Mazowsze – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl - pieszo, rowerem, z aparatem Tue, 11 Feb 2025 21:18:29 +0000 pl-PL hourly 1 https://przygodyprzemka.pl/wp-content/uploads/2020/12/cropped-pzfavn-1-32x32.png Mazowsze – PrzygodyPrzemka.pl https://przygodyprzemka.pl 32 32 Basia, Basia, Basia! – Wiewiórka pospolita https://przygodyprzemka.pl/basia-basia-basia-wiewiorka-pospolita/ https://przygodyprzemka.pl/basia-basia-basia-wiewiorka-pospolita/#respond Wed, 12 Feb 2025 06:00:00 +0000 https://przygodyprzemka.pl/?p=4754 Tegoroczna zima na Mazowszu trwała bardzo krótko. Tak krótko, że nie jestem w stanie przypomnieć sobie ile dni to trwało. Dla wyjaśnienia, zima to dla mnie okres w roku ze śniegiem zza oknem.

[...]

Czytaj więcej from Basia, Basia, Basia! – Wiewiórka pospolita

]]>
Tegoroczna zima na Mazowszu trwała bardzo krótko. Tak krótko, że nie jestem w stanie przypomnieć sobie ile dni to trwało. Dla wyjaśnienia, zima to dla mnie okres w roku ze śniegiem zza oknem.

Prawdziwa zima 2025

Skoro w końcu spadł śnieg i w dodatku nie rozpuścił sie od razu, postanowiłem wykorzystać ten czas i udać się na zdjęcia przyrodnicze. Do wyboru miałem dwie lokalizacje: las w Pomiechówku lub Łazienki Królewskie.
Wybór padł na opcję warszawską. Przede wszystkim dlatego, że jednostka WOT-u z Pomiechówka miała zajęcia na strzelnicy, które były słyszalne na południowym brzegu Narwi i pewnie wszystko co lata i biega po lesie wypłoszyło się, a na zdjęć krajobrazowych ochoty w tamtym momencie nie miałem. Tym bardziej, że zdjęcia akurat tego lasu w prawdziwej, zimowej scenerii mam z początku zeszłego roku.

Pomnik Fryderyka Chopina w Łazienkach Królewskich
Pomnik Chopina w Łazienkach Królewskich

Łazienki Królewskie wygrały też z powodu wygody, ponieważ tutaj “modele” praktycznie zawsze dopisują. Chociaż, mam wrażenie, że od czasu pamiętnej burzy, która spustoszyła drzewostan w łazienkowym parku, jest tam mniej gatunków ptaków. To tylko moje obserwacje, czy jest tak na prawdę. Co o tym sądzicie? Sekcja komentarzy jest dla Was.

Zima w Łazienkach Królewskich

Skrzydlaci “modele”

Tak jak przypuszczałem. Tym razem również “modele” mnie nie zawiedli. Z szeregów awifauny, pod obiektyw mojego leciwego już Nikona, zawitały: bogatki, modraszki, kawki, wrony i gawrony. Z ptaków wodnych: mewy śmieszki i mewy siwe, kaczki krzyżówki oraz kolorowi samce i szare samice mandarynek. Pod koniec spaceru, na mini sesję zdecydował się kowalik. Widząc to dzięcioł średni też poczuł parcie na szkło, ale plany pokrzyżowała mu pogoda, ponieważ pogorszyły się warunki oświetleniowe i zdjęcia wyszły bardzo przeciętnie.

Bogatka Łazienki Królewskie
Bogatka
Kowalik Łazienki Królewskie
Kowalik

Z resztą tego dnia, prognoza pogody średnio sprawdziła się. Początkowo, śnieg miał “trochę” posypać do mniej więcej godziny 10, potem koniec. W praktyce, sypało przez większość mojego spaceru.

Basia – wiewiórka pospolita

Na koniec tytułowe Basie. Wiecie dlaczego wiewiórki przywołuje się “Basia, Basia, Basia”? Jeśli znacie odpowiedź na to pytanie, ponownie, sekcja komentarzy pod tym wpisem jest dla Was.

Gdzie nie poszedłem, tam przynajmniej jedna wiewiórka. Na ziemi, na drzewie czy to w karmniku kradnąc ptakom pożywienie. Wyszło na to, że tym razem wiewiórkom poświęciłem najwięcej miejsca na karcie pamięci. Dlatego one są głównymi bohaterkami (lub bohaterami, bo ja płci nie potrafię, w tym przypadku rozpoznać) tego wpisu.

Wiewiórka pospolita Łazienki Królewskie
Wiewiórka pospolita

Wiewiórka pospolita (łac. Sciurus vulgaris) to ssak, które należy do rzędu gryzoni. Osiągają one długość od 20 do 24 cm (głowa plus tułów). Ogon to kolejne 17-20 cm. Waga tych gryzoni waha się od 200 do 300 gramów. Najczęściej spotykamy rude “Baśki”, ale na okres jesienno-zimowe, kiedy ich futro staje się bardziej gęste i przybiera szarą barwę.

Wiewiórka pospolita w swojej diecie ma przede wszystkim nasiona, orzechy, pęczki drzew, grzyby i owoce. W menu znajdują się także pozycje pochodzenia zwierzęcego: owady, jaja i nawet pisklęta. Jesienią, wiewiórki gromadzą zapasy jedzenia, które ukrywają w licznych kryjówkach.

Wiewiórka pospolita Łazienki Królewskie
Wiewiórka pospolita
Wiewiórka pospolita Łazienki Królewskie
Wiewiórka pospolita

Wiewiórki zamieszkują przeważnie dziuple, które wyścielają sobie mchem i porostami. Rzadziej zajmują ptasie gniazda. W takim wypadku dobudowują zadaszenie. W przypadku kiedy akurat brak wolnych dziupli i ptasich gniazd, wiewiórka pospolita buduje własnoręcznie swój dom z gałęzi.

Gryzonie wiodą raczej samotne życie. Rzadko łączą się w długoletnie pary. Ciąża wiewiórki trwa zazwyczaj 38 dni. W jednym mocie, samice wydają na świat 3-7 młodych. W ciągu roku, samica może trzykrotnie zajść w ciąże.
Wiewiórka pospolita, w Polsce (od 2014 roku) podlega częściowej ochronie.

Wiewiórka pospolita Łazienki Królewskie
Wiewiórka pospolita

Faktami na temat wiewiórki pospolitej kończę ten wpis. Niedługo postaram się popełnić następny. Niezmiennie zapraszam Was do odwiedzenia moich profili na Instagramie: główny @przygodyprzemka i poświęcony fotografii przyrodniczej @przemekwildlife.

Jeśli masz ochotę, możesz wyrazić swoje zdanie na temat niniejszego wpisu w sekcji komentarzy.

Na koniec trochę zdjęć. Do następnego razu! Cześć!

]]>
https://przygodyprzemka.pl/basia-basia-basia-wiewiorka-pospolita/feed/ 0
Moja pierwsza zorza polarna w życiu! https://przygodyprzemka.pl/moja-pierwsza-zorza-polarna-w-zyciu/ https://przygodyprzemka.pl/moja-pierwsza-zorza-polarna-w-zyciu/#comments Wed, 14 Aug 2024 12:04:08 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=4707 Noc z 12. na 13. sierpnia 2024 roku zapamiętam chyba do końca życia. Po raz pierwszy w życiu miałem okazję podziwiać zorzę polarną. Niestety, aurorę z maja 2024 roku przegapiłem. Tym bardziej cieszę, że tak szybko mogłem być świadkiem tego wspaniałego zjawiska, jakim jest zorza polarna.

[...]

Czytaj więcej from Moja pierwsza zorza polarna w życiu!

]]>
Noc z 12. na 13. sierpnia 2024 roku zapamiętam chyba do końca życia. Po raz pierwszy w życiu miałem okazję podziwiać zorzę polarną. Niestety, aurorę z maja 2024 roku przegapiłem. Tym bardziej cieszę, że tak szybko mogłem być świadkiem tego wspaniałego zjawiska, jakim jest zorza polarna.

Perseidy 2024 – pierwotny plan na noc z 12. na 13. sierpnia

O możliwości wystąpienia zorzy polarnej nad Polską dowiedziałem się dopiero w poniedziałek, w godzinach popołudniowych. Zmieniło to moje plany na tą noc.

Początkowo chciałem w okolicy Narwi postawić aparat fotograficzny na statywie, wycelować obiektyw w Gwiazdozbiór Perseusza i przy wykorzystaniu pilota robić zdjęcia meteorom, które miały spadać w ziemską atmosferę. Pod uwagę brałem przede wszystkim wał przeciwpowodziowy, koronę lub wschodnią stronę.

Noc wcześniej, przed północą wybrałem się rowerem na narwiany wał przeciwpowodziowy, aby przetestować ustawienia, jak i sam aparat, ponieważ nie robiłem lata świetlne zdjęć nocnego nieba. Wolałem sprawdzić sprzęt i ewentualnie sobie odpuścić nocną sesję fotograficzną, niż rozczarować się po powrocie do domu.

Na wale spędziłem mniej więcej godzinę. Zdjęcia wyszły przyzwoicie. Perseidy leciały z każdego kierunku, tylko nie z północnego wschodu, czyli strony świata, w którą wycelowałem swój aparat fotograficzny. Zdarza się i wręcz zakładałem, że tak będzie. Powiecie pesymizm, ja odpowiem realizm 🙂

Rozgwieżdżone niebo nad wałem przeciwpowodzionym na rzece Narew w Nowym Dworze Mazowieckim na dobę przed wystąpieniem zorzy polarnej

Ostatni rekonesans

Nastał poniedziałek, który spędziłem normalnie. Czas zleciał mi przede wszystkim na pracy. W okolicach godziny szesnastej zacząłem się powoli szykować na nocną sesję zdjęciową. Przed godziną 20 poszedłem na wał w celu wytypowania dodatkowych kadrów, żeby nie być monotematycznym w tym zakresie. Wracając stwierdziłem, że zajdę sobie nad samą Narew, żeby sprawdzić jaki kadr będę mieć w tamtym miejscu. 

Wolałbym coś ciekawszego mieć w kadrze podczas nocnej sesji fotograficznej niż drzewa, ale dolina Narwi to jedno z niewielu dość ciemnych miejsc w okolicy mojego domu (niby na korona wału jest oświetlona przez latarnie, ale rosnące drzewa i krzaki niżej dość dobrze ograniczają dostęp światła). To miejsce miało być ostatnim kadrem podczas tegorocznej “nocy spadających gwiazd” (chyba tak polskie media określają maksimum roju Perseidów).

Rekonesans przed zorzą polarną
Rekonesans przed zorzą polarną

Pierwsza zorza polarna w życiu

Wróciłem do domu. Zjadłem kolację i odliczałem czas do wyjścia na nocne zdjęcia. Żeby oczekiwanie mijało miło i przyjemnie włączyłem relację live na polskim kanale YouTube “AstroLife”. Tam usłyszałem, że oprócz spadających meteorów, możliwa będzie jeszcze zorza polarna. 

Początkowo wiadomość przyjąłem na chłodno, dopiero z biegiem czasu okazywało się, że zjawisko to może być jak najbardziej prawdopodobne, tym bardziej, że jego początki były widoczne na transmisji. 

Spakowałem do końca plecak i postanowiłem wyjść wcześniej niż planowałem (około 30 minut, co jak się potem okazało było kluczowe tej nocy). Idąc nad Narew, stwierdziłem, że skoro jest wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia zorzy polarnej pójdę najpierw nad samą rzekę, a dopiero później przejdę “na wał” i “za wał” przeciwpowodziowy.

Na miejscu ustawiłem aparat na statywie i zacząłem robić zdjęcia. Podczas zmiany kadru wydało mi się, że poruszyłem obiektywem i cofnąłem się do oświetlonego miejsca, aby poprawnie wyostrzyć sobie obraz na nieskończoność. Po chwili wróciłem nad Narew, ale postanowiłem tym razem podejść bliżej wody. Robię kolejną serię zdjęć (korzystam z pilota firmy Newell, gdzie mogę sobie zaprogramować interwałometr). 

Noc spadających gwiazd - zorza polarna - perseidy 2024
Zorza polarna wchodzi w kadr

Kątem oka (potem zobaczę, że to też na zdjęciach podczas obróbki. Wy, możecie to zobaczyć na zdjęciu tuż nad tym tekstem) widziałem jakieś paski na niebie. Myślę sobie: “Wygląda jak zorza polarna, ale jakaś taka blada strasznie. No nic. Może to tak ma wyglądać”. Aparat nadal robił zdjęcia. Podczas przerwy (na pilocie ustawiłem 25 sekund naświetlania, 1 minutę przerwy i dodatkowo 10 sekund opóźnienia, na wszelki wypadek, żeby dać czas na zapisanie zdjęcia) przekręciłem lustrzankę w stronę rzeki. Po minucie, na wyświetlaczu Nikona D3100 pokazał się cudowny widok. Zorza polarna. Już nie blada i ledwo widoczna gołym okiem. Niebo na fotografii rozświetliło się na różowo-fioletowo-żółto.

Moja pierwsza zorza polarna - pierwsze moje zdjęcie w życiu.

