parki narodowe i rezerwaty – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl - pieszo, rowerem, z aparatem Sat, 31 Jul 2021 11:54:17 +0000 pl-PL hourly 1 https://przygodyprzemka.pl/wp-content/uploads/2020/12/cropped-pzfavn-1-32x32.png parki narodowe i rezerwaty – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl 32 32 Majówka 2018 – Zakopane #4 – Morskie Oko https://przygodyprzemka.pl/morskie-oko/ https://przygodyprzemka.pl/morskie-oko/#respond Fri, 28 Dec 2018 12:52:13 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=3308 Zapraszam na czwartą, ostatnią część wspomnień z majówki 2018. Tym razem wybrałem się do jednego z najbardziej obleganego miejsca w polskich Tatrach,po Rysach, Giewoncie czy kolejce na Kasprowy Wierch, czyli nad Morskie Oko.

[...]

Czytaj więcej from Majówka 2018 – Zakopane #4 – Morskie Oko

]]>
Zapraszam na czwartą, ostatnią część wspomnień z majówki 2018. Tym razem wybrałem się do jednego z najbardziej obleganego miejsca w polskich Tatrach,po Rysach, Giewoncie czy kolejce na Kasprowy Wierch, czyli nad Morskie Oko.

W założeniu, miała to być lajtowa wycieczka do miejsca, w którym ostatni raz byłem chyba z piętnaście lat temu, podczas ferii zimowych. Oczywiście liczyłem się z tłumami na “najtrudniejszym” szlaku w Tatrach. I nie przeliczyłem się :).

Określenie “najtrudniejszy” to ironia, bowiem szlak w 99,9% prowadzi po drodze asfaltowej i tylko w miejscu największych serpentyn, idzie się “na skróty” lub jak kto woli “na przełaj”, przez las.

Szlak prowadzący z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka, jest jednym z najczęściej wybieranym szlakiem przez turystów w polskich Tatrach. W tzw. “sezonie wysokim”, szlakiem tym, podąża tysiące turystów.

Jak dojechać nad Morskie Oko?

Do Morskiego Oka nie da się dojechać. Dojechać możemy tylko do parkingu na Palenicy Białczańskiej i to na dwa sposoby. Własnym samochodem lub busem, które startują spod dworca w Zakopanem.

Ja do Palenicy Białczańskiej dojechałem busem i ten sposób Wam polecam, bowiem parking dla samochodów osobowych nie jest z gumy, a to jak pisałem we wstępie, jeden z najbardziej obleganych szlaków w sezonie wysokim. Może się zdarzyć, że zabraknie dla Was miejsca, a po co zarażać się na mandat, parkując w niedozwolonym miejscu?

Napisałem wyżej, że do Morskiego Oka nie można dojechać. Ktoś może powiedzieć, że to nieprawda, bo przecież są zaprzęgi konne. Tak są, ale nawet one nie podjeżdżają pod same schronisko nad stawem, a jedynie do Włosienicy, skąd trzeba samemu dojść nad Morskie Oko. Tak wiem, że to dla niektórych może być skandal, tak samo jak fakt, że na szczycie Rysów nie ma żadnego punktu gastronomicznego.

Najtrudniejszy (technicznie) szlak w Tatrach

Mamy tutaj kolejną ironię, bo jeśli dla kogoś ten szlak jest technicznie trudny, to może w ogóle nie powinien przyjeżdżać w góry, ewentualnie pozostać na “zdobywaniu” Krupówek.

Oceniając szlak pod kątem technicznym, to jeden z łatwiejszych szlaków w polskich Tatrach. Idziemy po drodze asfaltowej (co dla niektórych może być argumentem, aby pozwolić turystom dojeżdżać swoimi samochodami do samego schroniska), w dwóch bodajże miejscach, szlak skręca na leśne ścieżki i maszerować trzeba po kamieniach, które po deszczu mogą być śliskie, jak to kamienie i wtedy trzeba uważać.

Ruszamy z Palenicy Białczańskiej Morskie Oko
Ruszamy z Palenicy Białczańskiej

Ale ogólnie tak łatwo to do końca nie jest, bo idziemy w końcu cały czas pod górę i to kilka dobrych kilometrów. Zawsze można zminimalizować wysiłek i dojechać bryczką do Włosienicy, ale ja to tych osób się nie zaliczam, ale też nie oceniam tych, co jednak zdecydują się na ten krok, Wasza sprawa, Wasz wybór. A tym bardziej nie oceniam górali, bo w końcu, “każdy orze, jak może”. Osobiście wychodzę z założenia, że skoro przyjechałem pochodzić po górach, to CHODZĘ. I tyle w tym temacie.

Jeśli chodzi o walory estetyczne, to ten szlak, jak dla mnie jest nudny. Wiedzie praktycznie cały czas przez las, miejscami możemy podziwiać np. Turnię nad Dziadem, Turnię nad Szczotami, szczyty po słowackiej stronie Tatr, z masywem Gerlacha, czy im bliżej Morskiego Oka, Mięguszowieckie Szczyty.

Turnia nad Dziadem i Turnia pod Szczotami Morskie Oko
Turnia nad Dziadem i Turnia pod Szczotami

Wodogrzmoty Mickiewicza

Pierwszy postój zrobiłem sobie przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Są to wodospady, składające się z trzech większych (Wyżni, Pośredni, Niżni Wodogrzmot) i kilku mniejszych kaskad wodnych.

Nazwa “Wodogrzmoty” wywodzi się od huku spadającej wody, szczególnie po ulewach. Pierwotnie nazwą ludową był “Grzmot”. W 1891 roku, Towarzystwo Tatrzańskie, nadało imię Adama Mickiewicza Wodogrzmotom, na pamiątkę sprowadzenia, rok wcześniej, prochów poety na Wawel. Mickiewicz nie miał nic wspólnego z górami, nigdy nawet tutaj nie był, więc w geście tym nie należy upatrywać jakiegokolwiek związku Wieszcza z Tatrami.

wodogrzmoty mickiewicza morskie oko
Wodogrzmoty Mickiewicza – dobrze widoczny jest tylko Pośredni Wodogrzmot (Wyżni, jest ledwo widoczny, zaś Niżni, w ogóle, ponieważ znajduje się pod mostem).

Z kamiennego mostu, który wybudowany został w 1900 roku, a w 1966 roku poszerzony, widać dobrze tylko Pośredni Wodogrzmot. Wyżni Wodogrzmot jest prawie niewidoczny, a Niżni znajduje się poniżej przeprawy i w ogóle go nie widać.

Niedaleko wodospadów, z drogą Balzera krzyżuje się szlak zielony, ze schroniska Roztoki do Doliny Pięciu Stawów.

Po kilku minutach ruszyłem w dalszą drogę. Pogoda, jak na razie, dopisywała, więc marsz, choć pod górę, nie był dla mnie zbytnio męczący. W nielicznych miejscach, gdzie las ustępował i odsłaniał widoki, stawałem i robiłem użytek z mojego aparatu.

Tatry po słowackiej stronie Morskie Oko
Tatry po słowackiej stronie
mięguszowieckie szczyty morskie oko
Zaśnieżone jeszcze Mięguszowieckie Szczyty – widok z drogi Balzera

Polana Włosienica

Po mniej więcej dwóch godzinach od startu z Palenicy Białczańskiej, zameldowałem się na Polanie Włosienica, skąd do Morskiego Oka jest już rzut beretem (ok. 1.8 km).

Włosienica, to niewielka polana, położona na wysokości ok. 1315 metrów n.p.m. Nazwa polany pochodzi od porastającej ją trawy, nazywanej prze górali włosienicą lub włósienicą.

W czasach nie tak bardzo odległych, bowiem do lat 80. XX wieku, znajdował się tutaj parking i pętla autobusowa. Wówczas, ów parking był dostępny dla każdego turysty, dzisiaj parkować mogą tu tylko pojazdy zaopatrujące bufet, który znajduje się na polanie oraz inne pojazdy, mające odpowiednią zgodę dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Na Włosienicy swoje kursy końcą zaprzęgi konne, skąd turyści muszą dojść o własnych siłach nad Morskiego Oko.

Przy dobrej pogodnie, a raczej dobrej widoczności, z Włosienicy, widać doskonale Mięguszowieckie Szczyty, których stoki opadają ku południowemu brzegowi stawu.

mięguszowieckie szczyty polana włosienica morskie oko
Mięguszowieckie Szczyty z Polany Włosienica

Morskie Oko

Nie spędziłem zbyt wiele czasu na polanie. Kilka fotek, łyk wody i ruszyłem w dalszą drogę. Jak pisałem wyżej, chcąc nie chcąc, odcinek od Włosienicy do Morskiego Oka, trzeba już pokonać pieszo, więc ludzi na szlaku zrobiło się zdecydowanie więcej niż do tej pory.

Wyruszając z polany, wszedłem ponownie w wysoki las, który po przejściu kilkuset metrów przecina nieporośnięty drzewami Żleb Żandarmerii.

Nazwa żlebu pochodzi od stojącego tu niegdyś posterunku żandarmerii, który już pierwszej zimy został zniesiony przez lawinę.

W sezonie zimowym jest to jeden z najbardziej lawinowych żlebów w polskich Tatrach. W zimie, szczególnie w okresy wolne od pracy, nad Morskie Oko suną tysiące turystów, więc jest to też jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w Tatrach.

Dochodząc już do schroniska, moje uszy uderzył potężny huk… rozmów turystów. Poczułem się jakbym z górskiego szlaku przeniósł się na jakiś bazar.

Wszedłem na chwilę do budynku Nowego Schroniska, a potem zszedłem nad brzeg stawu. Na dole tłumy, jak na plaży nad Bałtykiem i jeden wielki harmider. Uciekłem trochę na lewo, za mostek, pod którym Morskie Oko łączy się z Rybim Potokiem. Tam znalazłem namiastkę spokoju. Usiadłem na kamieniu i odpoczywałem.

Morskie Oko, to największe jezioro w Tatrach. Położone jest na wysokości 1395 m n.p.m. Jezioro jest pozostałością po lodowcu, który dawno temu zalegał na tym terenie. Woda w stawie ma kolor zielonkawy, a jej przezroczystość sięga 11-14 metrów.

Nazwa “Morskie Oko” to tłumaczenie z języka niemieckiego (Meeraugen – tak osadnicy ze Spiszu nazywali jeziora w Tatrach). Wcześniej górale używali nazwy “Biały Staw”, “Rybie Jezioro” lub “Rybi Staw”. Morskie Oko, to jedno z nielicznych tatrzańskich zbiorników, które w sposób naturalny jest zarybione.

Staw jest zasilany kilkoma potokami – dwoma stałymi: Czarnostawskim Potokiem oraz Mnichowym Potokiem, a także kilkoma okresowymi. Z jeziora, jak już wspomniałem, wypływa Rybi Potok, który w początkowym odcinku, rozlewa się na kilka Rybich Stawków: Małe Morskie Oko, Żabie Oko, Małe Żabie Oko.

