Włóczykij – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl - pieszo, rowerem, z aparatem Wed, 21 Aug 2024 20:55:35 +0000 pl-PL hourly 1 https://przygodyprzemka.pl/wp-content/uploads/2020/12/cropped-pzfavn-1-32x32.png Włóczykij – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl 32 32 Moja pierwsza zorza polarna w życiu! https://przygodyprzemka.pl/moja-pierwsza-zorza-polarna-w-zyciu/ https://przygodyprzemka.pl/moja-pierwsza-zorza-polarna-w-zyciu/#comments Wed, 14 Aug 2024 12:04:08 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=4707 Noc z 12. na 13. sierpnia 2024 roku zapamiętam chyba do końca życia. Po raz pierwszy w życiu miałem okazję podziwiać zorzę polarną. Niestety, aurorę z maja 2024 roku przegapiłem. Tym bardziej cieszę, że tak szybko mogłem być świadkiem tego wspaniałego zjawiska, jakim jest zorza polarna.

[...]

Czytaj więcej from Moja pierwsza zorza polarna w życiu!

]]>
Noc z 12. na 13. sierpnia 2024 roku zapamiętam chyba do końca życia. Po raz pierwszy w życiu miałem okazję podziwiać zorzę polarną. Niestety, aurorę z maja 2024 roku przegapiłem. Tym bardziej cieszę, że tak szybko mogłem być świadkiem tego wspaniałego zjawiska, jakim jest zorza polarna.

Perseidy 2024 – pierwotny plan na noc z 12. na 13. sierpnia

O możliwości wystąpienia zorzy polarnej nad Polską dowiedziałem się dopiero w poniedziałek, w godzinach popołudniowych. Zmieniło to moje plany na tą noc.

Początkowo chciałem w okolicy Narwi postawić aparat fotograficzny na statywie, wycelować obiektyw w Gwiazdozbiór Perseusza i przy wykorzystaniu pilota robić zdjęcia meteorom, które miały spadać w ziemską atmosferę. Pod uwagę brałem przede wszystkim wał przeciwpowodziowy, koronę lub wschodnią stronę.

Noc wcześniej, przed północą wybrałem się rowerem na narwiany wał przeciwpowodziowy, aby przetestować ustawienia, jak i sam aparat, ponieważ nie robiłem lata świetlne zdjęć nocnego nieba. Wolałem sprawdzić sprzęt i ewentualnie sobie odpuścić nocną sesję fotograficzną, niż rozczarować się po powrocie do domu.

Na wale spędziłem mniej więcej godzinę. Zdjęcia wyszły przyzwoicie. Perseidy leciały z każdego kierunku, tylko nie z północnego wschodu, czyli strony świata, w którą wycelowałem swój aparat fotograficzny. Zdarza się i wręcz zakładałem, że tak będzie. Powiecie pesymizm, ja odpowiem realizm 🙂

Rozgwieżdżone niebo nad wałem przeciwpowodzionym na rzece Narew w Nowym Dworze Mazowieckim na dobę przed wystąpieniem zorzy polarnej

Ostatni rekonesans

Nastał poniedziałek, który spędziłem normalnie. Czas zleciał mi przede wszystkim na pracy. W okolicach godziny szesnastej zacząłem się powoli szykować na nocną sesję zdjęciową. Przed godziną 20 poszedłem na wał w celu wytypowania dodatkowych kadrów, żeby nie być monotematycznym w tym zakresie. Wracając stwierdziłem, że zajdę sobie nad samą Narew, żeby sprawdzić jaki kadr będę mieć w tamtym miejscu. 

Wolałbym coś ciekawszego mieć w kadrze podczas nocnej sesji fotograficznej niż drzewa, ale dolina Narwi to jedno z niewielu dość ciemnych miejsc w okolicy mojego domu (niby na korona wału jest oświetlona przez latarnie, ale rosnące drzewa i krzaki niżej dość dobrze ograniczają dostęp światła). To miejsce miało być ostatnim kadrem podczas tegorocznej “nocy spadających gwiazd” (chyba tak polskie media określają maksimum roju Perseidów).

Rekonesans przed zorzą polarną
Rekonesans przed zorzą polarną

Pierwsza zorza polarna w życiu

Wróciłem do domu. Zjadłem kolację i odliczałem czas do wyjścia na nocne zdjęcia. Żeby oczekiwanie mijało miło i przyjemnie włączyłem relację live na polskim kanale YouTube “AstroLife”. Tam usłyszałem, że oprócz spadających meteorów, możliwa będzie jeszcze zorza polarna. 

Początkowo wiadomość przyjąłem na chłodno, dopiero z biegiem czasu okazywało się, że zjawisko to może być jak najbardziej prawdopodobne, tym bardziej, że jego początki były widoczne na transmisji. 

Spakowałem do końca plecak i postanowiłem wyjść wcześniej niż planowałem (około 30 minut, co jak się potem okazało było kluczowe tej nocy). Idąc nad Narew, stwierdziłem, że skoro jest wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia zorzy polarnej pójdę najpierw nad samą rzekę, a dopiero później przejdę “na wał” i “za wał” przeciwpowodziowy.

Na miejscu ustawiłem aparat na statywie i zacząłem robić zdjęcia. Podczas zmiany kadru wydało mi się, że poruszyłem obiektywem i cofnąłem się do oświetlonego miejsca, aby poprawnie wyostrzyć sobie obraz na nieskończoność. Po chwili wróciłem nad Narew, ale postanowiłem tym razem podejść bliżej wody. Robię kolejną serię zdjęć (korzystam z pilota firmy Newell, gdzie mogę sobie zaprogramować interwałometr). 

Noc spadających gwiazd - zorza polarna - perseidy 2024
Zorza polarna wchodzi w kadr

Kątem oka (potem zobaczę, że to też na zdjęciach podczas obróbki. Wy, możecie to zobaczyć na zdjęciu tuż nad tym tekstem) widziałem jakieś paski na niebie. Myślę sobie: “Wygląda jak zorza polarna, ale jakaś taka blada strasznie. No nic. Może to tak ma wyglądać”. Aparat nadal robił zdjęcia. Podczas przerwy (na pilocie ustawiłem 25 sekund naświetlania, 1 minutę przerwy i dodatkowo 10 sekund opóźnienia, na wszelki wypadek, żeby dać czas na zapisanie zdjęcia) przekręciłem lustrzankę w stronę rzeki. Po minucie, na wyświetlaczu Nikona D3100 pokazał się cudowny widok. Zorza polarna. Już nie blada i ledwo widoczna gołym okiem. Niebo na fotografii rozświetliło się na różowo-fioletowo-żółto.

Moja pierwsza zorza polarna - pierwsze moje zdjęcie w życiu.

Postanowiłem zmienić miejsce. Poszedłem w miejsce, gdzie główki tworzą coś w rodzaju zatoczki, a na drugim brzegu Narwi widać między innymi kościół w Pomiechowie. Zmniejszyłem czułość i czas (błąd, bo zdjęcia wyszły trochę za ciemne, ale łatwy do skorygowania w postprodukcji), ustawiłem interwałometr, włączyłem odliczanie i oddałem się podziwianiu zorzy polarnej. 

W tym momencie doszedłem do wniosku, że Perseidy odchodzą na drugi plan. Jak coś się złapie w trakcie fotografowania zorzy polarnej to fajnie, jak nie to spróbuję później lub nawet za rok, przecież to wydarzenie cykliczne, rój zatoczy koło w kosmosie i znowu, w kolejnym sierpniu będziemy mogli wpatrywać się w nocne niebo i czekać na “spadającą gwiazdę” (napisz w komentarzu czy wypowiadasz życzenie, kiedy widzisz lecącego Perseida).

Moja pierwsza zorza polarna w życiu
Moja pierwsza zorza polarna w życiu
Moja pierwsza zorza polarna w życiu
Moja pierwsza zorza polarna w życiu

Po spektaklu czas na bis

Po dłuższej chwili zorza jakby osłabła, wręcz zanikła. Postanowiłem przenieść się na koronę wału przeciwpowodziowego i zapolować na Perseidy. Spotkałem tam parę, z którą chwilę porozmawiałem o minionej zorzy polarnej.

Rozgwieżdżone niebo na wale narwianym - perseidy 2024 - zorza polarna

W trakcie rozmowy mój aparat robił zdjęcia i widziałem, że jednak aurora nie powiedziała ostatniego słowa tej nocy. Postanowiłem wrócić bliżej rzeki, by skorzystać z okazji i móc robić dalej zdjęcia. 

Kolejna odsłona nie była już tak bardzo intensywnie kolorowa, ale nadal to zorza polarna.

Zorza polarna - bis
Zorza polarna bis
Zorza polarna bis

Jeszcze rok temu myślałem (nie interesowałem się zbytnio tym tematem), że zorzę polarną można obserwowałem tylko daleko na północy lub południu naszego globu i dominuje kolor zielony. Dopiero po obejrzeniu kilku filmów z polowania na aurorę w Polsce i wróceniu do fotografowania nabrałem i ja ochoty na chęć zobaczenia tego zjawiska na żywo. Tym bardziej plułem sobie w twarz przegapienia aurory w maju (tym bardziej, że nie spałem).

Koło godziny pierwszej w nocy postanowiłem wracać do domu. Bo przecież rano trzeba znowu usiąść do pracy. Idąc do domu, miałem nadzieję, że zdjęcia wyszły ostre. Teraz mam super pamiątkę.

Podzielcie się w komentarzu, jak wyglądała Wasza noc z 12. na 13 sierpnia 2024 roku. Udało się Wam zobaczyć spadające Perseidy i zorzę polarną?

Już niedługo kolejne posty na blogu. Będzie trochę spotkań ze zwierzętami, trochę zwiedzania. Zapraszam do śledzenia bloga oraz moich kont na Instgramie: @przemekzwiedza oraz @przemekwildlife!

]]>
https://przygodyprzemka.pl/moja-pierwsza-zorza-polarna-w-zyciu/feed/ 1
Zimowe Łazienki Królewskie https://przygodyprzemka.pl/zimowe-lazienki-krolewskie/ https://przygodyprzemka.pl/zimowe-lazienki-krolewskie/#respond Wed, 31 Jan 2024 12:43:33 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=4666 Dawno nie spacerowałem po parku w Łazienkach Królewskich. Jeśli dobrze pamiętam, to ostatni raz byłem tam w 2019 roku. Dlaczego nagle postanowiłem odwiedzić Łazienki Królewskie? Naszła mnie ochota na fotografię przyrodniczą. Konkretnie na zdjęcia ptaków. Liczyłem także na zdjęcia wiewiórki na tle śniegu.

[...]

Czytaj więcej from Zimowe Łazienki Królewskie

]]>
Dawno nie spacerowałem po parku w Łazienkach Królewskich. Jeśli dobrze pamiętam, to ostatni raz byłem tam w 2019 roku. Dlaczego nagle postanowiłem odwiedzić Łazienki Królewskie? Naszła mnie ochota na fotografię przyrodniczą. Konkretnie na zdjęcia ptaków. Liczyłem także na zdjęcia wiewiórki na tle śniegu.

Mało ostatnio fotografuję. Pisząc “ostatnio”, mam na myśli cały poprzedni rok. Niby były jakieś przebłyski w postaci prób makrofotografii podczas ubiegłej wiosny i wieczorny foto spacer po Nowym Dworze Mazowieckim w lipcu (więcej o tym spacerze, możecie przeczytać tutaj). A poza tym, to większość wolnego czasu w zeszłym roku spędziłem w siodełku rowerowym.

W tym roku postanowiłem to trochę zmienić. Wynikiem czego jest między innymi wycieczka do Łazienek.