Postanowiłem zmienić miejsce. Poszedłem w miejsce, gdzie główki tworzą coś w rodzaju zatoczki, a na drugim brzegu Narwi widać między innymi kościół w Pomiechowie. Zmniejszyłem czułość i czas (błąd, bo zdjęcia wyszły trochę za ciemne, ale łatwy do skorygowania w postprodukcji), ustawiłem interwałometr, włączyłem odliczanie i oddałem się podziwianiu zorzy polarnej. 

W tym momencie doszedłem do wniosku, że Perseidy odchodzą na drugi plan. Jak coś się złapie w trakcie fotografowania zorzy polarnej to fajnie, jak nie to spróbuję później lub nawet za rok, przecież to wydarzenie cykliczne, rój zatoczy koło w kosmosie i znowu, w kolejnym sierpniu będziemy mogli wpatrywać się w nocne niebo i czekać na “spadającą gwiazdę” (napisz w komentarzu czy wypowiadasz życzenie, kiedy widzisz lecącego Perseida).

Moja pierwsza zorza polarna w życiu
Moja pierwsza zorza polarna w życiu
Moja pierwsza zorza polarna w życiu
Moja pierwsza zorza polarna w życiu

Po spektaklu czas na bis

Po dłuższej chwili zorza jakby osłabła, wręcz zanikła. Postanowiłem przenieść się na koronę wału przeciwpowodziowego i zapolować na Perseidy. Spotkałem tam parę, z którą chwilę porozmawiałem o minionej zorzy polarnej.

Rozgwieżdżone niebo na wale narwianym - perseidy 2024 - zorza polarna

W trakcie rozmowy mój aparat robił zdjęcia i widziałem, że jednak aurora nie powiedziała ostatniego słowa tej nocy. Postanowiłem wrócić bliżej rzeki, by skorzystać z okazji i móc robić dalej zdjęcia. 

Kolejna odsłona nie była już tak bardzo intensywnie kolorowa, ale nadal to zorza polarna.

Zorza polarna - bis
Zorza polarna bis
Zorza polarna bis

Jeszcze rok temu myślałem (nie interesowałem się zbytnio tym tematem), że zorzę polarną można obserwowałem tylko daleko na północy lub południu naszego globu i dominuje kolor zielony. Dopiero po obejrzeniu kilku filmów z polowania na aurorę w Polsce i wróceniu do fotografowania nabrałem i ja ochoty na chęć zobaczenia tego zjawiska na żywo. Tym bardziej plułem sobie w twarz przegapienia aurory w maju (tym bardziej, że nie spałem).

Koło godziny pierwszej w nocy postanowiłem wracać do domu. Bo przecież rano trzeba znowu usiąść do pracy. Idąc do domu, miałem nadzieję, że zdjęcia wyszły ostre. Teraz mam super pamiątkę.

Podzielcie się w komentarzu, jak wyglądała Wasza noc z 12. na 13 sierpnia 2024 roku. Udało się Wam zobaczyć spadające Perseidy i zorzę polarną?

Już niedługo kolejne posty na blogu. Będzie trochę spotkań ze zwierzętami, trochę zwiedzania. Zapraszam do śledzenia bloga oraz moich kont na Instgramie: @przemekzwiedza oraz @przemekwildlife!

]]>
https://przygodyprzemka.pl/moja-pierwsza-zorza-polarna-w-zyciu/feed/ 1
Zimowe Łazienki Królewskie https://przygodyprzemka.pl/zimowe-lazienki-krolewskie/ https://przygodyprzemka.pl/zimowe-lazienki-krolewskie/#respond Wed, 31 Jan 2024 12:43:33 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=4666 Dawno nie spacerowałem po parku w Łazienkach Królewskich. Jeśli dobrze pamiętam, to ostatni raz byłem tam w 2019 roku. Dlaczego nagle postanowiłem odwiedzić Łazienki Królewskie? Naszła mnie ochota na fotografię przyrodniczą. Konkretnie na zdjęcia ptaków. Liczyłem także na zdjęcia wiewiórki na tle śniegu.

[...]

Czytaj więcej from Zimowe Łazienki Królewskie

]]>
Dawno nie spacerowałem po parku w Łazienkach Królewskich. Jeśli dobrze pamiętam, to ostatni raz byłem tam w 2019 roku. Dlaczego nagle postanowiłem odwiedzić Łazienki Królewskie? Naszła mnie ochota na fotografię przyrodniczą. Konkretnie na zdjęcia ptaków. Liczyłem także na zdjęcia wiewiórki na tle śniegu.

Mało ostatnio fotografuję. Pisząc “ostatnio”, mam na myśli cały poprzedni rok. Niby były jakieś przebłyski w postaci prób makrofotografii podczas ubiegłej wiosny i wieczorny foto spacer po Nowym Dworze Mazowieckim w lipcu (więcej o tym spacerze, możecie przeczytać tutaj). A poza tym, to większość wolnego czasu w zeszłym roku spędziłem w siodełku rowerowym.

W tym roku postanowiłem to trochę zmienić. Wynikiem czego jest między innymi wycieczka do Łazienek.

Łazienki Królewskie – dobre miejsce do fotografii ptaków dla początkujących

Łazienki Królewskie, tak, jak zresztą każdy większy park, są idealnym miejscem do fotografii ptaków dla osób, które zaczynają swoją przygodę z tą dziedziną fotografii, miały dłuższą przerwę lub po prostu wykorzystują każdą, nadarzającą się okazję, by podejrzeć świat skrzydlatych stworzeń. Osobiście pojechałem tam, żeby na nowo rozpalić w sobie pasję do fotografii przyrodniczej. 

pałac na wyspie zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Zimowe Łazienki Królewskie – Pałac na Wyspie

W parkach takich jak Łazienki Królewskie, ptaki i ogólnie zwierzęta, są przyzwyczajone do człowieka i są mniej płochliwe. A zima, szczególnie tak śnieżna jak przez większość tegorocznego stycznia, to też dobry czas do fotografowania ptaków, które korzystają w tym okresie z karmników. Nie chcesz chodzić za ptakami? Nic prostszego. Ustawiasz się nieopodal karmnika i strzelasz.

Sikory, gawrony i gang gołębi miejskich

Do Warszawy wybrałem się w sobotę. Koło godziny jedenastej byłem już na miejscu. Pogoda akurat taka średnia do fotografowania. Szaro i buro, jak to przeważnie w styczniu na Mazowszu. Dobrze, że leżał jeszcze wtedy śnieg, co trochę rozjaśniało tę ponurą aurę. 

Na teren Parku wszedłem, tak, jak zawsze, czyli od ulicy Belwederskiej, bramą sąsiadującą z Belwederem. Początkowo żałowałem, że nie przyjechałem wcześniej, bo spodziewałem się, że bliżej południa w Łazienkach będzie już sporo osób, ale miło się zaskoczyłem. Kilkoro biegaczy i spacerowiczów. Pierwsze kroki skierowałem ku ogrodzeniu przy Agrykoli, bo tam jest sporo krzewów i liczyłem na sikory, a te nie kazały mi długo na siebie czekać. 

bogatka sikora sikorka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Bogatka

Mniej więcej w tamtym rejonie znajduje się kilka karmników dla ptaków i przy jednym z nich mogłem podglądać między innymi modraszki, bogatki, kowalika, gawrony czy wszędobylskie gołębie miejskie. Nawet dzięcioł średni się trafił, chociaż akurat on i kowalik wyszły mi średnio ostrzy.

wrona siwa zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Wrona siwa

Po kilku chwilach poszedłem dalej. Przeszedłem przez most z pomnikiem Jana III Sobieskiego na drugą stronę Stawu Północnego. Tam zrobiłem kilka zdjęć Pałacu na Wyspie. Między innymi to, które ilustruje poniższy post. Poszedłem dalej ku południowym krańcom Łazienek Królewskich. Po drodze robiłem zdjęcia gawronom, wronom siwym i wypatrywałem wiewiórek. Jedną udało się zaobserwować niedaleko Stajni Kubickiego, kiedy ciekawska, zaglądała do dziupli w drzewie. 

wiewiórka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Ciekawska wiewiórka

Mniej więcej w tym miejscu, “gang” gołębi miejskich próbował dokonać na mnie rozboju, niestety musiały się obejść się smakiem, bowiem nie miałem nic przy sobie, co mogłem z czystym sumieniem dać ptakom.

Mandarynki i krzyżówki

Szedłem dalej i rozglądałem się za kowalikami i pełzaczami, bo już nie raz, nie dwa, mniej więcej w tym rejonie Parku miewałem okazje do obserwacji tych gatunków ptaków. Niestety, tej soboty musiałem obejść się smakiem. Kolejnego kowalika zaobserwowałem dopiero w okolicach Nowej Oranżerii, ale ponownie zdjęcia średnio mi wyszły, więc nie mam się zbytnio czym pochwalić.

zimowe łazienki królewskie nowa oranżeria przemekzwiedza.pl
Zimowe Łazienki Królewskie – Nowa Oranżeria

Następnie skręciłem w kierunku Świątyni Egipskiej, gdzie miałem nadzieję spotkać kaczki: krzyżówki i mandarynki bez nadmiernej liczby osób, próbujących dokarmiać ptaki. Nie żebym miał z tym problem. Jeśli robisz to z głową, czytaj nie dokarmiasz ptaków g*wnem, to rób to dalej. Ja po prostu, kiedy jestem w terenie mniej lub bardziej cywilizowanym cenię sobie ciszę i samotność. Wtedy najlepiej odpoczywam i czyszczę głowę. Wracając do kaczek. Nie zawiodły mnie i tłumnie oblegały skrawek nie zamarzniętego cieku wodnego pod Świątynią Egipską. 

samiec kaczka krzyżówka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Samiec kaczki krzyżówki
kaczka mandarynka kaczki zimowe łazienki królewskie warszawa przemekzwiedz.pl
Kaczki mandarynki – trzech samców i samica

Po chwili wróciłem w okolice Nowej Oranżerii w poszukiwaniu wiewiórek. Spacerując po Parku nie robiłem wyłącznie zdjęć zwierzętom. Chociaż miałem ze sobą tylko obiektyw Tamron 70-300, to tam, gdzie minimalna ogniskowa była za duża, posiłkowałem się aparatem ze smartfona, którym, w mojej ocenie, można zrobić całkiem przyzwoite zdjęcia.

Wiewiórka

Na wspomnianą wyżej wiewiórkę natknąłem się w Ogrodzie Geometrycznym, kiedy w towarzystwie gawrona rozgrzebywała śnieg, w poszukiwaniu pożywienia. Kiedy odkryła moją obecność zrobiła się bardzo żywa i co i raz próbowała podchodzić do mnie, z nadzieją na jakiś smakowity kąsek. Niestety tak, jak w przypadku gołębi miejskich musiałem ją rozczarować. Strzeliłem kilka kadrów, z których jestem średnio zadowolony, szczególnie jeśli chodzi o kadrowanie. 

wiewiórka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Wiewiórka
wiewiórka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Wiewiórka

Gdybym szukam na siłę powodu, aby wrócić w najbliższym czasie do Łazienek Królewskich, oto jeden: poprawić te kadry, z których nie jestem całkowicie lub częściowo zadowolony. Problem jest jeden. Nie muszę szukać na siłę powodów, żeby tam wracać. Niech tylko przestanie lać i wiać powyżej 20 kilometrów na godzinę, to z chęcią jeszcze nie raz wybiorę się “na ptaki” do Łazienek. Z resztą nie tylko, z myślą o fotografowaniu zwierząt muszę się tam wybrać. Bo tak naprawdę, to nigdy nie zwiedzałem obiektów Muzeum Łazienek Królewskich. Może w cieplejszych miesiącach będzie ku temu okazja.

belweder zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Belweder – widok z poziomu Łazienek Królewskich

Odchodząc od wiewiórki spędziłem jeszcze trochę czasu na spacerowaniu. W okolicy Pałacu na Wyspie spotkałem między innymi pawie indyjskie, te “normalne”, kolorowe oraz jednego białego osobnika. Swoją wędrówkę po parku zakończyłem przy bramie naprzeciwko pomnika Fryderyka Chopina. 

biały paw indyjski zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Biały paw indyjski

Łazienki Królewskie, po raz kolejny nie zawiodły mnie, jeśli chodzi o fotografię przyrodniczą. Tak, jak pisałem wyżej, nie jestem zadowolony ze wszystkich zdjęć, więc z pewnością postaram się tam wrócić w najbliższej przyszłości. Ale żeby nie kończyć tak pesymistycznie, to mam dwa ulubione zdjęcia, które możecie zobaczyć na końcu tego tekstu. Zdjęcia gawrona i bogatki.

Na zupełny koniec autopromocja.

Jeśli podobają się Wam moje zdjęcia, to serdecznie zapraszam do obserwacji mnie na Instagramie. Mam tam dwa konta. Konto PrzemekZwiedza – to fotografia krajobrazowa oraz podróżnicza. Konto PrzemekWildLife to szeroko rozumiana fotografia przyrodnicza: zdjęcia zwierząt, owadów i roślin. 

Jeszcze raz zapraszam do pozostawienia po sobie śladu na moich profilach, na Instagramie i do zobaczenia w kolejnym wpisie.

