to sława jego słynąć będzie na cały świat”. I wielki książę Giedymin nazajutrz nie odjeżdżając posłał po ludzi i założył gród jeden na Swintorozie (niższy), a drugi na Krzywej Górze i nazwał te grody imieniem Wilno. Wzniósłszy grody, przeniósł stolicę swą z Trok do Wilna”.

Tekst legendy pochodzi ze strony poznajwilno.pl

Wychodzimy na miasto

Po wyjściu z hotelu, wyruszyliśmy ulicami litewskiej stolicy ku brzegom rzeki Wilejki, wzdłuż których mieliśmy dojść do kościoła św. Piotra i św. Pawła. Szliśmy dobre kilkanaście minut, po drodze podziwiając kamienice na granicy Starego Miasta, na drugim brzegu rzeki.

Kościoł pw. św. Piotra i św. Pawła

Kiedy dotarliśmy do świątyni, trwało akurat nabożeństwo, więc nie chcąc przeszkadzać, nie przebywaliśmy tam zbyt długo.

Kościół św. Piotra i św. Pawła położony jest na Antokolu. Pierwszy, drewniany kościół zbudowano w miejscu obecnej świątyni za panowania Władysława Jagiełły. W 1594 roku spłonął on jednak. W latach 1609-1616 został odbudowany, by podczas najazdu rosyjskiego, w 1655 roku, zostać ponownie zniszczonym.

Obecny kościół został ufundowany przez hetmana wielkiego litewskiego, Michała Kazimierza Paca. Budowa rozpoczęła się w 1668 roku. Gdy w 1675 roku zakończono budowę bryły świątyni, odprawiono w niej pierwsze nabożeństwo. Wtedy też ruszyły prace dekoracyjne. Powstały wówczas wyjątkowe sztukaterie autorstwa Pietro Perettiego i Giovanniego Gallego i malowidła Michelangelo Palloniego.

Wnętrze świątyni zdobi ponad 2 tysiące rzeźb stiukowych o tematyce biblijnej, mitologicznej i historycznej. Jednym z najbardziej charakterystycznym elementem wystroju jest przepiękny, kryształowy żyrandol w kształcie łodzi. Jest on pamiątką zatonięcia transportu z ołtarzem głównym o kryształowych kolumnach, który Pac zamówił we Włoszech.

Kolejnym charakterystycznym elementem wystroju kościoła jest wielki, litewski bęben (litaur), który hetman przywiózł spod Chocimia w 1673 roku.

Wzgórze Giedymina

Po wyjściu ze świątyni, poszliśmy ulicą Tadeusza Kościuszki pod Wzgórze Giedymina, na które można wjechać kolejką linową (koszt ok. 2 euro) lub wejść pieszo. Do góry udałem się kolejką, a schodziłem o własnych nogach. Podróż na górę trwa dosłownie chwilę.

Wilno wzgórze giedymina kolejka
Na górę możemy iść na piechotę lub wjechać kolejką za ok. 2 euro
wilno wzgórze giedymina kolejka
Jedziemy do góry

Ze wzgórza roztacza się przepiękny widok na Wilno, zarówno na Stare Miasto, jak i na nowszą jego część. Patrząc na Stare Miasto ze Wzgórza, czy też Góry Giedymina (różni ludzie, różnie nazywają to miejsce), uwagę przykuwa ilość świątyń różnych wyznań. W samym Wilnie jest ich podobno kilkadziesiąt.

Wilno Wzgórze Giedymina widok z brzegu Wilejki
Wzgórze Giedymina widok z brzegu Wilejki

Wzgórze to, jest wg legendy, miejscem założenia miasta. Niegdyś znajdował się tutaj Zamek Górny, który został zniszczony w 1660 roku podczas wojny polsko-rosyjskiej. Do dnia dzisiejszego zachowała się tylko jedna z trzech murowanych baszt, baszta zachodnia, zwana także Basztą Giedymina. W jej wnętrzu mieści się małe muzeum oraz taras widokowy. Niestety w momencie mojego zwiedzania wzgórza, baszta była zamknięta. Mimo to widok ze wzgórza i tak robi wrażenie. Z resztą sami zobaczcie.

Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Władysława i płyta Stebuklas

Jak już wspominałem, ze wzgórza schodziłem o własnych nogach. Potem wraz z grupą udałem się na pod bazylikę archikatedralną. Po drodze mijaliśmy Pałac Władców oraz pomnik Giedymina.