Łazienki Królewskie – dobre miejsce do fotografii ptaków dla początkujących

Łazienki Królewskie, tak, jak zresztą każdy większy park, są idealnym miejscem do fotografii ptaków dla osób, które zaczynają swoją przygodę z tą dziedziną fotografii, miały dłuższą przerwę lub po prostu wykorzystują każdą, nadarzającą się okazję, by podejrzeć świat skrzydlatych stworzeń. Osobiście pojechałem tam, żeby na nowo rozpalić w sobie pasję do fotografii przyrodniczej. 

pałac na wyspie zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Zimowe Łazienki Królewskie – Pałac na Wyspie

W parkach takich jak Łazienki Królewskie, ptaki i ogólnie zwierzęta, są przyzwyczajone do człowieka i są mniej płochliwe. A zima, szczególnie tak śnieżna jak przez większość tegorocznego stycznia, to też dobry czas do fotografowania ptaków, które korzystają w tym okresie z karmników. Nie chcesz chodzić za ptakami? Nic prostszego. Ustawiasz się nieopodal karmnika i strzelasz.

Sikory, gawrony i gang gołębi miejskich

Do Warszawy wybrałem się w sobotę. Koło godziny jedenastej byłem już na miejscu. Pogoda akurat taka średnia do fotografowania. Szaro i buro, jak to przeważnie w styczniu na Mazowszu. Dobrze, że leżał jeszcze wtedy śnieg, co trochę rozjaśniało tę ponurą aurę. 

Na teren Parku wszedłem, tak, jak zawsze, czyli od ulicy Belwederskiej, bramą sąsiadującą z Belwederem. Początkowo żałowałem, że nie przyjechałem wcześniej, bo spodziewałem się, że bliżej południa w Łazienkach będzie już sporo osób, ale miło się zaskoczyłem. Kilkoro biegaczy i spacerowiczów. Pierwsze kroki skierowałem ku ogrodzeniu przy Agrykoli, bo tam jest sporo krzewów i liczyłem na sikory, a te nie kazały mi długo na siebie czekać. 

bogatka sikora sikorka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Bogatka

Mniej więcej w tamtym rejonie znajduje się kilka karmników dla ptaków i przy jednym z nich mogłem podglądać między innymi modraszki, bogatki, kowalika, gawrony czy wszędobylskie gołębie miejskie. Nawet dzięcioł średni się trafił, chociaż akurat on i kowalik wyszły mi średnio ostrzy.

wrona siwa zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Wrona siwa

Po kilku chwilach poszedłem dalej. Przeszedłem przez most z pomnikiem Jana III Sobieskiego na drugą stronę Stawu Północnego. Tam zrobiłem kilka zdjęć Pałacu na Wyspie. Między innymi to, które ilustruje poniższy post. Poszedłem dalej ku południowym krańcom Łazienek Królewskich. Po drodze robiłem zdjęcia gawronom, wronom siwym i wypatrywałem wiewiórek. Jedną udało się zaobserwować niedaleko Stajni Kubickiego, kiedy ciekawska, zaglądała do dziupli w drzewie. 

wiewiórka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Ciekawska wiewiórka

Mniej więcej w tym miejscu, “gang” gołębi miejskich próbował dokonać na mnie rozboju, niestety musiały się obejść się smakiem, bowiem nie miałem nic przy sobie, co mogłem z czystym sumieniem dać ptakom.

Mandarynki i krzyżówki

Szedłem dalej i rozglądałem się za kowalikami i pełzaczami, bo już nie raz, nie dwa, mniej więcej w tym rejonie Parku miewałem okazje do obserwacji tych gatunków ptaków. Niestety, tej soboty musiałem obejść się smakiem. Kolejnego kowalika zaobserwowałem dopiero w okolicach Nowej Oranżerii, ale ponownie zdjęcia średnio mi wyszły, więc nie mam się zbytnio czym pochwalić.

zimowe łazienki królewskie nowa oranżeria przemekzwiedza.pl
Zimowe Łazienki Królewskie – Nowa Oranżeria

Następnie skręciłem w kierunku Świątyni Egipskiej, gdzie miałem nadzieję spotkać kaczki: krzyżówki i mandarynki bez nadmiernej liczby osób, próbujących dokarmiać ptaki. Nie żebym miał z tym problem. Jeśli robisz to z głową, czytaj nie dokarmiasz ptaków g*wnem, to rób to dalej. Ja po prostu, kiedy jestem w terenie mniej lub bardziej cywilizowanym cenię sobie ciszę i samotność. Wtedy najlepiej odpoczywam i czyszczę głowę. Wracając do kaczek. Nie zawiodły mnie i tłumnie oblegały skrawek nie zamarzniętego cieku wodnego pod Świątynią Egipską. 

samiec kaczka krzyżówka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Samiec kaczki krzyżówki
kaczka mandarynka kaczki zimowe łazienki królewskie warszawa przemekzwiedz.pl
Kaczki mandarynki – trzech samców i samica

Po chwili wróciłem w okolice Nowej Oranżerii w poszukiwaniu wiewiórek. Spacerując po Parku nie robiłem wyłącznie zdjęć zwierzętom. Chociaż miałem ze sobą tylko obiektyw Tamron 70-300, to tam, gdzie minimalna ogniskowa była za duża, posiłkowałem się aparatem ze smartfona, którym, w mojej ocenie, można zrobić całkiem przyzwoite zdjęcia.

Wiewiórka

Na wspomnianą wyżej wiewiórkę natknąłem się w Ogrodzie Geometrycznym, kiedy w towarzystwie gawrona rozgrzebywała śnieg, w poszukiwaniu pożywienia. Kiedy odkryła moją obecność zrobiła się bardzo żywa i co i raz próbowała podchodzić do mnie, z nadzieją na jakiś smakowity kąsek. Niestety tak, jak w przypadku gołębi miejskich musiałem ją rozczarować. Strzeliłem kilka kadrów, z których jestem średnio zadowolony, szczególnie jeśli chodzi o kadrowanie. 

wiewiórka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Wiewiórka
wiewiórka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Wiewiórka

Gdybym szukam na siłę powodu, aby wrócić w najbliższym czasie do Łazienek Królewskich, oto jeden: poprawić te kadry, z których nie jestem całkowicie lub częściowo zadowolony. Problem jest jeden. Nie muszę szukać na siłę powodów, żeby tam wracać. Niech tylko przestanie lać i wiać powyżej 20 kilometrów na godzinę, to z chęcią jeszcze nie raz wybiorę się “na ptaki” do Łazienek. Z resztą nie tylko, z myślą o fotografowaniu zwierząt muszę się tam wybrać. Bo tak naprawdę, to nigdy nie zwiedzałem obiektów Muzeum Łazienek Królewskich. Może w cieplejszych miesiącach będzie ku temu okazja.

belweder zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Belweder – widok z poziomu Łazienek Królewskich

Odchodząc od wiewiórki spędziłem jeszcze trochę czasu na spacerowaniu. W okolicy Pałacu na Wyspie spotkałem między innymi pawie indyjskie, te “normalne”, kolorowe oraz jednego białego osobnika. Swoją wędrówkę po parku zakończyłem przy bramie naprzeciwko pomnika Fryderyka Chopina. 

biały paw indyjski zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Biały paw indyjski

Łazienki Królewskie, po raz kolejny nie zawiodły mnie, jeśli chodzi o fotografię przyrodniczą. Tak, jak pisałem wyżej, nie jestem zadowolony ze wszystkich zdjęć, więc z pewnością postaram się tam wrócić w najbliższej przyszłości. Ale żeby nie kończyć tak pesymistycznie, to mam dwa ulubione zdjęcia, które możecie zobaczyć na końcu tego tekstu. Zdjęcia gawrona i bogatki.

Na zupełny koniec autopromocja.

Jeśli podobają się Wam moje zdjęcia, to serdecznie zapraszam do obserwacji mnie na Instagramie. Mam tam dwa konta. Konto PrzemekZwiedza – to fotografia krajobrazowa oraz podróżnicza. Konto PrzemekWildLife to szeroko rozumiana fotografia przyrodnicza: zdjęcia zwierząt, owadów i roślin. 

Jeszcze raz zapraszam do pozostawienia po sobie śladu na moich profilach, na Instagramie i do zobaczenia w kolejnym wpisie.

Zdjęcie gawrona

gawron rook zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Gawron

Zdjęcie bogatki

bogatka sikora sikorka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Bogatka
]]>
https://przygodyprzemka.pl/zimowe-lazienki-krolewskie/feed/ 0
Nowy Dwór Mazowiecki – wieczorny fotospacer po mieście https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/ https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/#respond Sat, 29 Jul 2023 07:00:00 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=4638 Nowy Dwór Mazowiecki to miasto, w którym mieszkam. Często spaceruję po nim. Niedawno postanowiłem sobie przypomnieć jak to jest, kiedy fotografujesz wczesnym wieczorem. Ostatni raz, po zachodzie słońca fotografowałem chyba w Krakowie. Możesz o tym przeczytać tutaj.

[...]

Czytaj więcej from Nowy Dwór Mazowiecki – wieczorny fotospacer po mieście

]]>
Nowy Dwór Mazowiecki to miasto, w którym mieszkam. Często spaceruję po nim. Niedawno postanowiłem sobie przypomnieć jak to jest, kiedy fotografujesz wczesnym wieczorem. Ostatni raz, po zachodzie słońca fotografowałem chyba w Krakowie. Możesz o tym przeczytać tutaj.

A okazji ku fotografii wieczornej czy nocnej ostatnio mam sporo, bo nienawidzę upałów. Muszę mieć w DNA jakieś geny ludzi z północy Europy, bo gdy termometr pokazuje ponad 25 stopni Celsjusza, jestem nie do życia. Dlatego na rower lub spacer z aparatem fotograficznym wychodzę koło godziny 18.

Nowy Dwór Mazowiecki – miasto w widłach dwóch rzek

Nowy Dwór Mazowiecki leży w widłach dwóch rzek. Narwi, która na wysokości Twierdzy Modlin wpada do Wisły. Niedaleko jest jeszcze trzecia rzeka – Wkra, która wpada do Narwi na terenie gminy Pomiechówek. Więc jak są rzeki, to są i mosty. W okolicy są trzy: jeden na Narwi, dwa na Wiśle. Tego dnia wybrałem most im. Pancera, czyli ten, który rzucony jest nad Narwią.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Nowy Dwór Mazowiecki – ulica Warszawska, widok na budujący się budynek “Warszawska Sky”

Najpierw poszedłem na most im. Pancera, gdzie chciałem sfotografować Narew w centrum Nowego Dworu Mazowieckiego w tle. Jednak brak statywu i zbliżający się zmierzch, spowodował, że z 15 zdjęć, które zrobiłem na moście, może ze 3 są ostre. Niby autofokus w moim D3100 działa na ogół przyzwoicie, ale jak się potem okazało, przełączenie się na ostrzenie manualne, trzeba było wdrożyć już od samego początku. No cóż, nie popełnia błędów tylko ten co nic nie robi.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Widok z mostu im. Pancera na Twierdzę Modlin – najlepiej widoczna Wieża Biała górująca nad Narwią
Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Powrót do domu… most im. Pancera na Narwi
Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Kolejny rok, kiedy Narew ma niski stan.

Pociągi widmo 🙂

Wracając z mostu nad Narwią słyszałem i widziałem, że co chwila przejeżdżają pociągi, a że wiadukt kolejowy jest niedaleko, to postanowiłem się tam przejść. W głowie miałem pomysł na zdjęcia torowiska i pociągu, który przez długi czas naświetlania będzie rozmazany, a z jego przednich i tylnych świateł powstaną smugi.

Niestety plan spalił na panewce, bowiem póki byłem w ruchu, to pociągi jeździły raz w jedną, raz w drugą stronę. Kiedy doszedłem na miejsce… pusto. Przerwa w ruchu kolejowym, a dopiero co przejechało po sobie chyba ze 4 składy. Po 10 minutach oczekiwania, a nuż coś przejedzie, postanowiłem wracać. W sumie to i dobrze, bo pewnie by i tak zdjęcia nie wyszły, bo nie chciało mi się targać statywu ze sobą. Tylko gdzieś w środku mnie, mała cząstka wkurzała się, kiedy słyszałem przejeżdżające pociągi.