Zdjęcie gawrona

gawron rook zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Gawron

Zdjęcie bogatki

bogatka sikora sikorka zimowe łazienki królewskie przemekzwiedza.pl
Bogatka
]]>
https://przygodyprzemka.pl/zimowe-lazienki-krolewskie/feed/ 0
Nowy Dwór Mazowiecki – wieczorny fotospacer po mieście https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/ https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/#respond Sat, 29 Jul 2023 07:00:00 +0000 https://przemekzwiedza.pl/?p=4638 Nowy Dwór Mazowiecki to miasto, w którym mieszkam. Często spaceruję po nim. Niedawno postanowiłem sobie przypomnieć jak to jest, kiedy fotografujesz wczesnym wieczorem. Ostatni raz, po zachodzie słońca fotografowałem chyba w Krakowie. Możesz o tym przeczytać tutaj.

[...]

Czytaj więcej from Nowy Dwór Mazowiecki – wieczorny fotospacer po mieście

]]>
Nowy Dwór Mazowiecki to miasto, w którym mieszkam. Często spaceruję po nim. Niedawno postanowiłem sobie przypomnieć jak to jest, kiedy fotografujesz wczesnym wieczorem. Ostatni raz, po zachodzie słońca fotografowałem chyba w Krakowie. Możesz o tym przeczytać tutaj.

A okazji ku fotografii wieczornej czy nocnej ostatnio mam sporo, bo nienawidzę upałów. Muszę mieć w DNA jakieś geny ludzi z północy Europy, bo gdy termometr pokazuje ponad 25 stopni Celsjusza, jestem nie do życia. Dlatego na rower lub spacer z aparatem fotograficznym wychodzę koło godziny 18.

Nowy Dwór Mazowiecki – miasto w widłach dwóch rzek

Nowy Dwór Mazowiecki leży w widłach dwóch rzek. Narwi, która na wysokości Twierdzy Modlin wpada do Wisły. Niedaleko jest jeszcze trzecia rzeka – Wkra, która wpada do Narwi na terenie gminy Pomiechówek. Więc jak są rzeki, to są i mosty. W okolicy są trzy: jeden na Narwi, dwa na Wiśle. Tego dnia wybrałem most im. Pancera, czyli ten, który rzucony jest nad Narwią.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Nowy Dwór Mazowiecki – ulica Warszawska, widok na budujący się budynek “Warszawska Sky”

Najpierw poszedłem na most im. Pancera, gdzie chciałem sfotografować Narew w centrum Nowego Dworu Mazowieckiego w tle. Jednak brak statywu i zbliżający się zmierzch, spowodował, że z 15 zdjęć, które zrobiłem na moście, może ze 3 są ostre. Niby autofokus w moim D3100 działa na ogół przyzwoicie, ale jak się potem okazało, przełączenie się na ostrzenie manualne, trzeba było wdrożyć już od samego początku. No cóż, nie popełnia błędów tylko ten co nic nie robi.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Widok z mostu im. Pancera na Twierdzę Modlin – najlepiej widoczna Wieża Biała górująca nad Narwią
Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Powrót do domu… most im. Pancera na Narwi
Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Kolejny rok, kiedy Narew ma niski stan.

Pociągi widmo 🙂

Wracając z mostu nad Narwią słyszałem i widziałem, że co chwila przejeżdżają pociągi, a że wiadukt kolejowy jest niedaleko, to postanowiłem się tam przejść. W głowie miałem pomysł na zdjęcia torowiska i pociągu, który przez długi czas naświetlania będzie rozmazany, a z jego przednich i tylnych świateł powstaną smugi.

Niestety plan spalił na panewce, bowiem póki byłem w ruchu, to pociągi jeździły raz w jedną, raz w drugą stronę. Kiedy doszedłem na miejsce… pusto. Przerwa w ruchu kolejowym, a dopiero co przejechało po sobie chyba ze 4 składy. Po 10 minutach oczekiwania, a nuż coś przejedzie, postanowiłem wracać. W sumie to i dobrze, bo pewnie by i tak zdjęcia nie wyszły, bo nie chciało mi się targać statywu ze sobą. Tylko gdzieś w środku mnie, mała cząstka wkurzała się, kiedy słyszałem przejeżdżające pociągi.

Fotografia po zmroku – nie masz statywu? Kombinuj!

Zacząłem wracać ku centrum miasta. Swój spacer chciałem skończyć w parku Wybickiego, gdzie znajduje się podświetlana fontanna, która miała być kolejnym królikiem doświadczalnym w mojej fotograficznej edukacji.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Nie masz statywu? To kombinuj.

Zanim do niej doszedłem postanowiłem poświęcić chwilę uwagi budynkowi kościoła pw. św. Michała Archanioła, który od dłuższego czasu chciałem sfotografować wieczorem bądź w nocy. Ściemniało się coraz bardziej, więc za statyw posłużyła mi najpierw ławka w parku, potem kostka brukowa i mój DIY uchwyt na nadgarstek, który podłożyłem pod obiektyw, aby osiągnąć odpowiednią pozycję aparatu.

Nowy Dwór Mazowiecki - wieczorny fotospacer po mieście
Wykorzystałem ławkę jako statyw.

Kiedy znudziło mi się kucanie, postanowiłem w końcu podejść do tej fontanny. O ile ze zdjęć kościoła jestem w miarę zadowolony, to ze zdjęć fontanny z podświetleniem LED już nie do końca. Przy najbliższej okazji muszę tam wrócić, by ponowić próbę.

Spacer oceniam jako interesujący. Przez około 5km marszu odkryłem na nowo fotografowanie wieczorem i nocą. W planach mam jeszcze nie jeden spacer po Nowym Dworze Mazowieckim. Tylko następnym razem wezmę ze sobą statyw.

Na koniec, zapraszam Cię na mojego Instagrama, gdzie publikuję więcej zdjęć.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/nowy-dwor-mazowiecki-wieczorny-fotospacer/feed/ 0
Dolina Środkowej Wisły #1 – Kładka Żerańska – most Gdański https://przygodyprzemka.pl/dsw1-kladka-zeranska-most-gdanski/ https://przygodyprzemka.pl/dsw1-kladka-zeranska-most-gdanski/#respond Tue, 19 Sep 2017 12:00:37 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2411 Od kilku miesięcy czytam w wolnej chwili bloga Strefa 33. Autor tego internetowego medium udaje się w różne miejsca Polski obserwować i fotografować ptaki. To właśnie stamtąd zaczerpnąłem inspiracje do kolejnej mojej wyprawy. Plan był prosty. Pojechać gdzieś niedaleko i za małe pieniądze. Najlepiej na jeden dzień.

[...]

Czytaj więcej from Dolina Środkowej Wisły #1 – Kładka Żerańska – most Gdański

]]>
Od kilku miesięcy czytam w wolnej chwili bloga Strefa 33. Autor tego internetowego medium udaje się w różne miejsca Polski obserwować i fotografować ptaki. To właśnie stamtąd zaczerpnąłem inspiracje do kolejnej mojej wyprawy. Plan był prosty. Pojechać gdzieś niedaleko i za małe pieniądze. Najlepiej na jeden dzień.

Dlatego postanowiłem wybrać się do Warszawy, aby przejść się prawym brzegiem Wisły. Trasę rozpocząłem od Kładki Żerańskiej, tuż obok elektrociepłowni na Żeraniu, a skończyłem przy moście Gdańskim. Wycieczkę odbyłem w sobotę, 20 sierpnia. Postanowiłem wstać o 3 nad ranem, aby na miejscu być bardzo wcześnie, najchętniej tuż po wschodzie słońca, czyli w okolicach godziny 5:20.

Obudziłem się o godzinie 2:55, przed włączeniem się budzika w telefonie. Postanowiłem poleżeć jeszcze około 10 minut. Niestety to był błąd, co z resztą zawsze się tak kończy u mnie. Usnąłem ponownie i obudziłem się dopiero po piątej rano.

Zerwałem się z łóżka. Szybka poranna toaleta, jeszcze szybsze śniadanie i poranna kawa, wybiegłem z domu na pociąg. Dojechałem do stacji Warszawa Toruńska. Potem autobusem (nie pamiętam już, którą linią dokładnie) dojechałem do przystanku tuż nad pętlą tramwajową na Żeraniu. Krótki spacer do pętli autobusowej i po kilku minutach jechałem linią 211. Wysiadłem na przystanku Konwaliowa. Teraz czekał mnie kilkuminutowy spacer do Kładki Żerańskiej. Po około 10 minutach byłem u celu.

Po drodze, w bardzo niedalekim sąsiedztwie, po lewej ręce minąłem dawny zbiornik, z którego woda służyła do studzenia instalacji w elektrociepłowni. Od kilku lat zbiornik nie jest już wykorzystywany i mocno zarósł. Mniej więcej na środku znajduje się sztuczna wyspa lęgowa, obok której udało się mi zaobserwować 3 czaple siwe i kilka mew w typie srebrzystych. Liczyłem na spotkanie dzików w tym miejscu, bowiem wiem z kilku źródeł, że czasami są one tutaj widywane. Do spotkania nie doszło. Doszedłem do kładki.

Kładka Żerańska
Kładka Żerańska

Kładka Żerańska

Kładka Żerańska to 300-metrowy most dla pieszych i rowerzystów. Jest ona częścią trasy z Białołęki aż do mostu Łazienkowskiego. Kosztowała ponoć 4 mln złotych i została zaadoptowana ze starego rusztowania rurociągu. Na kładce znajdują się dwie platformy widokowe, z których można obserwować wiślaną panoramę.

Stanąłem centralnie nad Kanałem Żerańskim. Stan wody był bardzo niski i pewnie statki do Serocka nie kursowały, a szkoda, bo od kilku lat mam ochotę wybrać się w rejs i nigdy jeszcze nie udało się mi zrealizować tego postanowienia. Może w przyszłym roku.

Pogoda dopisywała, choć z samego rana, tego bym nie powiedział. Z uwagi na weekend na trasie było sporo biegaczy, rowerzystów, a brzeg co i raz był okupowany przez wędkarzy.

kładka żerańska Kanał Żerański
Kanał Żerański
Kładka Żerańska widok z dołu
Kładka Żerańska widok z dołu

Nieuchwytny brodziec piskliwy i kwokacz

Przy pierwszej możliwej okazji zboczyłem z trasy, nad Wisłę. Dochodząc do wody widziałem startującego do lotu brodźca piskliwego. Potem widziałem go jeszcze kilka razy, ale za każdym razem nie udawało się mi zrobić zdjęcia, bo brodźce były o krok przede mną. Nie zdążyłem podejść do wody, a one już były w locie.

Usiadłem na chwilę na kamieniu, by poobserwować przez lornetkę przeciwległy brzeg. Gdy schowałem ją do torby, spojrzałem w prawą stronę. Na przybrzeżnych kamieniach w porannych promieniach słońca wygrzewała się kaczka krzyżówka. A tuż za nią kwokacz. Byłem niestety daleko od nich, a mój obiektyw 300 mm jest za słaby na takie odległości, tak więc mam tylko jedno zdjęcie kwokacza, które jest z typu dokumentalnych, nienadających się zarazem do publikacji.

Z jednej strony jestem zadowolony, bo przez krótki okres czasu udało się mi zaobserwować dwa gatunki ptaków, których dotąd moje oczy nie widziały. Z drugiej zaś, jestem niepocieszony, bo albo nie mam zdjęcia, albo nie nadaje się ono do publikacji.

wisła kładka żerańska
Wisła – gdzieś tam jeszcze przed momentem siedziała kaczka krzyżówka i kwokacz

W drodze do raju

Wróciłem do drogi dla pieszych i rowerzystów. Doszedłem do mostu Grota, przeszedłem pod nim i po około 200 metrach znowu zboczyłem nad wodę. Tutaj posiedziałem sobie dłużej niż poprzednio. Zjadłem kanapkę, odpocząłem obserwując zarazem teren wokół mnie. Po mojej lewej stronie, przy brzegu, pływała sobie rodzina kaczek krzyżówek. Nastał czas, że trudno jest odróżnić samca od samicy. Co i raz, nad środkowym nurtem rzeki przefrunęła mewa, raz śmieszka, innym razem w typie srebrzystej. Gdy zbierałem się do dalszej wędrówki, nad Wisłą przeleciał kormoran. Poszedłem dalej, ale po kilku minutach znowu byłem nad Wisłą.

Most gen. Stefana Grota-Roweckiego kładka żerańska
Most gen. Stefana Grota-Roweckiego

W raju

To, co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dla mnie, początkującego amatora ornitologicznego, to było coś pięknego. Ale po kolei. Zboczyłem z trasy, przeszedłem przez szeroki na kilkanaście metrów pas wysokiej trawy, pokrzyw i innej roślinności, aż doszedłem do wysokiego na około metr, może półtora brzegu. Zszedłem do linii wody, spojrzałem najpierw w lewo, potem w prawo i oniemiałem.

Nie widziałem jeszcze tylu gatunków ptaków, w takiej liczbie, w jednym miejscu. Kormorany przynajmniej kilkanaście sztuk, po kilkadziesiąt sztuk kaczek krzyżówek, mew śmieszek już w szacie spoczynkowej, mew srebrzystych i co najmniej sześć osobników czapli siwej. Dla bardziej doświadczonych amatorów podglądania ptaków, widok ten pewnie nie zrobiłby wrażenia, ale nie na mnie.