Wilno Pałac Władców
Pałac Władców
Wilno Pomnik Giedymina
Pomnik Giedymina

Po dotarciu pod świątynię, okazało się, że trwa właśnie nabożeństwo (to miało stać się tradycją tego wyjazdu – zwiedzamy świątynię – trwa akurat nabożeństwo). Jako że bazylika jest najważniejszym kościołem katolickim na Litwie, nie chciałem osobiście przeszkadzać i jak wielu z mojej grupy czekałem cierpliwie, aż msza dobiegnie końca. W tak zwanym “międzyczasie” niektórzy kręcili się na płycie “Stebuklas”, co po polsku znaczy cud.

Jest to jedna z płyt chodnikowych na placu katedralnym (znajduje się między bazyliką a dzwonnicą). Jeśli chcecie, aby zdarzył się cud, to musicie stanąć na płycie, pomyśleć życzenie i obrócić się o 360 stopni. Podobno, życzenia zawsze się spełniają. Moje, póki co się nie spełniło jeszcze…

Wilno Płyta Stebuklas
Płyta Stebuklas – stań, pomyśl życzenie, obróć się o 360 stopni.

Po dłuższej chwili msza dobiegła końca, a my mogliśmy zwiedzić świątynie.

Ten najważniejszy kościół na Litwie, został zbudowany w stylu klasycystycznym. Na przestrzeni wieków zmieniał swój wygląd. Najpierw była to katedra drewniana, później gotycka i barokowa. Obecny wygląd świątynia zawdzięcza Wawrzyńcowi Gucewiczowi, który zrujnowaną przez Szwedów w 1706 roku, barokową katedrę, zamienił na monumentalny gmach w stylu klasycystycznym.

We wnętrzu świątyni znajdują się groby kilku królów i królowych Polski oraz książąt i księżnych litewskich. Pochowani są tam między innymi: Aleksander Jagiellończyk – król Polski w latach 1501-1506, Elżbieta Habsburżanka – królowa Polski w latach 1543-1545, Barbara Radziwiłłówna – królowa Polski w latach 1543-1545 oraz serce króla Polski – Władysława IV Wazy.

Na tym skończył się pierwszy dzień zwiedzania Wilna. Na następny dzień mieliśmy zaplanowany spacer po Starym Mieście i cmentarzu na Rossie z polskojęzycznym przewodnikiem, ale to już materiał na kolejny post.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/wilno-w-trzy-dni-dzien-1/feed/ 0
Mrozy – Cegłów – Mrozy https://przygodyprzemka.pl/mrozy-ceglow-mrozy/ https://przygodyprzemka.pl/mrozy-ceglow-mrozy/#respond Wed, 25 Jun 2014 10:17:01 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=1233 Czwartek, 19 czerwca 2014 roku. Jedni wybierali się na procesję do kościoła z okazji Bożego Ciała, a my przygotowywaliśmy rowery, aby odbyć pierwszą po dłuższej przerwie wycieczkę. Kilka dni wcześniej szukałem inspiracji, gdzie by tu pojechać. Wytyczałem trasy możliwych wycieczek. Wytyczyłem chyba ze cztery trasy, a zdecydowaliśmy się na trasę: Mrozy – Rudnik – Cegłów (leśna ścieżka rowerowa, część ścieżki wytyczona jest przez Rezerwat Przyrody Jedlina) – Wola Rafałowska – Mrozy.

[...]

Czytaj więcej from Mrozy – Cegłów – Mrozy

]]>
Czwartek, 19 czerwca 2014 roku. Jedni wybierali się na procesję do kościoła z okazji Bożego Ciała, a my przygotowywaliśmy rowery, aby odbyć pierwszą po dłuższej przerwie wycieczkę. Kilka dni wcześniej szukałem inspiracji, gdzie by tu pojechać. Wytyczałem trasy możliwych wycieczek. Wytyczyłem chyba ze cztery trasy, a zdecydowaliśmy się na trasę: Mrozy – Rudnik – Cegłów (leśna ścieżka rowerowa, część ścieżki wytyczona jest przez Rezerwat Przyrody Jedlina) – Wola Rafałowska – Mrozy.

Jednakże jak się później okaże, życie, aplikacja Endomondo i inne czynniki zweryfikowały nasze plany.