Fotografia po zmroku – nie masz statywu? Kombinuj!

Zacząłem wracać ku centrum miasta. Swój spacer chciałem skończyć w parku Wybickiego, gdzie znajduje się podświetlana fontanna, która miała być kolejnym królikiem doświadczalnym w mojej fotograficznej edukacji.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Nie masz statywu? To kombinuj.

Zanim do niej doszedłem postanowiłem poświęcić chwilę uwagi budynkowi kościoła pw. św. Michała Archanioła, który od dłuższego czasu chciałem sfotografować wieczorem bądź w nocy. Ściemniało się coraz bardziej, więc za statyw posłużyła mi najpierw ławka w parku, potem kostka brukowa i mój DIY uchwyt na nadgarstek, który podłożyłem pod obiektyw, aby osiągnąć odpowiednią pozycję aparatu.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Wykorzystałem ławkę jako statyw.

Kiedy znudziło mi się kucanie, postanowiłem w końcu podejść do tej fontanny. O ile ze zdjęć kościoła jestem w miarę zadowolony, to ze zdjęć fontanny z podświetleniem LED już nie do końca. Przy najbliższej okazji muszę tam wrócić, by ponowić próbę.

Spacer oceniam jako interesujący. Przez około 5km marszu odkryłem na nowo fotografowanie wieczorem i nocą. W planach mam jeszcze nie jeden spacer po Nowym Dworze Mazowieckim. Tylko następnym razem wezmę ze sobą statyw.

Na koniec, zapraszam Cię na mojego Instagrama, gdzie publikuję więcej zdjęć.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/feed/ 0
Ptasi Raj – Wyspa Sobieszewska https://przygodyprzemka.pl/ptasi-raj-wyspa-sobieszewska/ https://przygodyprzemka.pl/ptasi-raj-wyspa-sobieszewska/#respond Thu, 30 Nov 2017 18:25:29 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2478 Nie mam w tym roku szczęścia do pogody. Oj nie mam. Biebrza – deszcz. Sandomierz – deszcz. Nie inaczej było w Gdańsku, podczas mojego pobytu na Wyspie Sobieszewskiej. Pojechałem tam w pierwszych dniach września. Pierwsze dwa dni, przeznaczyłem na zwiedzanie wyspy, a w zasadzie Rezerwatu Ptasi Raj. Ostatni dzień to zwiedzanie gdańskiego Starego Miasta.

[...]

Czytaj więcej from Ptasi Raj – Wyspa Sobieszewska

]]>
Nie mam w tym roku szczęścia do pogody. Oj nie mam. Biebrza – deszcz. Sandomierz – deszcz. Nie inaczej było w Gdańsku, podczas mojego pobytu na Wyspie Sobieszewskiej. Pojechałem tam w pierwszych dniach września. Pierwsze dwa dni, przeznaczyłem na zwiedzanie wyspy, a w zasadzie Rezerwatu Ptasi Raj. Ostatni dzień to zwiedzanie gdańskiego Starego Miasta.

Tym razem moim środkiem lokomocji był pociąg. Specjalny, uruchomiony na okres wakacyjny przez Koleje Mazowieckie, pociąg “Słoneczny”. Deszcz postanowił wprawić mnie w ponury nastrój jeszcze podczas postoju na stacji Warszawa Zachodnia. Zaczęło lać i padało do samego Gdańska. Podczas prawie czterogodzinnej podróży widziałem więcej drapoli niż przez cały ten rok. Przeważały myszołowy i pustułki. Również ssaki dopisały. Przez okno w pociągu widziałem kilkanaście sztuk saren i kilka jeleni. Kiedy wysiadłem w Gdańsku, pogoda na chwilę poprawiła się. Gdy dojechałem do miejsca mojego noclegu, znowu zaczęło podać. Przyjąłem taki stan rzeczy na klatę. Rozpakowałem się, pojechałem po zakupy na czas pobytu.

Dom, w którym wynajmowałem pokój, stoi tuż przy Martwej Wiśle. Gdyby nie paskudna pogoda, miałbym ładny widok na rzekę. A tak, nawet nie chciało się mi wychodzić na taras. Zjadłem obiad i postanowiłem przejść się nad morze.

Wrzesień to tutaj czas poza sezonem, więc na ulicy pustki, na brzegu tylko nieliczni wędkarze, którzy nie bali się paskudnej aury. Nie lubię tłumów, więc ten termin wybrałem sobie z premedytacją. Z resztą przyjechałem tutaj w konkretnym, ptasim celu. Chciałem ponownie spotkać biegusa zmiennego, a być może inne gatunki migrujących ptaków, ale czy osiągnąłem zamierzony cel, dowiedzie się w odpowiednim czasie.

Szedłem najpierw wzdłuż Martwej Wisły, następnie odbiłem w ulicę Sobieszewską. Dalej przeszedłem kilkaset metrów asfaltową drogą przez las, by potem wejść na leśną ścieżkę, która zaprowadziła mnie nad morze, które najpierw usłyszałem, a potem zobaczyłem.

ptasi raj morze bałtyckie
Zejście na plażę

Podczas wędrówki przez las, przestało padać. Jednak kiedy tylko stanąłem na plaży, od strony morza wiatr przywiał deszcz. Nie powiem, wkurzyłem się trochę. Ale postanowiłem się nie dawać paskudnej pogodzie. Kaptur na głowę, pokrowiec na plecak i aparat, i szedłem dalej przed siebie. Na plaży pustki, jeśli nie liczyć dwóch osób. Ptaków również nie było zbyt wiele. Jedynie kilkanaście sztuk mew śmieszek i srebrzystych, które zaraz i tak odleciały.

ptasi raj pióro mewy
Pióro mewy
ptasi raj
Nie było ptaków, więc musiałem znaleźć obiekt zastępczy dla mojego głodu fotograficznego

Postanowiłem trochę przejść się po plaży. Pierwotnie chciałem dojść do granicy rezerwatu, czyli do znaku, który możecie zobaczyć na tytułowym zdjęciu. Jednak po kilkunastu metrach postanowiłem dać za wygraną. Co raz mocniej padało i dzień zbliżał się ku końcowi, a nie uśmiechała się mi powrotna wędrówka, po ciemku, przez nieznany las.

Kiedy dochodziłem do mojej kwatery, było już całkowicie ciemno, a deszcz rozpadał się na dobre. Tak skończył się pierwszy dzień pobytu na Wyspie Sobieszewskiej. Więcej niebawem.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/ptasi-raj-wyspa-sobieszewska/feed/ 0
Dolina Środkowej Wisły #1 – Kładka Żerańska – most Gdański https://przygodyprzemka.pl/dsw1-kladka-zeranska-most-gdanski/ https://przygodyprzemka.pl/dsw1-kladka-zeranska-most-gdanski/#respond Tue, 19 Sep 2017 12:00:37 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2411 Od kilku miesięcy czytam w wolnej chwili bloga Strefa 33. Autor tego internetowego medium udaje się w różne miejsca Polski obserwować i fotografować ptaki. To właśnie stamtąd zaczerpnąłem inspiracje do kolejnej mojej wyprawy. Plan był prosty. Pojechać gdzieś niedaleko i za małe pieniądze. Najlepiej na jeden dzień.

[...]

Czytaj więcej from Dolina Środkowej Wisły #1 – Kładka Żerańska – most Gdański

]]>
Od kilku miesięcy czytam w wolnej chwili bloga Strefa 33. Autor tego internetowego medium udaje się w różne miejsca Polski obserwować i fotografować ptaki. To właśnie stamtąd zaczerpnąłem inspiracje do kolejnej mojej wyprawy. Plan był prosty. Pojechać gdzieś niedaleko i za małe pieniądze. Najlepiej na jeden dzień.

Dlatego postanowiłem wybrać się do Warszawy, aby przejść się prawym brzegiem Wisły. Trasę rozpocząłem od Kładki Żerańskiej, tuż obok elektrociepłowni na Żeraniu, a skończyłem przy moście Gdańskim. Wycieczkę odbyłem w sobotę, 20 sierpnia. Postanowiłem wstać o 3 nad ranem, aby na miejscu być bardzo wcześnie, najchętniej tuż po wschodzie słońca, czyli w okolicach godziny 5:20.

Obudziłem się o godzinie 2:55, przed włączeniem się budzika w telefonie. Postanowiłem poleżeć jeszcze około 10 minut. Niestety to był błąd, co z resztą zawsze się tak kończy u mnie. Usnąłem ponownie i obudziłem się dopiero po piątej rano.

Zerwałem się z łóżka. Szybka poranna toaleta, jeszcze szybsze śniadanie i poranna kawa, wybiegłem z domu na pociąg. Dojechałem do stacji Warszawa Toruńska. Potem autobusem (nie pamiętam już, którą linią dokładnie) dojechałem do przystanku tuż nad pętlą tramwajową na Żeraniu. Krótki spacer do pętli autobusowej i po kilku minutach jechałem linią 211. Wysiadłem na przystanku Konwaliowa. Teraz czekał mnie kilkuminutowy spacer do Kładki Żerańskiej. Po około 10 minutach byłem u celu.

Po drodze, w bardzo niedalekim sąsiedztwie, po lewej ręce minąłem dawny zbiornik, z którego woda służyła do studzenia instalacji w elektrociepłowni. Od kilku lat zbiornik nie jest już wykorzystywany i mocno zarósł. Mniej więcej na środku znajduje się sztuczna wyspa lęgowa, obok której udało się mi zaobserwować 3 czaple siwe i kilka mew w typie srebrzystych. Liczyłem na spotkanie dzików w tym miejscu, bowiem wiem z kilku źródeł, że czasami są one tutaj widywane. Do spotkania nie doszło. Doszedłem do kładki.

Kładka Żerańska
Kładka Żerańska

Kładka Żerańska

Kładka Żerańska to 300-metrowy most dla pieszych i rowerzystów. Jest ona częścią trasy z Białołęki aż do mostu Łazienkowskiego. Kosztowała ponoć 4 mln złotych i została zaadoptowana ze starego rusztowania rurociągu. Na kładce znajdują się dwie platformy widokowe, z których można obserwować wiślaną panoramę.

Stanąłem centralnie nad Kanałem Żerańskim. Stan wody był bardzo niski i pewnie statki do Serocka nie kursowały, a szkoda, bo od kilku lat mam ochotę wybrać się w rejs i nigdy jeszcze nie udało się mi zrealizować tego postanowienia. Może w przyszłym roku.

Pogoda dopisywała, choć z samego rana, tego bym nie powiedział. Z uwagi na weekend na trasie było sporo biegaczy, rowerzystów, a brzeg co i raz był okupowany przez wędkarzy.

kładka żerańska Kanał Żerański
Kanał Żerański
Kładka Żerańska widok z dołu
Kładka Żerańska widok z dołu

Nieuchwytny brodziec piskliwy i kwokacz

Przy pierwszej możliwej okazji zboczyłem z trasy, nad Wisłę. Dochodząc do wody widziałem startującego do lotu brodźca piskliwego. Potem widziałem go jeszcze kilka razy, ale za każdym razem nie udawało się mi zrobić zdjęcia, bo brodźce były o krok przede mną. Nie zdążyłem podejść do wody, a one już były w locie.

Usiadłem na chwilę na kamieniu, by poobserwować przez lornetkę przeciwległy brzeg. Gdy schowałem ją do torby, spojrzałem w prawą stronę. Na przybrzeżnych kamieniach w porannych promieniach słońca wygrzewała się kaczka krzyżówka. A tuż za nią kwokacz. Byłem niestety daleko od nich, a mój obiektyw 300 mm jest za słaby na takie odległości, tak więc mam tylko jedno zdjęcie kwokacza, które jest z typu dokumentalnych, nienadających się zarazem do publikacji.