Czaple, mewy, kormorany i kaczki kładka żerańska
Czaple, mewy, kormorany i kaczki

Próbowałem niepostrzeżenie, bardzo powoli i ostrożnie zbliżyć się do ptaków, aby zrobić jak najlepsze zdjęcia. Grunt był bardzo grząski, co było kolejnym utrudnieniem w zajmowaniu jak najlepszego miejsca do obserwacji “ptasiego zgromadzenia”. Doszedłem do sporego głazu, usiadłem na nim i zacząłem sesję zdjęciową. Kaczki, oba gatunki mew oraz dwa kormorany praktycznie nie ruszały się ze swoich miejscówek. Za to czaple i pozostałem kormorany, co chwilę zmieniały miejsce, siejąc czasami popłoch w szeregach mew.

Na pierwszym planie kaczki krzyżówki kładka żerańska
Na pierwszym planie kaczki krzyżówki
Czaple siwe pośród mew kładka żerańska
Czaple siwe pośród mew

W pewnym momencie, od strony mostu Grota-Roweckiego nadleciało stado, złożone z około 20 kormoranów. Kiedyś widziałem takie przedstawienie na jednym z polskich filmów dokumentalnych o walorach przyrodniczych Wisły w Warszawie i od tamtej pory chciałem zobaczyć takie “coś” na żywo, na własne oczy. Kolejne marzenie spełnione. Ptaki wylądowały obok swoich pobratymców. Cześć pływała wokół mew, które z kolei zaczęły robić się niespokojne. Pozostałe kormorany wydostały się na małą łachę i rozłożyły skrzydła, aby wyschły w promieniach słońca.

Nadlatują kormorany kładka żerańska
Nadlatują kormorany
kormarany kładka żerańska
Są coraz bliżej – samotna czapla nic sobie nie robi z przelotu
kormorany kładka żerańska
Lądowanie, a w zasadzie wodowanie
kormorany kładka żerańska
Suszenie skrzydeł

Siedziałem w tamtym miejscu już dłuższą chwilę. W końcu postanowiłem wycofać się z miejsca obserwacji i iść dalej. Starałem się zrobić to tak,jak poprzednio. Czyli powoli i bardzo ostrożnie, aby nie spłoszyć ptaków. Co udało się mi, nie udało się wędkarzowi, z przeciwległego brzegu. Zarzucając wędkę, poderwał do lotu dziesiątki sztuk “dzikiego drobiu”. Ptaki zaczęły uciekać na wszystkie kierunki. Złapałem za aparat i próbowałem ten exodus uwiecznić na karcie SD.

Dająca nogę kaczka krzyżówka kładka żerańska
Dająca nogę kaczka krzyżówka

Prawie jak górski potok

Po chwili znowu byłem na ścieżce i zmierzałem w kierunku mostu Gdańskiego.

Po kilku minutach doszedłem do miejsca, w którym Wisła mocno przyspiesza. Woda się pieni, a amatorzy połowu ryb metodą “na muche”, mają namiastkę górskiego potoku w centrum stolicy. Na wyspach, które się tutaj utworzyły, stało kilka wędkarzy. Kolejny, w woderach, w wodzie po pas albo jeszcze wyżej. Zastanawiałem się co by było, gdyby stracił równowagę i został porwany przez prąd. Zostawiłem “moczykijów” i zacząłem lustrować teren wokół mnie. Naliczyłem kilka sztuk kaczek krzyżówek i mew, czyli nic nowego. Usiadłem na betonie i zająłem się kanapką. Po chwili na wysepce przede mną usiadła pliszka siwa, a wrony siwe walczyły o coś ze srokami za moimi plecami.

wisła kładka żerańska
Wisła w tym miejscu, nie wygląda jak rzeka nizinna, raczej górska

Most Gdański

Po posiłku i krótkim odpoczynku, zebrałem się do dalszej drogi, a mój cel był już prawie na wyciągnięcie ręki. Będąc prawie przy moście, po raz ostatni zboczyłem nad wodę. W tym miejscu moje obserwacje były mizerne, raptem trzy kaczki krzyżówki i jeden przedstawiciel gatunku tracza nurogęsi. Trochę dalej na drzewie pełzacz leśny, bądź ogrodowy (za krótko go widziałem, żeby to stwierdzić na 100%) i dwie sikory modraszki. Wspomniane ptaki, przepłoszył mi jakiś biegacz i nawet nie zdążyłem zrobić jednego zdjęcia.

Poszedłem więc dalej, a po chwili byłem już pod mostem. Tutaj znajdowała się meta mojej ornitologicznej wyprawy. Następnym razem przejdę odcinek od mostu Gdańskiego do mostu Łazienkowskiego. Jeśli nie uda się mi tego zrobić w tym roku, to przyszłej wiosny na pewno.

Podsumowanie obserwacji (lista gatunków)

  1. pełzacz leśny / ogrodowy – 1 szt.
  2. sikora modraszka – 2 szt.
  3. brodziec piskliwy – 4 szt.
  4. kwokacz – 1 szt.
  5. kaczka krzyżówka – >60 szt.
  6. mewa śmieszka – >20 szt.
  7. mewa srebrzysta / w typie srebrzystej – >30 szt.
  8. kormoran czarny – >30 szt.
  9. czapla siwa – 10 szt.
  10. wrona siwa – 20 szt.
  11. pliszka siwa – 1 szt.
  12. sroka – 7 szt.
  13. kawka – 5 szt.
  14. wróbel – 3 szt.

Łącznie udało się mi zaobserwować ok. 194 sztuki przedstawicieli 14 gatunków ptaków. Jak dla mnie bombowy wynik.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/dsw1-kladka-zeranska-most-gdanski/feed/ 0
Spotkania ze zwierzętami – Sarna #2 https://przygodyprzemka.pl/spotkania-ze-zwierzetami-sarna-2/ https://przygodyprzemka.pl/spotkania-ze-zwierzetami-sarna-2/#respond Tue, 23 May 2017 13:10:37 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=2212 Czytaj więcej from Spotkania ze zwierzętami – Sarna #2

]]>
Sarna europejska to jeden z najczęściej widywany przeze mnie przedstawiciel dziko żyjących ssaków. Mimo tego, ani na trochę nie nudzi się mi podglądanie tych zwierząt. Nie inaczej było na początku roku, zaraz po pierwszym spotkaniu. Dla tych, którzy nie mieli okazji przeczytać poprzedniej części, link do wpisu tutaj.

Pogoda dopisywała, zlecenia z resztą też. Dlatego musiałem czekać do weekendu, kiedy to robię sobie wolne, a do komputera podchodzę tylko w celach rozrywkowych. Nadeszła sobota. Pogoda była ładna, temperatura powietrza koło 0 st. Celsjusza. Wybrałem się tym razem do lasu, który przecinany jest przez tory kolejowe. Po przejściu około 3 kilometrów, byłem za przejazdem kolejowym. Szedłem przed siebie, rozglądając się na boki. W lesie cisza, czasami tylko para kruków przeleciała na koronami drzew, wrzeszcząc na siebie, a może na mnie? Dochodziłem do miejsca, w którym leśnicy postawi paśnik. Nie chcąc płoszyć ewentualnych bywalców leśnej stołówki, musiałem zachować szczególną ostrożność. Szedłem bardzo powoli.

Co i raz patrzyłem pod nogi, czy aby nie nadepnę na jakaś gałązkę, której odgłos łamania, zdradzi moją obecność. Niestety, przy paśniku było pusto. Ostrożnie wycofałem się do głównej drogi leśnej i kontynuowałem swój spacer. Po przejściu może 200 metrów, doszedłem do drogi zagrodzonej biało-zielonym szlabanem. Ominąłem szlaban. Po swojej lewej stronie zobaczyłem sarny, które w odległości może mniej więcej 100 metrów, pasły się wśród jodeł. Szedłem powoli przed siebie, licząc, że uda się mi podejść na tyle blisko, aby zrobić dobre zdjęcie. Jednak to, co zobaczyłem po przeciwnej stronie ścieżki, przeszło wszelkie dotychczasowe oczekiwania.

W małym dołku, kilkanaście kroków ode mnie, leżała sobie sarna. Kompletnie nic sobie nie robiła z mojej obecności, a przecież sarny są bardzo płochliwe. Pomyślałem sobie, może jest chora bądź ranna. Jak się później okazało, myliłem się. Zrobiłem kilka zdjęć i poszedłem dalej, zostawiając ssaka w spokoju.

Sarna spotkania ze zwierzętami
W małym dołku, kilkanaście kroków ode mnie, leżała sobie sarna.
Sarna spotkania ze zwierzętami
Kompletnie nic sobie nie robiła z mojej obecności

Doszedłem po chwili do skrzyżowania leśnych ścieżek. Odkryłem wtedy kolejny paśnik, ale przy nim również nie było zwierząt. Skręciłem w prawo i obszedłem cały oddział leśny dookoła. Saren już nie spotkałem. Wróciłem jeszcze do miejsca, w którym leżała sarna, tej również już nie było. Zawróciłem się do domu. Nastała niedziela. Nie mając nic lepszego do roboty, postanowiłem wybrać się znowu do lasu. Poszedłem dokładnie w to samo miejsce, co minionego dnia. Droga przez las zrobiła się niebezpieczna. W sobotę świeciło słońce, śnieg się trochę rozpuścił, a w nocy drogę pokryła warstwa lodu i świeżego puchu. Musiałem ostrożnie iść, aby nie wywinąć orła, choć kilkukrotnie ta sztuka prawie by mi się udała. Doszedłem w końcu do miejsca wczorajszego spotkania z sarną. W lesie pusto. Było to na tamten moment jedyne moje tak bliskie spotkanie z sarną europejską w życiu. Postanowiłem wycofać się do głównej drogi i pójść nią jeszcze dalej. Doszedłem do pola, które sąsiaduje z lasem. Na jego końcu stały dwie sarny. Wydaje mi się, że to był jeden osobnik dorosły i jeden młodociany, bowiem zauważyłem różnice przy wzroście zwierząt.

Sarna spotkania ze zwierzętami
Sarny na polu

Popatrzyliśmy się trochę na siebie. W końcu sarny weszły między brzozy i zniknęły mi z oczu. Postałem chwilę w nadziei na powrót zwierząt, ale się nie doczekałem. Zacząłem wracać do domu. Szedłem powoli, bowiem z jednej strony nie chciałem wylądować tyłkiem na drodze, z drugiej zaś zachowywałem czujność na wypadek spotkania z sarnami. Nagle przed sobą zobaczyłem sarnę, która stała na rozwidleniu dróg. Udało się mi zrobić zdjęcie, zanim ta schowała się między drzewami.

Sarna spotkanie ze zwierzętami
Nagle przed sobą zobaczyłem sarnę, która stała na rozwidleniu dróg.

Do domu wróciłem już bez żadnych przygód. Po kilku dniach chciałem wrócić do lasu, ale zaczęła się lutowa wycinka drzew i odgłosy pracy leśnego sprzętu chyba wypłoszyły zwierzęta w inne rejony, bo nie było mi dane przez kilka dni obserwować saren. Którejś niedzieli, kiedy nie były prowadzone prace w lesie, wróciłem w miejsce, gdzie spotkałem leżącą sarnę. Udało się mi wtedy podejrzeć zwierzęta, które korzystały z okazji i skubały świeżo ścięte gałązki sosen. Chwilę potem, schowany za pniem sosny, widziałem jak kolejne osobniki szły w miejsce wycinki na posiłek.

Sarna spotkania ze zwierzętami
Sarna korzystająca z okazji. Leśnicy często zostawiają świeżo ścięte gałązki dla zwierząt.
Sarna spotkania ze zwierzętami
Kolejna sarna zmierzająca na posiłek

Przyszła odwilż, a prace w lesie spowodowały, że drogi w lesie stały się trudne do przejścia. Od tego czasu nie udało się mi wrócić w to miejsce, choć praktycznie co kilka dni widuję sarny w różnych miejscach w mojej okolicy. Następnym bohaterem cyklu będzie ptak. Jaki? Dowiecie się tego niebawem.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/spotkania-ze-zwierzetami-sarna-2/feed/ 0
Treblinka – obóz zagłady i obóz pracy https://przygodyprzemka.pl/treblinka-oboz-zaglady-oboz-pracy/ https://przygodyprzemka.pl/treblinka-oboz-zaglady-oboz-pracy/#respond Fri, 22 May 2015 18:23:32 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=1179 W Polsce jest niestety kilka miejsc, które są świadectwem zbrodniczej działalności hitlerowskich Niemiec z okresu II wojny światowej. Piszę niestety, bo to przecież nie jest powód do dumy. Jednak historii zmienić nie możemy. Naszym obowiązkiem jest pamiętać i nie zapomnieć oraz nie pozwolić na fałszowanie, czy przeinaczanie historii (mam tutaj na myśli sformułowania typu “polskie obozy zagłady”, które padają z ust mniej lub bardziej wpływowych ludzi tego świata, dopuścili się tego między innymi szef FBI czy prezydent Stanów Zjednoczonych).

[...]