Rybi Potok Morskie Oko
Rybi Potok

Morskie Oko można obejść dookoła lub też możemy pójść znad stawu w dalszą drogę, np. nad Czarny Staw pod Rysami i dalej na Rysy.

Siedząc nad brzegiem Morskiego Oka, miałem doskonały widok na Mięguszowieckie Szczyty, które są tutaj na wyciągnięcie ręki. Dlatego też nie próżnowałem i robiłem zdjęcia.

Mięguszowieckie Szczyty opis szczytów Morskie Oko
Mięguszowieckie Szczyty: 1. Mięguszowiecki Szczyt Czarny, Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem, 3. Mięguszowiecki Szczyt Pośredni, 4. Mięguszowiecka Przełęcz Wyżnia, 5. Mięguszowiecki Szczyt Wielki, 6. Hińczowa Przełęcz, 7. Cubryna, 8. Mnich

Około 10 metrów od tafli Morskiego Oka, stoi budynek schroniska górskiego PTTK i teraz napiszę kilka słów o nim.

Pierwszy budynek schroniska został wybudowany w 1827 roku. Niestety w 1865 roku, w wyniku pożaru obiekt doszczętnie spłonął. Dziewięć lat później, w 1874 roku, Towarzystwo Tatrzańskie rozpoczęło budowę nowego schroniska. Obiekt otwarto 3 sierpnia 1874 roku, a rok później, 16 września, nazwano je imieniem Stanisława Staszica. Był to niewielki, drewniany budynek, gdzie nocować mogło do 25 osób.

W kolejnych latach, schronisko było modernizowane i rozbudowywane, dzięki czemu podwojono liczbę miejsc noclegowych. W nocy z 1 na 2 października 1898 roku, wybuchł pożar, który strawił budynek. Po pożarze, schronisko przeniesiono do budynku wozowni, dzisiaj nazwanym Starym Schroniskiem, które nadal funkcjonuje, dzięki czemu jest najstarszym tego typu obiektem po polskiej stronie Tatr.

Obecne schronisko, które jest celem tysięcy turystów, wybudowano w 1908 roku i również służy do dnia dzisiejszego. W okresie międzywojennym, obiekt był rozbudowywany i modernizowany. W czasie okupacji, stacjonował tutaj oddział niemieckiej straży granicznej. Po wojnie, do dnia dzisiejszego, schronisko prowadzi rodzina Łapińskich.

Nowe Schronisko dysponuje 36 miejscami noclegowymi, zaś Stare Schronisko, może przyjąć 43 gości.

Tyle suchych faktów. Przyszedł moment, kiedy stwierdziłem, że starczy siedzenia i czas ruszać w dalszą drogę.

Pogoda w górach jest zmienna!

Wyruszając z Palenicy Białczańskiej, w planach miałem, póki co, dojście nad Morskie Oko, gdzie potem chciałem zastanowić się czy wracać, czy iść dalej.

Postanowiłem w końcu iść nad Czarny Staw pod Rysami, a wracając obejść Morskie Oko dookoła.

nowe schronisko morskie oko miedziany opalony wierch
Nowe Schronisko, górujące nad Morskim Okiem, w tle Miedziane i Opalony Wierch, których wierzchołki są zasnute chmurami
Opalony Wierch morskie oko
Opalony Wierch
mnich morskie oko tatry
Pogoda w górach jest bardzo zmienna, a zmiany mogą być dynamiczne. Na zdjęciu charakterystyczny Mnich (środek planu)

Ruszyłem więc w drogę. Nie byłem nawet w połowie, gdy zauważyłem, że pogoda zaczyna się zmieniać, w dodatku szybciej niż do tej pory. Wcześniej, gdy jeszcze siedziałem nad brzegiem Morskiego Oka, widziałem jak co i raz wierzchołki Mięguszowieckich Szczytów znikały wśród chmur. Jednak nie na długo. Teraz, od dłuższego czasu, wierzchołki nie były widoczne, a wiatr odczuwalnie przybrał na sile. Zbierało się na deszcz. Postanowiłem porzucić swoje plany i rozpocząłem powrotną wędrówkę do Palenicy Białczańskiej. Później, okazało się, że była to bardzo dobra decyzja.

morskie oko schronisko opalony wierch
Morskie Oko, schronisko i Opalony Wierch z innej perspektywy

Pokręciłem się jeszcze chwilę nieopodal Nowego Schroniska, ale gdy zaczął kropić deszcz, ruszyłem w drogę powrotną.
Gdy dochodziłem do Włosienicy, rozpadało się na dobre. Postanowiłem przeczekać największe opady pod wiatą pawilonu gastronomicznego. Po dłuższej chwili, deszcz przeszedł w mżawkę, więc mogłem kontynuować swój marsz w dół.

Deszcz nie dał zbyt długo o sobie zapomnieć, opady znowu przybrały na sile. Zmieniłem więc polar na kurtkę przeciwdeszczową, elektronikę zabezpieczyłem przed wilgocią, po czym schowałem ją do plecaka, na niego założyłem pokrowiec. Tak zabezpieczony, mogłem iść dalej. Deszcz padał raz mniejszy, raz większy, w pewnym momencie spadł nawet mały grad.

Zaczęło grzmieć. Odgłosy grzmotów, a potem strzelanie piorunów, potęgowane przez górskie echo, sprawiały wrażenie, jakby chmura burzowa była tuż nade mną.

Asfaltowa nawierzchnia drogi, zmieniła się w mały, rwący potok. Szedłem dziarsko dalej, nie zważając zbytnio na padający deszcz, choć nie mogę tego powiedzieć o ludziach których mijałem. Oczywiście byli tacy, którzy byli, podobnie jak ja, przygotowani na taką ewentualność. Byli, niestety w większości i tacy, którzy w ogóle nie byli przygotowani na deszcz, nie wspominając już o burzy. Cienkie t-shirty, krótkie spodenki i buty w stylu japonek na nogach. Niektórzy z dziećmi w wózkach. Ci bardziej myślący skorzystali z usług zaprzęgów konnych i zjeżdżali w dól.

Mimo że momentami nieźle padało, to gdy mijałem Wodogrzmoty Mickiewicza byłem względnie suchy. Wszystko, może oprócz kurtki, zdało egzamin nieprzemakalności. Szczególnie byłem zadowolony z butów, które oprócz padającego deszczu, musiały wytrzymać jeszcze niedające się ominąć niekiedy, sporych rozmiarów, kałuże.

Kiedy dochodziłem do Waksmundzkiego Potoku, deszcz na moment przestał padać, a wszędzie unosiły się obłoki pary. W pewnym momencie, tuż przy drodze, zauważyłem parę jeleni, które nic nie robiły sobie z aury oraz przechodzących ludzi i spokojnie szukały pożywienia. Miałem już wyciągnąć aparat z plecaka, gdy deszcz znowu o sobie przypomniał. Zadowoliłem się więc zdjęciem z telefonu i ruszyłem dalej.

jelenie jeleń morskie oko
Jelenie
jelenie jeleń morskie oko
Jelenie
krajobraz tatry burza morskie oko
Krajobraz po burzy (połamane drzewa leżały już wcześniej)

Doszedłem w końcu do parkingu. Złapałem pierwszy lepszy bus i wróciłem do Zakopanego, a potem do siebie, do pokoju.

Szkoda, że pogoda pokrzyżowała moje plany, choć i tak uważam ten dzień za udany. Była to ostatnia dłuższa wycieczka, podczas majówkowego pobytu w Tatrach. Co prawda, następnego dnia wybrałem się pochodzić po mieście i byłem nawet na Gubałówce, ale nie robiłem tam nic, co by było warte opisania na blogu. Niżej tylko kilka fotek oraz mapa z opisywanego przejścia nad Morskie Oko.

Wielka Krokiew
Wielka Krokiew
giewont zachód słońca
Giewont w świetle zachodzącego słońca

Chciałbym, w nadchodzącym 2019 roku, wrócić w Tatry, mam już jakieś pierwsze szkice tras, które chciałbym zrealizować, ale jak to wszystko będzie, czas pokaże, bo też w planach mam inne podróże.

Raczej na pewno nie wrócę w Tatry, podczas przyszłorocznej majówki, ani innego długiego weekendu, bowiem chciałbym uniknąć tłumów na szlakach.

Muszę przyznać, że jestem zadowolony z tego wyjazdu. W końcu, będąc w górach, mogłem chodzić po szlakach. Pogoda zbytnio nie krzyżowała mi planów. Załapałem “górskiego bakcyla” i już nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu w góry, choć nie muszą to być koniecznie Tatry.

Niżej obiecana mapa szklaku. Do zobaczenia w kolejnym poście, który ukaże się już w Sylwestra.

Trasa: Palenica Białczańska – Palenica Białczańska | mapa-turystyczna.pl

]]>
https://przygodyprzemka.pl/morskie-oko/feed/ 0
Majówka 2018 – Zakopane #3 – Hala Gąsienicowa https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-3-hala-gasienicowa/ https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-3-hala-gasienicowa/#respond Fri, 26 Oct 2018 10:57:19 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=3249 Zapraszam na kolejną część wspomnień z tegorocznej majówki. Trochę mnie nie było, z różnych powodów, ale wracam już do prowadzenia bloga. Temat przewodni na dziś – Hala Gąsienicowa, czyli następny cel mojego łazikowania po polskich Tatrach. Poprzednie części możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

[...]

Czytaj więcej from Majówka 2018 – Zakopane #3 – Hala Gąsienicowa

]]>
Zapraszam na kolejną część wspomnień z tegorocznej majówki. Trochę mnie nie było, z różnych powodów, ale wracam już do prowadzenia bloga. Temat przewodni na dziś – Hala Gąsienicowa, czyli następny cel mojego łazikowania po polskich Tatrach. Poprzednie części możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

Kuźnice na start

Pierwotnie Hala Gąsienicowa miała być celem na środę, ale z uwagi na fakt, że pogoda w godzinach przedpołudniowych nie była zbyt dobra do łażenia po szlakach (padał deszcz), postanowiłem wycieczkę przełożyć na następny dzień, licząc, że przynajmniej rano nie będzie padać. Z resztą wg prognoz pogoda miała być w czwartek lepsza. Nie będę Was zanudzał opisywaniem, co robiłem w środę, bo uwierzcie mi, nie robiłem nic wartego uwiecznienia na blogu :). Skaczemy do przyszłości, do czwartku.