Pierwotnie trasa miała wyglądać tak:

mrozy cegłów trasa pierwotna

Gdy przeszła procesja, wyruszyliśmy spod Dworca PKP w Mrozach. Aby ominąć ewentualną, dobiegającą końca procesję, postanowiliśmy pierwsze metry przejechać boczną drogą, a nie jak planowaliśmy wcześniej ulicami Kilińskiego i Mickiewicza. Wyjechaliśmy koło Urzędu Miasta i Gminy Mrozy i vis a vis kościoła parafialnego. Skręciliśmy w lewo na Cegłów.

Pierwsze pięć kilometrów przejechaliśmy w spokojnym tempie. Przed Zespołem Szkolnym w Cegłowie, zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek. Następnie na rondzie skręciliśmy w lewo (trzeci zjazd) i przecięliśmy tory kolejowe szlaku Warszawa – Terespol.

Kościół pw. św. Jana Chrzciciela i św. Andrzeja Apostoła

Dojechaliśmy do późnogotyckiego kościoła pw. św. Jana Chrzciciela i św. Andrzeja Apostoła. Kościół ten powstał w połowie XVI wieku. Dwudziestego pierwszego grudnia 1629 roku, biskup poznański Maciej Łubieński dokonał konsekracji kościoła i z tego czasu pochodzą: wschodni szczyt prezbiterium, sklepienie zakrystii oraz portal. Podczas remontu w 1862 roku, sklepienie świątyni zostało podparte w części nawowej, dwoma rzędami modrzewiowych kolumn.

Cegłów - Kościół Parafialny pw. św. Jana Chrzciciela i św. Andrzeja Apostoła
Cegłów – Kościół Parafialny pw. św. Jana Chrzciciela i św. Andrzeja Apostoła – widok od ulicy Henryka Sienkiewicza
Cegłów - Kościół Parafialny pw. św. Jana Chrzciciela i św. Andrzeja Apostoła
Wieża kościelna
Cegłów - Kościół Parafialny pw. św. Jana Chrzciciela i św. Andrzeja Apostoła
Widok z boku świątyni
Cegłów - Kościół Parafialny pw. św. Jana Chrzciciela i św. Andrzeja Apostoła
Widok od strony wejścia do kościoła

Tryptyk Cegłowski

Wspomniany kościół można (a w zasadzie trzeba) odwiedzić z powodu tak zwanego “Tryptyku Cegłowskiego”, który znajduje się tam od 1629 roku. Został on wykonany z inicjatywy biskupa poznańskiego Jana Lubrańskiego, około roku 1510, przez mistrza Lazarusa, który był uczniem Wita Stwosza. Tryptyk został wykonany dla Kolegiaty Warszawskiej, ale został przekazany przez jej Kapitułę dla Kościoła w Cegłowie.

Cegłów - Tryptyk Cegłowski
Tryptyk Cegłowski

“Tryptyk Cegłowski” jest wybitnym dziełem rzeźbiarskim plastyki późnogotyckiej, z powodu figur i płaskorzeźbionych kwater, które oprawione są w barakowe retabulum.

W centralnej części znajduje się figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem w koronie, z lewej strony zaś Jan Chrzciciel – patron parafii w Cegłowie, a z prawej św. Stanisław biskup męczennik – patron Polski. Otaczające, centralną część tryptyku, kwatery przedstawiają: po stronie lewej od góry św. Barbarę więzioną w wieży przez swojego ojca, poniżej św. Dorota – męczennica z Cezarei Kapadockiej; po prawej stronie od góry św. Katarzyna – skazana na miażdżenie kołem, a ostatecznie ścięta mieczem, poniżej św. Małgorzata – ścięta w Antiochii za wiarę.

Cegłów
Tryptyk Cegłowski

W skład ołtarza wchodziły też malowane skrzydła, które przedstawiały legendy o św. Janie Chrzcicielu. Zostały przekazane w 1913 roku do warszawskiego Muzeum Diecezjalnego i spłonęły podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku.

W nawie ołtarza znajdują się rzeźby św. Anny Samotrzec, św. Piotra i św. Pawła. Zwieńczenie stanowi rzeźba Boga Ojca w otoczeniu aniołów.

Inne dzieła sztuki i zabytki w kościele i w jego otoczeniu

W kościele warte zobaczenia są oprócz ołtarza są także między innymi tabernakulum barokowe z XVIII wieku, ambona z XVIII wieku. Na granicy nawy i prezbiterium znajduje się belka tęczowa z rzeźbą Chrystusa Ukrzyżowanego (z końca XVI wieku), św. Jana i św. Marii Magdaleny.