Z jednej strony jestem zadowolony, bo przez krótki okres czasu udało się mi zaobserwować dwa gatunki ptaków, których dotąd moje oczy nie widziały. Z drugiej zaś, jestem niepocieszony, bo albo nie mam zdjęcia, albo nie nadaje się ono do publikacji.

wisła kładka żerańska
Wisła – gdzieś tam jeszcze przed momentem siedziała kaczka krzyżówka i kwokacz

W drodze do raju

Wróciłem do drogi dla pieszych i rowerzystów. Doszedłem do mostu Grota, przeszedłem pod nim i po około 200 metrach znowu zboczyłem nad wodę. Tutaj posiedziałem sobie dłużej niż poprzednio. Zjadłem kanapkę, odpocząłem obserwując zarazem teren wokół mnie. Po mojej lewej stronie, przy brzegu, pływała sobie rodzina kaczek krzyżówek. Nastał czas, że trudno jest odróżnić samca od samicy. Co i raz, nad środkowym nurtem rzeki przefrunęła mewa, raz śmieszka, innym razem w typie srebrzystej. Gdy zbierałem się do dalszej wędrówki, nad Wisłą przeleciał kormoran. Poszedłem dalej, ale po kilku minutach znowu byłem nad Wisłą.

Most gen. Stefana Grota-Roweckiego kładka żerańska
Most gen. Stefana Grota-Roweckiego

W raju

To, co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dla mnie, początkującego amatora ornitologicznego, to było coś pięknego. Ale po kolei. Zboczyłem z trasy, przeszedłem przez szeroki na kilkanaście metrów pas wysokiej trawy, pokrzyw i innej roślinności, aż doszedłem do wysokiego na około metr, może półtora brzegu. Zszedłem do linii wody, spojrzałem najpierw w lewo, potem w prawo i oniemiałem.

Nie widziałem jeszcze tylu gatunków ptaków, w takiej liczbie, w jednym miejscu. Kormorany przynajmniej kilkanaście sztuk, po kilkadziesiąt sztuk kaczek krzyżówek, mew śmieszek już w szacie spoczynkowej, mew srebrzystych i co najmniej sześć osobników czapli siwej. Dla bardziej doświadczonych amatorów podglądania ptaków, widok ten pewnie nie zrobiłby wrażenia, ale nie na mnie.

Czaple, mewy, kormorany i kaczki kładka żerańska
Czaple, mewy, kormorany i kaczki

Próbowałem niepostrzeżenie, bardzo powoli i ostrożnie zbliżyć się do ptaków, aby zrobić jak najlepsze zdjęcia. Grunt był bardzo grząski, co było kolejnym utrudnieniem w zajmowaniu jak najlepszego miejsca do obserwacji “ptasiego zgromadzenia”. Doszedłem do sporego głazu, usiadłem na nim i zacząłem sesję zdjęciową. Kaczki, oba gatunki mew oraz dwa kormorany praktycznie nie ruszały się ze swoich miejscówek. Za to czaple i pozostałem kormorany, co chwilę zmieniały miejsce, siejąc czasami popłoch w szeregach mew.

Na pierwszym planie kaczki krzyżówki kładka żerańska
Na pierwszym planie kaczki krzyżówki
Czaple siwe pośród mew kładka żerańska
Czaple siwe pośród mew

W pewnym momencie, od strony mostu Grota-Roweckiego nadleciało stado, złożone z około 20 kormoranów. Kiedyś widziałem takie przedstawienie na jednym z polskich filmów dokumentalnych o walorach przyrodniczych Wisły w Warszawie i od tamtej pory chciałem zobaczyć takie “coś” na żywo, na własne oczy. Kolejne marzenie spełnione. Ptaki wylądowały obok swoich pobratymców. Cześć pływała wokół mew, które z kolei zaczęły robić się niespokojne. Pozostałe kormorany wydostały się na małą łachę i rozłożyły skrzydła, aby wyschły w promieniach słońca.

Nadlatują kormorany kładka żerańska
Nadlatują kormorany
kormarany kładka żerańska
Są coraz bliżej – samotna czapla nic sobie nie robi z przelotu
kormorany kładka żerańska
Lądowanie, a w zasadzie wodowanie
kormorany kładka żerańska
Suszenie skrzydeł

Siedziałem w tamtym miejscu już dłuższą chwilę. W końcu postanowiłem wycofać się z miejsca obserwacji i iść dalej. Starałem się zrobić to tak,jak poprzednio. Czyli powoli i bardzo ostrożnie, aby nie spłoszyć ptaków. Co udało się mi, nie udało się wędkarzowi, z przeciwległego brzegu. Zarzucając wędkę, poderwał do lotu dziesiątki sztuk “dzikiego drobiu”. Ptaki zaczęły uciekać na wszystkie kierunki. Złapałem za aparat i próbowałem ten exodus uwiecznić na karcie SD.

Dająca nogę kaczka krzyżówka kładka żerańska
Dająca nogę kaczka krzyżówka

Prawie jak górski potok

Po chwili znowu byłem na ścieżce i zmierzałem w kierunku mostu Gdańskiego.

Po kilku minutach doszedłem do miejsca, w którym Wisła mocno przyspiesza. Woda się pieni, a amatorzy połowu ryb metodą “na muche”, mają namiastkę górskiego potoku w centrum stolicy. Na wyspach, które się tutaj utworzyły, stało kilka wędkarzy. Kolejny, w woderach, w wodzie po pas albo jeszcze wyżej. Zastanawiałem się co by było, gdyby stracił równowagę i został porwany przez prąd. Zostawiłem “moczykijów” i zacząłem lustrować teren wokół mnie. Naliczyłem kilka sztuk kaczek krzyżówek i mew, czyli nic nowego. Usiadłem na betonie i zająłem się kanapką. Po chwili na wysepce przede mną usiadła pliszka siwa, a wrony siwe walczyły o coś ze srokami za moimi plecami.

wisła kładka żerańska
Wisła w tym miejscu, nie wygląda jak rzeka nizinna, raczej górska

Most Gdański

Po posiłku i krótkim odpoczynku, zebrałem się do dalszej drogi, a mój cel był już prawie na wyciągnięcie ręki. Będąc prawie przy moście, po raz ostatni zboczyłem nad wodę. W tym miejscu moje obserwacje były mizerne, raptem trzy kaczki krzyżówki i jeden przedstawiciel gatunku tracza nurogęsi. Trochę dalej na drzewie pełzacz leśny, bądź ogrodowy (za krótko go widziałem, żeby to stwierdzić na 100%) i dwie sikory modraszki. Wspomniane ptaki, przepłoszył mi jakiś biegacz i nawet nie zdążyłem zrobić jednego zdjęcia.

Poszedłem więc dalej, a po chwili byłem już pod mostem. Tutaj znajdowała się meta mojej ornitologicznej wyprawy. Następnym razem przejdę odcinek od mostu Gdańskiego do mostu Łazienkowskiego. Jeśli nie uda się mi tego zrobić w tym roku, to przyszłej wiosny na pewno.

Podsumowanie obserwacji (lista gatunków)

  1. pełzacz leśny / ogrodowy – 1 szt.
  2. sikora modraszka – 2 szt.
  3. brodziec piskliwy – 4 szt.
  4. kwokacz – 1 szt.
  5. kaczka krzyżówka – >60 szt.
  6. mewa śmieszka – >20 szt.
  7. mewa srebrzysta / w typie srebrzystej – >30 szt.
  8. kormoran czarny – >30 szt.
  9. czapla siwa – 10 szt.
  10. wrona siwa – 20 szt.
  11. pliszka siwa – 1 szt.
  12. sroka – 7 szt.
  13. kawka – 5 szt.
  14. wróbel – 3 szt.

Łącznie udało się mi zaobserwować ok. 194 sztuki przedstawicieli 14 gatunków ptaków. Jak dla mnie bombowy wynik.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/dsw1-kladka-zeranska-most-gdanski/feed/ 0
Sandomierz – polski Rzym #2 https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/ https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/#respond Sat, 16 Sep 2017 16:48:06 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2385 Zapraszam na drugą część opowiadania, o moim jednodniowym pobycie w mieście Sandomierz.

[...]

Czytaj więcej from Sandomierz – polski Rzym #2

]]>
Zapraszam na drugą część opowiadania, o moim jednodniowym pobycie w mieście Sandomierz.

Po opuszczeniu “Świata Ojca Mateusza”, ruszyłem ku katedrze. Szedłem ulicą Zamkową, aż dotarłem do Furty Dominikańskiej. Potocznie, ze względu na kształt, nazywana jest “Uchem Igielnym”. Jest jedynym zachowanym takim przejściem w systemie murów obronnych Sandomierza.

Niegdyś istniała jeszcze jedna furta. Ta, przy której znajdowałem się obecnie, zyskała nazwę “dominikańskiej”, bowiem przez nią prowadziła najkrótsza droga między klasztorami dominikańskimi – przy kościele św. Jakuba i kościele św. Marii Magdaleny.

Furta Dominikańska - Ucho Igielne Sandomierz
Furta Dominikańska – Ucho Igielne – widok z ulicy Zamkowej

Umożliwiała wejście do Sandomierza nie tylko zakonnikom, ale także innym osobom, kiedy bramy miejsce były już zamknięte.

Zszedłem po schodach i kontynuowałem marsz ulicą Podwale Górne. Doszedłem do zamku, jednak tam nie wchodziłem, ponieważ nie miałem tego w planach, tym bardziej, że znajduje się tam muzeum, na które nie miałem ochoty.

Furta Dominikańska - Ucho Igielne Sandomierz
Furta Dominikańska – Ucho Igielne – widok z ulicy Podwale Górne
Zamek Królewski - Muzeum Okregowe w Sandomierzu Sandomierz
Zamek Królewski – Muzeum Okręgowe w Sandomierzu

Kiedy dotarłem do kościoła, trwała właśnie msza. Postanowiłem tu wrócić później. Postanowiłem zatem udać do Domu Długosza i zwiedzić tamtejsze Muzeum Diecezjalne.

Dom Długosza

Jest to jeden z najlepiej zachowanych gotyckich domów mieszkalnych w Sandomierzu. Stoi niedaleko katedry, więc nie miałem dużo do przejścia.

Budynek został ufundowany przez historyka Jana Długosza w 1476 roku. Kanonik przeznaczył ten budynek dla księży wikariuszy pobliskiej bazyliki katedralnej.

Dom Długosza Sandomierz
Dom Długosza

Obecnie w jego wnętrzach, mieszczą się bogate zbiory Muzeum Diecezjalnego. Autorem ekspozycji był krakowski historyk sztuki Karol Estreicher. Placówka ta, posiada bardzo cenne zbiory z zakresu malarstwa, rzeźby sakralnej, tkaniny, sztuki zdobniczej oraz wielu, wielu innych dziedzin.

Do najciekawszych eksponatów, moim zdaniem, należą stopy słonia czy rękawiczki św. Jadwigi, króla Polski (tu nie ma błędu, Jadwiga była formalnie królem Polski).

Stopy słonia w Domu Długosza Sandomierz
Stopy słonia w Domu Długosza

Z królewskimi rękawiczkami wiąże się pewna historia, którą cytuję niżej.

Rękawiczki te, wedle odwiecznej tradycji są pamiątką po św. Jadwidze. Ofiarować je miała mieszkańcom podsandomierskiej wsi Świętniki, z wdzięczności za wyciągnięcie ugrzęzłych w zaspie sań, którymi podróżowała zimową porą z Sandomierza do Krakowa.