Z autobusu linii miejskiej wysiadłem na przystanku, przy rondzie Jana Pawła II, skąd pieszo, ruszyłem w stronę Kuźnic. Po kilkudziesięciu minutach spokojnego marszu, byłem na miejscu. Mimo dość wczesnej pory, było trochę turystów, którzy podobnie, jak ja, wyruszali na szlaki z Kuźnic. Jedni wyruszali szlakiem na Giewont, następni na Kasprowy Wierch, inni na Nosal, a pozostali, tak, jak ja wchodzili na szlak na Halę Gąsienicową.

hala gąsienicowa Kuźnice - widok na Nosal
Kuźnice – widok na Nosal

Z Kuźnic do Hali Gąsienicowej, można dojść dwoma szlakami, które krzyżują się na Przełęczy między Kopami. Do wyboru mamy szlak żółty, który wiedzie przez Dolinę Jaworzynkę lub szlak niebieski, który początkowo biegnie równolegle do szlaku zielonego na Nosal, by potem odbić w prawo przez Boczań i Skupniów Upłaz. Wybrałem szlak żółty, a wracać do Kuźnic postanowiłem szlakiem niebieskim.

Dolina Jaworzynka – czyli ostro pod górę

Początkowo szlak żółty jest dosyć łatwy i przyjemny. W nielicznych momentach trzeba pokonać niewielkie wzniesienia terenu, a przejście przez Polanę Jaworzynka to jak spacer po Krupówkach.

Dolina Jaworzynka, to wschodnie odgałęzienie Doliny Bystrej. W przesłości, tak, jak w innych dolinach tatrzańskich wypasano tutaj owce, o czym świadczą mijane po drodze cztery szałasy pasterskie. W dolinie wydobywano niegdyś także rudę żelaza. Jako ciekawostkę podam, iż w latach 1920-1930, istniała tutaj skocznia narciarska. Ostatni rekord należy do reprezentanta ówczesnej Czechosłowacji – Franciska Wende, który oddał skok na odległość 36 metrów.

Szałasy pasterskie w Dolinie Jaworzynka hala gąsienicowa
Szałasy pasterskie w Dolinie Jaworzynka

dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka – szlak początkowo jest łatwy i przyjemny

Im bliżej Przełęczy między Kopami, tym żółty szlak idzie bardziej w górę. Podchodzimy najpierw Długim Żlebem, a następnie Siodłową Percią. Pierwszy dłuższy postój zrobiłem sobie w miejscu, mniej więcej na wysokości 1300 m n. p. m., z widokiem na Kopę Magury, Jaworzyńską Przełęcz i Jaworzyńską Czubę, gdzie szlak skręca ostro w lewo.

dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka – im dalej, tym wspinamy się coraz wyżej

siodłowa perć hala gąsienicowa
Siodłowa Perć – widok na Jaworzyńską Przełęcz i Jaworzyńską Czubę. Po lewo, poza kadrem, Kopa Magury

Kolejny etap, to mozolne podejście po kamieniach wśród drzew i kosodrzewiny, z widokiem na Giewont zza placami. Szedłem dziarsko pod górę, aż w końcu dotarłem do Przełęczy między Kopami.

Przełęcz między Kopami

Karczmisko, bo taka nazwa przełęczy niegdyś funkcjonowała (prawdopodobnie dlatego, że było to zawsze miejsce odpoczynku dla górali, górników i turystów, choć nigdy nie istniała w tym miejscu żadna karczma), znajduje się na wysokości 1499 m n.p.m., pomiędzy Wielką Królową Kopą a Małą Królową Kopą. Ciekawostką jest fakt, że Wielka Królowa Kopa jest niższa o 46 metry od Małej (kolejno 1531 m. n.p.m. i 1577 m n.p.m. – a tak naprawdę, to Wielka Królowa Kopa ma większą wysokość względną i jest masywniejsza).

Jak wspominałem wcześniej, krzyżują się tutaj szlaki niebieski i żółty, z tym, że niebieski biegnie dalej przez Halę Gąsienicową, Czarny Staw Gąsienicowy, przecina Orlą Perć, Dolinę Pięciu Stawów Polskich, a kończy się przy schronisku PTTK “Morskie Oko”. Zaprawieni w tatrzańskich bojach mogą zrobić sobie niezłą wycieczkę. Ja się do nich, póki co, nie zaliczam i pewnie jeszcze długo nie będę, co nie zmienia faktu, że taki dłuższy trekking mnie korci. Szlak żółty kończy się w tym miejscu.

przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Drogowskazy na Przełęczy między Kopami

giewont przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Widok na Giewont z Przełęczy między Kopami

Na przełęczy można odpocząć na drewnianych balach bądź ławkach, a zbierając siły na dalszą wędrówkę podziwiać widoki.

Posiedziałem sobie dłuższą chwilę na przełęczy, odpocząłem, zrobiłem kilka zdjęć, aż w końcu ruszyłem dalej ku Hali Gąsienicowej, która była już coraz bliżej.

Hala Gąsienicowa

Maszerując od Przełęczy między Kopami, schodziłem stopniowo w dół. Z każdym moim krokiem, wyłaniał się widok na grań Orlej Perci. Po kilku chwilach stanąłem na Królowej Rówieńkach.

orla perć hala gąsienicowa
Im bliżej hali, tym bardziej otwierał się widok na Orlą Perć

Nazwa hali, pochodzi od góralskiego rodu Gąsieniców z Zakopanego, którzy w XVII wieku byli jej właścicielami. W przeszłości była to hala pasterska, jeden z większych ośrodków pasterskich w Tatrach. Nie zawsze halę nazywano “Gąsienicową”. Niegdyś zwana była Halą przy Stawach lub Halą Stawy, a wypasających tutaj owce nazywano “stawianami”. Halę, oprócz pasterzy owiec, odwiedzali także zbójnicy, a według podań Aleksander Kostka-Napierski werbował tutaj ochotników do powstania chłopskiego, które miało miejsce na Podhalu w dniach 14-24 czerwca 1651 roku.

Hala Gąsienicowa to typowa hala wysokogórska. Wśród rozrzuconych mniejszych i większych głazów rośnie kosodrzewina. Jest to też potężny węzeł szlaków turystycznych w Tatrach. Możemy wyruszyć stąd na Krzyżne, Zawrat czy Kasprowy Wierch.

Stojąc na Królowych Rówieńkach miałem jeszcze lepszy widok na Orlą Perć, a więc i szczyty: Kościelec i Mały Kościelec, Kozi Wierch, Granaty, Zamarłą Turnię czy Świnicę. Stoją tutaj również szałasy pasterskie.

orla perć królowe rówieńki hala gąsienicowa
Widok na Orlą Perć z Królowych Rówieniek

królowe rówieńki hala gąsienicowa
Królowe Rówieńki z widokiem na szczyty. Na bliższym planie “Betlejemka”

Po dłuższej chwili, kiedy uznałem, że napawanie się widokami osiągnęło w danym momencie wystarczający poziom, udałem się w stronę schroniska “Murowaniec” na małe co nieco (czytaj na szarlotkę). Po drodze mijając “Betlejemkę”, czyli Centralny Ośrodek Szkolenia Polskiego Związku Alpinizmu (na zdjęciu powyżej, na pierwszym planie).

Schronisko PTTK “Murowaniec”

“Murowianiec” powstał w latach 1921-1925, głównie dzięki staraniom Stanisława Osieckiego, prezesa Oddziału Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i wicemarszałka Sejmu (w latach 1919-1922). Schronisko, według projektu Zdzisława Kalinowskiego i Karola Sicińskiego, wybudowane zostało siłami żołnierzy Wojska Polskiego. Uroczyste otwarcie miało miejsce w niedzielę, 12 lipca 1925 roku. Otwarcia dokonał Prezydent RP Stanisław Wojciechowski.

Na początku lat 50. XX wieku, dobudowano zachodnie skrzydło, przerobiono wnętrze budynku, powiększając schronisko do obecnych rozmiarów. Aktualnie “Murowaniec” zarządzany jest przez PTTK i posiada 120 miejsc noclegowych.

murowaniec schronisko pttk hala gąsienicowa
“Murowaniec” – schronisko PTTK na Hali Gąsienicowej

Siedząc na ławce przed schroniskiem, pałaszując szarlotkę, po którą musiałem odstać swoje w dość długiej kolejce, zastanawiałem się nad następnym celem mojego trekkingu. Postanowiłem pójść nad Czarny Staw Gąsienicowy, który oddalony jest o około 30 minut marszu od “Murowańca”. Jak się potem okazało, nie dotarłem nad staw. Dlaczego? Po kolei.

szarlotka murowaniec pttk schronisko hala gąsienicowa
Szarlotka z “Murowańca”

Czarny Staw Gąsienicowy

Wyruszając spod schroniska, wróciłem na niebieski szlak. Przy drogowskazach skręciłem najpierw w prawo, potem odbiłem w lewo. Po drodze nad Czarny Staw Gąsienicowy, mijałem pozostałości po zimie, czyli miejscami mniejsze i większe ilości śniegu, który gdzieniegdzie roztapiając się tworzył spore kałuże. Dla mnie taka sytuacja była normalna, byłem na to przygotowany (choć nie miałem ze sobą raków), w końcu na wysokości 1500 m n.p.m. śnieg w maju to nic niezwykłego, tym bardziej wystarczy spojrzeć na szczyty i zobaczyć, że zima w wyższych partiach gór jeszcze nie dała za wygraną. Widziałem, że niektórzy “turyści” byli tym faktem mocno zaskoczeni. Szczególnie ci, którzy na nogach mieli obuwie bardziej nadające się na spacer po Równi Krupowej bądź Krupówkach, a nie na szlaki.

Dla przygotowanego turysty, szlak był miły i przyjemny. Wiedzie on po kamiennych płytach, a Orla Perć z każdym krokiem jest coraz bliżej, w dole przyjemnie szumi Czarny Potok Gąsienicowy.

szlak las hala gąsienicowa czarny staw gąsienicowy
Szlak miejscami był mokry od topniejącego śniegu. Wody było raz mniej raz więcej. Ale dla przygotowanego, w pełni myślącego turysty, to nie problem.

orla perć granaty zamarła turnia kozi wierch hala gąsienicowa
Z każdym krokiem szczyty coraz bliżej. Od lewej: Żółta Turnia, Granaty, Czarne Ściany, Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zamarła Turnia

Jednak, tak miło i przyjemnie było tylko do czasu.

W pewnym momencie szlak wznosi się. Tam czapa śniegu. Zszedłem na bok, by nie tarasować przejścia, a ludzi zmierzających nad Czarny Staw Gąsienicowy trochę było. Zacząłem zastanawiać czy warto zaryzykować i przejść ten odcinek bez raków na butach, których nie miałem, bo nie planowałem chodzenia po szlakach z dużą ilością śniegu. Stwierdziłem, że nie warto ryzykować zdrowia czy nawet życia, bo przecież mogę tu wrócić w innym terminie (np. letnim) lub gdy zaopatrzę się w odpowiedni sprzęt.

Stałem sobie, myślałem i obserwowałem innych. Pozostali nie mieli takiego dylematu jak ja, ślizgając się, niektórzy prawie już upadając szli dalej bądź wracali. Przeważnie w adidasach i trampkach. Dorośli w pojedynkę, mniejszych i większych grupach, rodzice z dziećmi (!). Przeszło obok mniej kilkadziesiąt osób. Zawrócić postanowiłem tylko ja, choć miałem na nogach buty z odpowiednią podeszwą, nieprzemakalne, to zdecydowałem się nie podejmować ryzyka.