Na zewnątrz znajduje się zabytkowa, wolnostojąca dzwonnica z XVIII wieku oraz trzy lipy drobnolistne – pomniki przyrody.

Scena z drogi krzyżowej - wnętrze kościoła
Scena z drogi krzyżowej – wnętrze kościoła
Ambona z XVIII wieku
Ambona z XVIII wieku – zdjęcie www.parafiaceglow.pl
Zabytkowa dzwonnica
Zabytkowa dzwonnica – zdjęcie www.parafiaceglow.pl

Pomnik Niepodległości

Na placu Anny Jagiellonki, na przeciwko kościoła, znajduje się Pomnik Niepodległości. Został on wybudowany w 1928 roku, z okazji 10. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Pomnik ma kształt trójbocznego, wysokiego słupa, zwieńczonego kulą ziemską, na której wspiera się orzeł w koronie, wzbijający się do lotu. W dolnej części znajduje się napis:

“NA PAMIĄTKĘ

X-LECIA

NIEPODLEGŁOŚCI RZECZYPOSPOLITEJ

1918 – 1928″

Inicjatorami budowy pomnika byli: wójt gminy Józef Kieliszczyk, sekretarz Chodorowski, dyrektor szkoły Czesław Nielepiec i ksiądz Franciszek Fijałkowski, proboszcz parafii katolickiej. Uroczyste odsłonięcie monumentu nastąpiło 10 maja 1934 roku.

Na uwagę zasługuje fakt, iż jest to jeden z nielicznych pomników z okresu II RP, który przetrwał nie naruszony okres PRL – orzeł nigdy nie miał zdjętej korony.

Ciekawostką może być również to, że podczas renowacji w 2011 roku, okazało się, że orzeł był trzykrotnie postrzelony.

 Cegłów - Pomnik Niepodległości
Cegłów – Pomnik Niepodległości

Kościół Mariawitów

Nieopodal kościoła katolickiego znajduje się druga świątynia w Cegłowie. Jest nią kościół Mariawitów.

W 1902 roku doszło w Cegłowie do rozłamu religijnego. Ówczesny proboszcz, ks. Bolesław Wiechowicz, przeszedł do wspólnoty mariawitów, a za nim uczyniło to większość parafian. Tylko dwie rodziny pozostały w kościele rzymskokatolickim. Pod naporem większości, musiały one oddać swoją świątynię. Wtedy też zaczęli o nią walczyć warszawscy kolejarze, którzy budując szlak kolejowy Warszawa – Terespol, mieszkali w Cegłowie i okolicy. Co niedzielę przyjeżdżali tłumnie na mszę świętą, którą odprawiał przyjezdny ksiądz. Do tej pory kolejarze przed ponad wieku są uznawani przez miejscowy Katolików za bohaterów i obrońców wiary. Ostatecznie, po ekskomunice nałożonej przez papieża Piusa X, wielu parafian powróciło do kościoła rzymskokatolickiego.

Na potrzeby społeczności starokatolickiej (mariawickiej) w 1906 roku wybudowano kościół parafialny, w stylu neogotyckim. Obecnie cegłowska parafia (należy do diecezji lubelsko-podlaskiej) jest jedną z większych na Mazowszu.

Cegłów - Kościół Mariawitów
Cegłów – Kościół Mariawitów

Cegłowska ścieżka rowerowa

Po obejrzeniu dwóch kościołów i pomnika pojechaliśmy dalej ulicą Tadeusza Kościuszki, ku ścieżce rowerowej, która prowadzi przez las (część tej ścieżki biegnie przez Rezerwat Przyrody Jedlina). Ścieżka ta jest dobrze utwardzona i dosyć dobrze oznaczona. Osobiście brakowało mi mapy trasy (chyba, że jest w innym miejscu). Całkowita długość trasy to 13,9 km.

Po zjechaniu z drogi asfaltowej (swoją drogą nie jest już pierwszej młodości) minęliśmy biało-zielony szlaban i postanowiliśmy sobie zrobić postój na mały posiłek. W lesie trwała wycinka drzew, więc mieliśmy gdzie usiąść. Z ilości rowerzystów, którzy nas mijali wnioskuję, że cegłowska ścieżka rowerowa jest chętnie odwiedzana.