Opis eksponatu w Muzeum Diecezjalnym, Dom Długosza, Sandomierz. Pisownia oryginalna.

Rękawiczki te pozbawione są kciuków, bowiem tym palcem św. Jadwiga błogosławiła poddanych. Są wykonane z cieniutkiej koźlęcej skórki, choć na pierwszy rzut oka wydają być z papieru.

Rękawiczki - pamiątka po św. Jadwidze, królu Polski Sandomierz
Rękawiczki – pamiątka po św. Jadwidze, królu Polski

Ja widać na powyższej fotografii, w gablocie wraz z rękawiczkami znajdują się również dwie pozłacane łupiny orzecha włoskiego. Według miejscowej legendy, rękawiczki te są bardzo delikatne i jeśli się je mocno zwinie, to zmieszczą się we wspomnianych łupinach.

Przeszedłem całą wystawę w około 30 minut. Inne eksponaty bardziej przykuwały moją uwagę, drugie mniej. Po wyjściu skierowałem się do katedry, którą miałem nadzieję w końcu zwiedzić.

Dzwonnica

Zanim jednak dotarłem do bazyliki katedralnej, wstąpiłem na chwilę do dzwonnicy, która stoi vis a vis kościoła. Budowla ta, została wybudowana w latach 1737-1743. Od kilku lat, za niewielką opłatą (2 zł), można wejść do środka. Na górę, do dzwonów, które są współcześnie sterowane elektronicznie, wejść nie można, ze względów bezpieczeństwa. Za to z dołu można podziwiać same dzwony, więźbę dachową, a także zejść na pierwszą kondygnację podziemi.

Dzwonnica Sandomierz
Sandomierska dzwonnica

Posłuchałem chwilę Pani, która opowiadała o dziejach sandomierskiej dzwonnicy i ruszyłem ku budynkowi, który znajduje się po drugiej strony ulicy.

Bazylika katedralna

Wzniesiona w XIV wieku, w stylu gotyckim. W swoich wnętrzach kryje bogate dekoracje, które zrobiły na mnie nie małe wrażenie, jak większość obiektów sakralnych z “zamierzchłych czasów”.

Dekoracje rzeźbiarskie pochodzą z XIV wieku, natomiast freski bizantyjsko-ruskie, obrazy, ołtarze rokokowe i inne rzeźby z okresu XV-XVII w.

Bazylika katedralna, została wzniesiona, w miejscu romańskiej świątyni, która uległa zniszczeniu podczas najazdów Tatarów w XIII wieku.

Wnętrze bazyliki katedralnej Sandomierz
Wnętrze bazyliki katedralnej

Wspomniane wyżej ołtarze, wykonane są z czarnego, a zdobione różowym marmurem. Są unikatowymi przykładami pracy mistrzów kamieniarstwa z warsztatów w Czarnej pod Krakowem.

Jak zwykle, będąc w takim miejscu, przechadzałem się niespiesznie, podziwiając bogato zdobione wnętrza kościoła. Nie miałem, niestety, tyle czasu ile bym chciał, bowiem za chwilę miało rozpocząć się kolejne tego dnia nabożeństwo. Jako że, nie jestem zbytnio religijny, opuściłem świątynię i udałem się w dalszą wędrówkę po sandomierskich ulicach.

Sandomierz – polska Toskania

Przeszedł czas na wyjaśnienie, drugie określenie Sandomierza, nawiązujące do regionu z południa Europy. Nazwę już znacie – polska Toskania. Wyjaśnienie będzie w tekście poniżej.

Następnym przystankiem wycieczki po starówce był kościół św. Jakuba. Świątynia ta, należy do dominikanów, którzy w Sandomierzu są od XIII wieku. Obecny, z surowym wystrojem wnętrza, kościół wybudowano w latach 1226-1250.

W środku blisko osiemsetletniej świątyni, możemy zobaczyć płytę nagrobną oraz wykonany z jednego kawałka pnia dębu, sarkofag księżniczki Adelajdy.

Podczas najazdu Tatarów w 1260 roku, zakonnicy zostali zamordowani w świątyni. Legenda głosi, że dobrowolnie oddali swoje życie. Obecnie Sandomierz czci przeora Sadoka i jego 48 współbraci. Ich relikwie znajdują się w kościele.

Sarkofag księżniczki Adelajdy Sandomierz
Sarkofag księżniczki Adelajdy

Do środka wszedłem przez XIII-wieczny portal, który wykonany jest z ręcznie formowanej cegły. Spędziłem kilka chwil w środku, po czym wyszedłem na zewnątrz.

Tuż obok świątyni znajduje się mała plantacja winorośli, z których współcześni zakonnicy wytwarzają wino. W Sandomierzu, jak i w jego okolicach, panują idealne warunki do takich upraw. Mikroklimat i ukształtowanie terenu przypomina włoską Toskanię, dlatego czasami Sandomierz nazywany jest polską Toskanią.

Kościół św. Jakuba i plantacja winorośli Sandomierz
Kościół św. Jakuba i plantacja winorośli

Tym kolejnym już włoskim akcentem kończę część drugą. Zapraszam za ostatnią, trzecią odsłonę, która pewnie ukarze się w okolicach października. Przeczytać będzie można między innymi o tym, jak wygląda Sandomierz ze środka Wisły oraz dowiedzie się czy zaliczyłem bliskie spotkanie z błotem w Wąwozie św. Jadwigi.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-2/feed/ 0
Sandomierz – polski Rzym #1 https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/ https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/#respond Thu, 24 Aug 2017 12:03:17 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2328 Sandomierz, podobnie jak stolica Włoch, położony jest na siedmiu wzgórzach. Dlatego nazywany jest czasami “polskim Rzymem”. Spotkałem się jeszcze z jednym określeniem nawiązującym do innego południowego regionu Europy, ale o tym później.

[...]

Czytaj więcej from Sandomierz – polski Rzym #1

]]>
Sandomierz, podobnie jak stolica Włoch, położony jest na siedmiu wzgórzach. Dlatego nazywany jest czasami “polskim Rzymem”. Spotkałem się jeszcze z jednym określeniem nawiązującym do innego południowego regionu Europy, ale o tym później.

Trochę historii na początek

Istnieją dwie hipotezy odnośnie pochodzenia nazwy miasta. Pierwsza sugeruje, że wywodzi się ona od imienia rycerza Sędomira. Inna zaś głosi, że miasto swoją nazwę wzięło od faktu, iż rzeka San wpada tutaj do Wisły.

Sandomierz śmiało można zaliczyć do grona najstarszych polskich miast. Początki osadnictwa na tym terenie sięgają neolitu – młodszej epoki kamienia. Świadczą o tym liczne odkrycia archeologiczne. Pierwsza pisana wzmianka zawarta jest w “Kronice” Galla Anonima.

W czasach rozbicia dzielnicowego, Sandomierz był stolicę Księstwa Sandomierskiego. Bolesław Krzywousty przyłączył później księstwo do dzielnicy senioralnej.

Najazdy tatarskie w XIII wieku zniszczyły miasto. Destrukcji uległa niemal w całości drewniana zabudowa. W wyniku tych zdarzeń, przeniesiono osadnictwo wyżej, na trudniej dostępne wzgórza. W 1286 roku, za sprawą Leszka Czarnego, nastąpiła druga lokacja miasta na prawie magdeburskim.

W czasie panowania Kazimierza Wielkiego, Sandomierz intensywnie rozwijał się. Król udzielał mieszkańcom wielu przywilejów. Dzięki nim mógł tutaj powstać na przykład skład soli.

“Potop szwedzki” był przyczyną kresu świetności miasta. Szwedzi zajęli miasto 13 października 1655 roku. Kolejne wojny nie oszczędzały Sandomierza. Dosyć tej historii. Przejdźmy do teraźniejszości.

Sandomierz na zakończenie majówki 2017

Do Sandomierza wybrałem się w środę, ostatni dzień majówki 2017. Po kilku godzinach jazdy byłem na miejscu. Udało się mi zaparkować na bezpłatnym parkingu, tuż obok cmentarza, który znajduje się niedaleko Starego Miasta.

Podążając na sandomierską starówkę, minąłem kościół św. Józefa. Bardzo chciałem go zwiedzić, bowiem w środku znajdują się zmumifikowane zwłoki Teresy Izabeli Morsztynówny. Ciało spoczywające w oszklonej trumnie, przechowywane jest w podziemiach kościoła.

Sandomierz - Kościół św. Józefa - widok z Bramy Opatowskiej
Kościół św. Józefa – widok z Bramy Opatowskiej

Świątynia ta, została zbudowana w latach 1679-1689. Ciekawostką jest fakt, że cegła użyta do budowy, pochodzi z rozbiórki zamku w Zawichoście.

Niestety, kościół nie jest dostępny do zwiedzania non stop. Od poniedziałku do piątku można to robić w godzinach 10:00-12:00, 14:30-16:30. W soboty do południa, w niedzielę zaś w godzinach od 13:30 do 15:30. Gdy stałem przed kościołem w środowy poranek, rozpoczynała się msza. Postanowiłem ponowić próbę zwiedzenia świątyni w drodze powrotnej.

Brama Opatowska

Szedłem więc dalej. Po chwili dotarłem do Bramy Opatowskiej. Jest to ostatnia z bram sandomierskiego Starego Miasta, która przetrwała do naszych czasów. Pochodzi z XIV wieku, czyli z okresu panowania Kazimierza Wielkiego. W systemie obwarowań miejskich, funkcjonowały cztery bramy. Od północy Zawichojska oraz Opatowska, która uznawana jest za największą, od południa Krakowska, a od wschodu Lubelska. XVI wieku Bramę Opatowską podwyższono, zwieńczając ją renesansową attyką.

Sandomierz Brama Opatowska - widok od północy
Brama Opatowska – widok od północy
Sandomierz Brama Opatowska - widok od południa
Brama Opatowska – widok od południa

Na bramie znajduje się punkt widokowy, z którego można podziwiać panoramę Sandomierza oraz Wisłę, która przepływa przez miasto w kształcie litery “S”. Wstęp na bramę jest płatny i wynosi 4 zł za bilet normalny, i 3 zł za bilet ulgowy.

Jak pewnie wiecie z poprzednich wpisów (link, link, link), pogoda w trakcie tegorocznej majówki nie rozpieszczała mnie. Nie inaczej było w Sandomierzu. Nisko wiszące chmury, skutecznie przeszkadzały w podziwianiu widoków z Bramy Opatowskiej.

Widok na Wisłę i miasto z Bramy Opatowskiej Sandomierz
Widok na Wisłę i miasto z Bramy Opatowskiej

Podziemna Trasa Turystyczna

Po zwiedzeniu Bramy Opatowskiej, swoje kroki skierowałem ku Podziemnej Trasie Turystycznej. W Internecie można znaleźć wiele nie przychylnych recenzji tej atrakcji turystycznej Sandomierza. Ja mam mieszane uczucia. Ogólnie lubię chodzić po wszelakich podziemiach, już jako dzieciak zwiedzałem chodniki kontrminowe w Twierdzy Modlin, często chodząc bez żadnego światła.

Zdecydowanie wolę zwiedzać takie miejsca bez przewodników, albo z przewodnikami, którzy opowiadają z pasją, a nie jak tutaj, wyrytę na blachę. Pani przewodnik, głosem bez wyrazu, opowiadała historię tego miejsca, a słowa wypadały z jej ust, z prędkością wystrzeliwanych pocisków z karabinu maszynowego.

Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej Sandomierz
Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej – po prawo kupuje się bilety. Na dziedzińcu oczekiwanie na przewodnika, a potem schodami w dół.

Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej, znajduje się przy ulicy Oleśnickich. Ceny biletów: 10 zł normalny, 6 zł ulgowy. Ciekawostką jest fakt, że budynek na przeciwko, w którym znajdują się jakieś dwa wydziały sandomierskiego urzędu miasta, gra w serialu TVP “Ojciec Mateusz” komisariat policji.