śnieg hala gąsienicowa turyści
Mimo że miałem na nogach odpowiednie buty, to i tak bez raków nie zdecydowałem się iść dalej. Wolałem zawrócić niż ryzykować kontuzję. Oby tylko kontuzję.

Wróciłem zatem na Halę Gąsienicową, gdzie rozłożyłem się na trawie i dłuższą chwilę podziwiałem góry. Potem zmieniłem miejscówkę, usiadłem pod jednym z szałasów i znowu spędziłem kilka długich minut na patrzeniu przed siebie. Wynikiem tego mojego siedzenia i patrzenia są dwie poniższe panoramy. Kliknijcie na zdjęcie, aby otworzyło się większe.

panorama hala gąsienicowa góry szczyty
Panorama Hala Gąsienicowa i okoliczne szczyty

hala gąsienicowa panorama
Druga panorama, tym razem wykonana sprzed szałasu, który widać na pierwszej panoramie

Misiek

W końcu zebrałem się do drogi powrotnej. Jak już wspominałem wyżej, postanowiłem wracać cały czas niebieskim szlakiem, więc będąc drugi raz tego dnia na Przełęczy między Kopami, skierowałem swe kroki na Skupniów Upłaz, którego grzbiet przekroczyłem w niewielkim siodełku, nazywanym Diabełkiem. Otwiera się stąd widok na Dolinę Jaworzynkę, a w oddali widać Giewont.

skupniów upłaz przełęcz między kopami hala gąsienicowa
Widok na Skupniów Upłaz z Przęłęczy między Kopami

skupniów upłaz hala gąsienicowa
Rozpoczynam zejście przez Skupniów Upłaz, w oddali, po lewej stronie kadru widać Nosal

dolina jaworzynka hala gąsienicowa
Dolina Jaworzynka widziana z góry

skupniów upłaz hala gąsienicowa
Wybierając wejście/zejście przez Skupniów Upłaz mamy lepsze widoki i łagodniejsze nachylenie terenu

Szlak biegnie łagodnie w dół, poniżej linii grzbietu Skupniowego Upłazu, po lewej ręce mamy niewielkie wychodnie dolomitów. Chwilę potem wszedłem w las, widoki się skończyły, minąłem tzw. Czerwone Glinki – ziemia za sprawą związków żelaza, gdzieniegdzie przybiera bordowy kolor, doszedłem do grzbietu Boczania, skąd kiedyś rozpościerał się widok na Kalatówki i Giewont, ale teraz dojścia do punktów widokowych są zarośnięte i zagrodzone. Las ciągnął się po obu stronach, a szlak zrobił się bardziej stromy. W pewnym momencie, zapanowało poruszenie wśród ludzi, którzy schodzili do Kuźnic przede mną. Okazało się, że na prawo od nas, chodzi po zboczu niedźwiedź. Na moje oko, młody jeszcze osobnik. Choć widziałem go z pewnej odległości, chodził wśród krzaków, więc moja ocena, co do wieku drapieżnika może być błędna. Niektórzy byli blisko wpadnięcia w panikę, a to ostatnia rzecz, której chciałem w danej chwili. Jeśli był to młody niedźwiedź, to w pobliżu mogła być matka, a gdyby poczuła zagrożenie, to mogło zrobić się nieciekawie.

Jak zachować się w takiej sytuacji? Jeśli spotkasz miśka na swojej w drodze, tak, jak ja, czyli chodzi sobie on w pewnej odległości, nie zdążył jeszcze Ciebie zobaczyć, nie wpadaj w panikę, nie krzycz i zaczynaj biec. Nie zbliżaj się do niego, choć akurat mnie korciło, żeby zmienić obiektyw z kita na tele i zrobić choć jedno zdjęcie, ale w końcu po raz drugi tego dnia rozsądek wziął górę nad emocjami. Spokojnie odejdź w przeciwnym kierunku. Miałem to szczęście, że misiek szedł raczej w kierunku Przełęczy między Kopami, więc mogłem kontynuować schodzenie do Kuźnic.

Po nieoczekiwanym spotkaniu z niedźwiedziem, dalsza wędrówka przebiegła już bez niespodzianek. Napotykanych po drodze turystów, informowaliśmy o niedźwiedziu na szlaku. Doszedłem w końcu do Kuźnic. Posiedziałem trochę na murku przy potoku, po czym poszedłem na obiad i wróciłem do mojego pensjonatu.

Poniżej mapka z trekkingu. W następnym tygodniu, spodziewajcie się kolejnego wpisu z gór.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/majowka-2018-zakopane-3-hala-gasienicowa/feed/ 0
Majówka 2018 – Zakopane #2 – Nosal i Hala Kondratowa https://przygodyprzemka.pl/nosal-i-hala-kondratowa/ https://przygodyprzemka.pl/nosal-i-hala-kondratowa/#comments Wed, 30 May 2018 07:00:25 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2860 Nastał wtorek, który przywitał mnie piękną słoneczną pogodą. Mimo dość wczesnej pory, a była chyba dopiero godzina 5, było już dosyć ciepło. Zjadłem śniadanie, wypiłem kawę i wziąłem się za przygotowanie prowiantu na ten dzień.
Mój plan na dziś miał póki co jeden, mocny punkt – wejście na Nosal, potem zejście do Kuźnic i zastanowienie się co dalej.

[...]

Czytaj więcej from Majówka 2018 – Zakopane #2 – Nosal i Hala Kondratowa

]]>
Nastał wtorek, który przywitał mnie piękną słoneczną pogodą. Mimo dość wczesnej pory, a była chyba dopiero godzina 5, było już dosyć ciepło. Zjadłem śniadanie, wypiłem kawę i wziąłem się za przygotowanie prowiantu na ten dzień.
Mój plan na dziś miał póki co jeden, mocny punkt – wejście na Nosal, potem zejście do Kuźnic i zastanowienie się co dalej.

Widok na Giewont z przystanku autobusowego

Tuż przed godziną 7, opuściłem pensjonat i ruszyłem w kierunku przystanku autobusowego, czyli przeszedłem jakieś maksymalnie 50 metrów. Kilka minut, jakie zostały do odjazdu, pozwoliły mi nacieszyć oczy widokiem na Giewont. W takich momentach lubię ciszę, a przy ruchliwej dość, w tym miejscu, Drodze Oswalda Balzera, która prowadzi z Zakopanego do Morskiego Oka, ciszy zbytnio nie uświadczyłem, dlatego też, kiedy przyjechał autobus linii nr 11, bez zastanowienia wsiadłem do niego.

Giewont Nosal Tatry przemekzwiedza.pl
Widok na Giewont z przystanku autobusowego

Po kilku minutach i trzecim z kolei na trasie przystanku, opuściłem pojazd. Przeszedłem przez ulicę, na jej drugą stronę, mijając patrol policji, który kontrolował każdego przejeżdżającego kierowcę samochodu.

W budce przy wejściu do Tatrzańskiego Parku Narodowego, kupiłem bilet wstępu na 7 dni i ruszyłem zielonym szlakiem na Nosal.

Nosal, czyli pierwsza góra ever

Do Zakopanego przyjechałem trzeci raz w życiu. Pierwszy raz byłem tutaj jakieś 20 lat temu ze swoim ojcem. Z tamtego wyjazdu pamiętam niewiele. A dokładnie mam dwa wspomnienia. Pierwszym jest moje pytanie do ojca, tuż przed wyjazdem, czy zabrał aparat fotograficzny. W odpowiedzi otrzymałem zapewnienie, że tak, ależ oczywiście, jest w torbie podróżnej. Na miejscu okazało się, że jednak został w domu, na Mazowszu. Drugie wspomnienie, które pamiętam, to wycieczka na Morskie Oko. Jak na razie, była to jedyna wizyta w Tatrach zimą.

Drugi raz na Podhalu, byłem w 2009 roku. Był to całkowicie nieudany wyjazd. Był wrzesień, przez cały tydzień, jak nie deszcz, to śnieg. Sytuację uratowała całodniowa wycieczka na Słowację, gdzie była diametralnie inna pogoda, niż po polskiej stronie Tatr.

Teraz było zdecydowanie lepiej, ale nie uprzedzajmy faktów.

Wędrówkę na Nosal rozpocząłem na Jaszczurówce.

Czy wiesz, że…

Kolory szlaków turystycznych (pieszych, rowerowych, etc., etc.) nie oznaczają stopnia ich trudności? Kolory służą do rozróżniania szlaków np. na mapie, lub w sytuacjach kryzysowych. Szlak zielony może być kilka razy trudniejszy do pokonania niż szlak czarny!

Zielony szlak prowadzi wzdłuż Olczyskiego Potoku i nie powinien przysporzyć problemów, nawet totalnym amatorom (mi ten odcinek nie przysporzył żadnym problemów, a zaliczam się do tej grupy, jeśli chodzi o chodzenie po górach) lub dzieciom, przynajmniej na samym starcie.

Początkowo, na szlaku, oprócz mnie, nie było żywej duszy. Co mnie niezmiernie ucieszyło, bo mogłem w ciszy i spokoju napawać się otaczającą przyrodą i szumem Olczyskiego Potoku. Dopiero później, im bliżej był Nosal, tym spotykałem co raz to więcej osób, choć i tak tłumami to nazwać nie można.

olczyski potok zielony szlak nosal jaszczurówka przemekzwiedza.pl zakopane
Olczyski Potok
nosal góry tatry przemekzwiedza.pl
W drodze na Nosal

Po mniej więcej 45 minutach niezbyt męczącego marszu, dotarłem do Polany Olczyskiej, gdzie szlak zielony krzyżuje się z żółtym. Zielony szlak prowadzi dalej do Polany Kopielec, zaś ten drugi na Nosal, przez Nosalową Przełęcz i tym szlakiem szedłem dalej, po krótkiej przerwie.

polana olczyska węzeł szlaków nosal
Węzeł szlaków na Polanie Olczyskiej
polana olczyska nosal
Polana Olczyska

Od tego momentu, sukcesywnie, idziemy co raz to wyżej, choć oczywiście zdarzają się po drodze zejścia. Po około 50 minutach byłem praktycznie pod szczytem. Od miejsca, w którym robiłem poniższe zdjęcie, szlak prowadzi już ostrzej do góry i zaczyna otwierać się wspaniała panorama na Tatry Zachodnie i Wysokie (przy dobrej pogodzie), w zależności w którą stronę odwróci się głowę.

panorama tatr zachodnich nosal kasprowy wierch giewont kuźnice zakopane przemekzwiedza.pl
Prawie na szczycie. Panorama Tatr Zachodnich. Po lewo Kasprowy Wierch, na prawo Giewont, a w dole Kuźnice

Chwilę tu odsapnąłem i po następnych kilku minutach, zdobyłem Nosal, czyli pierwszą górę w moim życiu. Nosal może nie powala na kolana wysokością (1206 m n.p.m.), ale nie od razu Kraków zbudowano. Być może kiedyś przyjdzie czas nawet na Rysy.