Czytaj więcej from Treblinka – obóz zagłady i obóz pracy

]]>
W Polsce jest niestety kilka miejsc, które są świadectwem zbrodniczej działalności hitlerowskich Niemiec z okresu II wojny światowej. Piszę niestety, bo to przecież nie jest powód do dumy. Jednak historii zmienić nie możemy. Naszym obowiązkiem jest pamiętać i nie zapomnieć oraz nie pozwolić na fałszowanie, czy przeinaczanie historii (mam tutaj na myśli sformułowania typu “polskie obozy zagłady”, które padają z ust mniej lub bardziej wpływowych ludzi tego świata, dopuścili się tego między innymi szef FBI czy prezydent Stanów Zjednoczonych).

Dlatego też my, raz na jakiś czas postanawiamy odwiedzić takie miejsce. Pierwszym miejscem, które opiszę na blogu, jest Treblinka. Teren dawnego obozu, a dzisiejsze muzeum jest najbliżej położone od naszego miejsca zamieszkania.

Do Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince wybraliśmy się w Święto Niepodległości, 11 listopada 2014 roku.

W okresie niemieckiej okupacji, hitlerowcy zorganizowali tam dwa obozy. Najpierw powstał obóz pracy, później, gdy Niemcy wymyślili “ostateczne rozwiązanie” powstał także obóz zagłady.

Jeśli nastawiacie się na zobaczenie starych baraków, czy czegoś podobnego do obozu w Oświęcimiu, to muszę Was rozczarować. Baraki, w których przybywali więźniowie obozów nie zachowały się do dnia dzisiejszego. Dlaczego? O tym niżej.

Na samym początku poszliśmy do budynku muzeum, w którym zgromadzono pamiątki po więźniach oraz gdzie można zobaczyć makietę byłych obozów. Następnie przeszliśmy na teren obozu zagłady, bowiem to od niego zaczyna się zwiedzanie terenu niegdysiejszych obozów. Ja jednak opiszę Wam historię ofiar obozów w Treblince, chronologicznie, czyli od obozu pracy.

Makieta byłych obozów w Treblince
Makieta byłych obozów w Treblince, znajdująca się w budynku muzeum.
Symboliczna brama główna obozu treblinka
Symboliczna brama główna obozu

Treblinka I – Karny Obóz Pracy

Obóz pracy, a właściwie, Karny Obóz Pracy, funkcjonował od lata 1941 roku, do końca lipca 1944 roku. Obóz powstał z inicjatywy starosty powiatowego w Sokołowie Podlaskim – Ernsta Gramssa. Komendantem obozu, przez cały okres jego funkcjonowania był Theo van Eupen. Niemiecka obsługa liczyła 20 osób, której pomagały kompanie strażników, głównie Ukraińców.

Przez obóz przeszło około 20 tysięcy więźniów, z czego około połowa zmarła lub została rozstrzelana. W początkowej fazie istnienia obozu (czerwiec – wrzesień 1941 r.), przybywało w nim kilkudziesięciu więźniów, którzy zajmowali zabudowania gospodarcze istniejącej już wcześniej żwirowni. Więźniowie ci wybudowali obóz właściwy.

W okresie od września 1941 r. do lipca 1942 r., obóz znajdował się już po wschodniej stronie wspomnianej żwirowni. O funkcjonowaniu obozu, opinia publiczna dowiedziała się 15 listopada 1941 roku. W tym okresie, w obozie przebywali głównie Polacy, a także grupa żydowskich rzemieślników, którzy pochodzili z okolicznych miejscowości, takich jak: Kosów Lacki, Węgrów czy Sokołów Podlaski.

Pomnik na miejscu straceń w obozie pracy treblinka
Pomnik na miejscu straceń w obozie pracy

W okresie od lipca 1942 do listopada 1943 roku, czyli w czasie, gdy już istniał obóz zagłady, zwiększyła się liczba więźniów pochodzenia żydowskiego. Następowała duża rotacja i śmiertelność więźniów. Zmarłych zastępowali nowi więźniowie, wybrani z transportów kierowanych do obozu zagłady.

Obóz pracy zlikwidowano w lipcu 1944, bowiem nacierająca Armia Czerwona był niedaleko. Tuż pod koniec funkcjonowania obozu zmniejszyła się liczba żydowskich więźniów, pozostali głównie fachowcy i więźniowie, którzy pracowali w obozowej administracji. Nastąpiło polepszenie warunków bytowych, a więźniowie nawet dwukrotnie otrzymali paczki z Polskiego Czerwonego Krzyża.

Niewolnicza praca

Miejscami bardzo ciężkiej pracy więźniów, która kończyła się na ogół wyczerpaniem fizycznym i śmiercią były: żwirownia w Treblince, stacja kolejowa w niedalekiej Małkini oraz brzegi Bugu, gdzie pracowano nad regulacją tej rzeki.

Wszyscy nowi więźniowie pracowali przez jakiś czas w żwirowni, gdzie wykonywali najcięższe prace, polegające na wydobywaniu żwiru i ładowaniu go do wagonów, tzw. koleb. Były to wagony wąskotorowe, ciągnięte przez nieduży parowóz. Następnie na rampie odbywał się przeładunek do wagonów o normalnej wielkości. Praca ta była bardzo wyczerpująca. Niezdolni do pracy, chorzy zazwyczaj szybko umierali lub byli zabijani.

Teren dawnej żwirowni treblinka
Teren dawnej żwirowni

Likwidacja obozu pracy

Likwidacja obozu rozpoczęła się 23 lipca 1944 roku, około godziny 18. Polaków zamknięto w baraku, zaś teren zajmowany przez Żydów SS-mani i strażnicy otoczyli kordonem. Wszystkim Żydom kazano wyjść z baraków i położyć się na placu, twarzą do ziemi. Z grupy około 550 więźniów pochodzenia żydowskiego pochodzenia, wybrano około 17 osób, niezbędnych fachowców, których odłączono od grupy i zatrzymano w obozie. Pozostałych wyprowadzono małymi grupkami do lasu, gdzie zostali rozstrzelani.

W lesie, Niemcy wykopali trzy wielkie doły o głębokości około 3 metrów i różnej długości. Nad tymi dołami zabijano więźniów.

W międzyczasie załoga niszczyła obozową dokumentację, chcąc w ten sposób zatrzeć ślady swojej działalności. Gdy opuszczała obóz, zabrała ze sobą nagromadzony majątek oraz kilku fachowców spośród więźniów. Na sam koniec podpalono baraki.

Miejsce, którym stał barak dla Polaków w Karnym Obozie Pracy treblinka
Miejsce, którym stał barak dla Polaków w Karnym Obozie Pracy

Treblinka II – Obóz Zagłady

Obóz zagłady w Treblince został wybudowany przez Niemców  w połowie 1942 roku, obok istniejącego prawie rok obozu pracy. Drugi obóz powstał w ramach akcji “Reinhard”, która miała na celu fizyczną likwidację ludności żydowskiej. Obóz zajmował 17 hektarów ziemi. Otoczony został wysokim ogrodzeniem z drutu kolczastego.

Załoga składała się z 30-40 Niemców i Austriaków, a także około 100 strażników, głównie Ukraińców. Komendantem obozu był najpierw doktor medycyny Irmfried Eberl, a później Franz Stangl. Zastępcą komendanta był Kurt Franz, który przybył do Treblinki z Bełżca.

Pierwszy transport przybył 23 lipca 1942 roku, którym przywieziono Żydów z warszawskiego getta. Od tego dnia przywożono tu Żydów z Polski, Czechosłowacji, Francji, Grecji, Jugosławii, ZSRR, Niemiec i Austrii. Treblinka była także miejscem kaźni dla Romów i Sinti z Polski i Niemiec.

Uśmiercanie więźniów

Mechanizm postępowania z więźniami i sposób ich uśmiercania stworzył Christian Wirth, który był inspektorem obozu w Treblince, Bełżcu i Sobiborze. Według jego zaleceń trzymano do końca ofiary w nieświadomości, a posłuszeństwo wymuszano zaskoczeniem, szybkością działania i brutalnością.

Typowy transport zawierał do 60 wagonów, w tym co najmniej dwa wagony ze strażnikami. W towarowym wagonie umieszczano 80-120 osób.

Gdy transport dojechał do Treblinki, dzielono go na trzy części, po czym każdą z osobna dostarczano do obozu. Parowóz doczepiany był na końcu składu, a gdy wepchnął wagonu na obozową rampę, był odczepiany i wyprowadzany poza ogrodzenie.

Symboliczna rampa kolejowa Treblinka
Symboliczna rampa kolejowa

Kiedy wagony były już na rampie, rozpoczynał się właściwy cykl zagłady. Przywiezionym ludziom kazano zostawić bagaż, pozwalając zabrać ze sobą dokumenty i rzeczy wartościowe. Oddzielano ludzi niemających sił, inwalidów, chorych oraz starców, a także samotne dzieci. Następnie kierowano takie osoby do lazaretu, aby nie opóźniały akcji uśmiercania. Zdrowe osoby popędzano do rozbieralni. Oddzielano kobiety z dziećmi od mężczyzn. Tutaj też dokonywano selekcji, w zależności od potrzeb, która miała na celu wybranie więźniów do pracy w obozie. Kobietom po wejściu do baraków obcinano włosy.

Następnie wpychano ludzi do komór gazowych. Tą czynnością parało się na ogół dwóch ukraińskich strażników, który w razie potrzeby pomagali sobie metalową rurką i szablą. Gazowanie trwało około 20 minut. Czasami ten proces przedłużano. Zwłoki wyciągane były po pochyłej podłodze komory przez włazy, które otwierano od zewnątrz. Następnie ze zwłok wyrywano złote zęby oraz wyjmowano kosztowności, które ukrywano w różnych częściach ciała. Potem zwłoki wrzucano do dołów. W późniejszym okresie zwłoki transportowano na ruszty, za pomocą skórzanych rzemieni, pasów lub na drewnianych noszach.

Kamienie, które upamiętniają ofiary obozu zagłady w Treblince
Kamienie, które upamiętniają ofiary obozu zagłady w Treblince. Z lewej list jednej z osób odwiedzających teren dawnego obozu zagłady, pozostawiony na jednym z kamieni. Większe kamienie z nazwami miejscowości, przypominają miejsca pochodzenia ofiar.

Zamordowanie 5-6 tysięcy ludzi (od momentu rozładunku transportu, po opróżnianie komór gazowych) zajmowało Niemcom około 2-3 godziny. Historycy szacują, iż życie w Treblince mogło stracić około 800 tysięcy osób.

Janusz Korczak

Janusz Korczak (właściwie Henryk Goldszmit) to chyba najbardziej znana ofiara obozu zagłady w Treblince. Był on polsko-żydowskim lekarzem, pedagogiem, pisarzem, publicystą oraz działaczem społecznym.

W latach 1912-1943 razem ze Stefanią Wilczyńską prowadził Dom Sierot  – dla dzieci żydowskich w Warszawie. Początkowo znajdował się on na ulicy Krochmalnej 92 (obecnie Jaktorowska 6). W listopadzie 1940 roku został on przeniesiony do getta na ulicę Chłodną 33, do budynku Państwowej Szkoły Handlowej im. J. i M. Roeslerów. Kolejna przeprowadzka sierocińca miała miejsce w październiku 1941 roku, do gmachu Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Pracowników Handlowych i Przemysłowych, przy ulicy Siennej 16.

Korczak w czasie okupacji nosił polski mundur wojskowy oraz nie godził się na noszenie opaski z niebieską Gwiazdą Dawida, za co został nawet raz uwięziony na Pawiaku.

Podczas likwidacji getta, Korczak oraz inni pracownicy Domu Sierot nie zgodzili się na propozycję ucieczki i wraz z około 200 wychowankami zostali wywiezieni do Treblinki. Najprawdopodobniej stało się to 5 sierpnia 1942 roku, ale są również relacje mówiące o 6 sierpnia.

Nie jest znana dokładna data śmierci Janusza Korczaka, choć 27 marca 2015 roku Sąd Rejonowy Lublin-Zachód w Lublinie orzekł o uznaniu Janusza Korczaka za zmarłego 7 sierpnia 1942 roku.

Kamień upamiętniający Janusza Korczaka i dzieci
Kamień upamiętniający Janusza Korczaka i dzieci – autor zdjęcia: ד”ר אבישי טייכר

Powstanie

Więźniowie zdawali sobie sprawę, iż praca przedłuża ich życie tylko na krótki czas. Jedyną skuteczną bronią była ucieczka, która niestety niewielu się udawała. W Treblince stosowano dwie metody ucieczki, które dawały szanse na powodzenie. Pierwszym sposobem była ucieczka z komanda, które pracowało na zewnątrz obozu. Drugim, była ucieczka poprzez ukrycie się w wagonie towarowym z odzieżą. Niektórzy próbowali też trzeciego sposobu, czyli podkopu. Wszyscy, którzy podjęli próbę ucieczki i zostali złapani ponosili śmierć, często w męczarniach.

Za udaną ucieczkę Niemcy karali więźniów z danego komanda. Przeważnie za jednego uciekiniera, rozstrzeliwali 10 więźniów.

Więźniowie zrozumieli w końcu, że jedynym sposobem na wydostanie się z obozu jest zbrojne powstanie. Chcieli mieć wybór: albo zginą w walce, albo uciekną. Powstała tajna organizacja. Najpierw w obozie karnym, potem w obozie zagłady. Stworzono tzw. “piątki”, czyli grupy po 5 osób. W miarę możliwości, więźniowie gromadzili tępe narzędzia, drewniane deski, kołki, które były potrzebne do forsowania ogrodzenia z drutów kolczastych. Gromadzono także benzynę, która miała posłużyć do podpalenia zabudowań.