Serialowy komisariat policji z "Ojca Mateusza" Sandomierz
Serialowy komisariat policji z “Ojca Mateusza”

Do przejścia mamy 430 metrów. Głębokość, na którą schodzimy jest różna. Najgłębiej będziemy 12 metrów pod ziemią. W dawnych czasach, podziemia te, pełniły rolę magazynów, służyły miejscowej ludności jako schrony w trakcie wojen. Wokół nich krąży wiele legend. Według jednej, miała tutaj zginąć Halina Krempianka, ratując miasto przed Tatarami.

Podziemna Trasa Turystyczna Sandomierz
Podziemna Trasa Turystyczna

W latach 60. XX wieku, podziemia zaczęły zapadać się. Naukowcy z Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie, opracowali program, który uratował część kazamat.

Podczas wycieczki najbardziej zainteresowała mnie historia krzemienia pasiastego. Jest to odmiana krzemienia, która występuje tylko w okolicach Sandomierza.

Krzemień pasiasty Sandomierz
Krzemień pasiasty

Koniec trasy znajduje się pod zabytkowym ratuszu.

Z wizytą u Ojca Mateusza

Po opuszczeniu Podziemnej Trasy Turystycznej, z początku chciałem przejść się po rynku, ale po pierwsze trochę padało, a po drugie przypomniałem sobie, że pod koniec kwietnia, otwarto miejsce, które skierowane jest do fanów serialu “Ojciec Mateusz”. Być może, zapalonym fanem tego serialu nie jestem, nie wyczekuję na kolejne odcinki, ale chciałem zobaczyć jak wyszła nowa atrakcja na turystycznej mapie Sandomierza.

Sam serial z pewnością przysłużył się miastu, reklamując je wszędzie tam, gdzie dociera sygnał TVP. Podobnie jest ze wsią Jeruzal, w gminie Mrozy, gdzie między innymi kręcono serial “Ranczo”. Trochę dziwne, że dopiero w tym roku, takie miejsce powstało, choć sam serial już od kilku paru ładnych lat, gości w domach Polaków. Jak mawia przysłowie: lepiej późno, niż wcale.

Wystawa “Świat Ojca Mateusza”, znajduje się przy ulicy Rynek 5, otwarta jest codziennie od 9:00 do 18:00. Cena biletów jest w miarę przystępna: dorośli zapłacą 13 zł, dzieci i młodzież (4-18 lat) 10 zł, a najmłodsi mogą zwiedzać wystawę za darmo.

Serialowy kościół - eksponaty to oryginalne elementy scenografii Sandomierz
Serialowy kościół – eksponaty to oryginalne elementy scenografii

Tak, jak wspominałem wyżej, wystawę otwarto niedawno, dokładnie 26 kwietnia 2017 roku. W środku, na fanów serialu, czeka sporo atrakcji. Możemy wejść do kościoła, na plebanię, odwiedzić gabinet biskupa, posterunek policji, a nawet zamknąć się w celi. Dla spragnionych zdjęć z głównymi postaciami z serialu, czekają w środku naturalnej wielkości figury woskowe Mateusza, Natalii, Możejki i Nocula. Warto wspomnieć, że pomieszczenia zaaranżowano z wykorzystaniem oryginalnych elementów scenografii.

Naturalnej wielkości figura woskowa Nocula, czyli Michał Piela Sandomierz
Naturalnej wielkości figura woskowa Nocula, czyli Michał Piela

W środku, znajduje się również sklepik, w którym można zaopatrzyć się z pamiątki związane z serialem. Dostać można nawet wafelki, które je Ojciec Mateusz – jak dla mnie to już mała przesada.

Na tym kończę pierwszą część opowieści mojej wędrówki po sandomierskich uliczkach. Niedługo kolejna część.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/sandomierz-polski-rzym-1/feed/ 0
Narwiański Park Narodowy – Kładka Waniewo – Śliwno https://przygodyprzemka.pl/narwianski-park-narodowy-kladka-waniewo-sliwno/ https://przygodyprzemka.pl/narwianski-park-narodowy-kladka-waniewo-sliwno/#respond Mon, 03 Jul 2017 12:30:43 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2283 Wracając z Tykocina postanowiłem zrobić kolejny przystanek w Waniewie, gdzie znajduje się kładka, biegnąca w poprzek doliny Narwi. Znajduje się na niej ścieżka edukacyjna, dzięki której można poznać najważniejsze walory przyrodnicze tego miejsca.

[...]

Czytaj więcej from Narwiański Park Narodowy – Kładka Waniewo – Śliwno

]]>
Wracając z Tykocina postanowiłem zrobić kolejny przystanek w Waniewie, gdzie znajduje się kładka, biegnąca w poprzek doliny Narwi. Znajduje się na niej ścieżka edukacyjna, dzięki której można poznać najważniejsze walory przyrodnicze tego miejsca.

Kładka ma długość 1050 m i łączy miejscowości Waniewo i Śliwno. Możemy zatem dostać się na drugi brzeg, bez korzystania z łodzi czy kajaka.

Spacer po kładce w sezonie turystycznym (od 1 maja do 30 października) jest płatny. Wstęp kosztuje 5 zł/dzień, a na podstawie biletu możemy poruszać się po całym Narwiańskim Parku Narodowym. Z racji tego, że w Waniewie byłem 30 kwietnia, za bilet nie płaciłem.

Nie przeszedłem całej kładki, tylko mniej więcej 3/4 jej długości, w obie strony. Po drodze trzeba przeprawiać się dwoma pływającymi pomostami, którymi steruje się stalowymi linami. Należy pamiętać o prawidłowym rozłożeniu ciężaru na pomoście, bowiem w innym wypadku możemy wylądować w wodzie.

Narwiański Park Narodowy Kładka Waniewo - Śliwno
Pływający pomost

Warto również wejść na wieżę obserwacyjną (znajduje się ona na kładce, za pierwszym pływającym pomostem), gdzie przy dobrej pogodzie można podziwiać panoramę doliny Narwi. Wyczytałem na stronie Narwiańskiego Parku Narodowego, że stoi ona w miejscu dawnego zamczyska.

Jadąc do Waniewa, liczyłem na kilka dobrych zdjęć ptaków, z takiej racji, że będąc na ścieżce nie powinny być daleko ode mnie. Ptaków było jednak jak na lekarstwo. Nie wiem czy to spowodowała pogoda, czy duża ilość turystów, czy też coś jeszcze innego.

Spacerując po kładce udało się mi tylko zaobserwować dwa błotniaki stawowe, kilka dubeltów, łyski, parę cyranek i dymówki, które latały jak opętane, kręcąc w powietrzu piruety, niczym myśliwce związane w walce. W oddali, spokojnie pływały sobie łabędzie.

Narwiański Park Narodowy Kładka Waniewo - Śliwno
Fragment kładki

Mimo że moje obserwacje były mizerne tego dnia, to z pewnością jeszcze nie raz przyjadę do Waniewa, aby przejść się kładką rzuconą w poprzek Narwi. Może następnym razem pogoda będzie lepsza i mniej będzie turystów, którzy nie ułatwiają sprawy przez swoje głośne zachowanie.

W niedalekim Kurowie, gdzie znajduje się siedziba Narwiańskiego Parku Narodowego, jest kolejna kładka, tym razem przerzucona przez okoliczne bagna. Mam w planach odwiedzić to miejsce następnym razem.

Narwiański Park Narodowy Kładka Waniewo - Śliwno
Dolina Narwi
]]>
https://przygodyprzemka.pl/narwianski-park-narodowy-kladka-waniewo-sliwno/feed/ 0
Biebrza – pierwszy raz https://przygodyprzemka.pl/biebrza-pierwszy-raz/ https://przygodyprzemka.pl/biebrza-pierwszy-raz/#respond Thu, 15 Jun 2017 09:30:14 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2233 Zawsze musi być ten pierwszy raz. Od wielu lat chciałem odwiedzić rozlewiska Biebrzy, zafascynowany zdjęciami wielu gatunków ptaków, które wybierają ten rejon na odpoczynek w podróży lub na lęgi. Niestety nie było mi po drodze, aż do tego roku.

[...]

Czytaj więcej from Biebrza – pierwszy raz

]]>
Zawsze musi być ten pierwszy raz. Od wielu lat chciałem odwiedzić rozlewiska Biebrzy, zafascynowany zdjęciami wielu gatunków ptaków, które wybierają ten rejon na odpoczynek w podróży lub na lęgi. Niestety nie było mi po drodze, aż do tego roku.

Biebrzański Park Narodowy przywitał mnie deszczem i niską temperaturą powietrza jak na przełom kwietnia i maja. Od dwóch tygodni przed wyjazdem sprawdzałem prognozę pogody, która raz była optymistyczna, by potem wprawić mnie w przygnębienie.

Biebrza bywa oblegana przez profesjonalnych i amatorskich ornitologów w okresie od lutego do maja. Tokujące ptaki liczone w tysiącach przyciągają rzesze miłośników przyrody. O mały włos, a bym i w tym roku tam nie pojechał, bo nie miałbym gdzie przenocować.

Bardzo chciałem zobaczyć z bliska wodniczkę oraz bataliony. Pierwszego ptaka nie udało się mi spotkać, choć Biebrza, to teren, gdzie gnieździ się największa na świecie populacja tego gatunku. Bataliony widziałem, ale z daleka.

Biebrza – dzień pierwszy, piątek

Na terenie Doliny Biebrzy spędziłem niecałe trzy dni. Przyjechałem w piątek, w okolicach południa. Po rozpakowaniu się ruszyłem do Osowca, aby kupić wejściówkę na teren Parku. Wybrałem opcję weekendową, bowiem jest najbardziej opłacalna. Bilet jednodniowy kosztuje 6 zł. Weekendowy zaś 12 zł, ważny jest 3 dni (od piątku do niedzieli), więc jeden dzień mamy tak jakby gratis.

W siedzibie Biebrzańskiego Parku Narodowego kupiłem również Znaczek Turystyczny. Jakiś czas temu zacząłem je zbierać i to one właśnie stanowią moje pamiątki z podróży (oprócz zdjęć oczywiście), o ile są dostępne w danym miejscu. Planuję napisać odrębny post na ich temat, bo moim zdaniem to niedroga i świetna alternatywa dla wszelakich kubków, termometrów czy magnesów na lodówkę, których z resztą nie cierpię.

Biebrza Znaczek Turystyczny
Znaczek Turystyczny – jak dla mnie najlepsza pamiątka z podróży

Po wyjściu z siedziby Parku, zapakowałem się do samochodu i ruszyłem ku Carskiej Drodze, która nazywana jest także “Łosiostradą” z uwagi na fakt, iż łosie bardzo często przecinają tę drogę. Niestety łosia nie widziałem, może z powodu deszczu. Wracając udało mi się zaobserwować żurawia spacerującego wśród “morza” brzóz. Tak słowo “morze” to dobre słowo. W tamtym miejscu jest naprawdę dużo brzóz.

Biebrza Biebrza Łosiostrada - Carska Droga
Carska Droga – Łosiostrada, łosi nie było. Zdjęcie z niedzieli, kiedy pogoda była bardziej przyjazna dla mnie i sprzętu
Biebrza Żuraw wśród brzóz
Żuraw wśród brzóz

Następnie pojechałem na kładkę obok drogi nr 65, która łączy Ełk z Białymstokiem. Kładka ma długość ok. 1 km. Znajduje się na ścieżce edukacyjnej o nazwie… “Kładka”. Było zimno, cały czas padał deszcz. Na spacer po kładce wybrałem się bez aparatu, który postanowiłem zostawić w samochodzie. Z ptaków udało się mi zaobserwować jedynie kilka sztuk łysek oraz łabędzia (gatunek nie odróżnienia, z powodu odległości i kiepskiej lornetki) z wieży widokowej, która znajduje się na końcu kładki. Drugą wieże widokową, która znajduje się po drugiej strony drogi odpuściłem sobie, bowiem deszcz przybierał na sile, a ja i tak byłem już wystarczająco mokry. Wróciłem na kwaterę.