Posiedziałem sobie trochę na szczycie. Odpoczywając, podziwiałem panoramę Tatr, a musicie wiedzieć, że ze szczytu Nosala, przy dobrej pogodzie, widoki są naprawdę przednie. Mam nadzieję, że choć trochę oddałem to na moich zdjęciach. Podobnie jak na szlaku, tłumów na szczycie nie było. Być może dlatego, że było stosunkowo wcześnie. Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to Nosal zdobyłem kilka minut po godzinie dziewiątej.

Panorama Nosal tatry
Panorama na Tatry z Nosala

Kliknij na powyższe zdjęcie, aby wyświetlić je większe.

nosal przemekzwiedza.pl tatry zakopane
Na Nosalu

Ze szczytu schodziłem tą samą drogą, ale tylko do skrzyżowania z zielonym szlakiem (innym niż poprzednio), którym miałem dojść do Kuźnic.

Zdecydowanie szlak ten, jest nudny, zalesiony, więc jest mało widoków, lub raczej powinienem napisać: praktycznie nic nie widać. W jednym bodajże tylko miejscu, drzewa otworzyły widok na Nosal.

szlak nosal tatry kuźnice zakopane przemekzwiedza.pl
Nudny szlak do Kuźnic
nosal zakopane tatry kuźnice przemekzwiedza.pl
Widok na Nosal ze szlaku do Kuźnic

Po kilkunastu minutach niespiesznego marszu, byłem już na dole w Kuźnicach. Usiadłem sobie na kamieniu nad Potokiem Bystra i odpoczywając, zastanawiałem się jednocześnie, gdzie by tu iść w następnej kolejności.

kuźnica nosal zakopane potok bystra tarty przemekzwiedza.pl
Kuźnice – Potok Bystra

Niżej przebieg trasy, którą przeszedłem od Jaszczurówki, przez Nosal, do Kuźnic.

Hala Kondratowa

Kuźnice są idealnym miejscem startu dla wielu kierunków wycieczek. Można stąd wyruszyć na Giewont czy Kasprowy Wierch (pieszo lub kolejką linową – jeśli macie zamiar skorzystać z tej drugiej opcji polecam kupić sobie bilet przez Internet lub w biletomacie pod Gubałówką, lub innym punkcie sprzedaży, bo kolejka do kasy, może zniechęcić…). Ja postanowiłem iść na Halę Kondratową, do schroniska, a potem wrócić tą samą drogą do Kuźnic. Z biegiem czasu, czuję pewien niedosyt, lecz wówczas wydawało się mi, że jak na pierwszy dzień chodzenia po górskich szlakach, będzie to trasa idealna dla mnie.

Dokończyłem kanapkę, uzupełniłem zapasy wody w pobliskim zdroju i rozpocząłem wdrażanie w życie mojego pomysłu.

kolejka kasprowy wierch kuźnice nosal zakopane tatry przemekzwiedza.pl
A może kolejką na Kasprowy Wierch?

Niebieski szlak z Kuźnic do Hali Kondratowej, jest praktycznie na całej swojej długości nudny i nużący. Nudny, bowiem praktycznie cały czas idzie się przez las, który zasłania widoki. Nużący, bowiem idzie się w górę, momentami po kamieniach konkretnych rozmiarów, więc czasami trzeba wysoko podnosić kopytka.

Po kilku minutach od startu, wszedłem na Halę Kalatówki, dawnej hali pasterskiej. Nazwa tego miejsca, pochodzi od dawnych właścicieli – sołtysów Kalaków. Wychodząc zza linii drzew, będąc na skraju hali, zobaczyłem w oddali Kolacką Kopę i Kolackie Koryto. Trochę bliżej i trochę na prawo znajduje się hotel górski. Zrobiłem kilka zdjęć i ruszyłem w dalszą drogę.

Hala Kalatówki nosal kuźnice zakopane tatry przemekzwiedza.pl
Hala Kalatówki

Mniej więcej po 90 minutach od startu w Kuźnicach, stanąłem u podnóża Giewontu, który z tej strony i z takiej odległości wygląda zupełnie inaczej. Do schroniska została ostatnia prosta.

hola kondracka schronisko pttk kopa kondracka przelecz pod kopa kondracka tatry zakopane przemekzwiedza.pl nosal
Ostatnia prosta, już widać schronisko PTTK

Pierwotnie miałem w planach wejść do schroniska na szarlotkę i kawę, ale zniechęciła mnie duża ilość turystów. W porównaniu z Nosalem, tłumy.

Usiadłem na kamieniu i jedząc kanapkę, zacząłem patrzeć sobie na otaczające Dolinę Kondracką szczyty, m.in. Kasprowy Wierch, na Przełęcz pod Kondracką Kopą. Spędziłem tak dobrą godzinę, a potem zebrałem się w drogę powrotną do Kuźnic.

Tak jak wspominałem wyżej, z perspektywy czasu, żałuję, że nie poszedłem jeszcze dalej, na przykład na Przełęcz pod Kondracką Kopą. No cóż, przynajmniej mam cel, na następny raz w Tatrach.

W Kuźnicach byłem mniej więcej po godzinie marszu. Wiadomo, schodzi się zdecydowanie szybciej i łatwiej niż wchodzi. Stąd, można dojechać busem do centrum Zakopanego, ale ja postanowiłem przejść się, bowiem nie byłem aż tak bardzo zmęczony, a i nie lubię wydawać niepotrzebnie pieniędzy. Doszedłem aż do połowy Krupówek, przez które przetaczało się morze turystów. Tam też zjadłem szybki obiad, po czym wróciłem do mojego pensjonatu.

Dzień ten, był w moim odczuciu, bardzo udany. Zdobyłem Nosal, potem zrobiłem sobie spacer na Halę Kondracką. W końcu robiłem to, po co powinno się przyjeżdżać w góry. Chodzić po nich, a nie tylko non stop Krupówki i wlewanie w siebie browarów czy innych trunków, bo ponoć górach lepiej wchodzi.

Tyle na dzisiaj. Na koniec kilka zdjęć z Hali Kondrackiej. Niżej znajduje się mapa z trasą. Kolejna część już niebawem.

przełęcz pod kondracką kopą nosal
Widok na Przełęcz pod Kondracką Kopą
schronisko pttk hala kondratowa nosal
Schronisko PPTK na Hali Kondratowej z innej strony
]]>
https://przygodyprzemka.pl/nosal-i-hala-kondratowa/feed/ 1
Spotkania ze zwierzętami – Biegus rdzawy https://przygodyprzemka.pl/biegus-rdzawy/ https://przygodyprzemka.pl/biegus-rdzawy/#comments Tue, 12 Dec 2017 09:00:53 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2543 Czytaj więcej from Spotkania ze zwierzętami – Biegus rdzawy

]]>

W tym poście kontynuuję swój wywód nt. mojego pobytu na Wyspie Sobieszewskiej. Poprzednie części TUTAJ i TUTAJ.


[AKTUALIZACJA 18-12-2017] Początkowo tego ptaka wziąłem za biegusa zmiennego, a to jest biegus rdzawy. Dlatego wpis został zaktualizowany i poprawiony.

Dochodziła godzina 15. Zjadłem obiad i postanowiłem trochę odpocząć. W między czasie zastanawiałem się co dalej robić do wieczora. Miałem trzy opcje. Pierwsza – pojechać do centrum Gdańska, ale od razu tę opcję odrzuciłem. Po centrum Gdańska miałem spacerować jutro, czyli w niedzielę.

Druga opcja to powrót nad morze z nadzieją na spotkanie sieweczki obrożnej lub innych ptaków. Trzecia opcja to wypad do innego tutejszego rezerwatu przyrody, do Rezerwatu “Mewia Łacha”. Po sprawdzeniu połączeń autobusowych z tą częścią Wyspy Sobieszewskiej, odrzuciłem tę opcję. Postanowiłem sobie, że następnym razem przyjadę na dłużej i wtedy tam pojadę. Być może będzie mi dane zobaczyć foki w naturalnym środowisku.

Została więc opcja nr 2. Postanowione. Wracam nad morze. Chmury ponownie się rozrzedziły, więc zabrałem aparat i wyszedłem z mojego pokoju. Podczas wędrówki nad plaże, nad głową przeleciał mi jakiś drapol. Niestety był za wysoko i zaraz zniknął za drzewami, a ja miałem cały sprzęt w plecaku, więc nie mogłem dokładnie określić gatunku. Na pewno był to duży ptak. Szedłem dalej przed siebie. Wszedłem do lasu i po kilku minutach znowu byłem nad brzegiem Morza Bałtyckiego.

morze statek bałtyk biegus rdzawy
Znowu nad Bałtykiem. Gdyby pogoda była lepsza, to pewnie bym spędził cały dzień na plaży. W tle statek.

Postawiłem sobie za cel, dojście w końcu do znaku informującego o granicy Rezerwatu “Ptasi Raj”. Po drodze, rozglądałem się na boki, szukając sieweczki obrożnej, ale nigdzie nie widziałem tego małego ptaka. Czasami nad falami przeleciała mewa, raz od strony lądu nadleciał kormoran.

morze kłoda biegus rdzawy
Z kłodami na plaży mam tak samo, jak z żukami leśnymi. Nie mogę przejść obojętnie obok nich 🙂

Co chwilę zatrzymywałem się i zbierałem muszelki, bowiem obiecałem swojemu dwuletniemu siostrzeńcowi, że mu je przywiozę. Próbując dotrzymać danego słowa dziecku, siłą rzeczy często lustrowałem wzrokiem powierzchnię plaży. Wszędzie walały się najróżniejsze śmiecie. Pomyślałem sobie, że morze sprząta swoje wody po sezonie i wyrzuca na brzeg wszystko to, co ludzie tam wrzucili, a w następnej kolejności, fale popychały te śmieci w stronę wydm.

rdzawy biegus muszelki plaża
Danego słowa dziecku, trzeba dotrzymywać. Morze oprócz śmieci wyrzucało też dużo muszelek, miałem z czego wybierać.

Biegus rdzawy, którego początkowo wziąłem za biegusa zmiennego

Gdy doszedłem do znaku, usiadłem na piasku. Chciałem poczekać na ptaki i się doczekałem. Trochę to trwało i z początku nie zanosiło się na pełen pozytywnych emocji koniec dnia. Jakieś 50 metrów ode mnie, w stronę portu, więc już na terenie rezerwatu, zobaczyłem małe ptaki. Podniosłem lornetkę do oczu i zobaczyłem pięć osobników biegusa rdzawego.

znak ptasi raj biegus rdzawy
Znak, do którego chciałem tyle razy dojść.

Minął okrągły rok. Wtedy również był wrzesień, lecz pogoda zdecydowanie lepsza. No i miejsce inne. Oddalone od Gdańska od jakieś 300 km, licząc odległość wzdłuż wybrzeża. Próbowałem zrobić zdjęcia, ale nie były one najlepsze, bo i odległość duża.