Nasz plan na ten odcinek wycieczki był następujący:

  1. przejechanie w linii prostej około 1.7 km, następnie ostry skręt w lewo i nawrót.
  2. kolejne około 1,9 km w linii prostej i powrót do drogi asfaltowej, skręt w lewo, dojechanie do miejsca startu odcinka, następnie skręt w prawo, czyli mieliśmy znaleźć się na przeciwko miejsca, w którym jedliśmy.
  3. następnie mieliśmy przejechać około 6 km do miejscowości Skwarne, tam odbić w lewo na Cegłów, a potem skręcić z ulicy Piaskowej w Partyzantów i dalej jechać w kierunku Woli Rafałowskiej i Mrozów.

Trasa na ten odcinek miała wyglądać tak:

mapa2

A ja wyszło? Ano tak…

Po posiłku ruszyliśmy przed siebie. To co rzuciło się nam w oczy to Barszcz Sosnowskiego, który w tej okolicy rocznie dość licznie. Roślina ta pochodzi z rejonu Kaukazu, a na przestrzeni lat 50.-70. XX wieku została sprowadzona między innymi do Polski jako roślina pastewna. Szybko przekonano się, że jest to roślina bardzo inwazyjna, trudna w zwalczaniu, bardzo niebezpieczna z uwagi na sok, jaki wydziela (uwaga powoduje oparzenia skóry! – wpiszcie sobie w Wikipedii hasło “barszcz Sosnowskiego” i tam jest zdjęcie dłoni po oparzeniu sokiem tej rośliny).  Z uwagi na te fakty, porzucono uprawy, a samą roślinę objęto prawnym zakazem uprawy na terenie Polski. Ale wracając do opisu trasy…

Jechaliśmy prosto. Co i raz mijaliśmy rozgałęzienia drogi. W tych miejscach zatrzymywaliśmy się i sprawdzaliśmy naszą pozycję za pomocą aplikacji Endomondo, gdzie miałem zapisaną trasę wycieczki. Zatrzymywaliśmy się dlatego, bowiem w tamtym momencie nie miałem jeszcze pokrowca na telefon, który mógłbym zamocować na rowerze (całe szczęście już mam).

Skończyło się na tym, że przejechaliśmy miejsce nawrotu, a potem podjęliśmy próby znalezienia tego miejsca, co tylko spowodowało, że przejechaliśmy i przeszliśmy na darmo kilka kilometrów oraz frustrację. A wszystko przez to, że według mnie w tym lesie nie ma takiej odnogi, która by odchodziła pod kątem ostrym od naszego toru jazdy.

Nasza frustracja i zrezygnowanie sięgnęły zenitu i postanowiliśmy wracać tą samą drogą, którą przyjechaliśmy. Po przejechaniu kilkuset metrów znaleźliśmy się w miejscu, gdzie było dużo jagód. Postanowiliśmy powetować sobie poniekąd nieudaną wycieczkę jagodami. Zebraliśmy prawie cały bidon 0,7 l. Być może zbieralibyśmy jeszcze, ale komary nie dawały nam żyć i kontynuowaliśmy powrót do domu.

Wróciliśmy prawie tą samą drogą – jedyną różnicą było to, że ominęliśmy rondo w Cegłowie, skręcając zaraz za przejazdem kolejowym w prawo i wyjechaliśmy przy Zespole Szkolnym. Tam chwilę odpoczęliśmy i wróciliśmy do domu.

Mam w planach przejechanie tej wycieczki raz jeszcze, po takiej trasie jaką zaplanowałem. W sumie przejechaliśmy prawie  tyle kilometrów, ile mieliśmy przejechać, czyli 27 km.

Trasa, którą faktycznie przejechaliśmy wygląda tak:

endo2

I jeszcze odcinek leśny:

endo_las

Wycieczka okazała się również za długa, jak na pierwszą po prawie trzymiesięcznej przerwie. Musieliśmy robić postoje. Ale nie ma co narzekać. Niedługo znowu wsiadamy na rowery. Mamy w planach kilka wycieczek, choć pewnie kilka z nich nie przekroczy 15 km. Chcemy teraz stopniowo zwiększać odległości.

Na koniec kilka zdjęć z odcinka leśnego.

100_2553e
100_2556e
100_2557e
100_2559
100_2562e
]]>
https://przygodyprzemka.pl/mrozy-ceglow-mrozy/feed/ 0