Na początku 1943 roku wyklarowała się grupa, która określana była jako Komitet Organizacyjny. Komitet ten, po wielu niepowodzeniach, takich jak: epidemia tyfusu, porażka w zdobywaniu broni poprzez przekupienie wachmanów, przygotował powstanie.

W organizacji oporu brali udział Żydzi, którzy przeżyli powstanie w warszawskim getcie i zostali przewiezieni do Treblinki. W skład Komitetu Organizacyjnego wchodzili: Zelomir Bloch, Rudolf Masaryk, Marceli Galewski, Sudowicz, Salzburg, Samuel Rajman, Julian Chorążycki, Irena Lewkowska, Monek, Leon Haberman, Lubling oraz Zeichet.

Działający prawdopodobnie od marca 1943 roku w obozie zagłady Komitet Organizacyjny skupiał 10-12 osób. Grupa oporu w tym obozie powstała z początku niezależnie, w kwietniu 1943r. przeniesiony do niego został Bloch, który stanął na jego czele.

Plan powstania zakładał kradzież broni i amunicji z wartowni, podpalenie wszystkich zabudowań i wspólny atak więźniów obu obozów na załogę. Planowano zabicie jak największej liczby strażników, masową ucieczkę, a po sforsowaniu Bugu, przyłączenie się do ocalałych grup partyzantów, którzy działali w lasach białostockich. Liczono także na pomoc więźniów z karnego obozu pracy, którzy wracali na platformach kolejowych z pracy na stacji kolejowej w Małkini. W przypadku pełnego powodzenia, planowano również uderzenie na załogę obozu pracy i uwolnienie więźniów oraz spalenie zabudowań.

Powstanie wybuchło 2 sierpnia 1943 roku, popołudniu, w poniedziałek, który był dniem wolnym od pracy i tego dnia nie przybywały transporty nowych więźniów.

Przed godziną 16. z wartowni, dzięki dorobionemu kluczowi, wyniesiono broń, amunicję i granaty. Akcję musiano przyspieszyć, bowiem Kurt Küttner odnalazł złoto u jednego z więźniów, zaangażowanego w powstanie. Niemiec rozpoczął natychmiastowe śledztwo. Wywiązała się chaotyczna strzelanina. Powstańcy podpali część zabudowań, a Stanislaus Lichtbau, ps. “Standa” wysadził w powietrze zbiornik z benzyną. Niepowodzeniem zakończyła się akcja zniszczenia komór gazowych oraz nie udało się przerwać linii telefonicznej. Największy atak, powstańcy, przypuścili na bramę główną, którą sforsowali po ciężkich stratach. Niemcy wezwali posiłki z okolicznych miejscowości. Powstanie trwało zaledwie 20-30 minut, z czego wymiana ognia około 10 minut.

W dniu powstania, w obozie przebywało 840 więźniów, z czego 105 nie wzięło w ogóle w nim udziału. Byli to psychicznie zmęczeni i zrezygnowani ludzie.

Historycy przyjmują, że z obozu udało się uciec około 200 więźniom, z czego z tej liczby, końca wojny mogło doczekać około 100 osób.

Gdy Armia Czerwona zajęła te tereny, odnaleziono około 40 osób, które ukrywały się w okolicznych lasach.

Nie istnieją pewne dane na temat strat wśród Niemców, bowiem relacje na ten temat są ze sobą sprzeczne. Najprawdopodobniej w powstaniu nie zginął nikt z okupantów.

Na stronie internetowej Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince znajduje się lista osób, które przeżyły pobyt w obozie zagłady. Aby ją przeczytać, należy kliknąć tutaj.

Likwidacja obozu

Po powstaniu w Treblince, Franz Stangl został przeniesiony do Włoch, do jednostki, która zwalczała tamtejszych partyzantów. Wirth i Globocnik zatuszowali bunt w obozie, nie składając w Berlinie raportu na ten temat.

W sierpniu 1943 roku nowym komendantem został Kurt Franz. W tym czasie przybyło do obozu kilka transportów. Deportowanych zagazowano w nie naruszonych komorach.

Ostatni transport, składający się z 39 wagonów przybył 19 sierpnia 1943 roku. Przyjechali nim Żydzi z Białegostoku.

Hitlerowcy potrzebowali czasu, aby rozwiązać obóz i zrównać z ziemią jego zabudowania. Stało się to 17 listopada 1943 roku. Wtedy też rozstrzelano 25-30 więźniów z ostatniego komanda – Restkommando, którzy mieszkali w wagonach towarowych. Żydów zaprowadzono do lasy, gdzie zastrzelono ich z strzałem w potylice. Ciała spalono na specjalnie zbudowanym ruszcie.

Teren, gdzie zakopano prochy zamordowanych, zaorano i zasiano łubinem. Przebudowano piekarnię obozową na dom, w którym osadzono rodzinę, która otrzymała zadanie ochrony terenu, który przypominał teraz gospodarstwo rolne. Przed nadejściem Armii Czerwonej, w drugiej połowie lipca 1944 roku, rodzina ta, podpaliła dom i ewakuowała się w kierunku Warszawy.

Pomnik Ofiar Obozu Zagłady w Treblince
Pomnik Ofiar Obozu Zagłady w Treblince. W górnej części pomnika znajdują się rzeźby: Męczeństwo, Kobiety i dzieci, Walka, Przetrwanie oraz Błogosławiące dłonie.
Głaz z napisem "Nigdy Więcej" po z napisem po polsku, jidisz, hebrajsku, rosyjsku, francusku i niemiecku.
Głaz z napisem “Nigdy Więcej”  po polsku, jidisz, hebrajsku, rosyjsku, francusku i niemiecku.

Źródło historii obozów: strona internetowa Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince

]]>
https://przygodyprzemka.pl/treblinka-oboz-zaglady-oboz-pracy/feed/ 0
Stacja Filtrów w Warszawie https://przygodyprzemka.pl/stacja-filtrow-w-warszawie/ https://przygodyprzemka.pl/stacja-filtrow-w-warszawie/#respond Wed, 08 Apr 2015 07:28:12 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=1287 W dniu 21 marca bieżącego roku, wybraliśmy się na wycieczkę do Stacji Filtrów w Warszawie. Miejsce to zobaczyliśmy dzięki obecności na Światowym Dniu Wody, który organizowało Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w m. st. Warszawie S.A. Impreza odbyła się na Płycie Desantu.

[...]

Czytaj więcej from Stacja Filtrów w Warszawie

]]>
W dniu 21 marca bieżącego roku, wybraliśmy się na wycieczkę do Stacji Filtrów w Warszawie. Miejsce to zobaczyliśmy dzięki obecności na Światowym Dniu Wody, który organizowało Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w m. st. Warszawie S.A. Impreza odbyła się na Płycie Desantu.

Płyta desantu, to pomnik, który upamiętnia desant żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego 16 września 1944 roku. Żołnierze próbowali przyjść z odsiedzą powstańcom warszawskim. Znajduje się dokładnie na 511 kilometrze biegu Wisły. Obok niego znajduje się zaniedbany, żelbetonowy pal, na którym znajduje się trójka żołnierzy. Jest on drugą częścią pomnika Chwała Saperom, który znajduje się po drugiej stronie Wisłostrady, w parku marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza.

stacja filtrów w warszawie
Pal, który jest częścią pomnika Chwała Saperom

Na miejsce przybyliśmy około 40 minut przed planowanym startem imprezy, aby zająć miejsce w kolejce, po odbiór wejściówek na darmowe zwiedzanie Stacji Filtrów oraz Oczyszczalni Ścieków “Czajka”. W planach mieliśmy odwiedzenie obu tych miejsc. Jednak rzeczywistość zweryfikowała nasze plany.

Gdy doszliśmy na Płytę Desantu naszym oczom ukazała się pokaźna kolejka ludzi, którzy czekali na to samo co my, czyli po wejściówki. Zachodziła obawa, że w ogóle nigdzie nie pojedziemy, bowiem na jedną i drugą lokalizację, organizator miał ograniczoną liczbę miejsc.

W kolejce spędziliśmy ponad godzinę. Udało się nam zapisać tylko na wycieczkę do Stacji Filtrów. Ja się cieszyłem, bo bardziej zależało mi na tym zabytkowym obiekcie. Kalina wolała nowoczesną oczyszczalnię ścieków.

stacja filtrów w warszawie
Bilety wstępu do Stacji filtrów

Do wyjazdu do Stacji Filtrów mieliśmy prawie trzy godziny. Trzeba było sobie jakoś ten czas zorganizować. Tym bardziej, że organizator przygotował atrakcje bardziej dla dzieci, niż dorosłych. Korzystając z ładnej pogody, spacerowaliśmy po okolicach Płyty Desantu i czekaliśmy cierpliwie na godzinę 14, czyli czas naszego odjazdu do Stacji Filtrów.

W międzyczasie mogliśmy zobaczyć co potrafi statek-spulchniacz Chudy Wojtek III, należący do warszawskich wodociągów. Jednostka ta przeważnie krąży wokół Grubej Kaśki i spulchnia piasek w dnie Wisły, aby zapobiec kolmatacji gruntu przy drenach ujęć infiltracyjnych. Jego nazwa pochodzi od nazwiska inżyniera Jerzego Wojtkowskiego, który w latach 60. XX wieku opracował technologię hydraulicznego spulchniania złóż filtracyjnych. W 1976 roku powstał film pt. “Pisane na Wodzie”. Bohaterami tego dokumenty była załoga statku “Chudy Wojtek”.

statek chudy wojtek 3 stacja filtrów w warszawie
Statek Chudy Wojtek III

Podczas pożaru Mostu Łazienkowskiego w lutym 2015 roku, Chudy Wojtek III brał czynny udział w akcji gaśniczej.

Statek Chudy Wojtek III w akcji:

Pokręciliśmy się trochę po terenie Płyty Desantu, porcie czerniakowskim, aż w końcu wybiła godzina 14. Poszliśmy na miejsce zbiórki. Tam jednak okazało się, że poprzednia wycieczka ma opóźnienie i autokar, który miał nas zabrać do Stacji Filtrów przyjedzie z około 30-minutowym opóźnieniem. Znowu zrobiliśmy sobie spacer po płycie i porcie.

Po około 40 minutach, autokar przyjechał. W końcu wyruszyliśmy w podróż do Filtrów.

Stacja Filtrów w Warszawie

Stacja Filtrów może poszczycić się mianem pomnika historii. Jest to najwyższa forma ochrony zabytków w naszym kraju. Filtry pomnikiem historii są od stycznia 2012 roku.

Warszawskie wodociągi rozpoczęły swoją działalność ponad 125 lat temu, jeszcze w okresie rosyjskiego zaboru. 18 listopada 1875 roku, na stanowisko p.o. prezydenta Warszawy, został mianowany Sokrates Starynkiewicz, urzędnik carski. Mimo że opowiadał się za pełnym podporządkowaniem gospodarczym, politycznym i społecznym Królestwa Polskiego Rosji, był jednym z najlepszych gospodarzy miasta, na pogrzeb którego przybyło 100 tysięcy warszawiaków.

Starynkiewicz zlecił brytyjskiemu inżynierowi – Williamowi Lindley’owi projekt miejskiej sieci wodno-kanalizacyjnej. Lindley pracował nad projektem w latach 1876-1878. Jego projekt zakładał budowę Stacji Pomp Rzecznych oraz stacji z urządzeniami uzdatniającymi wodę do picia. Projekt Williama Lindley’a zrealizowali jego dwaj synowie: William Heerlein oraz Joseph.

Pierwsze uruchomienie wodociągów miało miejsce latem 1886 roku.

Popiersie Williama Lindley'a stacja filtrów w warszawie
Popiersie Williama Lindley’a w Muzeum Wodociągów i Kanalizacji

Zwiedzamy Stację Filtrów

Muzeum Wodociągów i Kanalizacji

Po przybyciu na miejsce zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Każda poszła swoją drogą ze swoim przewodnikiem. Nasza grupa rozpoczęła zwiedzanie od Muzeum Wodociągów i Kanalizacji, które mieści się w dawnej hali pomp w budynku technicznym nr 2. Do najciekawszych eksponatów w tym miejscu należy fragment drewnianego wodociągu z XVII wieku oraz makieta terenu Stacji Filtrów, która znajduje się na najniższej kondygnacji budynku.

Muzeum Wodociągów i Kanalizacji stacja filtrów w Warszawie
Budynek Muzeum Wodociągów i Kanalizacji
stacja filtrów w warszawie
Wybrane eksponaty w Muzeum Wodociągów i Kanalizacji
stacja filtrów w Warszawie
Makieta terenu Stacji Filtrów w Warszawie

Wieża ciśnień

Następnym obiektem, który zwiedziliśmy była wieża ciśnień. Została zbudowana w latach 1883-1886. Ma ponad 40 metrów wysokości. Zadaniem wieży, było zapewnienie stałego ciśnienia wody w rurach rozbiorczych oraz zabezpieczenie ich przed drganiami, które powstawały w wyniku uderzeń wody, wywołanych pracą maszyn parowych.