Po przejściu 200, może 300 metrów znowu siedziałem na piasku. W dość bliskiej odległości ode mnie, zauważyłem biegusy rdzawe. Dokładnie trzy osobniki. Przemieszczały się w moją stronę, aż w końcu stanęły na kilka minut. Rozpoczęła się sesja zdjęciowa. 

W roli głównej biegus rdzawy. Rezultaty możecie zobaczyć niżej. Póki co, są to moje najlepsze zdjęcia tego ptaka.

Metryczka

  • Gromada – ptaki
  • Rząd – siewkowe
  • Rodzina – bekasowate
  • Gatunek – biegus rdzawy
  • Długość ciała – ok. 24-26 cm
  • Rozpiętość skrzydeł – ok. 50 cm
  • Masa ciała – ok. 80-200 g
  • Występowanie – w Polsce tylko w okresie przelotów (kwiecień – maj, sierpień-październik)
  • Ochrona – gatunek objęty ścisłą ochroną w Polsce

Biegusy rdzawe, ale także inne gatunki z tej rodziny, możemy obserwować w Polsce tylko podczas ich migracji. 

Na wiosnę, w kwietniu i w maju oraz na jesieni, od sierpnia do października. Podczas obserwacji migracji jesiennej, mamy większą szansę na zobaczenie tego ptaka, bowiem wtedy jest u nas liczniejszy.

Biegus rdzawy w obiektywie

biegus rdzawy
Pierwsze w tym roku biegusy rdzawe, które udało się mi zaobserwować.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.

Spędziłem obok trójki ptaków dobrze kilkanaście minut, aż w końcu postanowiłem iść dalej. Powoli podniosłem się i w dużej odległości obszedłem biegusy, aby ich nie spłoszyć. Kilkaset metrów dalej, znowu natknąłem się na ptaki tego gatunku. Nie wiem czy były to te same, czy może inne osobniki. Nałóg fotograficzny znowu dał o sobie znać, czyli zacząłem robić kolejne zdjęcia.

Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.
Biegus rdzawy. Calidris canutus.

Zaczęło robić się ciemno, więc postanowiłem wracać. Kiedy opuszczałem teraz plaży, po raz kolejny zaczęło padać, więc przyspieszyłem kroku. Wychodząc z lasu o mały włos nie dostałem zawału. Z gęstwiny krzaków, wypadło nagle dość duże stado dzików, które najwyraźniej coś wypłoszyło. Dzików się nie boję, jak też innych dzikich zwierząt, ale sposób w jaki się spotkaliśmy przyprawił mnie o bardzo szybkie bicie serca. Tak jak szybko i niespodziewanie się pojawiły, tak szybko zniknęły między drzewami po drugiej stronie leśnej ścieżki.

Do swojego pokoju doszedłem już bez przygód. Zrobiło się już ciemno, więc po kolacji rozpocząłem przygotowania do kolejnego, ostatniego dnia na Pomorzu.

Muszę się przyznać, że po piątku, czyli pierwszym dniu mojego pobytu, nie robiłem sobie większych nadziei na jakiekolwiek spotkania z migrującymi ptakami. A tu proszę. Dzień, który pod względem pogody miał być najgorszy, wcale taki nie był. Spotkałem sieweczkę obrożną, której jeszcze nigdy nie widziałem. Po raz pierwszy (jak się ostatnio okazało) mogłem obserwować biegusy rdzawe, które początkowo wziąłem za biegusy zmienne i to w liczbie, o której nawet nie śniłem, bo myślałem sobie jak spotkam jednego to już będzie fajnie. Do tego na koniec przygoda z dzikami. Wystarczyło parę godzin, abym zaliczył ten wyjazd do udanych. Los w końcu wynagrodził mi paskudną pogodę podczas tegorocznych wyjazdów.

Mam w przyszłorocznych planach powrót na Wyspę Sobieszewską. Mam nadzieję, że na dłużej.

Tyle na dzisiaj. W najbliższym czasie oczekujcie jeszcze dwóch wpisów z Pomorza.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/biegus-rdzawy/feed/ 2
Spotkania ze zwierzętami – Sieweczka obrożna https://przygodyprzemka.pl/sieweczka-obrozna/ https://przygodyprzemka.pl/sieweczka-obrozna/#respond Wed, 06 Dec 2017 10:23:27 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2487 Czytaj więcej from Spotkania ze zwierzętami – Sieweczka obrożna

]]>

Wpis ten jest nie jako kontynuacją poprzedniego (LINK), choć został dodany do serii Spotkania Ze Zwierzętami.

W sobotę obudziłem się jak głupi o 4 nad ranem. Gdyby jeszcze nie padało, zrobiłbym to specjalnie, aby wyszykować się na nadmorski wschód słońca. Spać się mi odechciało, w telewizji albo powtórki, albo disco polo, którego nie cierpię. Zwlokłem się z łóżka, by zaparzyć kawę. Gdy wróciłem z czarnym, parującym płynem, bez którego nie mogę przeżyć, położyłem się na łóżku i zająłem się czytaniem. Co chwila spoglądałem na okno, ale deszcz nadal padał. Wg prognoz miał to być najgorszy dzień mojego pobytu na Pomorzu, pod względem opadów. Wszystko zmieniło się koło godziny 10. Przestało padać, nawet słońce, próbowało nieśmiało wyjść zza chmur.

Wiedziałem, że nie mam czasu do stracenia. Zostawiłem książkę, niedopitą drugą kawę, zabrałem spakowany wczoraj (przezornie) plecak z aparatem i prawie wybiegłem na ulicę. Plan na ten dzień był prosty. Dojść do granicy Rezerwatu Ptasi Raj od strony morza. Żeby nie było tak prosto i nudno, bo droga była praktycznie prosta jak drut, postanowiłem przejść się ścieżką edukacyjną we wspomnianym rezerwacie. Zajęło mi to około godzinę.

las sieweczka obrożna
Las

Po drodze widziałem trochę grzybiarzy i biegaczy. Wszyscy korzystali z przerwy w opadach. Na trasie ścieżki znajdują się dwie platformy widokowe, z jednej nic nie widać, bowiem pole obserwacji na Jezioro Karaś jest bardzo zarośnięte. Druga platforma znajduje się nad brzegiem Jeziora Ptasi Raj. Z tej widać już więcej. Przede wszystkim dlatego, że ma dwa piętra (na drugie nie wszedłem, bo na pierwszym i tak mną nieźle targał wiatr). Na jeziorze kilkadziesiąt, jak nie blisko setka łysek, kilkanaście łabędzi, a oprócz tego kilka osobników kormoranów no i wszędobylskie mewy. Zdjęć nie ma, bo wszystkie te ptaki były zbyt daleko dla moich obiektywów. Po zejściu ze ścieżki edukacyjnej, wszedłem na ścieżkę, która zaprowadziła mnie nad morze.

Pierwsze wrażenie. Pusto. Nawet mew nie było. Zacząłem iść w kierunku granicy rezerwatu. W miarę upływu metrów, pokazały się mewy. Nie zwracałem na nie większej uwagi, bo zdjęć mew mam sporo, skupiałem się na patrzeniu w piasek, wypatrywałem biegusów. Tych jednak nie było. Był za to inny ptak. Ptak, którego jeszcze nigdy nie dane mi było obserwować.

Sieweczka obrożna.

A dokładniej młodociany osobnik sieweczki obrożnej. Ptak uciekał przed wzburzoną wodą. Zachowywałem bezpieczną odległość. Nie chciałem płoszyć ptaka, ale ten i tak nie zwracał na mnie uwagi, gdy starałem podejść go bliżej. Usiadłem w końcu na piasku i zacząłem robić zdjęcia. Co nie było łatwe, bo ptak co chwila był w ruchu, uciekając przed falami, zalewającymi plażę. A morze było dzisiaj niespokojne, czasami woda dochodziła do połowy wąskiego odcinka piasku.

W pewnym momencie sieweczka obrożna odleciała na tyle daleko, że musiałem wstać. Szedłem za ptakiem, nadal zachowując bezpieczną odległość. W pewnym momencie zaczął znowu padać deszcz. Nie duży, więc nie dawałem za wygraną.

Metryczka

  • Gromada: ptaki
  • Rząd: siewkowe
  • Rodzina: sieweczkowate
  • Gatunek: sieweczka obrożna
  • Długość ciała: ok. 18-20 cm
  • Rozpiętość skrzydeł: ok. 40-57 cm
  • Masa ciała: ok. 40-80 g
  • Występowanie: w Polsce nielicznie (ok. 400 par lęgowych); gniazduje na wybrzeżu oraz środkowych biegach Wisły, Narwi, Bugu i Warty
  • Ochrona: w Polsce gatunek ten jest objęty ścisłą ochroną gatunkową
Sieweczka obrożna
Sieweczka obrożna
Sieweczka obrożna
Sieweczka obrożna
Sieweczka obrożna
Sieweczka obrożna

Ptak się znowu uspokoił i zaczął grzebać dziobem w piasku. Ja natomiast na powrót usiadłem i zacząłem robić zdjęcia. Żałowałem, że nie mam obiektywu z mocniejszą ogniskową, bo zdjęcia byłyby lepsze.

Niestety moja sielanka szybko się skończyła. Znowu przyszła potężna fala, która przegoniła sieweczkę obrożną. Tym razem ptak odleciał daleko. Zaczął też padać większy deszcz, więc postanowiłem spakować manatki i wrócić na obiad do pokoju.

Postanowiłem sobie, że jeśli nie będzie zbytnio padać duży deszcz, wrócę tu jeszcze po obiedzie. Czy wróciłem? Dowiedzie się z kolejnego wpisu z serii Spotkania ze zwierzętami.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sieweczka-obrozna/feed/ 0
Ptasi Raj – Wyspa Sobieszewska https://przygodyprzemka.pl/ptasi-raj-wyspa-sobieszewska/ https://przygodyprzemka.pl/ptasi-raj-wyspa-sobieszewska/#respond Thu, 30 Nov 2017 18:25:29 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2478 Nie mam w tym roku szczęścia do pogody. Oj nie mam. Biebrza – deszcz. Sandomierz – deszcz. Nie inaczej było w Gdańsku, podczas mojego pobytu na Wyspie Sobieszewskiej. Pojechałem tam w pierwszych dniach września. Pierwsze dwa dni, przeznaczyłem na zwiedzanie wyspy, a w zasadzie Rezerwatu Ptasi Raj. Ostatni dzień to zwiedzanie gdańskiego Starego Miasta.

[...]

Czytaj więcej from Ptasi Raj – Wyspa Sobieszewska

]]>
Nie mam w tym roku szczęścia do pogody. Oj nie mam. Biebrza – deszcz. Sandomierz – deszcz. Nie inaczej było w Gdańsku, podczas mojego pobytu na Wyspie Sobieszewskiej. Pojechałem tam w pierwszych dniach września. Pierwsze dwa dni, przeznaczyłem na zwiedzanie wyspy, a w zasadzie Rezerwatu Ptasi Raj. Ostatni dzień to zwiedzanie gdańskiego Starego Miasta.