Biebrza – dzień drugi, sobota

W sobotę pogoda była w kratkę i to dosłownie. Wstałem koło siódmej. Przed poranną toaletą wyjrzałem przez okno, świeciło słońce. Gdy zszedłem na śniadanie padał deszcz. Między jedną a drugą czynnością było może z 15 minut odstępu. Ogólnie cały dzień taki był. Trochę słońca, sporo chmur i trochę deszczu.

Wybrałem się do Grzęd, gdzie znajdują się między innymi Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt oraz Ośrodek Hodowli Zachowawczej Konika Polskiego. Moim celem była ścieżka “Czerwone Bagno” oraz wieża widokowa na Wilczej Górze.

Jadąc na miejsce, co chwilę mijałem bociany, których populacja na tym terenie jest najliczniejsza w naszym kraju. Tuż przy mostku na rzece Biebrza, udało się mi zaobserwować dubelta (ale mogę się mylić w rozpoznaniu gatunku, bowiem ptak mignął mi tylko przed oczami, kiedy stałem na mostku).

Biebrza bocian biały
Bocian biały
biebrza W drodze na Czerwone Bagno
W drodze na Czerwone Bagno

Gdzieś w oddali, na łące, polowała czapla siwa, a łabędzie miały chyba umówione jakieś spotkanie, bo co chwila liczba osobników powiększała się. Wróciłem do samochodu i do leśniczówki Grzędy już nigdzie się nie zatrzymywałem. Zostawiłem auto na parkingu, po czym poszedłem opłacić postój. Parkowanie samochodu osobowego kosztuje 10 zł na cały dzień. Dla tych, którzy parkują i próbują nie płacić, opłata wynosi 20 zł :). Opłatę uiszcza się w leśniczówce.

Pogoda nie zachęcała zbytnio do spacerów, więc i ludzi na szlaku nie było dużo. Od leśniczówki prowadzi szlak czerwony, potem przy Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt można wejść na szlak niebieski i nim dojść do ścieżki “Czerwone Bagno” lub pozostać na czerwonym szlaku i dotrzeć do niej od drugiej strony. Wybrałem szlak niebieski, który prowadzi skrajem “Czerwonego Bagna”. Po przejściu około 4 km dotarłem do ścieżki edukacyjnej. Postałem chwilę na platformie widokowej chcąc zapolować na ptaki, ale te ćwierkały ukryte w zaroślach. Wracając z platformy nad głową przeleciała mi rokitniczka, a chwilę dalej sikora bogatka. Ptaki nie byłe skore do pozowania, więc musiałem zadowolić się kaczeńcami, które kwitły licznie w okresie mojego pobytu w Dolinie Biebrzy.

Biebrza Czerwone Bagno widok na kładkę z platformy widokowej
Czerwone Bagno widok na kładkę z platformy widokowej
Kaczeńce Biebrza
Kaczeńce

Kładką (miejscami bardzo ślizgą z powodów opadów deszczu) doszedłem do szlaku czerwonego. Pozostałem na tym szlaku. Miałem zamiar przejść cały czerwony szlak, ale jak się później miało okazać nie było to możliwe. Następnym moim celem była wieża widokowa na Wilczej Górze.

Idąc leśną drogą cały czas rozglądałem się na boki, mając nadzieję na spotkanie z łosiem. Moje nadzieje dodatkowo rozpalił fakt, iż na ścieżce znajdowały się tropy łosia. Łoś nie chciał się jednak pokazać. Pokazała się za to sikora czubatka, którą spotkałem po raz pierwszy w życiu. Chwilę potem, leśną drogę przeciął lis.

Sikora czubatka Biebrza
Sikora czubatka

Po przejściu około ośmiu kilometrów, dotarłem do kolejnej ścieżki edukacyjnej – “Wydmy” (wcześniej mijałem inne ścieżki edukacyjne, które jednak nie interesowały mnie). Skręciłem na ścieżkę, która ma długość 2,4 km. Z początku prowadzi drewnianą kładkę przez ols, potem oznakowaną ścieżką przechodzi przez wydmę “Nowy Świat”. Przechodząc przez wydmę nad głową latał potrzos, który za nic nie chciał dać się sfotografować. Podążając szlakiem ścieżki edukacyjnej, co chwilę mijałem tropy dzikich zwierząt (łosia, wilka oraz dzika).

Biebrza Kładka na ścieżce edukacyjnej "Wydmy"
Kładka na ścieżce edukacyjnej “Wydmy”

Doszedłem do platformy widokowej zlokalizowanej między wydmą Nowy Świat a wydmą Wilcza Góra. Postanowiłem usiąść i odpocząć parę minut. Popijając herbatę z termonu, próbowałem wypatrzeć na horyzoncie łosia. Łosia nie było, były za to jemiołuszki, które bardzo licznie siadały na drzewach wokół mnie.

biebrza jemiołuszki
Jemiołuszki

Ruszyłem dalej. Po kilku minutach doszedłem do wieży widokowej. Po drodze zrozumiałem dlaczego wydma nazywa się tak, a nie inaczej. Po drodze widziałem wiele tropów wilków odciśniętych w podłożu. Będąc na wieży widokowej, udało mi się w końcu wypatrzeć łosia, który niestety był na tyle daleko, że ledwo widać go na zdjęciu.

łoś biebrza
Łoś na polanie widziany z wieży widokowej

Tak jak wspominałem wyżej, chciałem przejść cały czerwony szlak, tak, aby dojść do zagrody z konikami polskimi. Niestety, w odległości około 3 kilometrów od wieży widokowej, okazało się, że szlak jest zalany i nie da się go przejść bez woderów. Musiałem zawrócić. Z resztą nie tylko ja, widziałem kilka innych osób, które miały podobne plany co ja i musiały je zweryfikować.

Wracałem do samochodu czerwonym szlakiem. Nigdzie już nie skręcałem. Kilkakrotnie podczas powrotu towarzyszyły mi sarny, które bacznie obserwowały mnie wśród drzew. Doszedłem do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt, gdzie za ogrodzeniem leżała klępa łosia, przeżuwając trawę. Z tego miejsca mogłem jeszcze zawrócić i udać się do zagrody z konikami polskimi inną drogą, ale zrobiło się późno i postanowiłem, że odwiedzę to miejsce następnym razem.

Łoś, klępa, łosza biebrza
Łoś, klępa, łosza

Wróciłem do samochodu. Wyjeżdżając z parkingu zauważyłem małą chmarę jeleni, niestety nie miałem czasu na chwycenie aparatu i zrobienie zdjęcia. Po pierwsze dlatego, że było ciemno, a jelenie były trochę daleko ode mnie, po drugie dlatego, że zwierzęta bardzo szybko uciekły do lasu.

Wróciłem do mojej kwatery. Padłem na łóżko zmęczony, ale zadowolony, choć nie wszystko dzisiaj poszło po mojej myśli.

Biebrza – dzień trzeci, niedziela

Nadeszła niedziela. Jakże inna pogodowo od dwóch poprzednich. Zrobiło się naprawdę ciepło, słońce przymnie mnie grzało, kiedy siedziałem sobie na balkonie popijając poranną kawę. Po śniadaniu postanowiłem przejść się po najbliższej okolicy. Idąc wzdłuż lasu, w pewnym momencie nad głową przeleciał mi dzięcioł czarny. Usiadł na chwilę na młodym drzewie i po chwili poleciał dalej.

biebrza Dzięcioł czarny
Dzięcioł czarny

Na pobliskim polu, sądząc po odgłosach, w trakcie śniadania była żurawia para. Wracając do pokoju, miałem nadzieję spotkać dudka, który podobno jest tutaj często widywany, ale nie miałem tyle szczęścia i ptaka nie spotkałem, ba nawet go nie słyszałem w pobliżu.

Zabrałem się za pakowanie, bowiem nadszedł czas na zwolnienie pokoju. Zaniosłem swoje bagaże do samochodu, podziękowałem gospodarzom za gościnę i udałem się na obserwację ptaków na rozlewiskach Biebrzy.

Samochód zaparkowałem na poboczu drogi prowadzącej z Wólki Piasecznej do Goniądza. Nieopodal od miejsca postoju znajduje się wieża obserwacyjna, która była dzisiejszym moim celem.

Idąc poboczem drogi, zaobserwowałem takie ptaki jak: czaple siwe i białe, bociany białe, czajkę, trznadla, ziębę, pliszkę siwą oraz rokitniczkę. Niestety nie wszystkim tym ptakom udało się mi zrobić dobre zdjęcie. Niektóre z nich nie chciały współpracować, a inne były zbyt daleko.

biebrza Pliszka siwa
Pliszka siwa
Rozlewisko Biebrzy
Rozlewisko Biebrzy
biebrza Zięba
Zięba

Doszedłem do wieży obserwacyjnej, z której przez lornetkę podziwiałem łabędzie nieme i krzykliwe, bataliony, rycyki i dubelty. Spędziłem dobrą godzinę na obserwacji ptaków. Żałowałem tylko, że mój sprzęt foto nie pozwalał na robienie zdjęć z tak dużej odległości.

Wszedłem z wieży i wracałem do samochodu. Po drodze co chwila zatrzymywałem się i obserwowałem ptaki. Chyba następnym razem skuszę się na spływ kajakowy, może to mi pozwoli być bliżej ptaków oraz dostarczyć sobie i Wam dobrych zdjęć.

Była to moja pierwsza wizyta nad Biebrzą. Na pewno nie ostatnia. Bowiem Biebrza to raj dla obserwatorów oraz fotografów przyrody, a bardzo lubię obserwować przyrodę i robić zdjęcia, a to miejsce jest do tego idealne. Jeśli byliście nad Biebrzą to zachęcam do podzielenia się swoimi wrażeniami w komentarzu pod spodem.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/biebrza-pierwszy-raz/feed/ 0
Stacja Filtrów w Warszawie https://przygodyprzemka.pl/stacja-filtrow-w-warszawie/ https://przygodyprzemka.pl/stacja-filtrow-w-warszawie/#respond Wed, 08 Apr 2015 07:28:12 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=1287 W dniu 21 marca bieżącego roku, wybraliśmy się na wycieczkę do Stacji Filtrów w Warszawie. Miejsce to zobaczyliśmy dzięki obecności na Światowym Dniu Wody, który organizowało Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w m. st. Warszawie S.A. Impreza odbyła się na Płycie Desantu.

[...]

Czytaj więcej from Stacja Filtrów w Warszawie

]]>
W dniu 21 marca bieżącego roku, wybraliśmy się na wycieczkę do Stacji Filtrów w Warszawie. Miejsce to zobaczyliśmy dzięki obecności na Światowym Dniu Wody, który organizowało Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w m. st. Warszawie S.A. Impreza odbyła się na Płycie Desantu.

Płyta desantu, to pomnik, który upamiętnia desant żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego 16 września 1944 roku. Żołnierze próbowali przyjść z odsiedzą powstańcom warszawskim. Znajduje się dokładnie na 511 kilometrze biegu Wisły. Obok niego znajduje się zaniedbany, żelbetonowy pal, na którym znajduje się trójka żołnierzy. Jest on drugą częścią pomnika Chwała Saperom, który znajduje się po drugiej stronie Wisłostrady, w parku marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza.

stacja filtrów w warszawie
Pal, który jest częścią pomnika Chwała Saperom

Na miejsce przybyliśmy około 40 minut przed planowanym startem imprezy, aby zająć miejsce w kolejce, po odbiór wejściówek na darmowe zwiedzanie Stacji Filtrów oraz Oczyszczalni Ścieków “Czajka”. W planach mieliśmy odwiedzenie obu tych miejsc. Jednak rzeczywistość zweryfikowała nasze plany.