Wieża ciśnień pełniła także rolę funkcję komina, którym odprowadzano spaliny z maszyn parowych, jednocześnie ogrzewając całą konstrukcję i chroniąc ją przed zamarznięciem.

Aby można dostać się na szczyt wieży, zaprojektowano spiralne, żeliwne schody. Niestety nie można wejść na szczyt wieży, bowiem schody nie są dostosowane do dzisiejszych przepisów dot. bezpieczeństwa.

wieża ciśnień stacja filtrów w warszawie
Wieża Ciśnień (na trzecim zdjęciu od lewej, wnętrze wieży)

W latach 30. XX wieku, kiedy wprowadzono pompy wirowe, które nie dawały efektu pulsowania, odłączono wieżę od systemu. Ostatecznie przestano ją eksploatować w 1934 roku.

Podczas II wojny światowej wieża uległa zniszczeniu. Odrestaurowano ją dopiero w 1996 roku.

Popiersie Sokratesa Starynkiewicza

Następnie przewodnik poprowadził nas pod popiersie Sokratesa Starynkiewicza. Projekt popiersia powstał 1904 roku, a jego wykonawcę wyłoniono w drodze konkursu, który wygrał Jan Woydyga. 4 lipca 1907 roku, pięć lat po śmierci Starynkiewicza, nastąpiło odsłonięcie popiersia. Kiedy Polska odzyskała niepodległość w roku 1918, warszawiacy niszczyli wszystkie ślady rosyjskiej obecności w mieście. Pomnik Starynkiewicza przetrwał nietknięty. Popiersie nie przetrwało jednak Powstania Warszawskiego. Hitlerowcy najpierw ukradli popiersie, a następnie je zniszczyli, zostawiając jedynie cokół.

Po wojnie pierwsza próba odbudowy pomnika miała miejsce w 1960 roku, kiedy to Dyrekcja Wodociągów i Kanalizacji, zamówiła go w Pracowni Sztuk Plastycznych przy ulicy Finlandzkiej, gdzie Stanisław Lisowski wykonał projekt gipsowy.

Dzisiejsze popiersie Starynkiewicza zostało wykonane w 1996 roku przez Stanisława Rosę, w 110. rocznicę powstania filtrów. Stanęło na oryginalnym cokole, na którym widać jeszcze ślady skradzionych liter. Do dzisiaj nie udało się ustalić, co głosiła inskrypcja po lewej i prawej stronie postumentu.

stacja filtrów w warszawie
Popiersie Sokratesa Starynkiewicza

Budynek techniczny I

Następnie przeszliśmy do budynku technicznego I, który stoi po wschodniej stronie wieży ciśnień. Jego budowa rozpoczęła się w 1895 roku. Przez dwa lata powstały hala pomp i kotłownia. W 1891 roku dobudowano skład węgla, a w latach 1923-1924 halę pomp elektrycznych.

W tym budynku spędziliśmy tylko kilka minut, gdzie każdy chętny mógł spróbować wody, którą oczyszcza się na miejscu.

Budynek Techniczny I
Budynek Techniczny I

Filtry powolne

Gdy wyszliśmy z budynku technicznego I, nasz przewodnik przeprowadził nas do filtrów powolnych. Mogliśmy wejść małymi grupkami do jednego z nich.

Filtry powolne, to sześć grup podziemnych zbiorników zbudowanych w latach 1883-1926. Pokryte są sklepieniami żaglowymi z cegły, które spoczywają na granitowych kolumnach.

Zasada działania filtrów powolnych jest następująca: woda przepływa przez filtracyjną warstwę piasku, na której obecnie dodatkowo ułożona jest warstwa węgla aktywnego.

filtry powolne
Wnętrze jednego ze zbiorników Filtrów Powolnych

Zakład Filtrów Pospiesznych

Ostatnim przystankiem naszej wycieczki po warszawskiej stacji filtrów, był Zakład Filtrów Pospiesznych. Po drodze mijaliśmy budynek socjalny, który został zbudowany na przełomie XIX i XX wieku, jako zaplecze dla pracowników stacji. Obecnie mieszczą się tam pomieszczenia biurowe.

Zakład Filtrów Pospiesznych
Zakład Filtrów Pospiesznych

Doszliśmy do budynku Zakładu Filtrów Pospiesznych. Budowa została zakończona w 1933 roku. Był on wówczas najnowocześniejszym zakładem tego typu w Europie. Jego rolą była wstępna filtracja wody przed skierowaniem jej na filtry powolne. Projektantem Zakładu był inż. Zygmunt Wendrowski. Koszt budowy zamknął się w kwocie 11,5 mln ówczesnych złotych, co było niebagatelną sumę jak na tamte czasy. Nic dziwnego, bowiem budynek uzyskał m.in. elewacje z czerwonego klinkieru i piaskowca, ceramiczne posadzki, konsole z białego marmuru, kryształowe szyby w drzwiach z drewna orzechowego, czy mosiężne kinkiety.

Płaskorzeźby na froncie budynku Zakładu Filtrów Pospiesznych
Płaskorzeźby na froncie budynku Zakładu Filtrów Pospiesznych

Zakład Filtrów Pospiesznych ucierpiał podczas Kampanii Wrześniowej w 1939 roku, kiedy to został trafiony trzema bombami. Usunięcie powstałych wówczas zniszczeń trwało kilka lat.

Zostaliśmy oprowadzeni po budynku. Duże wrażenie robią marmurowe konsole do sterowania procesem filtracji. Dzisiaj byłoby to nie do pomyślenia, aby dzisiaj ktoś by wykładał marmurem konsole w jakimkolwiek zakładzie.

Elementy marmurowe wewnątrz Zakładu Filtrów Pospiesznych
Marmurowe konsole sterowania procesem filtracji wewnątrz Zakładu Filtrów Pospiesznych

Pobytem w Zakładzie Filtrów Pospiesznych zakończyliśmy naszą wycieczkę. Nie wracaliśmy na Płytę Desantu, bowiem tam piknik się zakończył, a z terenu stacji było nam znacznie bliżej do pociągu.

Wycieczkę uważam za udaną, bowiem zawsze chciałem zwiedzić Stację Filtrów, kiedy przejeżdżałem obok, a teraz w końcu mogłem to zrobić.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/stacja-filtrow-w-warszawie/feed/ 0
Wojciech Cejrowski i wanilia z Madagaskaru https://przygodyprzemka.pl/wojciech-cejrowski-wanilia-z-madagaskaru/ https://przygodyprzemka.pl/wojciech-cejrowski-wanilia-z-madagaskaru/#respond Tue, 18 Nov 2014 09:30:15 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=1163 W sobotę, 15 listopada br. postanowiliśmy wybrać się z Kaliną na Warszawskie Targi Turystyczne Podróże, które odbywały się na Torwarze w dniach 14-16 listopada. Wizytę na targach zaplanowaliśmy już dawno. Bodźcem, który sprawił, że chcieliśmy uczestniczyć w tym wydarzeniu był Wojciech Cejrowski, znany polski podróżnik.

[...]

Czytaj więcej from Wojciech Cejrowski i wanilia z Madagaskaru

]]>
W sobotę, 15 listopada br. postanowiliśmy wybrać się z Kaliną na Warszawskie Targi Turystyczne Podróże, które odbywały się na Torwarze w dniach 14-16 listopada. Wizytę na targach zaplanowaliśmy już dawno. Bodźcem, który sprawił, że chcieliśmy uczestniczyć w tym wydarzeniu był Wojciech Cejrowski, znany polski podróżnik.

Wojciecha Cejrowskiego raczej nie trzeba przedstawiać. Chyba każdy widział w telewizji jego programy z serii “Boso…”. Chcieliśmy spotkać się z panem Wojciechem z uwagi na fakt, iż chcieliśmy mieć jego autograf w jego najnowszej książce “Wyspa na Prerii”.

Gdy dojechaliśmy do Torwaru autobusem linii 171, kupiliśmy bilety wstępu na Targi (dla mnie bilet kosztował 10 zł, dla Kaliny z uwagi na fakt, iż jeszcze studiuje, bilet kosztował 5 zł). Zostawiliśmy kurtki w szatni i poszliśmy zwiedzać stoiska wystawców.

Szczególnie interesowały nas stoiska (oprócz stoiska, gdzie swoje książki podpisywał Wojciech Cejrowski), których tematyka dotyczyła Polski. Tych jednak było jak na lekarstwo, co bardzo mnie zasmuciło. Jednak z tak małej ilości informacji o polskich produktach turystycznych zebraliśmy kilka ulotek i folderów, które w przyszłości pomogą nam wybrać ciekawe miejsce do zwiedzenia w naszym kraju. Jako że pochodzę z Nowego Dworu Mazowieckiego, martwi mnie brak stoiska z tego miasta, które powinno gdzie się da reklamować swój produkt turystyczny, jakim jest Twierdza Modlin. Z resztą nie był to odosobniony przypadek, bowiem nie stwierdziłem obecności żadnego polskiego miasta, a szkoda, bo takie targi turystyczne są na pewno bardzo dobrą okazją do zareklamowania się.

wojciech cejrowski

Było za to dużo stoisk różnych wydawnictw, które oferowały swoje książki o tematyce turystycznej w różnorakich rabatach (raz mniejszych, raz większych). Były również stoiska z nazwijmy to “swojskim jedzeniem”. Czyli można było kupić sobie kromkę chleba ze smalcem (co zawsze mnie śmieszy, bo niby nikt w domu nie wpadnie na pomysł, żeby sobie taki smalec wytopić ze słoniny sam, a na targach czy innych imprezach stoiska takie są oblegane przez tłumy), miód czy naturalne soki. Kromki ze smalcem sobie nie kupiliśmy, ale nigdy nie pogardzę miodem, którego spróbowaliśmy w kilku odmianach i smakach, a i kupiliśmy sobie słoiczek miodu z żurawiną oraz po butelce miodolady malinowej, która jest tradycyjnym napojem wytwarzanych z miodu pszczelego.

Doszliśmy w końcu do stoiska, gdzie Wojciech Cejrowski podpisywał swoje książki. Powiem szczerze, że myślałem, iż będzie to szło ociężale. Okazało się jednak, że pomimo dużej ilości chętnych podpisywanie książek przebywało bardzo sprawnie. W końcu doczekaliśmy swojej kolejności. Żałujemy tylko, że nie pomyśleliśmy o zrobieniu sobie zdjęcia z p. Wojciechem, ale tą przyjemność zachowujemy sobie na kolejne spotkanie z podróżnikiem, bowiem mam w planach “upolowanie” jego występów w stylu stand-up, z którymi jeździ po całej Polsce, ale jak sam przyznał na późniejszym wystąpieniu “w Warszawie jakby go nie chcą”. W tym roku raczej się nam już nie uda być na występie Wojciecha Cejrowskiego, ale mam nadzieję, że sztuka ta uda się nam w przyszłym roku.

wojciech cejrowski
Wojciech Cejrowski podpisał nasz egzemplarz książki “Wyspa na Prerii”: “Kalinie i Przemysławowi WC 2014”

Po odejściu od stoiska z Wojciechem Cejrowskim kontynuowaliśmy swój spacer po stoiskach, który zaraz przerwaliśmy, bowiem chwilę posłuchaliśmy wystąpienia pani Katarzyny Mazurkiewicz, która opowiadała o swojej podróży po Indiach. Mnie bardzo zainteresował jeden z Hindusów, o którym wspomniała p. Kasia. Mianowicie ów Hindus szedł na pielgrzymkę jednym brzegiem Gangesu, a zamierzał wracać do domu drugim brzegiem. Zapytany ile czasu szedł, odpowiedział, że trzy lata. Pani Katarzyna zachęciła wszystkich, którzy nie mają zbyt dużo do roboty, aby zastanowili się nad taką wyprawą, bo jak argumentowała, w Indiach można dużo zobaczyć, jak również ceny są tam niskie, więc sama wyprawa po Indiach nie powinna nas dużo kosztować (co innego sam dojazd do tego kraju, którego koszt z pewnością jest wysoki – tak dla przykładu koszt biletu lotniczego dla dwóch osób dorosłych w liniach Qatar Airways na trasie Warszawa – Kalkuta w jedną stronę to około 3-4 tysięcy złotych w zależności z jakim wyprzedzeniem wykupimy bilety).

Katarzyna Mazurkiewicz opowiada o Indiach Wojciech cejrowski
Katarzyna Mazurkiewicz opowiada o Indiach

Gdy skończyło się wystąpienie pani Katarzyny Mazurkiewicz, po raz kolejny w tym dniu na scenie stanął Wojciech Cejrowski (pierwszy występ opuściliśmy, bo jeszcze nas tam nie było, a tematem była preria).

Drugie wystąpienie pana Wojciecha dotyczyło Indian, dziko żyjących w dolinie Amazonki. Treści przytaczać nie będę, bowiem mam materiał filmowy z tego wystąpienia, który opublikuję, jak tylko go obrobię. Tak więc film będzie miał oddzielny wpis.

Wojciech Cejrowski na scenie WTT
Wojciech Cejrowski na scenie WTT

Wojciech Cejrowski tak barwnie i interesująco opowiadał o Indianach z Amazonii, że nie wiadomo kiedy minęło 30 minut jego wystąpienia. Trzeba przyznać, że Wojciech Cejrowski był magnesem, którzy przyciągnął w sobotę ludzi na targi. Widownia nie była już tak liczna na wystąpieniach innych osób.