Tym razem moim środkiem lokomocji był pociąg. Specjalny, uruchomiony na okres wakacyjny przez Koleje Mazowieckie, pociąg “Słoneczny”. Deszcz postanowił wprawić mnie w ponury nastrój jeszcze podczas postoju na stacji Warszawa Zachodnia. Zaczęło lać i padało do samego Gdańska. Podczas prawie czterogodzinnej podróży widziałem więcej drapoli niż przez cały ten rok. Przeważały myszołowy i pustułki. Również ssaki dopisały. Przez okno w pociągu widziałem kilkanaście sztuk saren i kilka jeleni. Kiedy wysiadłem w Gdańsku, pogoda na chwilę poprawiła się. Gdy dojechałem do miejsca mojego noclegu, znowu zaczęło podać. Przyjąłem taki stan rzeczy na klatę. Rozpakowałem się, pojechałem po zakupy na czas pobytu.

Dom, w którym wynajmowałem pokój, stoi tuż przy Martwej Wiśle. Gdyby nie paskudna pogoda, miałbym ładny widok na rzekę. A tak, nawet nie chciało się mi wychodzić na taras. Zjadłem obiad i postanowiłem przejść się nad morze.

Wrzesień to tutaj czas poza sezonem, więc na ulicy pustki, na brzegu tylko nieliczni wędkarze, którzy nie bali się paskudnej aury. Nie lubię tłumów, więc ten termin wybrałem sobie z premedytacją. Z resztą przyjechałem tutaj w konkretnym, ptasim celu. Chciałem ponownie spotkać biegusa zmiennego, a być może inne gatunki migrujących ptaków, ale czy osiągnąłem zamierzony cel, dowiedzie się w odpowiednim czasie.

Szedłem najpierw wzdłuż Martwej Wisły, następnie odbiłem w ulicę Sobieszewską. Dalej przeszedłem kilkaset metrów asfaltową drogą przez las, by potem wejść na leśną ścieżkę, która zaprowadziła mnie nad morze, które najpierw usłyszałem, a potem zobaczyłem.

ptasi raj morze bałtyckie
Zejście na plażę

Podczas wędrówki przez las, przestało padać. Jednak kiedy tylko stanąłem na plaży, od strony morza wiatr przywiał deszcz. Nie powiem, wkurzyłem się trochę. Ale postanowiłem się nie dawać paskudnej pogodzie. Kaptur na głowę, pokrowiec na plecak i aparat, i szedłem dalej przed siebie. Na plaży pustki, jeśli nie liczyć dwóch osób. Ptaków również nie było zbyt wiele. Jedynie kilkanaście sztuk mew śmieszek i srebrzystych, które zaraz i tak odleciały.

ptasi raj pióro mewy
Pióro mewy
ptasi raj
Nie było ptaków, więc musiałem znaleźć obiekt zastępczy dla mojego głodu fotograficznego

Postanowiłem trochę przejść się po plaży. Pierwotnie chciałem dojść do granicy rezerwatu, czyli do znaku, który możecie zobaczyć na tytułowym zdjęciu. Jednak po kilkunastu metrach postanowiłem dać za wygraną. Co raz mocniej padało i dzień zbliżał się ku końcowi, a nie uśmiechała się mi powrotna wędrówka, po ciemku, przez nieznany las.

Kiedy dochodziłem do mojej kwatery, było już całkowicie ciemno, a deszcz rozpadał się na dobre. Tak skończył się pierwszy dzień pobytu na Wyspie Sobieszewskiej. Więcej niebawem.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/ptasi-raj-wyspa-sobieszewska/feed/ 0
Narwiański Park Narodowy – Kładka Waniewo – Śliwno https://przygodyprzemka.pl/narwianski-park-narodowy-kladka-waniewo-sliwno/ https://przygodyprzemka.pl/narwianski-park-narodowy-kladka-waniewo-sliwno/#respond Mon, 03 Jul 2017 12:30:43 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2283 Wracając z Tykocina postanowiłem zrobić kolejny przystanek w Waniewie, gdzie znajduje się kładka, biegnąca w poprzek doliny Narwi. Znajduje się na niej ścieżka edukacyjna, dzięki której można poznać najważniejsze walory przyrodnicze tego miejsca.

[...]

Czytaj więcej from Narwiański Park Narodowy – Kładka Waniewo – Śliwno

]]>
Wracając z Tykocina postanowiłem zrobić kolejny przystanek w Waniewie, gdzie znajduje się kładka, biegnąca w poprzek doliny Narwi. Znajduje się na niej ścieżka edukacyjna, dzięki której można poznać najważniejsze walory przyrodnicze tego miejsca.

Kładka ma długość 1050 m i łączy miejscowości Waniewo i Śliwno. Możemy zatem dostać się na drugi brzeg, bez korzystania z łodzi czy kajaka.

Spacer po kładce w sezonie turystycznym (od 1 maja do 30 października) jest płatny. Wstęp kosztuje 5 zł/dzień, a na podstawie biletu możemy poruszać się po całym Narwiańskim Parku Narodowym. Z racji tego, że w Waniewie byłem 30 kwietnia, za bilet nie płaciłem.

Nie przeszedłem całej kładki, tylko mniej więcej 3/4 jej długości, w obie strony. Po drodze trzeba przeprawiać się dwoma pływającymi pomostami, którymi steruje się stalowymi linami. Należy pamiętać o prawidłowym rozłożeniu ciężaru na pomoście, bowiem w innym wypadku możemy wylądować w wodzie.

Narwiański Park Narodowy Kładka Waniewo - Śliwno
Pływający pomost

Warto również wejść na wieżę obserwacyjną (znajduje się ona na kładce, za pierwszym pływającym pomostem), gdzie przy dobrej pogodzie można podziwiać panoramę doliny Narwi. Wyczytałem na stronie Narwiańskiego Parku Narodowego, że stoi ona w miejscu dawnego zamczyska.

Jadąc do Waniewa, liczyłem na kilka dobrych zdjęć ptaków, z takiej racji, że będąc na ścieżce nie powinny być daleko ode mnie. Ptaków było jednak jak na lekarstwo. Nie wiem czy to spowodowała pogoda, czy duża ilość turystów, czy też coś jeszcze innego.

Spacerując po kładce udało się mi tylko zaobserwować dwa błotniaki stawowe, kilka dubeltów, łyski, parę cyranek i dymówki, które latały jak opętane, kręcąc w powietrzu piruety, niczym myśliwce związane w walce. W oddali, spokojnie pływały sobie łabędzie.

Narwiański Park Narodowy Kładka Waniewo - Śliwno
Fragment kładki

Mimo że moje obserwacje były mizerne tego dnia, to z pewnością jeszcze nie raz przyjadę do Waniewa, aby przejść się kładką rzuconą w poprzek Narwi. Może następnym razem pogoda będzie lepsza i mniej będzie turystów, którzy nie ułatwiają sprawy przez swoje głośne zachowanie.

W niedalekim Kurowie, gdzie znajduje się siedziba Narwiańskiego Parku Narodowego, jest kolejna kładka, tym razem przerzucona przez okoliczne bagna. Mam w planach odwiedzić to miejsce następnym razem.

Narwiański Park Narodowy Kładka Waniewo - Śliwno
Dolina Narwi
]]>
https://przygodyprzemka.pl/narwianski-park-narodowy-kladka-waniewo-sliwno/feed/ 0
Biebrza – pierwszy raz https://przygodyprzemka.pl/biebrza-pierwszy-raz/ https://przygodyprzemka.pl/biebrza-pierwszy-raz/#respond Thu, 15 Jun 2017 09:30:14 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2233 Zawsze musi być ten pierwszy raz. Od wielu lat chciałem odwiedzić rozlewiska Biebrzy, zafascynowany zdjęciami wielu gatunków ptaków, które wybierają ten rejon na odpoczynek w podróży lub na lęgi. Niestety nie było mi po drodze, aż do tego roku.

[...]

Czytaj więcej from Biebrza – pierwszy raz

]]>
Zawsze musi być ten pierwszy raz. Od wielu lat chciałem odwiedzić rozlewiska Biebrzy, zafascynowany zdjęciami wielu gatunków ptaków, które wybierają ten rejon na odpoczynek w podróży lub na lęgi. Niestety nie było mi po drodze, aż do tego roku.

Biebrzański Park Narodowy przywitał mnie deszczem i niską temperaturą powietrza jak na przełom kwietnia i maja. Od dwóch tygodni przed wyjazdem sprawdzałem prognozę pogody, która raz była optymistyczna, by potem wprawić mnie w przygnębienie.

Biebrza bywa oblegana przez profesjonalnych i amatorskich ornitologów w okresie od lutego do maja. Tokujące ptaki liczone w tysiącach przyciągają rzesze miłośników przyrody. O mały włos, a bym i w tym roku tam nie pojechał, bo nie miałbym gdzie przenocować.

Bardzo chciałem zobaczyć z bliska wodniczkę oraz bataliony. Pierwszego ptaka nie udało się mi spotkać, choć Biebrza, to teren, gdzie gnieździ się największa na świecie populacja tego gatunku. Bataliony widziałem, ale z daleka.

Biebrza – dzień pierwszy, piątek

Na terenie Doliny Biebrzy spędziłem niecałe trzy dni. Przyjechałem w piątek, w okolicach południa. Po rozpakowaniu się ruszyłem do Osowca, aby kupić wejściówkę na teren Parku. Wybrałem opcję weekendową, bowiem jest najbardziej opłacalna. Bilet jednodniowy kosztuje 6 zł. Weekendowy zaś 12 zł, ważny jest 3 dni (od piątku do niedzieli), więc jeden dzień mamy tak jakby gratis.

W siedzibie Biebrzańskiego Parku Narodowego kupiłem również Znaczek Turystyczny. Jakiś czas temu zacząłem je zbierać i to one właśnie stanowią moje pamiątki z podróży (oprócz zdjęć oczywiście), o ile są dostępne w danym miejscu. Planuję napisać odrębny post na ich temat, bo moim zdaniem to niedroga i świetna alternatywa dla wszelakich kubków, termometrów czy magnesów na lodówkę, których z resztą nie cierpię.

Biebrza Znaczek Turystyczny
Znaczek Turystyczny – jak dla mnie najlepsza pamiątka z podróży

Po wyjściu z siedziby Parku, zapakowałem się do samochodu i ruszyłem ku Carskiej Drodze, która nazywana jest także “Łosiostradą” z uwagi na fakt, iż łosie bardzo często przecinają tę drogę. Niestety łosia nie widziałem, może z powodu deszczu. Wracając udało mi się zaobserwować żurawia spacerującego wśród “morza” brzóz. Tak słowo “morze” to dobre słowo. W tamtym miejscu jest naprawdę dużo brzóz.