Gdy doszliśmy na Płytę Desantu naszym oczom ukazała się pokaźna kolejka ludzi, którzy czekali na to samo co my, czyli po wejściówki. Zachodziła obawa, że w ogóle nigdzie nie pojedziemy, bowiem na jedną i drugą lokalizację, organizator miał ograniczoną liczbę miejsc.

W kolejce spędziliśmy ponad godzinę. Udało się nam zapisać tylko na wycieczkę do Stacji Filtrów. Ja się cieszyłem, bo bardziej zależało mi na tym zabytkowym obiekcie. Kalina wolała nowoczesną oczyszczalnię ścieków.

stacja filtrów w warszawie
Bilety wstępu do Stacji filtrów

Do wyjazdu do Stacji Filtrów mieliśmy prawie trzy godziny. Trzeba było sobie jakoś ten czas zorganizować. Tym bardziej, że organizator przygotował atrakcje bardziej dla dzieci, niż dorosłych. Korzystając z ładnej pogody, spacerowaliśmy po okolicach Płyty Desantu i czekaliśmy cierpliwie na godzinę 14, czyli czas naszego odjazdu do Stacji Filtrów.

W międzyczasie mogliśmy zobaczyć co potrafi statek-spulchniacz Chudy Wojtek III, należący do warszawskich wodociągów. Jednostka ta przeważnie krąży wokół Grubej Kaśki i spulchnia piasek w dnie Wisły, aby zapobiec kolmatacji gruntu przy drenach ujęć infiltracyjnych. Jego nazwa pochodzi od nazwiska inżyniera Jerzego Wojtkowskiego, który w latach 60. XX wieku opracował technologię hydraulicznego spulchniania złóż filtracyjnych. W 1976 roku powstał film pt. “Pisane na Wodzie”. Bohaterami tego dokumenty była załoga statku “Chudy Wojtek”.

statek chudy wojtek 3 stacja filtrów w warszawie
Statek Chudy Wojtek III

Podczas pożaru Mostu Łazienkowskiego w lutym 2015 roku, Chudy Wojtek III brał czynny udział w akcji gaśniczej.

Statek Chudy Wojtek III w akcji:

Pokręciliśmy się trochę po terenie Płyty Desantu, porcie czerniakowskim, aż w końcu wybiła godzina 14. Poszliśmy na miejsce zbiórki. Tam jednak okazało się, że poprzednia wycieczka ma opóźnienie i autokar, który miał nas zabrać do Stacji Filtrów przyjedzie z około 30-minutowym opóźnieniem. Znowu zrobiliśmy sobie spacer po płycie i porcie.

Po około 40 minutach, autokar przyjechał. W końcu wyruszyliśmy w podróż do Filtrów.

Stacja Filtrów w Warszawie

Stacja Filtrów może poszczycić się mianem pomnika historii. Jest to najwyższa forma ochrony zabytków w naszym kraju. Filtry pomnikiem historii są od stycznia 2012 roku.

Warszawskie wodociągi rozpoczęły swoją działalność ponad 125 lat temu, jeszcze w okresie rosyjskiego zaboru. 18 listopada 1875 roku, na stanowisko p.o. prezydenta Warszawy, został mianowany Sokrates Starynkiewicz, urzędnik carski. Mimo że opowiadał się za pełnym podporządkowaniem gospodarczym, politycznym i społecznym Królestwa Polskiego Rosji, był jednym z najlepszych gospodarzy miasta, na pogrzeb którego przybyło 100 tysięcy warszawiaków.

Starynkiewicz zlecił brytyjskiemu inżynierowi – Williamowi Lindley’owi projekt miejskiej sieci wodno-kanalizacyjnej. Lindley pracował nad projektem w latach 1876-1878. Jego projekt zakładał budowę Stacji Pomp Rzecznych oraz stacji z urządzeniami uzdatniającymi wodę do picia. Projekt Williama Lindley’a zrealizowali jego dwaj synowie: William Heerlein oraz Joseph.

Pierwsze uruchomienie wodociągów miało miejsce latem 1886 roku.

Popiersie Williama Lindley'a stacja filtrów w warszawie
Popiersie Williama Lindley’a w Muzeum Wodociągów i Kanalizacji

Zwiedzamy Stację Filtrów

Muzeum Wodociągów i Kanalizacji

Po przybyciu na miejsce zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Każda poszła swoją drogą ze swoim przewodnikiem. Nasza grupa rozpoczęła zwiedzanie od Muzeum Wodociągów i Kanalizacji, które mieści się w dawnej hali pomp w budynku technicznym nr 2. Do najciekawszych eksponatów w tym miejscu należy fragment drewnianego wodociągu z XVII wieku oraz makieta terenu Stacji Filtrów, która znajduje się na najniższej kondygnacji budynku.

Muzeum Wodociągów i Kanalizacji stacja filtrów w Warszawie
Budynek Muzeum Wodociągów i Kanalizacji
stacja filtrów w warszawie
Wybrane eksponaty w Muzeum Wodociągów i Kanalizacji
stacja filtrów w Warszawie
Makieta terenu Stacji Filtrów w Warszawie

Wieża ciśnień

Następnym obiektem, który zwiedziliśmy była wieża ciśnień. Została zbudowana w latach 1883-1886. Ma ponad 40 metrów wysokości. Zadaniem wieży, było zapewnienie stałego ciśnienia wody w rurach rozbiorczych oraz zabezpieczenie ich przed drganiami, które powstawały w wyniku uderzeń wody, wywołanych pracą maszyn parowych.

Wieża ciśnień pełniła także rolę funkcję komina, którym odprowadzano spaliny z maszyn parowych, jednocześnie ogrzewając całą konstrukcję i chroniąc ją przed zamarznięciem.

Aby można dostać się na szczyt wieży, zaprojektowano spiralne, żeliwne schody. Niestety nie można wejść na szczyt wieży, bowiem schody nie są dostosowane do dzisiejszych przepisów dot. bezpieczeństwa.

wieża ciśnień stacja filtrów w warszawie
Wieża Ciśnień (na trzecim zdjęciu od lewej, wnętrze wieży)

W latach 30. XX wieku, kiedy wprowadzono pompy wirowe, które nie dawały efektu pulsowania, odłączono wieżę od systemu. Ostatecznie przestano ją eksploatować w 1934 roku.

Podczas II wojny światowej wieża uległa zniszczeniu. Odrestaurowano ją dopiero w 1996 roku.

Popiersie Sokratesa Starynkiewicza

Następnie przewodnik poprowadził nas pod popiersie Sokratesa Starynkiewicza. Projekt popiersia powstał 1904 roku, a jego wykonawcę wyłoniono w drodze konkursu, który wygrał Jan Woydyga. 4 lipca 1907 roku, pięć lat po śmierci Starynkiewicza, nastąpiło odsłonięcie popiersia. Kiedy Polska odzyskała niepodległość w roku 1918, warszawiacy niszczyli wszystkie ślady rosyjskiej obecności w mieście. Pomnik Starynkiewicza przetrwał nietknięty. Popiersie nie przetrwało jednak Powstania Warszawskiego. Hitlerowcy najpierw ukradli popiersie, a następnie je zniszczyli, zostawiając jedynie cokół.

Po wojnie pierwsza próba odbudowy pomnika miała miejsce w 1960 roku, kiedy to Dyrekcja Wodociągów i Kanalizacji, zamówiła go w Pracowni Sztuk Plastycznych przy ulicy Finlandzkiej, gdzie Stanisław Lisowski wykonał projekt gipsowy.

Dzisiejsze popiersie Starynkiewicza zostało wykonane w 1996 roku przez Stanisława Rosę, w 110. rocznicę powstania filtrów. Stanęło na oryginalnym cokole, na którym widać jeszcze ślady skradzionych liter. Do dzisiaj nie udało się ustalić, co głosiła inskrypcja po lewej i prawej stronie postumentu.

stacja filtrów w warszawie
Popiersie Sokratesa Starynkiewicza

Budynek techniczny I

Następnie przeszliśmy do budynku technicznego I, który stoi po wschodniej stronie wieży ciśnień. Jego budowa rozpoczęła się w 1895 roku. Przez dwa lata powstały hala pomp i kotłownia. W 1891 roku dobudowano skład węgla, a w latach 1923-1924 halę pomp elektrycznych.

W tym budynku spędziliśmy tylko kilka minut, gdzie każdy chętny mógł spróbować wody, którą oczyszcza się na miejscu.

Budynek Techniczny I
Budynek Techniczny I

Filtry powolne

Gdy wyszliśmy z budynku technicznego I, nasz przewodnik przeprowadził nas do filtrów powolnych. Mogliśmy wejść małymi grupkami do jednego z nich.

Filtry powolne, to sześć grup podziemnych zbiorników zbudowanych w latach 1883-1926. Pokryte są sklepieniami żaglowymi z cegły, które spoczywają na granitowych kolumnach.

Zasada działania filtrów powolnych jest następująca: woda przepływa przez filtracyjną warstwę piasku, na której obecnie dodatkowo ułożona jest warstwa węgla aktywnego.

filtry powolne
Wnętrze jednego ze zbiorników Filtrów Powolnych

Zakład Filtrów Pospiesznych

Ostatnim przystankiem naszej wycieczki po warszawskiej stacji filtrów, był Zakład Filtrów Pospiesznych. Po drodze mijaliśmy budynek socjalny, który został zbudowany na przełomie XIX i XX wieku, jako zaplecze dla pracowników stacji. Obecnie mieszczą się tam pomieszczenia biurowe.

Zakład Filtrów Pospiesznych
Zakład Filtrów Pospiesznych

Doszliśmy do budynku Zakładu Filtrów Pospiesznych. Budowa została zakończona w 1933 roku. Był on wówczas najnowocześniejszym zakładem tego typu w Europie. Jego rolą była wstępna filtracja wody przed skierowaniem jej na filtry powolne. Projektantem Zakładu był inż. Zygmunt Wendrowski. Koszt budowy zamknął się w kwocie 11,5 mln ówczesnych złotych, co było niebagatelną sumę jak na tamte czasy. Nic dziwnego, bowiem budynek uzyskał m.in. elewacje z czerwonego klinkieru i piaskowca, ceramiczne posadzki, konsole z białego marmuru, kryształowe szyby w drzwiach z drewna orzechowego, czy mosiężne kinkiety.

Płaskorzeźby na froncie budynku Zakładu Filtrów Pospiesznych
Płaskorzeźby na froncie budynku Zakładu Filtrów Pospiesznych

Zakład Filtrów Pospiesznych ucierpiał podczas Kampanii Wrześniowej w 1939 roku, kiedy to został trafiony trzema bombami. Usunięcie powstałych wówczas zniszczeń trwało kilka lat.

Zostaliśmy oprowadzeni po budynku. Duże wrażenie robią marmurowe konsole do sterowania procesem filtracji. Dzisiaj byłoby to nie do pomyślenia, aby dzisiaj ktoś by wykładał marmurem konsole w jakimkolwiek zakładzie.

Elementy marmurowe wewnątrz Zakładu Filtrów Pospiesznych
Marmurowe konsole sterowania procesem filtracji wewnątrz Zakładu Filtrów Pospiesznych

Pobytem w Zakładzie Filtrów Pospiesznych zakończyliśmy naszą wycieczkę. Nie wracaliśmy na Płytę Desantu, bowiem tam piknik się zakończył, a z terenu stacji było nam znacznie bliżej do pociągu.

Wycieczkę uważam za udaną, bowiem zawsze chciałem zwiedzić Stację Filtrów, kiedy przejeżdżałem obok, a teraz w końcu mogłem to zrobić.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/stacja-filtrow-w-warszawie/feed/ 0