Po wystąpieniu Wojciecha Cejrowskiego, nastąpiła chwila przerwy, po której miejsce na scenie zajęła pani Izabela z firmy The Earth Trip, wraz z gościem z Madagaskaru. Pani Iza opowiadała o swojej podróży na Madagaskar. Rozdawała również prawdziwe laski wanilii, o które po zakończeniu prezentacji postarała się także Kalina. Laski były zapakowane w torebkę z papieru, który został również wytworzony na Madagaskarze.

Jak wytwarza się taki papier możecie obejrzeć na filmie poniżej:

Pani Iza mówiła również o lemurach, które chyba też każdy zna, dzięki filmowi animowanemu pt. “Madagaskar” i postaci lemura Króla Juliana. Następnie miejsce pani Izabeli zajął jej gość, rodowita Malgaszka Bakomalala Nirinalijao (na nazwisku można sobie język połamać), która opowiadała jak wygląda życie codzienne na wyspie.

Bakomalala Nirinalijao i Izabela Fronczyk opowiadają o Madagaskarze Wojciech Cejrowski
Bakomalala Nirinalijao i Izabela Fronczyk opowiadają o Madagaskarze
Wanilia prosto z Madagaskaru wojciech cejrowski
Wanilia prosto z Madagaskaru

Kolejnym i ostatnim już punktem naszego pobytu na Warszawskich Targach Turystycznych było ponowne wystąpienie Wojciecha Cejrowskiego, który tym razem opowiadał jak wygląda praca na planie jego programów od kuchni. Z tej części spotkania z panem Wojciechem również mam materiał filmowy. Na końcu, Wojciech Cejrowski, przedstawił fragment swojego stand-up’u pt. “Ale Meksyk”, z którym odwiedza różne miasta w Polsce. Z tego fragmentu wystąpienia nie mam jednak materiału filmowego, bowiem skończyło się wolne miejsce na karcie pamięci w moim aparacie.

Na tym skończyliśmy swój udział w tegorocznych Warszawskich Targach Turystycznych Podróże. Film z wystąpień Wojciecha Cejrowskiego postaram się opublikować najszybciej jak to będzie możliwe.

Jeśli ktoś z Was był na targach, zapraszam serdecznie o pisanie swoich wrażeń z pobytu na targach.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/wojciech-cejrowski-wanilia-z-madagaskaru/feed/ 0
XIII Turniej Rycerski o pierścień księżnej Anny https://przygodyprzemka.pl/turniej-rycerski-liw/ https://przygodyprzemka.pl/turniej-rycerski-liw/#respond Sat, 23 Aug 2014 20:41:55 +0000 http://przemekzwiedza.pl/?p=401 Kiedy dowiedziałem się, że w sierpniu na zamku w Liwie odbyć się ma turniej rycerski, postanowiłem, że muszę tam być. Z niecierpliwością czekałem na sobotę 16 sierpnia 2014 roku.

[...]

Czytaj więcej from XIII Turniej Rycerski o pierścień księżnej Anny

]]>
Kiedy dowiedziałem się, że w sierpniu na zamku w Liwie odbyć się ma turniej rycerski, postanowiłem, że muszę tam być. Z niecierpliwością czekałem na sobotę 16 sierpnia 2014 roku.

W ogóle zauważyłem u siebie wzrost zainteresowania okresem średniowiecza. Niby zawsze chciałem zwiedzać zamki i warownie z tego okresu, ale jakoś nigdy to zainteresowanie nie było na tyle silne, abym nie mógł się doczekać wizyty w danym miejscu czy udziału w danym wydarzeniu, które nawiązywało do tego okresu historii.

Jak dotąd, interesowałem się szczególnie erą Napoleona I Bonaparte i okresem II wojny światowej, a to wszystko przez mieszkanie (ponad 20 lat) w obrębie historycznej Twierdzy Modlin.

W końcu nadszedł ten dzień. Niestety pogoda nie rozpieszczała. Co chwila padał deszcz. Raz mniejszy, raz większy. Ale mnie i Kalinę bynajmniej to nie zniechęciło do uczestniczenia w tej imprezie.

Jakiś czas temu kupiliśmy sobie wojskowe pałatki, które mają nas chronić przed deszczem, podczas naszych wojaży. Brak pałatek, lub czegoś podobnego, szczególnie odczuliśmy uczestnicząc w rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem (stosowny wpis ukarze się za kilka dni). Jednak pałatka sama w sobie, nie uchroniłaby nas przed dłuższym wystawieniem się na deszcz, bowiem po pewnym czasie najnormalniej w świecie zaczęła przemakać. Dlatego musieliśmy ją zaimpregnować. Czego użyłem do impregnacji? Jak to zrobiłem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w kolejnym poście.

Pojechaliśmy do Liwu. Była to nasza druga wizyta na zamku liwskim w tym roku. O zamku, muzeum i sposobie dojazdu do tego miejsca, możecie dowiedzieć się z tego wpisu.

Jadąc do Liwu myślałem, że nie będzie dużo osób na turnieju rycerskim z powodu deszczowej aury. Kiedy dojechaliśmy do celu, przekonałem się, że byłem w błędzie. Ludzi, a co za tym idzie, samochodów było sporo. Musieliśmy szukać odpowiedniego miejsca do zaparkowania naszego auta. Po krótkich poszukiwaniach znaleźliśmy dogodne miejsce, tuż przy brzegu Liwca.

liwiec turniej rycerski zamek w liwie
Liwiec

Akurat deszcz przestał padać. Postanowiliśmy nie brać na razie pałatek i udaliśmy się do kolejki ludzi, którzy oczekiwali na wejście na teren turnieju rycerskiego. Ze względu na godzinę (przyjechaliśmy około godziny 12, a turniej rozpoczął się o 10:30), było sporo ludzi w kolejce. Jednak sprzedaż biletów (cena 7 zł od osoby, nie było zniżek dla uczniów czy studentów, dzieci do lat 6 wchodziły za darmo) przebiegała sprawnie i po kilku minutach szliśmy już ku miejscu, gdzie odbywała się impreza.

Po drodze mijaliśmy stoiska z przeróżnymi rzeczami. Było jedzenie i napoje, był miód pitny w różnorakich butelkach, były również drewniane miecze i tarcze dla dzieci. Ten kto chciał, mógł kupić nawet zbroję lub jej część. Zabrakło nam po raz kolejny (zapomniałem o tym napisać w poprzednim poście o zamku w Liwie) pamiątek związanych ściśle z zamkiem w Liwie, na przykład rysunku na szkle przedstawiającego zamek,  (taki obrazek przedstawiający Kolegiatę w Kartuzach przywieźliśmy z Kaszub) lub wizerunku zamku, przedstawionego w inny sposób.

Obeszliśmy jarmark dookoła, niestety nic nie przykuło naszej uwagi na tyle, aby wydać pieniądze. Kiedy dochodziliśmy do areny walk, kończyły się właśnie potyczki jeden na jeden.

turniej rycerski Walki jeden na jeden
Walki jeden na jeden

Potem nastąpiła krótka przerwa, aby dać chwilę odpoczynku rycerzom. W międzyczasie odbyły się chyba dwa konkursy dla dzieci (piszę “chyba”, bo szczególnie się tym nie interesowałem).

Po konkursach odbyły się walki dwóch na dwóch. Rycerze prezentowali przeróżne uzbrojenie. Miecze, broń drzewcowa, buzdygany. Jeden z uczestników turnieju walczył nadziakiem, który wyglądem przypominał tłuczek do mięsa, tylko w większej skali (z resztą tak opisywał go narrator).

NADZIAK (zwany również “siekierką lub “obuszkiem”) to broń obuchowo-sieczna. Z wyglądu przypomina młotek o drewnianym lub stalowym stylisku i stalowej głowicy – z jednej strony tępej lub w formie siekierki, a z drugiej zaopatrzony w ostry, często zakrzywiony kolec, zwany dziobem. W Polsce tej broni używała jazda konna oraz szlachta, która stosowała nadziaki jako laski. Jednak częste używanie tej broni do krwawego rozstrzygania sporów podczas sejmików, doprowadziło do zakazania stosowania nadziaków przez cywili.

BUZDYGAN to broń obuchowa, która pochodzi ze Wschodu. Metalowa głowica osadzona była na trzonku o długości około 60 cm. Trzonek był zazwyczaj z drewna, okuty metalem, ale występowały również buzdygany o metalowym trzonku. W Polsce używano tej broni w późnym średniowieczu. Od XVI wieku buzdygany stały się odznakami polskich dowódców.

Walki te trwały mniej więcej do godziny 14. Jak dokładnie wyglądały możecie zobaczyć na zdjęciach w galerii oraz filmie, który jest na końcu tekstu.

turniej rycerski Walki dwóch na dwóch
Walki dwóch na dwóch

Potem nastąpiła kolejna przerwa i znowu publiczność mogła spróbować swoich sił w kilku konkursach. My skorzystaliśmy z okazji i poszliśmy do samochodu na szybki posiłek.

Kiedy byliśmy z powrotem na miejscu, konkursy skończyły się, a organizatorzy przygotowywali miejsce starć na następny etap turnieju. A był nim bohurt, czyli walki bractw rycerskich w systemie pięciu na pięciu. Zmieniliśmy miejsce, usiedliśmy na trawie i czekaliśmy na rozpoczęcie się potyczek.

Walczyli oczywiście ci sami rycerze, którzy brali udział w poprzednich konkurencjach. Między walkami zaprezentowano zbroję rycerską jednego z uczestników. Była to pełna zbroja płytowa. Na uwagę zasługuje fakt, iż jej właściciel wykonał ją sam. Walki były widowiskowe, bowiem żaden z rycerzy nie ustępował, ale jednak trzeba zaznaczyć, że nikt celowo nie chciał zrobić krzywdy przeciwnikowi. Ale już taki jest ten sport (tak sport, są już pierwsze klubu sportowe, których domeną są walki rycerskie).

Bohurt. Walki pięciu na pięciu turniej rycerski
Bohurt. Walki pięciu na pięciu

Po bohurcie przyszedł czas na pokazy rycerzy konnych. Podczas prezentacji miał miejsce pewien incydent. Jeden z jeźdźców spadł z konia, a spłoszone zwierzę biegało dookoła areny. Organizatorzy starali się złapać konia. Zachodziła obawa, że spłoszony koń wpadnie w tłum widzów. Jednak dosyć szybko uporano się z tym problemem. Konia uspokojono, a po chwili brał z powrotem udział w widowisku.

Rycerze konni turniej rycerski
Rycerze konni

Prowadzący, wymyślił historię o turnieju rycerskim, w którym nagrodą miała być ręka córki kasztelana zamku w Liwie. Rycerze musieli zmierzyć się ze sobą w kilku konkurencjach.

Najpierw musieli trafić kopią w kukłę Saracena. Do punktacji liczył się pełen obrót kukły. Następnie “do Saracena” dołożono konieczność ściągnięcia ze słupka wbitego w ziemię, metalowej obręczy. Zadanie okazało się nie łatwe, bowiem nie zawsze sztuka ta udawała się jeźdźcom.

Kukła Saracena turniej rycerski
Kukła Saracena

Po kilku próbach nastąpiła kolejna konkurencja. Tym razem trzeba było ciąć mieczem kapustę podczas jazdy. Po chwili dołożono po drugiej strony konieczność ścięcia jajka i zabranie znanej już z poprzedniej konkurencji metalowej obręczy.

Kulminacyjnym momentem tej części imprezy były walki na kopie. Jeźdźcy walczyli w systemie każdy z każdym. W pewnym momencie jeden z rycerzy zaatakował przez przypadek konia przeciwnika, co go pozbawiło możliwości ubiegania się o końcowy sukces, czyli rękę córki kasztelana zamku. Zdyskwalifikowany rycerz był nie pocieszony, ale zasady są zasadami i musiał przerwać udział w rywalizacji.

Walki na kopie turniej rycerski
Walki na kopie

Wygrał rycerz imieniem Jaśko. Na tym pokaz konnicy zakończył się.

Rycerz Jaśko turniej rycerski
Rycerz Jaśko

Byliśmy już trochę zmęczeni i głodni, a nie chcieliśmy (co tu dużo pisać) przepłacać za jedzenie dostępne na miejscu. Postanowiliśmy wracać do domu. Nie potrafiliśmy oprzeć się jednak wacie cukrowej, którą kupiliśmy po wyjściu z terenu imprezy.

Nie czekaliśmy do końca turnieju rycerskiego, ale organizatorzy przygotowali jeszcze między innymi: inscenizację bitwy o zamek w Liwie, z udziałem piechoty, konnicy i artylerii, pokaz chodzenia po rozżarzonych węglach, pokaz fireshow czy na koniec pokaz sztucznych ogni.

Mimo że nie zostaliśmy do końca, to zdecydowanie mogę polecić tą imprezę, jeśli zostanie zorganizowana w przyszłym roku (a myślę, że będzie).

Niżej film-relacja z XIII Turnieju Rycerskiego “O pierścień księżnej Anny”:

Zapraszam również do obejrzenia galerii zdjęć.

]]>
https://przygodyprzemka.pl/turniej-rycerski-liw/feed/ 0