Biebrza Biebrza Łosiostrada - Carska Droga
Carska Droga – Łosiostrada, łosi nie było. Zdjęcie z niedzieli, kiedy pogoda była bardziej przyjazna dla mnie i sprzętu
Biebrza Żuraw wśród brzóz
Żuraw wśród brzóz

Następnie pojechałem na kładkę obok drogi nr 65, która łączy Ełk z Białymstokiem. Kładka ma długość ok. 1 km. Znajduje się na ścieżce edukacyjnej o nazwie… “Kładka”. Było zimno, cały czas padał deszcz. Na spacer po kładce wybrałem się bez aparatu, który postanowiłem zostawić w samochodzie. Z ptaków udało się mi zaobserwować jedynie kilka sztuk łysek oraz łabędzia (gatunek nie odróżnienia, z powodu odległości i kiepskiej lornetki) z wieży widokowej, która znajduje się na końcu kładki. Drugą wieże widokową, która znajduje się po drugiej strony drogi odpuściłem sobie, bowiem deszcz przybierał na sile, a ja i tak byłem już wystarczająco mokry. Wróciłem na kwaterę.

Biebrza – dzień drugi, sobota

W sobotę pogoda była w kratkę i to dosłownie. Wstałem koło siódmej. Przed poranną toaletą wyjrzałem przez okno, świeciło słońce. Gdy zszedłem na śniadanie padał deszcz. Między jedną a drugą czynnością było może z 15 minut odstępu. Ogólnie cały dzień taki był. Trochę słońca, sporo chmur i trochę deszczu.

Wybrałem się do Grzęd, gdzie znajdują się między innymi Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt oraz Ośrodek Hodowli Zachowawczej Konika Polskiego. Moim celem była ścieżka “Czerwone Bagno” oraz wieża widokowa na Wilczej Górze.

Jadąc na miejsce, co chwilę mijałem bociany, których populacja na tym terenie jest najliczniejsza w naszym kraju. Tuż przy mostku na rzece Biebrza, udało się mi zaobserwować dubelta (ale mogę się mylić w rozpoznaniu gatunku, bowiem ptak mignął mi tylko przed oczami, kiedy stałem na mostku).

Biebrza bocian biały
Bocian biały
biebrza W drodze na Czerwone Bagno
W drodze na Czerwone Bagno

Gdzieś w oddali, na łące, polowała czapla siwa, a łabędzie miały chyba umówione jakieś spotkanie, bo co chwila liczba osobników powiększała się. Wróciłem do samochodu i do leśniczówki Grzędy już nigdzie się nie zatrzymywałem. Zostawiłem auto na parkingu, po czym poszedłem opłacić postój. Parkowanie samochodu osobowego kosztuje 10 zł na cały dzień. Dla tych, którzy parkują i próbują nie płacić, opłata wynosi 20 zł :). Opłatę uiszcza się w leśniczówce.

Pogoda nie zachęcała zbytnio do spacerów, więc i ludzi na szlaku nie było dużo. Od leśniczówki prowadzi szlak czerwony, potem przy Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt można wejść na szlak niebieski i nim dojść do ścieżki “Czerwone Bagno” lub pozostać na czerwonym szlaku i dotrzeć do niej od drugiej strony. Wybrałem szlak niebieski, który prowadzi skrajem “Czerwonego Bagna”. Po przejściu około 4 km dotarłem do ścieżki edukacyjnej. Postałem chwilę na platformie widokowej chcąc zapolować na ptaki, ale te ćwierkały ukryte w zaroślach. Wracając z platformy nad głową przeleciała mi rokitniczka, a chwilę dalej sikora bogatka. Ptaki nie byłe skore do pozowania, więc musiałem zadowolić się kaczeńcami, które kwitły licznie w okresie mojego pobytu w Dolinie Biebrzy.

Biebrza Czerwone Bagno widok na kładkę z platformy widokowej
Czerwone Bagno widok na kładkę z platformy widokowej
Kaczeńce Biebrza
Kaczeńce

Kładką (miejscami bardzo ślizgą z powodów opadów deszczu) doszedłem do szlaku czerwonego. Pozostałem na tym szlaku. Miałem zamiar przejść cały czerwony szlak, ale jak się później miało okazać nie było to możliwe. Następnym moim celem była wieża widokowa na Wilczej Górze.

Idąc leśną drogą cały czas rozglądałem się na boki, mając nadzieję na spotkanie z łosiem. Moje nadzieje dodatkowo rozpalił fakt, iż na ścieżce znajdowały się tropy łosia. Łoś nie chciał się jednak pokazać. Pokazała się za to sikora czubatka, którą spotkałem po raz pierwszy w życiu. Chwilę potem, leśną drogę przeciął lis.

Sikora czubatka Biebrza
Sikora czubatka

Po przejściu około ośmiu kilometrów, dotarłem do kolejnej ścieżki edukacyjnej – “Wydmy” (wcześniej mijałem inne ścieżki edukacyjne, które jednak nie interesowały mnie). Skręciłem na ścieżkę, która ma długość 2,4 km. Z początku prowadzi drewnianą kładkę przez ols, potem oznakowaną ścieżką przechodzi przez wydmę “Nowy Świat”. Przechodząc przez wydmę nad głową latał potrzos, który za nic nie chciał dać się sfotografować. Podążając szlakiem ścieżki edukacyjnej, co chwilę mijałem tropy dzikich zwierząt (łosia, wilka oraz dzika).

Biebrza Kładka na ścieżce edukacyjnej "Wydmy"
Kładka na ścieżce edukacyjnej “Wydmy”

Doszedłem do platformy widokowej zlokalizowanej między wydmą Nowy Świat a wydmą Wilcza Góra. Postanowiłem usiąść i odpocząć parę minut. Popijając herbatę z termonu, próbowałem wypatrzeć na horyzoncie łosia. Łosia nie było, były za to jemiołuszki, które bardzo licznie siadały na drzewach wokół mnie.

biebrza jemiołuszki
Jemiołuszki

Ruszyłem dalej. Po kilku minutach doszedłem do wieży widokowej. Po drodze zrozumiałem dlaczego wydma nazywa się tak, a nie inaczej. Po drodze widziałem wiele tropów wilków odciśniętych w podłożu. Będąc na wieży widokowej, udało mi się w końcu wypatrzeć łosia, który niestety był na tyle daleko, że ledwo widać go na zdjęciu.

łoś biebrza
Łoś na polanie widziany z wieży widokowej

Tak jak wspominałem wyżej, chciałem przejść cały czerwony szlak, tak, aby dojść do zagrody z konikami polskimi. Niestety, w odległości około 3 kilometrów od wieży widokowej, okazało się, że szlak jest zalany i nie da się go przejść bez woderów. Musiałem zawrócić. Z resztą nie tylko ja, widziałem kilka innych osób, które miały podobne plany co ja i musiały je zweryfikować.

Wracałem do samochodu czerwonym szlakiem. Nigdzie już nie skręcałem. Kilkakrotnie podczas powrotu towarzyszyły mi sarny, które bacznie obserwowały mnie wśród drzew. Doszedłem do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt, gdzie za ogrodzeniem leżała klępa łosia, przeżuwając trawę. Z tego miejsca mogłem jeszcze zawrócić i udać się do zagrody z konikami polskimi inną drogą, ale zrobiło się późno i postanowiłem, że odwiedzę to miejsce następnym razem.

Łoś, klępa, łosza biebrza
Łoś, klępa, łosza

Wróciłem do samochodu. Wyjeżdżając z parkingu zauważyłem małą chmarę jeleni, niestety nie miałem czasu na chwycenie aparatu i zrobienie zdjęcia. Po pierwsze dlatego, że było ciemno, a jelenie były trochę daleko ode mnie, po drugie dlatego, że zwierzęta bardzo szybko uciekły do lasu.

Wróciłem do mojej kwatery. Padłem na łóżko zmęczony, ale zadowolony, choć nie wszystko dzisiaj poszło po mojej myśli.

Biebrza – dzień trzeci, niedziela

Nadeszła niedziela. Jakże inna pogodowo od dwóch poprzednich. Zrobiło się naprawdę ciepło, słońce przymnie mnie grzało, kiedy siedziałem sobie na balkonie popijając poranną kawę. Po śniadaniu postanowiłem przejść się po najbliższej okolicy. Idąc wzdłuż lasu, w pewnym momencie nad głową przeleciał mi dzięcioł czarny. Usiadł na chwilę na młodym drzewie i po chwili poleciał dalej.

biebrza Dzięcioł czarny
Dzięcioł czarny

Na pobliskim polu, sądząc po odgłosach, w trakcie śniadania była żurawia para. Wracając do pokoju, miałem nadzieję spotkać dudka, który podobno jest tutaj często widywany, ale nie miałem tyle szczęścia i ptaka nie spotkałem, ba nawet go nie słyszałem w pobliżu.

Zabrałem się za pakowanie, bowiem nadszedł czas na zwolnienie pokoju. Zaniosłem swoje bagaże do samochodu, podziękowałem gospodarzom za gościnę i udałem się na obserwację ptaków na rozlewiskach Biebrzy.

Samochód zaparkowałem na poboczu drogi prowadzącej z Wólki Piasecznej do Goniądza. Nieopodal od miejsca postoju znajduje się wieża obserwacyjna, która była dzisiejszym moim celem.

Idąc poboczem drogi, zaobserwowałem takie ptaki jak: czaple siwe i białe, bociany białe, czajkę, trznadla, ziębę, pliszkę siwą oraz rokitniczkę. Niestety nie wszystkim tym ptakom udało się mi zrobić dobre zdjęcie. Niektóre z nich nie chciały współpracować, a inne były zbyt daleko.

biebrza Pliszka siwa
Pliszka siwa
Rozlewisko Biebrzy
Rozlewisko Biebrzy
biebrza Zięba
Zięba

Doszedłem do wieży obserwacyjnej, z której przez lornetkę podziwiałem łabędzie nieme i krzykliwe, bataliony, rycyki i dubelty. Spędziłem dobrą godzinę na obserwacji ptaków. Żałowałem tylko, że mój sprzęt foto nie pozwalał na robienie zdjęć z tak dużej odległości.

Wszedłem z wieży i wracałem do samochodu. Po drodze co chwila zatrzymywałem się i obserwowałem ptaki. Chyba następnym razem skuszę się na spływ kajakowy, może to mi pozwoli być bliżej ptaków oraz dostarczyć sobie i Wam dobrych zdjęć.

Była to moja pierwsza wizyta nad Biebrzą. Na pewno nie ostatnia. Bowiem Biebrza to raj dla obserwatorów oraz fotografów przyrody, a bardzo lubię obserwować przyrodę i robić zdjęcia, a to miejsce jest do tego idealne. Jeśli byliście nad Biebrzą to zachęcam do podzielenia się swoimi wrażeniami w komentarzu pod spodem.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/biebrza-pierwszy-raz/feed/ 0